Tbilisi
Gruzja

Spacer po Tbilisi, czyli dlaczego polubiliśmy stolicę Gruzji

-
3 marca 2019

Jak doskonale wiecie nie przepadamy z Markiem za zwiedzaniem miast. Wyjątkiem jest Sarajewo, Zagrzeb czy Skopje. Ale głównie dlatego, że łatwo można z nich “uciec” w góry lub do miejsc o dużych walorach przyrodniczych. Jednak od dawna byliśmy bardzo ciekawi Tbilisi. O mieście tym słyszeliśmy sporo pozytywnych opinii. I w trakcie naszej lutowej wycieczki do Gruzji z Tamada Tour mogliśmy się przekonać, czy opinie te nie były przesadzone. I wiecie co? Nie były. A my z Tbilisi naprawdę bardzo się polubiliśmy.


Tbilisi – miasto kontrastów

Dość często sformułowania miasto kontrastówużywamy w odniesieniu do miejsc na Bałkanach. Jednak określenie to doskonale nadaje się do opisania Tbilisi. Gruzińska stolica jest swoistym pomieszaniem z poplątaniem. Nowoczesna architektura, stara, miejska zabudowa, wodospad w środku miasta, skalne klify nad rzeką Kurą. Na pierwszy rzut oka elementy te do siebie nie pasują. Ale po chwili człowiek stwierdza, że wszystko ma tu swoje miejsce i tworzy niejednoznaczną, acz ciekawą całość. Pierwsza rzecz, jaka mnie i Markowi rzuciła się w oczy, to ukształtowanie terenu. Tbilisi położone jest częściowo na wzgórzach, dzięki czemu oferuje pokaźną ilość miejsc widokowych. A to jest to, co rude tygrysy lubią najbardziej! Po drugie w naszych wyobrażeniach Tbilisi jawiło się jako dość biedne i zaniedbane miasto. Nic bardziej mylnego! Może nie jest to miasto kipiące przepychem. Ale widać sporo poczynionych tam inwestycji. I odnieśliśmy wrażenie, że pod wieloma względami jest tam lepiej, niż w niejednym, bałkańskim mieście.

Zwiedzanie Tbilisi

Tbilisi zwiedzamy razem z ekipą z nad morza, która była z nami w Gudauri. Naszej grupie przewodzi Krzysiek Węgiel, który na stałe mieszka w Gruzji. Jest on chodzącą skarbnicą wiedzy tak o kraju, jak i jego stolicy. Zwiedzanie rozpoczynamy przy świątyni Metechi, która znajduje się na skalnym klifie schodzącym do rzeki Kury (Mtkwari). Trafiamy tam na parę młodą i ich gości, szykujących się do ceremonii zaślubin. Chyba za każdym razem, jak tu jestem, to trafiam na ślub. – stwierdza Krzysiek. Sama świątynia ma prostą, bardzo spójną bryłę opartą na planie krzyża. Obok kościoła wznosi się okazały pomnik Wachtanga Gorgasali na koniu. Z okolic Metechi rozciąga się przepiękny widok na starą część Tbilisi, rzekę, wzgórze z zamkiem oraz kilka nowoczesnych budowli.

Tbilisi

Tbilisi

Tbilisi

Tbilisi

Gondolą na wzgórze Sololaki

Opuszczamy Metechi i udajemy się do dolnej stacji kolei gondolowej, która przewozi turystów i mieszkańców na przeciwległy brzeg rzeki. A dokładniej wspina się na wzgórze Sololaki, na którym wznosi się twierdza Narikala. Przejazd kolejką trwa dosłownie chwilę, ale pozwala spojrzeć na Tbilisi z lotu ptaka. Zresztą po dotarciu na górę zachwytom nie ma końca. W szczególności, że zakrywające niebo szare chmury powoli ustępują miejsca słońcu. Na mnie i Marku największe wrażenie robią klify nad rzeką Kurą oraz ogromna różnorodność, jaką cechuje się gruzińska stolica. Z okolic górnej stacji kolei maszerujemy najpierw pod imponujący pomnik Matki Gruzji. Ma on 20 m wysokości i naprawdę góruje nad całym Tbilisi. Później udajemy się bezpośrednio do ruin twierdzy. Narikala to starożytna warownia powstała prawdopodobnie ok. IV w. Do naszych czasów zachowało się część jej murów, z których rozciąga się fenomenalny widok na miasto. Wraz z częścią ekipy wspinamy się na najwyższy punkt twierdzy. Trochę wspinaczki, trochę przechodzenia przez płot, ale dla panoramy było warto.

Tbilisi

Tbilisi

Tbilisi

Tbilisi

Tbilisi

Tbilisi

Tbilisi

Natura w Tbilisi

Tuż poniżej wzgórza Sololaki, po jego wschodniej stronie, rozciąga się niewielki kanion, na którego końcu znajduje się wodospad Leghvtakhevi. Oboje zgodnie stwierdziliśmy, że zarówno kanion, jak i okolice wodospadu muszą być genialnym miejscem, w którym można się skryć przed wysokimi, letnimi temperaturami. I nawet zapach siarki unoszący się w powietrzu zbytnio człowiekowi nie przeszkadza. A jeśli o siarce mowa. W okolicy tej działają łaźnie, wykorzystujące naturalnie występujące tu wody, obfitujące właśnie w ten pierwiastek. Niestety na relaks w nich nie mamy czasu. A szkoda, bo po pobycie w górach nasze mięśnie pewnie chętnie by się odmoczyły i zregenerowały.

Tbilisi

Tbilisi

Tbilisi

Tbilisi

Tbilisi

Tbilisi

Zakupy i degustacja

Końcówkę zwiedzania poświęcamy na zakup pamiątek. W naszym przypadku głównie koniaków i serów, bo niestety na nic ponad to nie mieliśmy miejsca w naszej walizce. Następnie wracamy na Plac Europejski. Spacerujemy do niego przez imprezowo-restauracyjne uliczki Tbilisi, zaglądamy do Katedry Sioni, a następnie przechodzimy przez nowoczesny Most Pokoju (wyglądający jak wielka podpaska bez skrzydełek). Kolejnym punktem naszego pobytu w Tbilisi była degustacja wina. Początkowo wszyscy byliśmy do tego pomysłu nieco sceptycznie nastawieni, bo po zwiedzaniu żołądki przyssały nam się do kręgosłupów i zaczynały dobierać się do szpiku kostnego. Ale po kilku kieliszkach wina większość z nas o tym zapomniała. Bo co by nie mówić – gruzińskie wina są genialne. Gruzini piją dużo wina, w szczególności białego. Czerwone wino piją wtedy, gdy są chorzy. Chyba każdy słyszał historie o gruzińskich biesiadach, którym przewodzi tamada, a z których mało kto wraca trzeźwy. Tak to już w tej Gruzji jest – jak już się ludzie spotkają to piją, a że wina mają doskonałe, to nie dziwimy się, że piją dużo.

Tbilisi

Tbilisi

Tbilisi

Tbilisi

Tbilisi

Tbilisi

Tbilisi

Gruzińska kolacja

A jeśli o gruzińskim biesiadowaniu mowa – zwieńczeniem całego dnia w Tbilisi była gruzińska kolacja. Oczywiście w trakcie pobytu w Gudauri (o tym gruzińskim ośrodku narciarskim przeczytacie tu -> KLIK) mieliśmy okazję popróbować nieco gruzińskiej kuchni serwowanej w naszym hotelu. Jednak dopiero w Tbilisi mieliśmy cały przekrój gruzińskich dań. I tu od razu mam pocieszenie dla wegetarian – będąc w Gruzji, w szczególności w miejscach turystycznych nie umrzecie z głodu. Lokalna kuchnia oferuje sporo wege dań od nadziewanych orzechami bakłażanów, przez różne rodzaje serów czy chaczaprui. Wiadomo – jeśli jecie mięso, to opcji będziecie mieć więcej. Marek był zachwycony zarówno daniami mięsnymi, jak i tymi z ryb, choć po te drugie sięga raczej niechętnie. Wino też oczywiście było, tamada wznoszący toasty także, do tego pokaz gruzińskich tańców i możliwość posłuchania lokalnej muzyki (która mnie przywodziła na myślę tę znaną nam z Bałkanów). I choć bawiliśmy się świetnie, to w perspektywie mieliśmy pobudkę o 3 nad ranem i wylot do Polski o godzinie 5. Bo niestety wszystko, co dobre szybko się kończy.

Tbilisi by night

Tbilisi

Widok z naszego hotelu

Tbilisi

Tbilisi

Gruzińska kolacja

Tbilisi

Tbilisi

 

TAGI
Powiązane wpisy