1,5 miesiąca w Grecji – podsumowanie

Kiedy wyruszaliśmy do Grecji i mieliśmy w perspektywie spędzenie tam 1,5 miesiąca, to wydawało nam się, że to tyyyyyle czasu. I oczywiście, dysponując taką ilością dni można poszaleć. Problem polegał jednak na tym, że mieliśmy połączyć zwiedzanie z pracą zdalną, a to jednak sprawiało, że wolne mieliśmy głównie późne popołudnia i wieczory. Jak zatem minęło nam 1,5 miesiąca w Grecji? Co w tym czasie porabialiśmy? Ile wydaliśmy? Zapraszamy na podsumowanie!

Etap 1: Ateny

Pierwszym etapem naszej greckiej mini emigracji spędziliśmy w Atenach. Grecką stolicę chcieliśmy od dawna odwiedzić. Jednak z racji dużego dystansu wpadanie tam w ramach 2-tygodniowego road tripu nie wchodziło w grę. Oczywiście mogliśmy tam polecieć na city break. Ale jakoś to do nas nie przemawiało. Chcieliśmy Ateny poznać, wczuć się w panujący tam klimat i przede wszystkim… nie spieszyć się. Maj oraz przełom maja i czerwca zgotował nam naprawdę wysokie temperatury. Mimo to i tak udało nam się sporo zobaczyć. Zarówno z listy top of the top, jak i nieco bardziej alternatywne miejsca. Był więc Akropol, otaczające go wzgórza czy Pireus. Ale też Ellinikon, kompleks olimpijski czy Jezioro Vougliameni. Oczywiście nasz pobyt przepełniony był też aktywną turystyką. Mnóstwo czasu spędzaliśmy rowerowo/biegowo na zboczach Imittosu, ale odwiedziliśmy też Parnithę czy Pendeli.

Etap 2: Ateńskie przerywniki

Kiedy tylko dysponowaliśmy większą ilością czasu, ruszaliśmy ciut dalej, poza Ateny. Na początku pobytu oboje mieliśmy kilka wolnych dni. Poświęciliśmy je na road trip po Peloponezie. Podsumowanie tej wycieczki opisaliśmy w oddzielnym wpisie. Był to niewątpliwie strzał w dziesiątkę. Peloponez jest nieco mniej komercyjny, mniej przez turystów zadeptany i do tego szalenie różnorodny. Drugim takim przerywnikiem była nasza całodniowa wycieczka na Hydrę. Wyspa nas absolutnie oczarowała. I choć jeden dzień to stanowczo za mało, by się nią nacieszyć, to i tak uważamy, że było warto się tam wybrać. W wolnym od pracy czasie wpadaliśmy też na plaże zlokalizowane w bliskim sąsiedztwie Aten.

Etap 3: Lefkada

Ostatni tydzień naszego 1,5 miesiąca w Grecji spędziliśmy na Lefkadzie. Początkowo chcieliśmy wyspę odwiedzić w ramach weekendowego wypadu z Aten. Ale byłby to głupi pomysł. Raz z powodu dzielącej oba miejsca odległości. Dwa z powodu licznych pięknych miejsc, jakie Lefkada kryje na swoim terenie. Wyspę tę wybraliśmy też dlatego, że ze stałym lądem połączona jest mostem. W ten sposób uniknęliśmy kosztownego i czasochłonnego przeprawiania się promem. Ogólnie wyspiarskie klimaty mocno nam pasują. Lefkada okazała się strzałem w dziesiątkę. Wysokie góry, spektakularne klify, rajskie plaże. W pierwszej połowie czerwca turystów było tam niewielu i ta kameralna atmosfera bardzo nam pasowała. I choć mogliśmy wyspę eksplorować po godzinach pracy, to… objechaliśmy ją chyba ze 3 albo 4 razy dookoła.

Workation w naszym wydaniu

O ile ja z workation miałam styczność nie raz, nie dwa, o tyle dla Marka była to nowość. Niestety przesunięcie czasu o godzinę do przodu względem Polski odrobinę utrudniało nam życie. Bowiem Marek, zamiast kończyć o 16, kończył o 17. A to dawało ok. 3-4 godziny ze światłem dziennym. Jednak, gdy nadeszły największe upały (momentami w Atenach było ponad 30 stopni), po prostu nie dało się wyjść z chłodnego mieszkania wcześniej niż ok. 18-19. Z samego rana też było przyjemnie. Jednak środkową część dnia lepiej było spędzać blisko klimatyzacji. Ja lubię pracować z różnych państw, bo pozwala mi to nabrać dystansu i mimo wszystko podładować baterię. To krótkie, wolne chwile były też dla nas motywacją do kombinowania i szukania coraz to ciekawszych czy nieco bardziej nietuzinkowych miejsc.

Aktywne 1,5 miesiąca w Grecji

Praca pracą, zwiedzanie zwiedzaniem, ale przede wszystkim chcieliśmy odwiedzane przez nas miejsca poznać właśnie od tej aktywnej strony. Jeśli o mnie chodzi, to przez 1,5 miesiąca przebiegłam ponad 170 km, spacerując/wędrując pokonałam ok. 270 km. Moje osiągi rowerowe były nieco mniejsze, bo przejechałam raptem 140 km. Marek na rowerze oczywiście jeździł częściej i w sumie wykręcił nieco ponad 400 km. Oczywiście podczas pobytu w Grecji wędrowaliśmy też po górach, Marek pływał w morzu z maską i rurką (ja wolałam trzymać się blisko linii brzegowej).

Vlichos

Ile nas to kosztowało?

Ten wątek pewnie będzie dla Was najbardziej interesujący. Bo pewnie zastanawia Was ile kosztowało nas 1,5 miesiąca w Grecji. Poniżej znajdziecie zestawienie kosztów:

  • Nocleg w Atenach: 7 010,15 zł + Nocleg na Lefkadzie: 1700 zł + Noclegi tranzytowe: 200 zł + 98 zł = 9008, 15 zł
  • Winiety: 2 x winieta słowacka: 70 zł + 2 x winieta węgierska: 76 zł + 2 x przejazd autostradą w Serbii: 170 zł + 2 x przejazd autostradą w Macedonii Północnej: 40 zł + przejazdy autostradami w Grecji ok. 250 zł = 606 zł
  • Wycieczka na Hydrę: 2 x bilety na prom w dwie strony: 752 zł
  • Jedzenie w restauracjach: 2900 zł
  • Tankowanie (LPG): 3200 zł
  • Zakupy spożywcze: 2626 zł
  • Bilety wstępu do różnych atrakcji: 511 zł
  • Inne wydatki, które ciężko było gdziekolwiek zaklasyfikować: 980 zł.

SUMA: 20 583,15 zł

Czyli wychodzi nieco ponad 10 000 zł od osoby. Czy to dużo? Tak. Czy dało się taniej? Owszem. Mogliśmy znaleźć tańsze mieszkanie. Ale o perypetiach z tym związanych pisaliśmy w artykule o Iliupoli, w którym zamieszkaliśmy na czas pobytu w Atenach. Niestety 2022 rok, inflacja, kursy euro itd. sprawił, że 1,5 miesiąca w Grecji kosztowało nas słono. Ale z racji tego, że cały czas oboje pracowaliśmy, to… nie odczuliśmy tego jakoś mocno. A będąc w Grecji nie mieliśmy też ochoty ciągle myśleć o… oszczędzaniu.

Czy było warto?

Absolutnie nie żałujemy podjętej decyzji i tego, że do Grecji wyjechaliśmy. Głównie dlatego, że przez cały pobyt poznawaliśmy tylko i wyłącznie miejsca, w których nigdy wcześniej nie byliśmy. A tych w Grecji do odkrywania wciąż mamy dużo. Dodatkowo, naprawdę dobrze nam się tam mieszkało. Co z pewnością jest zasługą tego, że wybraliśmy naprawdę fajne mieszkania, w których dobrze się czuliśmy. I na pewno workation chcielibyśmy wkrótce znów powtórzyć. Czy uda się jeszcze w tym roku? Pewnie nie, a raczej na pewno nie wspólnie. Ale za rok, kto wie?

Zobacz również

12 odpowiedzi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.