Ateny na rowerze? Nasza wycieczka po greckiej stolicy

Czy Ateny na rowerze to dobry pomysł? Oto jest pytanie! A my na początku naszego pobytu w stolicy Grecji postanowiliśmy na nie szybko odpowiedzieć. Już drugiego dnia wskoczyliśmy na rowery i wyruszyliśmy na przejażdżkę. Co nam z tego wyszło? Przekonajcie się sami.

Z Iliupoli na Imittos

Ponieważ zdecydowaliśmy się wynająć mieszkanie w Iliupoli, stąd byliśmy mniej więcej w połowie drogi między centrum Aten a wybrzeżem. Ponieważ w okolicach Akropolu i placu Syntagma byliśmy na spacerze dzień wcześniej, to uznaliśmy, że chcemy tym razem odwiedzić ateńskie plaże i przejechać się wzdłuż morza. Ale zanim zjechaliśmy bardziej na południe, udaliśmy się na Imittos. Pasmo to rozciąga się wzdłuż wschodniej granicy Aten. Z mieszkania mieliśmy tam ok. 2 km w linii prostej. Jednak, dość mocno pod górę. Dlatego ku pierwszemu celowi jedziemy odrobinę okrężną drogą i na zbocze Imittosa wjeżdżamy przy Klasztorze Agios Ioannis Prodromos Kareas.

Athen’s view

To właśnie przy klasztorze zaczyna się szutrowa droga, która ponad zabudowaniami trawersuje zbocze Imittosu. Na aplikacji/stronie Trail Forks nosi wymowną nazwę: Athen’s view. I rzeczywiście, jest to bardzo widokowa trasa. Bowiem można z niej podziwiać praktycznie całe Ateny, ale też morze, pobliskie wyspy oraz góry ciągnące się na zachód od stolicy. Pokonanie tego odcinka to czysta przyjemność, bowiem droga to wznosi się, to opada i cały czas pozwala rozkoszować się naprawdę świetną panoramą.

Imittos

Glifada

Po pokonaniu trasy Athen’s View z północy na południe opuszczamy pasmo Imittos i zjeżdżamy do Glifady. Tu po raz pierwszy stykamy się z większym ruchem drogowym i usiłujemy połapać się w gąszczu uliczek. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, ale w miarę sprawnie zjeżdżamy nad brzeg morza. Generalnie rozważaliśmy wcześniej wynajęcia mieszkania właśnie w Glifadzie. Ale szybki rekonesans sprawia, iż w duchu zaczynamy się cieszyć, że jednak się na to nie zdecydowaliśmy. Nabrzeże nie jest tu zbyt piękne, a plaże nie robią na nas dobrego wrażenia. Ruszamy więc na zachód, ku Pireusowi.

Z Glifady do Pireusu

Ateny na rowerze okazały się pewnym wyzwaniem. Głównie pod tym kątem, że praktycznie nie ma tu ścieżek czy wyznaczonych fragmentów drogi tylko dla rowerzystów. Nawet wzdłuż wybrzeża jedzie nam się dość ciężko, bo brak tu choćby deptaka (ten na wysokości Glifady dopiero się buduje). Im dalej, tym gorzej. Największe problemy mamy nieopodal dawnego lotniska. Tam musimy się mocno nakombinować, by bezpiecznie pokonać ten odcinek trasy. Dopiero od plaży Kalamaki jest odrobinę lepiej, choć i tam w kilku miejscach musimy szukać alternatywnych dróg, bo nie zawsze da się jechać wzdłuż linii tramwajowej. To skutkuje m.in. tym, że dostaję drzwiami od taksówki i wywalam się na chodnik. Na szczęście nic poważnego mi się nie dzieje, oprócz kilku sporych siniaków.

Pireus

Do Pireusu wjeżdzamy od strony uroczej, malutkiej i niezwykle malowniczej zatoki Mikrolimano. Ale żeby do niej dotrzeć musieliśmy znów troszkę pokombinować… i np. objechać zatokę Faliro bocznymi uliczkami. Przy okazji jednak możemy z bliska zobaczyć chociażby gmach Opery i ciekawie zaaranżowany teren wokół.

pireus

Z Mikrolimano udajemy się do ciut większej zatoki Zea. Tam postanawiamy zacząć drogę powrotną do Iliupoli. I był to błąd. Bo półtora tygodnia później, podczas spaceru, odkryliśmy, że spokojnie mogliśmy się udać dalej. Bo im dalej na zachód tym spokojniejsze i przyjemniejsze są tereny do jazdy. Ponieważ jednak Ateny na rowerze dały nam trochę w kość, nie chcieliśmy ryzykować kolejnego przedzierania się pomiędzy ludźmi czy samochodami.

Pireus
Pireus

Powrót przez centralną część Aten

Z Pireusu do Iliupoli mieliśmy do pokonania dość spory dystans. Zresztą, decydując się na przemieszczanie po Atenach, czy to na rowerze, czy pieszo, trzeba mieć z tyłu głowy, że… odległości są tu naprawdę duże. Ponieważ nie chcemy ponownie jechać wzdłuż wybrzeża, postanawiamy zapuścić się w głąb miasta. I tu o dziwo udaje nam się znaleźć jedną, dość długą ścieżkę rowerową, którą biegnie wzdłuż ul. Ilisou i znajdującego się tam kanału. Niestety i tu trzeba mieć oczy dookoła głowy, bo korzystają z niej piesi, dzieci na każdym możliwym rodzaju hulajnóg, biegowych rowerków i innych tego typu pojazdów, psy, koty, a chyba i skuter się trafił. Mimo to przejazd ścieżką rowerową znacząco usprawnił naszą podróż przez miasto. Jednak musieliśmy ją opuścić, by skierować się ku Iliupoli. W tym celu poruszamy się po ateńskich ulicach, gdzie rządzą kierowcy skuterów. Przepychają się, zajeżdżają drogę. Po pewnym czasie można się do tego przyzwyczaić, ale i tak budzi to pewną dozę frustracji. Dojazd do Iliupoli obfituje w kilka bardziej stromych podjazdów, na szczęście cało i zdrowo udaje nam się dotrzeć do pojazdu.

Ateny na rowerze – wnioski

Domyślamy się, że powyższy opis nie do końca zachęca do zabrania roweru do Aten lub chociażby wypożyczeniu go na miejscu. Bowiem stolica Grecji nie jest miastem przyjaznym rowerzystom. Duży ruch, wąskie ulice, brak wyznaczonych ścieżek rowerowych lub ich znikoma ilość, dość agresywny styl jazdy kierowców – to wszystko sprawia, że Ateny są dla osób o naprawdę mocnych nerwach. Mnie (rudą) ponad 50-kilometrowa trasa wymęczyła psychicznie. I nawet nie o to chodzi, że zaliczyłam glebę. Po prostu przez cały czas byłam spięta i zestresowana, z powodu konieczność ciągłego kontrolowania tego, co się wokół mnie dzieje. Tylko podczas jazdy po Imittosie był czas na relaks. W mieście nie było o nim mowy. Ale z drugiej strony, na piechotę oraz za pomocą transportu publicznego nie bylibyśmy w stanie w tak krótkim czasie objechać tak dużej części miasta oraz dotrzeć do tak wielu jego różnych zakamarków. Podczas jednej wycieczki mieliśmy i góry, i morze, i zabytki, i nieco nowsze dzielnice. Więc pomimo zmęczenia i kilku odrobinę bardziej stresujących momentów Ateny na rowerze oceniamy na mocne 6 na 10.

Powered by Wikiloc

A w nawigowaniu po mieście…

…pomagała nam marka Peak Design. Podczas tej i kolejnych, rowerowych wycieczek mieliśmy okazję testować ich produkty z serii Mobile. Zanim podjęliśmy się współpracy z tym konkretnym producentem, znaliśmy go już dość dobrze. A to za sprawą uchwytu na aparat, który mocuje się do ramienia plecaka. Rozwiązanie to jest niesamowicie popularne wśród blogerów/fotografów i sprawdza się naprawdę świetnie. Dlatego, gdy pojawiła się opcja przetestowania uchwytów do telefonu na kierownicę, to stwierdziliśmy, że warto skorzystać. I ogólnie była to bardzo dobra decyzja, ponieważ krążąc po zupełnie nieznanych nam terenach, zdecydowanie łatwiej było zerknąć co jakiś czas na telefon przyczepiony przy kierownicy, niż za każdym razem sięgać po niego do kieszeni.

Peak Design Mobile

System mocowania Peak Design Mobile składa się z etui do telefonu, oraz dedykowanych uchwytów. Produkty te posiadają specjalne zaczepy mechaniczno-magnetyczne, które gwarantują że nasz smartfon będzie się bezpiecznie trzymał. Głównym wyróżnikiem na tle konkurencji, jest fakt, że case, który posiada wbudowany autorski system SlimLink, nie posiada żadnych dodatkowych wystających elementów, tylko niewielki kwadratowy otwór. Peak Design obecnie oferuje specjalnie przystosowane etui do nowszych modeli iPhone’ów, oraz flagowych Samsungów. Dla posiadaczy innych telefonów, dostępny jest specjalny adapter, który można nakleić na praktycznie każde etui. Tym sposobem ja zostałam wyposażona w etui Everyday Case, a Marek w adapter.

Peak Design

Do kompletu otrzymaliśmy dwa uchwyty: jeden typowo rowerowy „Bike Mount”, oraz drugi uniwersalny. Pierwszy mocowany jest obejmą i znajduje się na krótkim wysięgniku. Pozwala on telefon przyczepić idealnie na środku. Drugi zapinany jest gumowym paskiem i pozwala na szybki montaż/demontaż. Obydwa „chwytają” nasz smartfon najpierw magnesem, ułatwiając jego właściwe umiejscowienie, a następnie ceramicznymi szczękami. Telefon więc niemalże sam wskakuje na odpowiednie miejsce, gdzie dociskają go wspomniane szczęki. Takie połączenie jest bardzo skuteczne i nawet podczas szaleństw Marka na trasach enduro trzyma telefon w konkretnej pozycji. Żeby go zdjąć należy wcisnąć jeden z dwóch przycisków, które znajdują się na spodzie uchwytu. Po pierwszych testach, wiemy już, że nie ma opcji, aby przypadkiem zgubić gdzieś telefon na trasie. Co więcej, jeżdżąc po mieście raczej nikt nie powinien nam go wyrwać, bo trzeba jednak wiedzieć, jak nacisnąć przycisk od spodu.

Podsumowując, Peak Design Mobile to ciekawe rozwiązanie, które rzeczywiście ułatwiło nam poruszanie się po ulicach Aten i okolicy. Produkty tej firmy nie są tanie, ale widać od razu, że przemyślane oraz świetnie wykonane. Warto zaznaczyć też, że Peak Design daje dożywotnią gwarancję na każde swoje autorskie rozwiązanie.

Peak Design

Zobacz również

19 odpowiedzi

    1. Akurat na miejscu można rowery wypożyczyć, są nawet dostępne elektryki, co w górzystych Atenach jest całkiem dobrą opcją. 😉

    1. Sądzimy, że wybór roweru nie jest najbardziej oczywistym ze wszystkich środków transportu czy aktywności w Atenach 😉

  1. Dobry wieczór.

    Przed kontuzją kolana potrafiłem dzień w dzień zrobić około 40 kilometrów na rowerze. Z przyjemnością obejrzałem zdjęcia i trochę zatęskniłem do swoich dwóch kółek.

    Co do Grecji to jakoś w okolicach 2001-2002 miałem okazję odwiedzić z Mamą Kretę. Najbardziej zapamiętałem jednak wycieczkę na Santorini. Piękny kolor morza, wspaniałe budynki białe jak śnieg. Cudowne miejsce. 🙂

    Zapraszam do siebie.
    Pozdrawiam!

        1. Nie każda aktywność jest dla każdego. I zmuszanie się do czegoś, co nam nie leży zwykle kończy się jeszcze większym zniechęceniem. 😉

  2. Rowery dają mnóstwo możliwości. Wspaniała wyprawa, świetna relacja! Aż Wam zazdroszczę 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.