Monaster Treskavec
Bałkańska Majówka 2019 Macedonia

Monaster Treskavec, czyli sięgając nieba…z kotem

-
22 sierpnia 2019

W okolicach Prilepu bywaliśmy nie raz, podobnie zresztą jak przy Wieżach Marka. Monaster Treskavec widzieliśmy do tej pory z daleka, aż podczas majówki 2019 w końcu do niego dotarliśmy. I nie wiem, czy wypada napisać o miejscu związanym z religią, że jest magiczne. Ale Monaster Treskavec naprawdę ma w sobie coś magicznego. I nie wiem, czy na jego odbiór wpływ ma jego niesamowicie widokowa lokalizacja, panująca tam podniosła atmosfera czy… kot, który postanowił robić za naszego przewodnika. Jedno jest pewne. Monaster Treskavec po prostu trzeba odwiedzić.

Jedyny taki monaster

W Macedonii znajdziecie wiele monasterów. Większość z nich ma bogatą historię, ciekawe freski czy przechowuje cenne relikwie. Jednak nie każdy z nich może się poszczycić tak niesamowitą lokalizacją, jak Monaster Treskavec. Ten XII-wieczny klasztor zbudowany został tuż poniżej skalistego szczytu Zlatovrv, który dumnie wznosi się nad Równiną Pelagonii. Bliżej nieba i Boga już się nie dało. Monaster powstał w miejscu, w którym wcześniej wznosiła się bazylika z VI w.. Większość zachowanych w jego wnętrzach fresków pochodzi natomiast z XVI w.. Niestety, choć Treskavec znajduje się tak blisko Boga, to nie ominęły go problemy ziemskiej egzystencji. W 2010 roku na jego terenie wybuchł pożar, który strawił sporą część jego zabudowań. Obecnie wciąż trwają prace mające przywrócić mu choć częściowo jego dawny wygląd.

Monaster Treskavec

Monaster Treskavec

 

Monaster Treskavec

Wąska nitka asfaltu wspina się początkowo łagodnymi serpentynami po wyżynnym, usianym kamieniami terenie. Z Prilepu wystarczy przejechać dosłownie 10 km, by z gwarnego miasta przenieść się do świata ciszy i rozległych widoków. Im bliżej monasteru, tym droga staje się coraz bardziej stroma. Samochód zostawiamy na parkingu położonym nieco poniżej klasztornych zabudowań i dzielący nas niewielki dystans pokonujemy pieszo. Z zewnątrz Monaster Treskavec nie wygląda źle. Dopiero po wejściu na jego dziedziniec wita nas widok wszechobecnych rusztowań. Oczywiście psują one nieco odbiór klasztoru, ale po wejściu do ozdobionej freskami świątyni na chwilę zapominamy o trwającym remoncie. Podczas naszej wizyty spotykamy tylko jednego turystę. Oraz… kota.

Monaster Treskavec

Monaster Treskavec

Monaster Treskavec

Monaster Treskavec

Monaster Treskavec

Kot

Wiemy, że część z Was, zajrzała do tego artykułu, głównie po to, aby się przekonać, czy warto odwiedzić Monaster Treskavec. I mamy nadzieję, że po dotarciu na sam koniec tego wpisu, będziecie w 100% przekonani o słuszności takiej decyzji. Ale nasza opowieść o klasztorze nie będzie pełna, jeśli nie napiszemy o kocie. Jeśli śledzicie bloga od dawna, to wiecie, że jestem straszną kociarą. Dodatkowo sami jesteśmy posiadaczami dwóch, biało-rudych kocurów. Podczas naszych podróży zawsze znajdę sobie jakiegoś futrzastego przyjaciela. Albo kota, albo psa. Podczas krążenia po klasztornych zabudowaniach, kątem oka dostrzegłam dumnie paradującego, biało-szarego kota. Nie byłabym sobą, gdybym go nie zawołała. Ten oczywiście ochoczo przybiegł, zaczął się ocierać o moje nogi i mruczeć. Kiedy postanowiliśmy z Markiem udać się w stronę szczytu Zlatovrv, kot zdecydował się iść za nami. Początkowo zachowywał dystans. Szybko jednak go zmniejszył i zachowywał się bardziej jak pies, który idzie przy nodze. W połowie drogi stwierdziliśmy, że jest za stromo i za dużo błota, by dalej kontynuować wędrówkę. Zasiedliśmy więc na chwilę na usianej kwiatami małej łące. Nie minęła sekunda, gdy na kolanach miałam mruczącą, biało-szarą kulkę, która później ze sporą gracją pozowała do zdjęć. W drodze powrotnej, gdy kot zrozumiał, że nasza wspólna wycieczka się kończy, po prostu w pewnym momencie zniknął. Bez pożegnania. Jak to kot.

Kot

Kot

Kot

Monaster Treskavec

Monaster Treskavec

Monaster Treskavec

Monaster Treskavec

 

TAGI
Powiązane wpisy