Gruzja

Skiturowa pielgrzymka do klasztoru Lomisi

-
10 marca 2019

Przed wyjazdem do Gruzji z Tamada Tour nie robiliśmy jakiegoś szczególnego rozeznania odnośnie tego, co konkretnie można porabiać w Gudauri i okolicach. Uznaliśmy, że będziemy w dobrych rękach i stwierdziliśmy, że damy się zaskoczyć na miejscu. Już chwilę po zapoznaniu z Sebastianem, który był naszym opiekunem w Gudauri, padł pomysł wycieczki skiturowej do klasztoru Lomisi. Kompletnie nic mi ta nazwa nie mówiła. Dlatego zapytałem tylko, czy uważa, że rzeczywiście warto poświęcić jeden dzień jazdy w ośrodku narciarskim na rzecz tej trasy. I jego odpowiedź brzmiała: Zdecydowanie tak!

Poranek

Rano czekała mnie dość wczesna pobudka i szybkie śniadanie. Później, wraz z Sebastianem musiałem odebrać narty z serwisu, które ucierpiały podczas pierwszego dnia jazdy w ośrodku. W transporcie pomaga nam sympatyczna i zakręcona para Jule i Konrad, która dopiero co przyjechała z Niemiec, swoim busem przerobionym na kampera. Pogoda sprzyja, od rana ani jednej chmurki, widoki będą więc bajkowe. Rano jeszcze męczy mnie myśl, czy aby na pewno dam radę. Bo prawda jest taka, że nie mam jeszcze bardzo dużego doświadczenia w poruszaniu się na skiturach w wysokich górach. Sebastian, który tego dnia robił również za naszego przewodnika, szybko mnie uspokaja, że trasa jest dość łagodna, a nam przecież nigdzie się nie spieszy. Tak więc wyjeżdżamy z Gudauri i jedziemy w dół do miejscowości Mleta.

Lomisi – wycieczka z misją

Samochód zostawiamy pod kościołem św. Grzegorza. Na miejscu okazuje się, że będziemy mieli małą misję do wykonania. Celem naszej wspinaczki na nartach jest klasztor Lomisi- najwyżej położony, zamieszkały klasztor w Gruzji. Mnisi którzy tam żyją mają doprowadzony prąd, ale nie mają bieżącej wody. Owszem, zimą korzystają ze stopionego śniegu, ale woda pozyskana w taki sposób nie zawiera potrzebnych człowiekowi minerałów. Tak więc, każdy z nas dodatkowo do plecaka pakuje po butelce wody, którą dostarczymy na górę. Jeszcze szybki test detektorów lawinowych i rozpoczynamy naszą wspinaczkę.

Lomisi

Lomisi – podejście

Wyjście z miejscowości nie sprawia problemów. Dzięki sporej warstwie śniegu z parkingu wychodzimy od razu na fokach. Na początku idziemy w cieniu, ale i tak szybko robi nam się ciepło. Ślad prowadzący na górę jest dobrze wydeptany i widoczny. Gdy dochodzimy do lasu robi się dość stromo, ale bez większych problemów spokojnie pniemy się ku górze. Pierwszych 200-300 m podejścia jest najgorsze, później jest już ciut łatwiej. Im wyżej wchodzimy, tym bardziej przerzedzają się drzewa i odsłania się więcej widoków. Ukazują nam się również ogromne połacie śniegu na zboczu, którym potem będziemy zjeżdżać z powrotem.

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Lomisi

W Lomisi

Wspinaczka spokojnym tempem z jedną dłuższą przerwą zajmuje nam ok 2,5 godziny. W tym czasie pokonujemy 900 metrów przewyższenia i ostatecznie wychodzimy na ok. 2200 m n.p.m. Po dotarciu na miejsce, z otwartymi ramionami wita nas mnich, któremu przekazujemy wniesioną wodę. W zamian zaprasza nas do siebie na ciepłą herbatę i ciastka. Po krótkim odpoczynku odwiedzamy również główną kaplicę i podziwiamy piękne widoki na całą okolicę. Klasztor został założony w tym miejscu ok. 1500 lat temu i jest położony na przełęczy, z której pięknie widać całe Gudauri oraz okoliczne szczyty. Na koniec naszej wizyty zostajemy poproszeni o to, aby zabrać na dół śmieci. Każdy z nas przywiązuje do plecaka po małym worku. Oczywiście nie jest to żaden przymus. Ale muszę przyznać, że jest to bardzo przyjemne uczucie, gdy robiąc coś fajnego dla siebie i poznając nowe niesamowite miejsca, możesz też w zamian coś „dać od siebie”, bypomóc lokalnej społeczności. Dodatkowy plus też za to, że śmieci trafiają przynajmniej do kosza. A nie, jak to często bywa, za najbliższy pagórek…

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Zjazd

W końcu nadchodzi czas na główną atrakcję, czyli zjazd. Ostatni większy opad śniegu był ok. dwa tygodnie wcześniej i widać już wszędzie bardzo dużo śladów pozostawionych przez innych narciarzy/snowboardzistów. Jednak Sebastian prowadzi nas do miejsca, gdzie znajdują się nietkniętej jeszcze polany, na której każdy z nas będzie mógł zostawić swój unikalny ślad. Pomimo słońca i dość wysokiej temperatury na tym północnym stoku śnieg jest lekki i puszysty. Dalej natrafiamy na kilka krótszych stromizn, aby na końcu wjechać w długi i dość stromy żleb, którym wracamy z powrotem do miejscowości. Cały zjazd był o tyle ciekawy, że oferował praktycznie wszystko: od łagodnych i szerokich polan, po miejsca bardziej strome i techniczne. Dużym zaskoczeniem również było to że śnieg był naprawdę lekki i przyjemny do jazdy praktycznie od samej góry do samego dołu.

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Lomisi

Lomisi czy warto?

Podsumowując naprawdę warto było tego dnia porzucić wygodne wyciągi i „pomęczyć” się samemu, aby wdrapać się do klasztoru Lomisi. Pomimo, że dookoła są zdecydowanie wyższe i pewnie bardziej widokowe miejsca do zdobycia, to ta swego rodzaju pielgrzymka tam jest niesamowitym przeżyciem. Dodając do tego super zróżnicowany zjazd, mamy pewność, że nie będziemy żałować decyzji, aby odwiedzić Lomisi. Jeśli nie jesteście super zorientowani w terenie, to oczywiście polecam wycieczkę z przewodnikiem. Zadba on o wasze bezpieczeństwo, ale także dobierze odpowiednią linię zjazdową do panujących warunków oraz Waszych umiejętności. Od siebie jeszcze tylko dodam, że była to zdecydowanie najfajniejsza wycieczka skiturowa jaką kiedykolwiek zrobiłem!

Lomisi

Lomisi

TAGI
Powiązane wpisy