14 dni kwarantanny
Bałkańskie sprawy

14 przemyśleń na 14 dni kwarantanny

on
10 kwietnia 2020

Po powrocie z Bałkanów do Polski czekała nas obowiązkowa, 14-dniowa kwarantanna. Na szczęście mogliśmy ją odbywać w domowym zaciszu. Ani ja, ani Marek nie byliśmy w żaden sposób przerażeni wizją spędzenia tego czasu w zamknięciu. W szczególności, że mieszkając w wolno stojącym domku jednorodzinnym mogliśmy korzystać z ogrodu. Który, jak się okazało, w szczególności dla mnie (rudej) był swoistym wybawieniem. Ten czas spędzony w domu pozwolił nam na pewno na wysnucie najróżniejszych wniosków dotyczących czasów pandemii, decyzji podjętych w przeszłości, a także wielu, innych spraw. Zapraszamy Was do lektury naszych 14 przemyśleń, czyli po jednym, na każdy z 14 dni kwarantanny.

Wdzięczność

Kwarantanna na pewno uczy jednego. Bycia wdzięcznym. Przez 14 dni kwarantanny byliśmy wdzięczni za to, że mieliśmy wsparcie naszych bliskich. Że była piękna pogoda, która nastrajała optymistycznie i zachęcała do działania. Byliśmy wdzięczni, że mamy co jeść, pić i że jesteśmy zdrowi. Byliśmy wdzięczni, że byliśmy otoczeni naszymi zwierzakami, które są najlepszymi poprawiaczami humoru na świecie. Byliśmy wdzięczni za to, że mogliśmy w tym roku odbyć miesięczną podróż po Bałkanach oraz za to, że mieszkamy w takim miejscu, w którym łatwo odciąć się od tematu pandemii.

14 dni kwarantanny

Praca zdalna to już nie fanaberia i wymysł, a konieczność

Cóż, pandemia wymusiła pracę zdalną na wielu osobach, które do tej pory pracowały w biurach. Nagle spora część z nich odkryła, że praca z domu to nie jest leżenie, nic nie robienie i ogólny relaks. Dla jednych przejście na taki tryb funkcjonowania było bardzo korzystne. Dla drugich, niekoniecznie. W moim przypadku pandemia niczego nie zmieniła w sposobie pracy. Znajomi się śmiali, że ja od wielu lat byłam na to gotowa. W końcu, już jakiś czas temu podjęłam decyzję o pracy zdalnej. Kiedy więc na chwilę utknęliśmy w Chorwacji, zbytnio się nie przejęłam. Włączyłam komputer i pracowałam. Podobnie na kwarantannie.

Myślisz, że pandemia Cię nie dotyczy? Zdziwisz się!

Jeszcze w lutym można było nieco z większym dystansem podchodzić do tematu koronawirusa. Czy na Bałkanach, czy w Polsce zachorowań było niewiele. Jednak już w marcu i kwietniu było wiadomo, że nawet jeśli sami nie zachorujemy, to skutki pandemii będziemy odczuwać długo. Jak długo? Tego nie wie nikt. Jak my odczuwamy konsekwencje ostatnich wydarzeń? Cóż… po części finansowo. Jedna firma obcięła moje wynagrodzenie o 10%, druga o 1000 zł. Trochę mój portfel ucierpiał, ale z drugiej strony, cieszę się, że w ogóle mam pracę i zarobki. Bo jest to komfort, którym wiele osób nie może się obecnie cieszyć. Na pewno zaczynamy odczuwać wzrost cen. Jako wegetarianka jem warzywa i owoce na kilogramy. Niestety te kilogramy kosztują i to z każdym tygodniem coraz więcej. A widmo nadciągającej suszy nie nastraja optymistycznie. Kolejnym skutkiem pandemii jest to, że musieliśmy odłożyć na później wiele naszych planów, zarówno biznesowych, jak i podróżniczych. W przypadku tych pierwszych jesteśmy dobrych, kilka tysięcy w plecy. Ale pocieszamy się, że to niewiele, w porównaniu ze stratami innych firm.

Dobrze jest mieszkać poza miastem

Mieszkanie pod Warszawą zawsze miało trochę plusów i trochę minusów. Teraz widzimy głównie zalety życia w tym, a nie innym miejscu. No dobra, pewnie dalej wolelibyśmy mieszkać w górach, albo najlepiej w górach nad morzem. Ale nie można mieć wszystkiego. Jak wspominaliśmy w podpunkcie o wdzięczności, życie w mniejszej miejscowości (a dokładniej na wsi), ma obecnie sporo zalet. Z naszej domowo-ogrodowej perspektywy nie da się zauważyć, że trwa pandemia i życie nie toczy się swoim zwykłym rytmem. No chyba, że przejedzie gdzieś nieopodal wóz policyjny emitujący jakieś komunikaty. Wtedy przypominamy sobie o grasującym wszędzie koronawirusie. Jak już opuścimy kwarantannę i zaczniemy wychodzić po zakupy, wtedy pewnie dojdzie to do nas ze zdwojoną siłą.

14 dni kwarantanny

Ruch to zdrowie, czyli kreatywne wykorzystanie domu i ogrodu

Przez cały rok jestem bardzo aktywna. Jeżdżę na rowerze, chodzę z psami na długie spacery, ćwiczę w domu. W pierwszych dniach kwarantanny głównie zażywałam ruchu w domu, korzystając z programów treningowych dostępnych na YouTube. Jednak to mi nie wystarczało. W efekcie, po kilkuletniej przerwie od biegania, wróciłam do tego sportu. I… biegałam wokół domu. Okazało się, że w ten sposób mogę spokojnie zrobić kilkukilometrowe trasy. Fakt, psy patrzyły się na mnie jak na wariatkę i odmawiały wspólnego biegania. Po kilku treningach przypomniałam też sobie, dlaczego zarzuciłam ten sport. Moje kolano zaczęło dosadnie komunikować, co o tym myśli. Na szczęście dochodzi do siebie i coś czuję, że bieganie znów zagości w repertuarze moich aktywności ruchowych. Oprócz tego, doceniłam możliwość rozciągania się w promieniach słońca na tarasie, a także rozgrywaliśmy z Markiem partyjki badmintona. Jeszcze trochę tej izolacji, a zacznę biegać maratony i wynajdywać inne, kreatywne sposoby wykorzystania naszego ogrodu. Może zaczniemy nurkować w naszym oczku wodnym?

14 dni kwarantanny

Co masz zrobić, zrób na kwarantannie

Co by nie mówić, kwarantanna to dobry czas na ogarnięcie różnych, domowych spraw odkładanych na święte nigdy. My np. przemalowaliśmy i przemeblowaliśmy jeden z naszych pokoi. Odgraciliśmy trochę nasze mieszkanie, pozbywając się rzeczy, które odkładaliśmy na później, na kiedyś, na za 10 lat itd.. Było to na swój sposób oczyszczające doświadczenie również dla nas. I pokazujące, że gromadzimy stanowczo za dużo rzeczy wokół nas.

Mała rzecz, a cieszy – zakupy

Osoby przebywające na kwarantannie stają przed problemem natury logistycznej. Przez 2 tygodnie trzeba coś jeść. My w teorii mogliśmy poprosić rodziców Marka, by zrobili nam zakupy. Ale nie chcieliśmy ich narażać na wyprawę do większych sklepów. Dlatego się zawzięłam i postanowiłam zrobić zakupy przez internet. Słyszałam mrożące krew w żyłach historie o tym, że terminy są na maj lub czerwiec, że połowy produktów nie ma itd.. Na naszą wieś zakupy dowozi Auchan Direct. W pierwszy weekend kwarantanny zapakowałam koszyk w sklepie internetowym. I czekałam. I odświeżałam stronę. I dalej czekałam. Wolnych terminów brak. Aż nadszedł poniedziałek. I niczym Złoty Graal objawiły się wolne terminy dostawy. I to nie za miesiąc, a za 3-4 dni. Z tej radości prawie chciałam odkorkować szampana. Ale od razu się zreflektowałam, że najpierw musiałabym go zamówić. Następną godzinę spędziłam walcząc ze stroną, ponieważ ze 100 razy mnie wylogowała, kilka razy ze smutkiem poinformowała, że części produktów już nie ma i pewnie z 20 razy się zawiesiła. Ale ostatecznie wygrałam tę batalię i złożyłam zamówienie. Czułam się jak bohaterka we własnym domu.

Niewiadoma nr 1 – Aplikacja Kwarantanna

Wydawało nam się, że po powrocie do Polski już wszystko będziemy wiedzieli i nic nas nie zaskoczy. W końcu dotychczas, naszym głównym problemem było to, czy da się wrócić do kraju i czy możemy przekroczyć granice leżące na naszej trasie. Okazało się jednak, że również kwarantanna może generować niewiadome. Po pierwsze, początkowo nie wiedzieliśmy, czy musimy używać aplikacja Kwarantanna. Podjęliśmy decyzję, że ją olewamy. Policja/Wojska Obrony Terytorialnej/Straż Miejska i tak nas odwiedzali. Po 1 kwietnia wszedł obowiązek używania aplikacji. Obowiązek? No właśnie nie było względem tego pewności. Na Instagramie dostawaliśmy pytania, czy jej używamy i czy działa. Mnie udało się nie wykonać iluś selfie w wyznaczonym czasie, bo albo spałam, albo gadałam przez telefon. Ale nie miałam z tego tytułu żadnych problemów. A stróże prawa po pierwszym tygodniu przestali nas w ogóle odwiedzać.

Niewiadoma nr 2 – pomoc rządu

Jako posiadaczka jednoosobowej działalności w teorii mogłam ubiegać się o pomoc rządu, czyli zawieszenie na 3 miesiące składek ZUS oraz wnioskowanie o postojowe. Szczerze mówiąc tematy księgowe i prawnicze zawsze brzmią dla mnie, jak czarna magia. Ale im dłużej wczytywałam się w wytyczne dotyczące tarczy kryzysowej (wybaczcie, nie nazwę ją antykryzysową), tym z każdą chwilą coraz mniej z tego rozumiałam. W efekcie, zapłaciłam składkę ZUS, choć mogłam się z nią wstrzymać. Złożyłam też wniosek o wypłatę postojowego. I choć na moje oko spełniam wszelkie wymogi, to nie mam pewności czy i kiedy dostanę finansowe wsparcie. Porównując pomoc, jaką przedsiębiorcy dostali np. w Chorwacji, dochodzę do wniosku, że może czas przenieść biznes do innego kraju.

Bez internetu jak bez ręki

Nie będzie to zbyt odkrywcze, ale obecna sytuacja byłaby dużo trudniejsza do zniesienia, gdyby nie fakt, że mamy dostęp do internetu. I nie chodzi jedynie o aspekt pracy. Ale o możliwość oglądania filmów, spotkań na live’ach (w jedną sobotę nawet piłam wino ze znajomymi) czy podróżowania palcem po mapie.

Kwarantanna – spróbuj czegoś nowego

Cóż, okazuje się, że kwarantanna to także dobry czas, by zrobić coś, czego nigdy się nie robiło. I tu wracamy na chwilę do wcześniejszego punktu, czyli internetu. Bo bez niego nie byłoby to możliwe. W trakcie kwarantanny mogłam np. poprowadzić spotkanie autorskie Joanny Lampki, która niedawno wydała książkę o Szwajcarii.  I było to super doświadczenie. I na szczęście, nie jest to tylko moje zdanie. Całość spotkania możecie obejrzeć np. na YouTube.

Dobrze jest powspominać

Kwarantanna okazała się dobrym czasem, by trochę powspominać. Kumpela odkopała nasze zdjęcia sprzed… wielu lat. Mniej więcej od 2007 roku. Czasami wracam pamięcią do tamtych czasów, ale teraz mogłam w pełni się na nich skupić. Cóż, muszę przyznać, że okres studiów był jednym z lepszych momentów w moim życiu. W szczególności pod kątem ludzi i masy zwariowanych rzeczy, jakie wtedy robiłam. Co na pewno zmieniło się na przestrzeni lat? Obecnie mam dłuższe włosy, moja waga nie skacze tak, jak kiedyś, mam mniej kolczyków i bardziej pokrzywione zęby. 😉

Przed Wami najmniej obciachowe fotki. Reszta… średnio nadaje się do publikacji

14 dni kwarantanny

14 dni kwarantanny

Niepewność

Do tych 14 dni kwarantanny staraliśmy się podejść pozytywnie. W szczególności, że w przeciwieństwie do wielu, innych osób, mieliśmy całkiem komfortowe warunki do jej odbywania. Ale, choć kończymy przymusową izolację, to w naszych głowach kołacze jedno pytanie: jak dalej będzie wyglądał nasz 2020 rok. Bo o tym, że szybko wrócimy na Bałkany możemy na razie pomarzyć. Póki co, nie wiem na przykład, kiedy będę mogła odwiedzić Rudych Rodziców w Kielcach. Owszem, codziennie rozmawiamy, a Wielkanoc prawdopodobnie spędzimy na wideokonferencji. Ale nic nie zastąpi kontaktu twarzą w twarz. Pod znakiem zapytania znajduje się nasz biznes, który planowaliśmy rozkręcić w tym roku. Oczywiście możemy go przełożyć na kolejny rok, ale czy 2021 będzie lepszy? No właśnie, tego też nie wiemy.

Zmiana perspektywy

Na koniec myśl, która towarzyszyła nam chyba od dłuższego czasu. Pandemia, 14 dni kwarantanny i to wszystko, co dzieje się i dziać się będzie sprawia, że na świat patrzymy z nowej perspektywy. Przede wszystkim, doceniamy, że kilka miesięcy temu mogliśmy jechać, gdzie chcieliśmy, spotkać się w większym gronie i snuć plany na przyszłość. Teraz żyjemy trochę z dnia na dzień. Oczywiście mamy różne marzenia i pomysły, co by tu jeszcze zrobić. Ale czekają one na moment, gdy pojawi się zielone światło, które pozwoli nam ruszyć z kopyta. Teraz funkcjonujemy wolniej, spokojniej, ale nie leniwie. Ja pracy mam dużo. Staramy się, by blog żył i by cały czas pojawiały się na nim nowe treści. Mimo, że statystyki spadły na łeb na szyję, a wiosna zawsze była blogowym szczytem sezonu. Ale tę stagnację i zapaść przeżywa cała branża turystyczna, do której blogi podróżnicze po części też się zaliczają.

A na deser…

Cóż, wpis mieliśmy praktycznie gotowy, gdy pojawił się jeszcze jeden wątek do omówienia. A mianowicie, jak ustalić, kiedy kończymy 14 dni kwarantanny. Bowiem docierały do nas informacje, że często data, które inni obierali za początek i koniec kwarantanny nijak się mają do tego, jakie daty ma u siebie policja i sanepid.  U nas wyglądało to tak: do Polski przyjechaliśmy w czwartek, 26 marca w godzinach wieczornych, więc za pierwszy dzień kwarantanny obraliśmy piątek 27 marca. Postanowiłam to jednak zweryfikować.

  1. Zadzwoniłam do bardzo miłego dzielnicowego, który odwiedzał nas kilka razy podczas tych 14 dni kwarantanny. Niestety nie mógł mi pomóc, ponieważ był w terenie i nie miał jak tego sprawdzić. Kazał jednak zadzwonić na komisariat, do dyżurnego.
  2. Zadzwoniłam do dyżurnego. Ojej… ale to powinna pani zadzwonić do dyżurnego sanepidu. Powiedziałam mu, że odesłał mnie na komisariat dzielnicowy. No dobrze… sprawdzę to dla pani. 10 min później: No… kwarantannę ma pani do dziś. Ale wie pani co, pani i tak zadzwoni do sanepidu, bo oni mają najpewniejsze informacje. Przekazał mi numer i na tym nasza rozmowa się zakończyła.
  3. Zaczęłam wydzwaniać do dyżurnego, ale ciągle słyszałam komunikat, że jest poza zasięgiem sieci lub ma wyłączony telefon. Wysłałam więc smsa z danymi i czekałam. Po 2 godzinach dyżurny, a raczej dyżurna oddzwoniła. Proszę pani, ja nie mam dostępu do tych danych, bo mi nie działa system, bo wszyscy w nim siedzą. Zresztą, policja a dostęp do tego samego systemu, więc ja nie wiem, po co policjant kazał pani do mnie dzwonić. A wiem! Pewnie, żeby mi pani powiedziała, że się pani dobrze czuje. Dobrze się pani czuje? Tak? To świetnie. To jak policjant pani powiedział, że ma pani kwarantannę do dziś, to ja pani nic innego nie powiem.
  4. Pani z sanepidu jednak nie dała za wygraną i po 30 min do mnie oddzwoniła z informacją, że udało jej się zalogować do systemu. I okazało się, że kwarantanna jednak skończyła nam się dzień wcześniej niż zakładaliśmy, czyli nie w piątek 10 kwietnia, a w czwartek 9 kwietnia.

Dziękuję. Kurtyna.

TAGI
POWIĄZANE POSTY