Monemwasia – Gibraltar Wschodu, perła Peloponezu

Jeśli będziecie na Peloponezie, to koniecznie musicie zobaczyć jedno miejsce. Monemwasia! To najpiękniejsze miasto tej części Grecji. – powiedziała Markowa Mama. Jej zachwytom nie było końca. Szybki przegląd zdjęć w internecie utwierdził nas w przekonaniu, że ma rację. Ale dopiero docierając do Monemwasii zrozumieliśmy, że jest to fenomen – tak na skalę grecką, jak i europejską.

Gibraltar Wschodu

Przekopując się przez informacje na temat Monemwasii często trafialiśmy na określenie, że jest… Gibraltarem Wschodu. I trudno się z tym nie zgodzić. Bowiem miasto powstało w średniowieczu, na wynurzającej się z morza ogromnej skale. Przez bardzo długi czas, żeby się do niej dostać, trzeba było korzystać z łodzi. Później dobudowano groblę, która połączyła ją ze stałym lądem. Z racji strategicznego położenia, tuż obok ważnych, morskich szlaków handlowych, Monemwasia szybko zaczęła się rozwijać. Na niższym poziomie, bliżej brzegu morza kwitł handel. Na szczycie skały natomiast znajdowały się budynki należące do duchowieństwa oraz wyższej rangi dygnitarzy. W szczytowym momencie Monemwasia liczyła 800 domów, 40 kościołów i zamieszkiwana była przez ok. 50 tys. mieszkańców. Jednak w XIX wieku, po tym, gdy otworzono Kanał Koryncki i statki zaczęły pływać innymi trasami, znaczenie miasta zmalało. Do tego stopnia, że zaczęło się wyludniać. Ciut lepiej miała się sytuacja na położonej naprzeciwko, na stałym lądzie, Gefirze. Choć i jej metropolią nazwać się nie da. Wracając do Monemwasii, to wiele budynków, głównie położonych w górnej części miasta, popadło w ruinę. Dolne miasto ma się dużo lepiej, bowiem tamtejsze kamieniczki z czasem zaadaptowano na hotele, restauracje czy sklepiki z pamiątkami. Na stałe żyje tam garstka osób. Ale w sezonie letnim miasto wypełnia międzynarodowy gwar.

Monemwasia – nasza wizyta

Do Monemwasii jedziemy pod koniec naszego road tripu po Peloponezie. Tak kombinowaliśmy, żeby dotrzeć tam podczas dnia z najlepszą, możliwą pogodą. A ta w trakcie realizowania trasy była dość kapryśna. Jednak mieliśmy sporo szczęścia i Monemwasia wita nas słońcem, lekkim wietrzykiem i błękitem nieba. Docieramy do niej z południa, jadąc wzdłuż wybrzeża. Kiedy pojawia się na horyzoncie obojgu nam wyrwa się z ust jedno słowo „Wow!”. A kiedy dojeżdżamy do Gefiry nasze opadnięte szczęki nie bardzo mają ochotę wrócić na właściwe miejsce. Widok jest zaskakujący, imponujący i wręcz nierealny.

Z Gefiry do Monemwasii

Jak już wspomnieliśmy, naprzeciwko ogromnej skały, na której znajduje się Monemwasia, położona jest Gefira. Pomiędzy nimi rozciąga się grobla. Po przejechaniu przez nią można zostawić auto na sporych rozmiarów, bezpłatnym parkingu. Tak też czynimy. Nawet udaje nam się znaleźć kawałek cienia, co przy lejącym się z nieba żarze nie jest bez znaczenia. Przy parkingu działa restauracja oraz niewielka… stacja benzynowa. Stamtąd już na piechotę ruszamy drogą wzdłuż południowego brzegu skały. Przy szosie również stoją zaparkowane auta. Po ok. 5 min marszu docieramy do głównej, miejskiej bramy prowadzącej do wnętrza Monemwasii. Jedne źródła podają, że nazwa miasta, którą można przetłumaczyć jako jedno wejście (moni emvasis) odnosi się do tej jednej bramy. Inne zaś wskazują na groblę, jako jedyne połączenie i jedyną drogę prowadzącą do miasta.

Dolne Miasto

Po przejściu przez bramę znajdujemy się po drugiej stronie weneckich murów, które okalają Dolne Miasto. Mają one 900 m długości i zachowały się w naprawdę dobrym stanie. Na dzień dobry możemy zatracić się w wąskich, niesamowicie uroczych uliczkach, przy których stoją równie urocze kamieniczki. Do tego różnokolorowe kwiaty i leniwie przechadzające się koty. Sielanka! Kierujemy się ku południowej części murów, skąd dobrze widać schody prowadzące do Górnego Miasta, które znajduje się 300 m powyżej poziomu morza. Na dłużej zatrzymujemy się przy Placu Chrysafitissa z charakterystyczną, sporą cerkwią. Ale kościółki mija się tu praktycznie na każdym kroku. Później wychodzimy do latarni morskiej, do której wiedzie brama przy wschodnim krańcu miasta. Tu też zaczyna się szlak trekkingowy, który pozwala obejść skałę po jej północnej stronie. Jednak tę przyjemność planujemy zostawić sobie na deser.

Górne Miasto

Po wizycie przy latarni wspinamy się jeszcze na mury i przyglądamy się z bliska pracy ekipie wspinaczkowej, która wbija kotwy do stalowych zabezpieczeń, które mają zapobiec osuwaniu się skał. Niestety dość mocno zakłócają spokój Monemwasii. Dźwięk wiertarek niesie się po okolicy. Opuszczamy tę część miasta i kierujemy się ku górze. A dokładniej ku Górnemu Miastu. Idziemy tam nieco okrężną drogą i do prowadzących tam schodów dochodzimy ścieżką trawersującą zbocze ponad linią ostatnich domów. Po chwili jesteśmy przy bramie, która stanowi część murów. A te w lepszym lub gorszym stanie zachowały się dookoła Górnego Miasta. Postanawiamy zrobić po nim pętlę i najpierw kierujemy się ku wschodniemu krańcowi. Dzięki temu możemy spojrzeć z góry na latarnię morską oraz Dolne Miasto. Następnie kierujemy się do kościoła Agia Sophia. Tu ważna informacja – czynny jest od piątku do poniedziałku, w godzinach 8.30-15.30. Jest to jedna z najstarszych, bizantyjskich świątyń w Grecji, datowana na XII wiek. W jej wnętrzu zachowało się trochę fresków, ale już samą swą wielkością robi wrażenie. Z zewnątrz wydaje się być niepozorna, ale wnętrze ma naprawdę przestronne. Ze świątyni ruszamy ku zachodniemu krańcowi skały. Stąd możemy podziwiać Gefirę oraz okoliczne góry. Pobyt w Górnym Mieście kończymy przy południowej części murów, do których docieramy mijając m.in. ruiny dawnych cystern. Zresztą, podczas całej wędrówki natrafialiśmy na sporo różnych ruin, ale tylko wymienione powyżej budowle były nieco bardziej zachowane.

Monemwasia – obiad i relaks

Chodząc w lewo i prawo, w górę i na dół zrobiliśmy sporą ilość kilometrów. Dlatego zasłużyliśmy na porządny obiad. Decydujemy się na niego w restauracji Kanoni. Znajduje się w samym sercu Monemwasii, przy głównym placu, tuż obok Muzeum Archeologicznego. Tanio nie było, ale za to mogliśmy siedzieć na dachu, z którego rozpościerał się widok na Dolne Miasto. Oczywiście towarzyszy nam kot, który ze znudzoną miną czekał, aż dostanie jakiś smaczny kąsek. Posiłek na tyle nas rozleniwił, że chętnie zostalibyśmy w Monemwasii na noc. Niestety jeszcze tego samego dnia musimy wrócić do Aten.

Monemwasia i trasa trekkingowa

Oczywiście sformułowanie „trasa trekkingowa” może być w przypadku szlaku biegnącego z latarni morskiej wzdłuż północnego brzegu nieco na wyrost. Niemniej, w szczególności jego początek może być dla części osób nieco wymagający. Bowiem najpierw wiedzie po skałach, które przy bardziej wzburzonym morzu będą atakowane przez fale. My suchą stopą pokonujemy ten odcinek. Za nim ścieżka trzyma podnóża skały, przeciskając się pomiędzy bujną roślinnością. Idziemy sami, wygrzewając się w promieniach popołudniowego słońca. Po ok. 20 min jesteśmy z powrotem na parkingu.

Monemwasia – czy warto?

Spacerując tak po Dolnym, jak i Górnym mieście byliśmy pod ogromnym wrażeniem Monemwasii. Przede wszystkim dlatego, że zwiedzaliśmy ją bez towarzystwa tłumów. Owszem, kręciło się tam trochę turystów. Ale w wielu miejscach byliśmy sami. I to bez wątpienia pozytywnie wpłynęło na nasz odbiór Monemwasii. A ta sama w sobie też po prostu zachwyca. Zarówno swą nietuzinkową lokalizacją, jak i niewymuszoną elegancją dolnego miasta oraz dzikością górnego. Pod kątem widoków jest rewelacyjnie. Dodatkowo, jeśli lubicie dużo chodzić, to Monemwasia będzie dla Was idealnym wyborem. My w trakcie kilku spędzonych tam godzin pokonaliśmy w sumie 11 km przy jednoczesnych 360 m przewyższenia. Sporo, jeśli weźmie się pod uwagę, że Monemwasia wcale nie jest jakimś kolosem. I co by nie pisać, faktycznie jest perłą Peloponezu. Kierując się też słowami Markowej Mamy – musicie Monemwasię zobaczyć, jeśli wybierzecie się w tę część Grecji. Nie pożałujecie!

Monemwasia praktycznie

  • Monemwasia położona jest na Peloponezie, a dokładniej na jego skrajnym, wschodnim palcu czyli Półwyspie Lakońskim. Można do niej dojechać np. szosą nr 86, która łączy ją z okolicami Sparty.
  • My do Monemwasii jechaliśmy z południowego krańca Półwyspu Lakońskiego. Za Neapoli zaczyna się nowa droga, która następnie prowadzi wzdłuż wybrzeża.
  • Parking jak i wstęp na teren miasta (tak dolnego, jak i górnego) są darmowe.
  • W Dolny Mieście znajdziecie zarówno miejsca noclegowe (tu najlepiej dokonać rezerwacji wcześniej), jak i restauracje, winiarnie oraz kawiarnie. Są też sklepiki z pamiątkami czy rękodziełem.

Zobacz również

6 odpowiedzi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.