Cminda Sameba zimą
Gruzja

Cminda Sameba zimą, Sno i Pomnik Przyjaźni Rosyjsko-Gruzińskiej

-
28 lutego 2019

Wystarczy wpisać w dowolną wyszukiwarkę słowo Gruzja, a na 100% wyskoczą Wam setki, jeśli nie tysiące zdjęć przedstawiających ten sam widok. Kamienny kościół stojący na zielonym, niewielkim wzniesieniu i wysokie, majestatyczne góry w tle. Cminda Sameba, bo o niej mowa, to chyba najczęściej fotografowane miejsce w tym kraju. Nie powiem, bardzo chcieliśmy ją zobaczyć. Aczkolwiek Cminda Sameba zimą okazała się dość kapryśnym miejscem, które zafundowało nam najróżniejsze zawirowania pogodowe – od śnieżycy po oślepiające słońce. Czy jednak warto ją było odwiedzić? Jakie jeszcze miejsca zobaczyliśmy podczas jednodniowej wycieczki zorganizowanej dzięki Tamada Tour z Gudauri?


Wszystko przez Marka…

…a raczej jego nartę, która już pierwszego dnia szusowania po stokach Gudauri postanowiła się zepsuć. Albo to raczej Marek postanowił (nieświadomie) wjechać na kamień i uszkodzić krawędź. W efekcie czekał go przymusowy dzień poza stokiem, podczas którego miejscowy magik od nart miał podjąć się próby naprawienia krawędzi. Po szybkich konsultacjach z Krzyśkiem i Sebastianem z Tamada Tour udało nam się ustalić, że następnego dnia będziemy mogli udać się na wycieczkę do Cmindy Sameby. Ani ja, ani tym bardziej Marek nie narzekaliśmy na taki obrót spraw. Bo obojgu nam Gruzja od dawna kojarzyła się własnie z Cmindą Samebą.

Wzdłuż Gruzińskiej Drogi Wojennej

W niedzielę ok. 10.30 byliśmy umówieni z naszym kierowcą Giyą. I choć nasłuchaliśmy się wielu historii o gruzińskiej punktualności, a raczej jej braku, to Giya okazał się być wyjątkowo nadgorliwym Gruzinem. Pojawił się bowiem przed czasem. Dzięki niemu mogliśmy przejechać się kultową Delicą, których ogromne ilości suną po gruzińskich szosach. Autko jak autko, ważne, że całkiem nieźle radziło sobie na krętej, górskiej drodze. No właśnie. Gruzińska Droga Wojenna to prawdziwy rarytas dla fanów road tripów. Oczywiście, jeśli na chwilę przymknie się oko na sunące po niej tiry. No dobra…cofam to. Nie przymykajcie oka albo oczu, w szczególności, gdy prowadzicie. To się może fatalnie dla Was skończyć. Z Gudauri czeka nas przejazd do Przełęczy Krzyża, a następnie zjazd licznymi tunelami do Kobi. Po drodze mijamy Pomnik Przyjaźni Rosyjsko-Gruzińskiej. Giya jednak stwierdza: Przyjedziemy do niego później, jak będzie lepsze światło. 

Gruzińska Droga Wojenna

Gruzińska Droga Wojenna

Stepancminda

Za Kobi droga wije się wzdłuż doliny. Widoki dalej są piękne, jednak nas zaczyna martwić pogoda. O ile w Gudauri było piękne słońce, o tyle po zjechaniu do Kobi nad Kazbek i okoliczne szczyty zaczęły nachodzić gęste chmury. Nie wróżyło to dobrze. W szczególności, że liczyliśmy na piękne widoki z okolic Cmindy Sameby. Niezrażeni jedziemy dalej. Po dotarciu do Stepancmindy z niepokojem patrzymy w niebo, które już całkowicie się zasnuło, a na dodatek z chmur zaczyna prószyć śnieg. Ja was tu zostawiam. Dalej i tak nie pojadę. Jak dotrzecie do Cmindy, to napiszcie. I jak będziecie schodzić też dajcie znać, to po was przyjadę. – stwierdza Giya. Zabieramy więc plecaki i ruszamy na trekking do Cmindy Sameby z okolic lokalu o nazwie Panorama.

Cminda Sameba zimą

 

Cminda Sameba zimą – trekking

Mieliśmy do wyboru dwie opcje – wędrówkę wzdłuż drogi wiodącej do Cmindy Sameby lub trekking ścieżką, wspinającą się do kościoła od południowo-zachodniej strony. Wybraliśmy opcję nr 2, ze względu na to, że był to krótszy wariant. Z miasta pniemy się asfaltową szosą, którą opuszczamy za lokalem Metrevelebtan. Przed nami biel śniegu i szarość chmur. Maszerujemy po dość stromym zboczu, trzymając się wydeptanych śladów. Po dotarciu na niewielką przełęcz nasza trasa przechodzi w trawers powyżej płynącego w dole potoku. Dość szybko go pokonujemy i w ten sposób znajdujemy się idealnie poniżej Cmindy Sameby. Teraz czeka nas już tylko strome podejście w śniegu po kolana i stoimy na…asfaltowej szosie wiodącej do kościoła. No właśnie, od niedawna droga do Cmindy Sameby jest wyasfaltowana. Oczywiście w zimie zalega na niej z metr śniegu, więc do słynnego kościoła dotrzeć można tylko o własnych siłach.

Cminda Sameba zimą

Cminda Sameba zimą

Kapryśna Cminda Sameba zimą

Cóż…Cminda Sameba zimą okazała się być wyjątkowo kapryśnym miejscem. Ale, podobno gwiazdy już tak mają. A o Cmindzie Samebie można napisać, że jest swoistą celebrytką wśród wszystkich atrakcji Gruzji. Mogliście tam nigdy nie być, a i tak w Waszych głowach macie ten obraz. Zielone wzgórze, na którego szczycie stoi kamienny kościół i wysokie, majestatyczne góry w tle. Jak udacie się tam w zimie, to możecie skreślić zielone wzgórze i wstawić białe, kościół będzie taki sam, za to góry w tle…przy dobrej pogodzie Wam się pokażą. Nam się nie pokazały. Ale nawet przez chwilę mieliśmy słońce. Przy czym “chwila” jest w tym wypadku słowem kluczem.

Cminda Sameba zimą

Cminda Sameba zimą

Cminda Sameba zimą

Cminda Sameba zimą

Cminda Sameba zimą

Cminda Sameba zimą

Oczekiwania kontra rzeczywistość

Przy Cmindzie Samebie spędziliśmy sporo czasu. Głównie dlatego, że liczyliśmy, iż chmury sobie pójdą i odsłonią nam widoki. Bo niestety były tak nisko, że momentami nie widzieliśmy samego kościoła. Jednak ostatecznie chmury uniosły się nieco wyżej, a naszym oczom ukazała się położona w dole Stepancminda. I tu oboje z Markiem zaczęliśmy się drapać po głowie (oczywiście każdy po swojej), bo coś nam w tym krajobrazie nie pasowało. I szybko doznaliśmy olśnienia. Chyba ani razu nie widzieliśmy zdjęcia, na którym byłoby widać jednocześnie Cmindę Samebę i Stepancmindę. Nasze wyobrażenie było takie, że zielone wzgórze z kościółkiem znajduje się na jakimś górskim krańcu świata. Oczywiście widzieliśmy nie raz, nie dwa mapę i na jej podstawie mogliśmy wydedukować, że jest inaczej. Ale 90% zdjęć jest robiona od zachodu, w efekcie nie widać położonego tuż obok miasta. Stąd odnieśliśmy nieco mylne wrażenie, które mogliśmy szybko zweryfikować.

Cminda Sameba zima

Cminda Sameba zimą

Droga powrotna

Po zrobieniu miliona zdjęć, filmów i panoram możemy wyruszyć w drogę powrotną. Do Stepancmindy schodzimy już główną drogą. Choć tak naprawdę dalej czujemy się jak na górskim szlaku, gdyż w grubej warstwie zalegającego tam śniegu wydeptana jest wąska ścieżka. W trakcie wędrówki mijamy kilka osób, które dzielnie maszerują pod górę. Przepraszam, czy tam działa jakaś kawiarnia. – pyta się mnie z nadzieją w głosie młoda dziewczyna. Szybko jednak psuję jej humor mówiąc, że kawiarni nie ma, a ona ma przed sobą 40 min wędrówki. Kiedy kończą się serpentyny oraz drzewa, odsłania się piękny widok na Stepancmindę. Do miejsca, w którym umówiliśmy się z naszym kierowcą idziemy uliczką wijącą się wśród domów.

Cminda Sameba zimą

Cminda Sameba zimą

Cminda Sameba zimą

Cminda Sameba zimą

Cminda Sameba zimą

Sno

Przed powrotem do Gudauri Giya ma dla nas małą niespodziankę. Zabiera nas do niewielkiej miejscowości Sno. Znajduje się tam dom Patriarchy Gruzińskiej Cerkwi Prawosławnej. Sno ma również dużą statuę Vakhtanga Gorgasali i wieżę obronną z XVI wieku. Przez osadę przepływa całkiem malownicza rzeka Snostskali. W centrum pasą się krowy, ja natomiast usiłuję zaprzyjaźnić się z psem wyglądającym jak niedźwiedź. Marek nie podziela mojego kynologicznego zainteresowania i woli nieco bardziej przypatrzeć się lokalnej architekturze. Po krótkim spacerze wracamy do auta i wyruszamy w stronę Gudauri.

Sno

Sno

Sno

Sno

Pomnik Przyjaźni Rosyjsko-Gruzińskiej

Ostatnią atrakcją zaplanowaną na ten dzień był niesamowicie kolorowy, niesamowicie położony i niesamowicie fotogeniczny Pomnik Przyjaźni Rosyjsko-Gruzińskiej. Idealne miejsce do ujęć z drona. O ile nie wieje tam huraganowy wiatr. A tego dnia wiał. Co zresztą podobno jest tam całkiem normalne. Cylindryczny pomnik ozdobiony jest intensywnie kolorowym muralem prezentującym historie związane tak z Gruzją, jak i Rosją. To także doskonały punkt widokowy, z którego można podziwiać wijącą się w dole dolinę, jak i szczyty Kaukazu.

Pomnik Przyjaźni Rosyjsko-Gruzińskiej

Pomnik Przyjaźni Rosyjsko-Gruzińskiej

Pomnik Przyjaźni Rosyjsko-Gruzińskiej

Pomnik Przyjaźni Rosyjsko-Gruzińskiej

Cminda Sameba zimą, Sno i pomnik – podsumowanie

Do Gudauri wróciliśmy po godzinie 16. A zatem cała wycieczka, wraz z trekkingiem i przystankami zajęła nam ok. 6 godzin. Przy bardziej sprzyjających warunkach pewnie rozszerzylibyśmy ją o dodatkowe atrakcje, albo spędzilibyśmy więcej czasu np. przy pomniku albo Cmindzie Samebie. A jeśli chodzi o tę ostatnią. Cmina Sameba zimą okazała się być miejscem intrygującym, a trekking do niej był całkiem przyjemny. Pokonaliśmy w jego trakcie równe 10 km. Poniższa mapa prezentuje naszą trasę:

 

TAGI
Powiązane wpisy