Hydra – jednodniowa wycieczka z Aten

Z Aten bez trudu można zorganizować sobie jednodniowe wycieczki po bliższej i ciut dalszej okolicy. Jeszcze przed wyjazdem do Grecji wiedzieliśmy, że przy okazji chcemy odwiedzić którąś z wysp. Najlepiej taką, do której da się dopłynąć bezpośrednio ze stolicy. Hydra, bo to ją wybraliśmy, okazała się wyjątkowo wdzięcznym i pięknym kierunkiem wycieczki. Ale czy jeden dzień, a dokładniej 8 godzin, to wystarczająca ilość czasu, by ją poznać?

Hydra – wyspa bez samochodów

Podejmując decyzję o wyborze wyspy przejrzeliśmy sporo stron, tak po polsku, jak i angielsku. I na większości z nich numerem jeden była właśnie Hydra. Wśród powodów, jakie były wymieniane, przewijały się informacje o jej malowniczości, przyjemnej atmosferze oraz wyjątkowości pod postacią braku ruchu samochodowego. Faktycznie, na Hydrze aut nie ma. Poza dwoma-trzema należącymi do straży pożarnej/pogotowia. Do transportu używa się tam osiołków/koni. Tu jednak musimy podkreślić, że to trochę taki wabik na turystów, a przejazd na grzbiecie zwierzaka ma być jedną z tamtejszych „atrakcji”. O ile powiedzmy rozumiemy, że miejscowi wykorzystują osiołki np. do przewiezienia materiałów budowlanych do wyżej położonych budynków, o tyle wożenie na nich tyłków leniwych turystów, którzy nie chcą o własnych siłach dojść do miejsca noclegu, jest dla nas nie do przyjęcia. A poniższe zdjęcie to kwintesencja Hydry – główna ulica i panujący na niej ruch.

Wracając jednak to samej Hydry. Należy ona do archipelagu Wysp Sarońskich. Jej bliskim sąsiadem jest Peloponez. Głównym miastem wyspy jest Hydra, w której zachowała się XIX-wieczna, tradycyjna zabudowa. Poza tym znaleźć tam można pojedyncze, małe wioski rybackie z kilkoma domami. Górzysty charakter Hydry gwarantuje naprawdę sporo widokowych miejsc.

Hydra

Nasz plan pobytu na Hydrze

Na Hydrę zdecydowaliśmy się popłynąć w sobotę, pierwszym promem, który z Pireusu wyrusza o godzinie 8. Powrót zaplanowaliśmy ostatnim, możliwym połączeniem, czyli wodolotem wypływającym z wyspy o godz. 18.05. To dawało nam całe… 8 godzin na eksplorowanie Hydry. Na pierwszy rzut oka wydawało nam się, że skoro jest to mała wyspa, to uda nam się ją niemal całą „oblecieć”. Cóż, nic bardziej mylnego. Ale o tym za chwilę. Oprócz spaceru po samym mieście, mieliśmy zaplanowany trekking do dwóch monasterów położonych ponad miastem oraz zdobycie najwyższego szczytu, czyli Erosa.

Hydra – nasza jednodniowa wycieczka

Jak już wspominaliśmy, na Hydrę płynęliśmy z Pireusu. Czekała nas wczesna pobudka, bowiem podróż do portu dwoma liniami metra miała nam zająć ok. godzinę. Chcieliśmy mieć też pewien zapas czasu, gdyby przyszło nam czekać na metro (rano jeździ ciut rzadziej) oraz, by odnaleźć się w samym Pireusie. Stąd po godzinie 6 wyruszamy z mieszkania.

Rejs z Pireusu na Hydrę

Promy pływające z Pireusu na Hydrę wyruszają z platformy E8. Na szczęście po opuszczenia stacji metra wychodzi się praktycznie naprzeciwko rzeczonej części portu. Fakt faktem początkowo udaliśmy się w jego złą część, gdzie praktycznie żaden statek/prom nie był zacumowany. Okazało się bowiem, że platforma E8 rozciąga się na naprawdę dużym dystansie, a nasz prom stał na przeciwległym jej krańcu. Na szczęście mając zapas czasu spokojnie do niego doczłapaliśmy i po okazaniu biletów elektronicznych mogliśmy wejść na pokład. Punktualnie o godzinie 8 wyruszamy. Podróż miała zająć 2 godziny z krótkim przystankiem na wyspie Poros. Rejs minął nam naprawdę szybko i rzeczywiście kilka minut po godz. 10 stajemy na nabrzeżu w Hydrze.

Pireus

Pierwszy spacer po mieście

Kurczę, jaka ta Hydra duża! – taka jest nasza pierwsza reakcja, gdy widzimy miasto. Wcześniej, gdy analizowaliśmy mapy, wydawało nam się, że ot jest tu kilka uliczek i tyle. A tu się okazuje, że choć samo miasto wciśnięte jest w obręb niewielkiej zatoki, to dość mocno rozrasta się na okoliczne wzgórza. Jasne, nie jest to wielka metropolia, ale nie jest to też malutka mieścina. Ponieważ naszym pierwszym celem na dziś jest trekking, to wąskimi uliczkami zaczynamy piąć się coraz wyżej. Oczywiście pozwalamy sobie na gubienie się w gąszczu wyjątkowo malowniczych zaułków, które eksplorujemy praktycznie w samotności.

Hydra

No dobra, nie do końca, bo na każdym kroku towarzyszą nam ciekawskie i przyjaźnie do przybyszów nastawione koty. Im wyżej jesteśmy, tym coraz bardziej rozległe widoki się przed nami otwierają. Na dłużej zatrzymujemy się przy jednym z kościółków, z tarasu którego rozciąga się naprawdę niezła panorama. Warto dodać, że w Hydrze kościołów jest naprawdę mnóstwo i co krok człowiek na jakiś „wpada”.

Hydra

Trekking do monasterów

W górach powyżej Hydry znajdują się dwa, większe monastery: Klasztor Agia Eupraxia (Ιερά Μονή Αγίας Ευπραξίας) oraz Klasztor Proroka Eliasza (Ιερά Μονή Προφήτη Ηλία). Z miasta wiedzie do nich szlak w formie kamiennego chodnika (w efekcie nie potrzeba specjalistycznego obuwia, by się tam wdrapać). Ponieważ początkowo plączemy się po mieście trochę bez ładu i składu, to na chodnik trafiamy dopiero po przetrawersowaniu na dziko zbocza ponad linią ostatnich domów.

klasztory na hydrze
klasztory na hydrze

Przez sporą część czasu trasa wiedzie po zalesionym terenie i dość łagodnie pozwala zdobyć wysokość. Najpierw trafiamy do klasztoru Agia Eupraxia, jednak ten zamknięty jest na cztery spusty. Ruszamy więc wyżej, do klasztoru Proroka Eliasza. Ten na szczęście stoi dla turystów otworem. I dobrze, bo jest prawdziwym cacuszkiem. Bielone ściany klasztornych zabudowań doskonale kontrastują z intensywnym błękitem niebo. Stojąca pośrodku placyku cerkiew z szarej cegły ma przepiękną, klasyczną bryłę, a w swym wnętrzu kryje misterny ikonostas. Do tego panuje tam niesamowita wprost cisza, która nadaje temu miejscu sporej dozy mistycyzmu.

klasztory na hydrze
klasztory na hydrze
klasztory na hydrze

Hydra i jej najwyższy szczyt

Z monasterów można dość szybko dostać się na najwyższy szczyt Hydry. Eros, bo o nim mowa, wznosi się na wysokość 592 m n.p.m. Trekking na niego z klasztoru Proroka Eliasza zajął nam jakieś 18 minut. I choć ze szczytu nie widać miasta Hydra, to możemy podziwiać rozległą panoramę niemal całej wyspy, jej nieregularnej i niezabudowanej od południa linii brzegowej oraz wspomnianych monasterów. Ponieważ widoczność jest niezła, to dobrze też widać wschodnie palce Peloponezu.

wyspa Hydra
Eros

Na szczycie spotykamy parę z Wielkiej Brytanii. Byliśmy na wyspie 35 lat temu i postanowiliśmy sprawdzić, czy coś się tu zmieniło. I wiecie co, nic się nie zmieniło. Miasto jest dalej takie samo, jak tych kilkadziesiąt lat temu. Chyba dzięki temu, że ogólnie mają zakaz budowania czy wprowadzania jakiś mocno nowoczesnych udziwnień. Później na szczyt wdrapuje się para z Niemiec. Poza tą czwórką nikogo więcej tam nie spotykamy.

Powrót do miasta

Początkowo chcieliśmy rozszerzyć nasz trekking o wizytę przy dwóch kościółkach położonych na wschód od miasta. Ale szybko doszliśmy do wniosku, że mamy za mało czasu. W szczególności, że chcieliśmy jeszcze coś zjeść, wpaść na plażę oraz chwilę się przejść po mieście. Dlatego też z Erosa schodzimy mniej więcej tą samą trasą, którą podchodziliśmy. Jednak na obrzeżach Hydry odbijamy nieco bardziej na zachód, w stronę wioski Vlichos.

Hydra
Hydra

Kiedy Marek zatrzymuje się na plaży Kaminia (Paralia Kaminia), ja idę widokowym chodnikiem w stronę wspomnianej nadmorskiej miejscowości. Szybko się jednak orientuję, że do pokonania mam w sumie spory odcinek, a że w nogach miałam już kilkanaście kilometrów, to zawróciłam w stronę plaży i dałam też sobie kilka minut na odpoczynek. Kiedy Marek kończy pływać, wracamy wzdłuż brzegu do centrum Hydry.

paralia kaminia

Obiad i ostatni spacer po mieście

Kiedy znów jesteśmy w mieście zaczynamy rozglądać się za restauracją. Ostatecznie jednak wybieramy się do … και κρεμμύδι!, czyli lokalu, o którym czytałam co nieco przed wizytą w Hydrze. Miał bardzo dobre opinie i dodatkowo określany był mianem przystępnego cenowo. I był to strzał w dziesiątkę. Choć nie jest położony nad brzegiem morza, a w jednej z wiodących na nabrzeże uliczek, to i tak jest miejscem na wskroś uroczym. Spory wybór dań, również w opcji wegetariańskiej. Zamawiamy zestaw przystawek, dwa zimne piwa, suvlaki oraz w moim przypadku falafele. Wszystko pyszne, podane sprawnie. Za całość płacimy 30 €. Co jak na greckie standardy oraz wyspę było naprawdę rozsądną kwotą.

Po posiłku ruszamy na krótki spacer. Mamy bowiem 30 min do opuszczenia wyspy. Wchodzimy więc na punkt widokowy z pomnikiem po wschodniej stronie portu. Tam robimy ostatnie zdjęcia i gdy w zasięgu wzroku pojawia się nasz wodolot, wtedy schodzimy na wybrzeże, gdzie kłębi się już tłum pasażerów.

Hydra – czy warto?

Na to pytanie możemy śmiało odpowiedzieć, że TAK. Ale jeden dzień, a zasadniczo 8 godzin, choć pozwoli Wam całkiem sporo zobaczyć, to opuszczając wyspę będziecie mieć uczucie niedosytu. Nam ono towarzyszyło i wciąż towarzyszy. Bo Hydra jest na wskroś urocza i oprócz atrakcji, które mieliśmy okazję odwiedzić, kryje w sobie jeszcze kilka miejsc godnych uwagi. Np. wioskę Vlichos, do której z miasta wiedzie widokowy chodnik wzdłuż brzegu morza czy położoną po południowej stronie wyspy miejscowość Klimaki. Jeśli mielibyśmy tam wrócić, to na 3 dni. Wtedy mielibyśmy czas i na zwiedzanie, i na trekkingi, jak i relaks na plaży. Teraz było troszkę w biegu, ale absolutnie nie żałujemy, że zdecydowaliśmy się Hydrę odwiedzić. Panująca tam atmosfera oraz stosunkowo niewielka ilość turystów, jaką zastaliśmy tam w maju, pozwoliła nam się zatracić w pięknie tego greckiego zakątka.

na Hydrze

Hydra praktycznie

  • Hydra znajduje się na południowy zachód od Aten, przy południowym krańcu Półwyspu Argolidzkiego wchodzącego w skład Peloponezu.
  • Do Hydry można się dostać na dwa sposoby. Pierwszym jest prom/wodolot z Pireusu. Odpływają one z platformy E8, a dokładniej jej wschodniego krańca. Drugim jest prom pływający z Porto Cheli na Peloponezie.
  • Bilety można zakupić przez internet, na stronie przewoźnika. My skorzystaliśmy ze strony Blue Star Ferries. Koszt biletu w jedną stronę, bez względu na to, czy płyniecie promem czy wodolotem, to koszt 35 €. Zdarzają się promocje i wtedy ta kwota może być niższa o kila euro.
  • Promy pływają kilka razy dziennie. Pierwszy z Pireusu wyrusza o godzinie 8. Podroż promem (Flying Cat 5) zajmuje 2 godziny, wodolotem (Flying Dolphin), który śmiga z prędkością 65 km/h – 1 godz. 40 min. Oba mają przystanek na pobliskiej wyspie Poros.
  • Warto bilety zamawiać z kilkudniowym wyprzedzeniem, w szczególności, jeśli planujecie weekendową wizytę. Początkowo chcieliśmy wpaść na Hydrę w niedzielę. Ale gdy zabraliśmy się za kupowanie biletów, okazało się, że wyprzedały się już na nasz powrotny rejs o godzinie 18. Ostatecznie popłynęliśmy w sobotę.
  • Podczas naszej wizyty ostatni rejs z Hydry był o godz. 18:05. Ale już kilka dni później dostępne były też połączenia o godz. 20 czy 21. A to w przypadku jednodniowych wycieczek daje jednak nieco więcej czasu na wyspie.
  • Hydra jest dość górzystą wyspą, więc jeśli lubicie piesze wędrówki znajdziecie tam kilka przyjemnych szlaków, jak choćby opisana przez nas trasa do klasztorów oraz na najwyższy szczyt – Eros.
  • Miasto Hydra wypełnione jest licznymi knajpkami i sklepikami. Ale im dalej od portu i im wyżej, tym spokojniej, bardziej lokalnie, a mniej turystycznie.
  • Na Hydrze oczywiście można przenocować. Noclegów szukajcie na Booking.com (afiliacja).
  • Jeśli podobnie jak my wybieracie się na Hydrę na jeden dzień to… zabierzcie ze sobą wygenerowane w trakcie wizyty śmieci i wyrzućcie je po dopłynięciu na stały ląd. W ten sposób trochę odciążycie wyspę.
Hydra

Zobacz również

12 odpowiedzi

    1. Nawiązuje do słowa hydrea, czyli nawodniona, co jest troszkę z przymrużeniem oka, bo za wiele wody to tam nie ma.

  1. Meeega żałuję, że się tam nie wybraliśmy! 🙂 Troszkę nam było szkoda tyle pieniążków na transport na Hydrę jak byliśmy ostatnio w Atenach tylko na 3 dni. Ale jeszcze wrócimy i koniecznie wtedy Hydra!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.