Peloponez i nasz majowy, pięciodniowy road trip

Peloponez już od dawna chodził nam po głowach. Głównie za sprawą Markowych Rodziców, którzy objechali go kilka lat temu i wielokrotnie opowiadali o pięknie tamtejszych krajobrazów czy miasteczek. Dlatego, gdy postanowiliśmy przenieść się na półtora miesiąca do Aten, od razu wygospodarowaliśmy czas na peloponeski road trip. I choć 5 dni to stanowczo za mało, by Peloponez gruntownie poznać, to jednak przy dobrym zaplanowaniu trasy i wcześniejszym wyborze głównych celów zobaczyć można sporo. Poniższy wpis powinien i Wam pomóc w przygotowaniu Waszej wymarzonej wyprawy po tym malowniczym zakątku Grecji.

O Peloponezie słów kilka

Peloponez to najbardziej na południe wysunięty fragment tak Grecji, jak i całego Półwyspu Bałkańskiego. Wyróżnia go nie tylko położenie, ale również samo ukształtowanie. Patrząc na Peloponez na którejkolwiek z map, można odnieść wrażenie, że przypomina czteropalczastą rękę. Kciuk stanowi położony najbardziej na wschód Półwysep Argolidzki. Palcem wskazującym jest Półwysep Lakoński, środkowym Półwysep Mani, zaś palcem serdecznym Półwysep Mesyński. Każdy z nich charakteryzuje się nico innym klimatem, ale każdy z nich warto odwiedzić. Problem polega jednak na tym, że dystanse do pokonania są ogromne, więc na Peloponez z zasady warto mieć przeznaczone 2-3 tygodnie, a i tak tematu się nie wyczerpie. Należy też dodać, że Peloponez obmywany jest przez wody Morza Jońskiego i Egejskiego. Latem tamtejsze liczne, piękne plaże będą stanowić idealną przestrzeń dla relaksu i błogiego nic nierobienia. Ale Peloponez to również idealne miejsce na aktywne wakacje. Trasy rowerowe, trasy trekkingowe, drogi wspinaczkowe, możliwość nurkowania czy snorkelingu – to tylko niektóre opcje, jakie tam na Was czekają.

Wybór terminu, czyli dlaczego warto odwiedzić Peloponez w maju?

Termin naszego wyjazdu trochę narzucił się sam, a trochę był naszym świadomym wyborem. Wiedzieliśmy, że Grecja latem będzie dla nas za gorąca i sprawi, że nie uda nam się zrealizować wszystkich planów. W szczególności, że sporą część pobytu spędzamy jednak w mieście. Czytając o Atenach, jak i mając doświadczenia z zeszłorocznej, majowo-czerwcowej wizyty, wiedzieliśmy, że wiosna będzie dobrym wyborem. I była! Peloponez w maju jest magiczny. Przede wszystkim dlatego, że skąpany jest w kwiatach. Maki, rumianki, mlecze, stokrotki i masa innych, których nazw nawet nie znamy. Pachnie kwiatami pomarańczy. Zieleń jest intensywna. Z pogodą niestety może być trochę w kratkę. Przez 5 dni było ciepło. Dwa dni były bardzo wietrzne. Przez pół dnia i wietrznie, i deszczowo. Niemniej, pogoda zasadniczo nie pokrzyżowała naszych planów. No może poza jednym – by trochę poplażować i więcej popływać w morzu.

Trasa naszego peloponeskiego road tripu

Przed wyjazdem dość gruntownie przekopywaliśmy odmęty internetu oraz mapy w poszukiwaniu najciekawszych miejsc do zobaczenia. Nasza lista z każdym dniem się wydłużała i szybko doszliśmy do wniosku, że… mamy za mało czasu. Mimo wszystko postanowiliśmy podjąć wyzwanie i zrealizować jak najwięcej z założonych celów. Jak nam to wyszło? Nieźle, choć czujemy pewien niedosyt. Poniżej znajdziecie mapę naszej trasy oraz rozpiskę miejsc, dzień po dniu.

Dzień 1: Kanał Koryncki – Akrokorynt – Panagia i Sunken City – Nauplion – Plaża Anavalos

Jadąc z Aten oczywiście na Peloponez wjechaliśmy od strony Kanału Korynckiego. Od kilku miesięcy statki tamtędy nie pływają, bowiem kanał jest częściowo zasypany, trwają prace budowlane przy położonym bliżej północnego krańca moście pieszym. Po krótkim przystanku udaliśmy się do Akrokoryntu, czyli mające 575 m n.p.m wzgórze, na którego szczycie znajdują się antyczne ruiny dawnego akropolu, jak i pozostałości po średniowiecznej twierdzy. Rozległy, szalenie widokowy teren, który dodatkowo w maju pokryty był kwietnymi kobiercami. Stamtąd pojechaliśmy nad morze, a dokładniej do miejscowości Panagia. To tam, kilka metrów od brzegu, pod wodą, znajduje się zatopione miasto. A raczej fragmenty budowli, w których przechowywane były amfory. Tu archeolodzy nie są zgodni co do tego, jakie to konkretnie były obiekty i jakie miały przeznaczenie. Późnym popołudniem dotarliśmy do Nauplionu. Tam zaliczyliśmy wspinaczkę do twierdzy Palamidi, spacer po uroczym centrum oraz doskonały obiad z widokiem na góry i morze. Na dziki nocleg podjechaliśmy do plaży Anavalos.

Dzień 2: wodospad Lepida – Klasztor Timios Prodromos – droga nr 82 – Methoni – Plaża Voidokilia

Z naszego dzikiego noclegu udaliśmy się w głąb Peloponezu, w nieco bardziej górskie ostępy. I w ten sposób trafiliśmy do niesamowitego wodospadu Lepida. Ma ok. 60 m wysokości i składa się z dwóch części spływających po skalnym klifie o rudawym zabarwieniu. Stamtąd mieliśmy się udać do klasztoru Timios Prodromos. Problem polegał jednak na tym, że… Google Maps zafundowało nam trochę hardcorowy przejazd drogą, która dla osobówki nadawała się średnio (zresztą, przed nami jechał van, którego ekipa dała się aplikacji tak samo podpuścić). Przejazd pokonaliśmy, a sam klasztor ostatecznie zobaczyliśmy tylko z oddali, bo zniechęcił nas do siebie. Żeby ratować sytuację skierowaliśmy się ku drodze nr 82, która określana jest najbardziej widokową na Peloponezie. Cóż, nie przyłączymy się do tych zachwytów. Trasa po górach – ani szczególnie ciekawa, ani szczególnie widokowa. Kiedy powoli dzień wydawał się na stratach, dotarliśmy do Methoni. Tamtejsza twierdza absolutnie nas zachwyciła. Tak pod kątem położenia, jak i widoków. Najjaśniejszy punkt całego dnia! Na dziki nocleg udaliśmy się na parking przy plaży Voidokilia.

Dzień 3: plaża Voidokilia – ruiny zamku Navarino – Kardamyli – Vathia – Przylądek Matapan (Tenaro)

Dzień zaczęliśmy przy plaży Voidokilia, która uznawana jest za najpiękniejszą nie tylko w Grecji i na Peloponezie. Znajduje się w obrębie niewielkiej zatoki, która z otwartym morzem połączona jest wąskim przesmykiem między skalnym klifem a wzgórze z twierdza. Zresztą to warownia Navarino jest naszym pierwszym celem. Tak, Peloponez obfituje w twierdze i po części wyszła nam trasa ich śladem. Po zrobieniu trasy w formie pętli (podejście od strony plaży, zejście od strony wyspy Sfaktiria, robimy mały relaks na Voidokili oraz zaglądamy do pobliskiej zatoki Glossa.

Ruszamy na wschód. Naszym kolejnym celem jest Półwysep Mani. Osoby, z którymi rozmawialiśmy na temat Peloponezu zgodnie twierdziły, że jest to najpiękniejszy z peloponeskich palców. I również zostaliśmy jego fanami. Pierwszy przystanek – Kardamyli i spacer po ruinach twierdzy. Atrakcja z cyklu można, ale nie trzeba. Kolejny punkt to Vathia. Kamienne miasteczko, położone na górskim grzbiecie stanowi bardzo malownicze miejsce. Ale już kolejnego dnia przekonamy się, że takich „Vathii” jest w okolicy kilka. Na zachód słońca jedziemy na Przylądek Matapan i idziemy na krótki trekking do latarni morskiej Tenaro. Sakramencko wieje, ale i tak jest pięknie!

Dzień 4: Korogonianika – Tsikalia – Gythio – wrak statku Dimitrios – plaża Amitsa

Poranek zaczynamy na przylądku Matapan, w obrębie którego nocujemy na parkingu przy trasie trekkingowej. Stamtąd ruszamy na kilka widokowych punktów, jakie poprzedniego dnia wypatrzyliśmy podczas kręcenia się po okolicy. Pierwszym celem jest malutka wioska Korogonianika, która położona jest na przeciwko zatoki z miejscowością Porto Kagio. Podobnie jak Vathia jest ona częściowo opuszczona. Na miejscu spotykamy jedynie… kozy. Następnie ruszamy ku wsi Kenourgia Chora, za którą znajduje się niewielki kościółek, z okolic którego rozciąga się fenomenalny widok na Vathię. Zaglądamy też do miejscowości Tsikalia. I tu znów – klimat podobny jak w słynniejszej koleżance, ale jednak jest jakoś bardziej… autentycznie. Opuszczamy południe półwyspu Mani i ruszamy do Gythio. Wspaniała, widokowa trasa wzdłuż wybrzeża pozwala nam docenić Peloponez jeszcze mocniej. Samo Gythio również nas zachwyca – bardzo przyjemne miasteczko, z ładną zabudową wzdłuż wybrzeża, ale… nie polecamy wizyty przy tamtejszym amfiteatrze. Skoro już byliśmy w mieście, to musieliśmy też odwiedzić wrak statku Dimitrios, który stoi tuż przy plaży tworząc nieco surrealistyczną scenerię. Później pogoda się psuje. Nad Peloponez przychodzą chmury, zaczyna padać i jeszcze mocniej wiać. Jedziemy za Neapoli Voion, gdzie planujemy nocleg przy plaży Amitsa.

Dzień 5: Geopark Agios Nikolaos – Monemwasia

Ostatni dzień w większości przeznaczyliśmy na dwie, absolutnie genialne atrakcje. Pierwszą z nich jest położony na krańcu Półwyspu Lakońskiego Geopark Agios Nikolaos. Słynie przede wszystkim z fossil forest, czyli skamieniałego/kopalnego lasu. Na skalistym nabrzeżu zobaczyć można pozostałości po dawnych drzewach, które kiedyś porastały ten teren. A to wszystko w towarzystwie wspaniałych gór, klifów, zatoczek i turkusowego morza. Świetne trasy spacerowe i trekkingowe. I oczywiście raj dla fanów geologii. Później udajemy się do Monemwasi, w której spędzamy kilka godzin. Bez wątpienia jest to jedna z jaśniejszych pereł Peloponezu. Miasto położone w obrębie ogromnej skały, która ze stałym lądem połączona jest groblą robi niesamowite wrażenie. Zarówno dolne miasto, pełne wąskich uliczek, licznych kościołów i uroczych domów. Jak i górne miasto, z ruinami dawnej twierdzy i przepięknym kościołem Agia Sophia. Polecam oczywiście trasę poprowadzoną wzdłuż północnego brzegu. Przepiękne widoki! Zresztą, w te Monemwasia obfituje niemal na każdym kroku.

Peloponez – podsumowanie

  • W trakcie całego objazdu zrobiliśmy ok. 1200 km. Warto wziąć pod uwagę, że odległości na Peloponezie są naprawdę duże. Na szczęście większość dróg jest naprawdę dobrej jakości i pozwalają na dość szybkie przemieszczanie się po terenie wszystkich półwyspów. Przez cały czas poruszaliśmy się drogami bezpłatnymi. Dopiero wracając do Aten skorzystaliśmy z autostrady, na którą wjechaliśmy w Sparcie.
  • Peloponez poza sezonem oferuje naprawdę kameralne zwiedzanie. Turystów jest niewielu i w dużej mierze są to osoby podróżujące camperami.
  • Pogoda była zmienna, ale w sumie nie przeszkodziła nam w eksplorowaniu Peloponezu.
  • Wszystkie noclegi mieliśmy darmowe, ponieważ nocowaliśmy w Loganie, na dziko.
  • Jakich planów nie udało nam się zrealizować? Przede wszystkim trekkingu na najwyższy szczyt Peloponezu, czyli Profitis Ilias. Niestety nie starczyło nam na niego czasu.

Peloponez informacje praktyczne

  • Peloponez to idealny kierunek road tripu. Aczkolwiek naszym zdaniem najpiękniejsze trasy znajdziecie wzdłuż wybrzeża. Wnętrze Peloponezu owszem jest ciekawe i na pewno jest mniej komercyjne. Jednak… nie tak spektakularne. Jeśli więc macie ograniczoną ilość czasu, to raczej skoncentrujcie się na wybrzeżu. Możecie też rozważyć wycieczkę zorganizowaną, np. z biurem Itaka.
  • Poza sezonem bez problemu znajdziecie tam dzikie miejscówki noclegowe. W sezonie, w szczególności przy plażach może być to albo niewykonalne (policja potrafi stamtąd przeganiać), albo będzie stanowczo za dużo ludzi. My tradycyjnie szukaliśmy ich na Park4Night. I wszystkie sprawdziły nam się doskonale. Choć mieliśmy ze sobą zwykły namiot, to spaliśmy tylko i wyłącznie w aucie. Powód był prozaiczny – sporo kamieni, nierówności, które ciężko byłoby zniwelować karimatami czy matą.
  • Planując trasę, w szczególności mając auto z instalacją LPG, dokładnie sprawdźcie, gdzie znajdują się stacje. Oraz, w jakich godzinach są czynne. Bowiem wiele stacji w Grecji nie działa 24/7. My korzystaliśmy z aplikacji myLPG.
  • Na terenie Peloponezu raczej nie ma problemu z zasięgiem telefonii komórkowej, zarówno pod kątem połączeń, jak i korzystania z internetu. Oczywiście zdarzają się miejsca, w szczególności w górskim interiorze, gdzie LTE nie łapało. Ale poza tym, było naprawdę OK. A było to dla mnie – rudej o tyle ważne, że w trakcie road tripu częściowo pracowałam.

Zobacz również

15 odpowiedzi

  1. Piękna eskapada. Największy jej atut, to objazd regionu południowego, chyba najbardziej atrakcyjnego bez haczenia w popularne atrakcje turystyczne np. Epidauros etc. Oczywiście, że na zwiedzanie Peloponezu warto zarezerwować co najmniej 2 tygodnie, i zapewniam, że żaden dzień nie będzie zmarnowany! To jeden z najpiękniejszych regionów Europy. Zachęcam wszystkich, którzy nie preferują spędzania wolnego czasu z mythosem przy basenie 🙂

    1. W sumie na południu nam najbardziej zależało 🙂 Bo analizując wcześniej różne informacje, to właśnie kraniec Peloponezu wydawał się najbardziej kuszący. I taki też był 🙂 Ponieważ tak czy inaczej jesteśmy w Grecji (stacjonujemy w Atenach), to cały czas korzystamy z uroków Grecji jednocześnie pracując. Więc – połączenie idealne!

  2. Czy przeciętny turysta faktycznie ogarnie to wszystko w 5 dni? Bo Wy to jesteście zaprawieni w boju 😉 Ale plan na pobyt – super 🙂

    1. Dla samego nie, w szczególności, że obecnie nie pływają nim statki. Ale w połączeniu z Akrokoryntem i resztą Peloponezu – jak najbardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.