Bałkany 2014/15 Macedonia

BST 2014/15. Część 10 – spacerem po Skopje i jego muzeach

-
16 lipca 2015

Skopje ma wiele do zaoferowania tym, którzy lubią miejsca kontrastowe i pełne sprzeczności. Nasz ostatni dzień pobytu w tym mieście spędziliśmy spacerując i poznając jego najrozmaitsze zakamarki. Pogoda w styczniu była kapryśna i poranek przywitał nas lekkim mrozem, z którym walczyły służby oczyszczania miasta. Panowie w odblaskowych kombinezonach maszerują  ulicami, próbując skuć warstwę lodu pokrywającą chodniki. Z racji tego, że nad miastem wiszą szare chmury, sprawia ono dość przytłaczające wrażenie.

Pierwszym punktem zwiedzania jest Dom Matki Teresy (czynny pn.-pt.9-20, sb.-nd. 9-14; wstęp wolny). Miejsce to upamiętnia najsłynniejszą mieszkankę Skopje, czyli Agnes Gonxha Bojaxhiu, później znaną właśnie jako Matka Teresa. W futurystycznym budynku o dość specyficznej architekturze znajduje się wystawa, na której zobaczycie dokumenty i zdjęcia związane z Agnes Gonxha Bojaxhiu, makietę jej rodzinnego domu (który notabene znajdował się nieopodal pl. Makedonija, w stronę Porta Makedonia – tam też zobaczyć można jego fundamenty), a także rzeczy osobiste. Na wyższej kondygnacji budynku umiejscowiono niewielką kaplicę.

W Muzeum Matki Teresy

muzeum Matki teresy Skopje

Opuszczamy muzeum i ruszamy przez miasto. Kierujemy się w stronę starszej części Skopje. Zanim jednak tam dotrzemy zaglądamy do cerkwi św. Klimenta Ochrydzkiego, która powstała po 1972 roku. Charakteryzuje się ciekawą architekturą, w dużej mierze złożonej z łuków i kopuł. Akurat trafiamy na moment, w którym wierni wychodzą po skończonym nabożeństwie. Tym, co od razu rzuca nam się w oczy, to duża liczba żebrzących przed świątynią osób. W Skopje nie widać aż tak wielu żebraków, jednak w tym jednym miejscu zebrało się ich całkiem sporo. Co ciekawe, większość mijających ich osób wrzuca im pieniądze. My jednak nie idziemy w ich ślady i wślizgujemy się do wnętrza kościoła. Jest ono imponujące, głównie ze względu na ogromną kopułę z Jezusem Pantokratorem górującą nad centralną częścią cerkwi.

Cerkiew św. Klimenta Ochrydzkiego

image0546

cerkiew Skopje

Maszerujemy w stronę Vardaru, do parku, przy którym parkowaliśmy rok wcześniej. Miejsce to zimą wygląda dość smutno i niezbyt przyjemnie. Dodatkowo te odczucia potęguje deszcz, który zaczyna padać z nisko wiszących nad miastem chmur. Żegnamy się z parkiem i na wysokości Ambasady USA przechodzimy na drugą stronę rzeki.

Reszta słońca, gdy pada deszcz

Vardar

Pniemy się ku górze, by następnie pomaszerować w stronę Muzeum Sztuki Współczesnej i twierdzy – Kale. Nie jesteśmy fanami szeroko pojętej sztuki współczesnej, lecz samo muzeum jest miejscem ważnym dla Polaków. Nasi trzej rodacy, czyli Eugeniusz Wierzbicki, Wacław Kłyszewski oraz Jerzy Mokrzyński zwani “Tygrysami” brali udział w odbudowie Skopje po trzęsieniu ziemi. Jednym z ich zadań było zaprojektowanie muzeum sztuki współczesnej. Sam budynek utrzymany jest w nurcie brutalizmu, stąd jego bryła jest mocna, dominuje konstrukcja betonowa. Spod muzeum rozciąga się widok na twierdzę oraz całe miasto. Szkoda, że niewielki park, który znajduje się wokół jest tak bardzo zaniedbany. Zaglądamy również do samego muzeum, utwierdzając się w przekonaniu, że naprawdę nie rozumiemy współczesnej sztuki. Wśród zbiorów można znaleźć dzieło Pablo Picasso, lecz przede wszystkim dominuje twórczość bardziej lokalnych artystów. Muzeum Sztuki Współczesnej czynne jest wt.-sb. 10.00-17.00, nd. 9.00-13.00, pon. nieczynne, wstęp 50MKD, w pierwszy piątek miesiąca za darmo.

Widok na Skopje

Skopje

Kto da więcej flag?? – Kale

Skopje Kale

Z muzeum wyruszamy na stary bazar, by zatopić się w nieco bardziej klimatyczną część Skopje. Najpierw zaglądamy do meczetu Mustafa Paszy, który jest największym tego typu obiektem w stolicy Macedonii. Jego wnętrze jest mocno ascetyczne, a w każdym razie takie odniosłam wrażenie po relacji Marka oraz zdjęciach jakie wykonał. Paniom wstęp wzbroniony, więc grzecznie czekałam na dziedzińcu.

Meczet Mustafa Paszy

Meczet Mustafa Paszy

Schodzimy w dół ulicą Samoilova, biegnącą wzdłuż twierdzy. Z niej po przejściu ok.300 metrów skręcamy w lewo, by zajrzeć do cerkwi św. Spasa czyli Chrystusa Zbawiciela. Pochodzi prawdopodobnie z XVII/XVIII wieku. Znana jest przede wszystkim ze swego pięknego, rzeźbionego ikonostasu, stworzonego przez utalentowanych rzemieślników z okolic Debaru. Ikonostas ma 7 metrów wysokości i 10 metrów szerokości, a dominują w nim motywy roślinne i zwierzęce. Ciekawostką odnośnie samej cerkwi jest to, że z zewnątrz wygląda na naprawdę malutką. Jest to związane z prawem obowiązującym za czasów panowania Turków, które głosiło, że świątynia prawosławna nie może być wyższa od wojownika siedzącego na koniu.

cerkiew sw.Spas

Po pobycie w świątyni zatapiamy się uliczki Starej Čaršiji, czyli Starego Bazaru. Kiedy tworzę dla Was ten wpis jest lipiec 2015. Moi rodzice właśnie wyjechali ze Skopje z następującymi spostrzeżeniami: “Stary Bazar jest wymarły. Otwartych parę knajpek, kilka sklepów jubilerskich i tyle.” Może to kwestia pory, o której się tam wybrali, a może projekt mający ożywić Stary Bazar poprzez dofinansowanie osób, chcących rozwijać tam warsztaty rzemieślnicze, po prostu upadł. Kiedy byliśmy tam w styczniu faktycznie Stary Bazar nie tętnił jakoś wybitnie życiem, ale zwalaliśmy to na fakt zimy i kiepskiej pogody.

Spacerując po bazarze zapuściliśmy się w okolice Narodowego Muzeum Macedonii. Sam budynek odstrasza od pierwszego wrażenia, jednak postaram się Was zachęcić, by mimo wszystko tam zajrzeć. Samo muzeum składa się z kilku osobnych wystaw: historycznej (poświęconej wojnom światowym; dodatkowo w 2015 roku odbywała się wystawa ikon) oraz etnograficznej (prezentuje kulturę ludową Macedonii; nam najbardziej przypadły do gustu makiety dawnych domów. Tu chyba załączyło się moje umiłowanie skansenów. W muzeum mieliśmy je w nieco mniejszej formie.). Zbiory muzeum są naprawdę ciekawe, jednak jest pewna kwestia, która od pierwszego momentu człowieka strasznie irytuje. Otóż w Skopje tworzy się coraz więcej nowych obiektów, z czego część przeznaczana jest pod nowe muzea. Jest to trochę irytujące, bo takie Narodowe Muzeum Macedonii jest w fatalnym stanie – zagrzybione, woda się wlewa przez nieszczelne okna, w których brakuje szyb, wykładzina jest poplamiona i pozwijana. To wszystko robi naprawdę nieszczególne wrażenie, w szczególności, że zbiory i eksponaty, jakie tam znajdziecie są naprawdę fenomenalne. Nie zrażajcie się zatem, bo może jak przybędzie tam turystów, to zabiorą się za generalny remont. Muzeum jest czynne wt.-sb. 9.00-17.00, nd. 9.00-13.00, pon. nieczynne; wstęp 100MKD.

Po paru godzinach łażenia w naszych brzuchach zaczęło mocno burczeć. Ja bardzo chciałam odwiedzić restaurację Stara Kuka, która znajduje się w najstarszym w Skopje domu. Restauracja ta prowadzona jest od pokoleń przez jedną i tę samą rodzinę. Bez trudu tam trafiamy. Wnętrze jest przytulne i od razu chce się tam spędzić więcej czasu. Nie ma tłoku, więc możemy wybrać sobie dowolny stolik. Niestety względem kafany, w której byliśmy dwa dni wcześniej, Stara Kuka ma znacznie wyższe ceny. Ja decyduję się na tawcze grawcze, natomiast Marek na mięso w warzywach. Do tego zamawiamy świeżo pieczone bułki, ja czerwone domowe wino, a Marek piwo. Stara Kuka jest urocza, jednak kelnerzy troszkę psują klimat tego miejsca. Ciągle patrzą się nam na ręce, zabierają talerze w momencie, w którym wszystko z niego znika. Do tego mieszają coś z naszym zamówienie i dwa razy dostajemy porcję pieczonych bułek. Przez to wszystko nie czujemy się tam na luzie, choć potrawy są przepyszne, a wino smakuje rewelacyjnie. Według mnie warto tam wpaść na obiad, choć za posiłek dla dwóch osób zapłaciliśmy prawie 100zł.

Niepozorna Stara Kuka

stara kuka

image0568

Po obiedzie dzień się jednak nie skończył, więc wyruszyliśmy na dalsze zwiedzanie. Byliśmy w pewien sposób zaintrygowani jednym z nowych muzeów nad Vardarem. Chodzi oczywiście o Muzeum Macedońskiej Walki o Suwerenność i Niepodległość (Museum of the Macedonian Struggle for Sovereignty and Independence – Museum of VMRO – Museum of the Victims of the Communist Regim; Музеј на македонската борба за државност и самостојност – Музеј на ВМРО – Музеј на жртвите од комунистичкиот режим), w skrócie Muzeum VMRO. Zasadniczo nie wiele o nim można było przeczytać w sieci, co potęgowało nasze zaintrygowanie. Przychodzimy tam koło godziny 17, początkowo wahając się, czy aby na pewno chcemy je zwiedzać, w szczególności ze względu na wysoką cenę biletów, jak na macedońskie standardy – 300MKD od osoby. Przewodnik, z którym tylko i wyłącznie zwiedza się muzeum, szybko nas przekonuje i już po chwili cofamy się w czasie. Ekspozycja muzealna pomyślana jest w ten sposób, aby móc przybliżyć rewolucyjną historię Macedonii mniej więcej od XVIII wieku. W trakcie godzinnego zwiedzania spotykamy się z kolejnymi działaczami rewolucyjnymi przedstawionymi w formie bardzo realistycznych figur woskowych. W muzeum znajdziemy też ogromne obrazy (stylizowane na bardzo wiekowe), które namalowane zostały specjalnie na potrzeby tego obiektu, więc mają nie więcej niż kilka lat. Mając przewodnika tylko dla siebie mogliśmy spokojnie z nim pogadać na temat współczesne Macedonii. Niewątpliwie problemy tego kraju wynikają bezpośrednio z jego historii i faktu, że ciągle któryś z sąsiadów uważał, że ma prawo do kolejnego fragmentu macedońskiej ziemi. Nasz przewodnik w zabawny sposób powiedział nam również, co sądzi o całym zamieszaniu wokół Aleksandra Wielkiego. “Wiecie, gdyby teraz obudzić Aleksandra i się go zapytać o to, czy jest Grekiem czy Macedończykiem, to by stwierdził, że jest “obywatelem świata” i poszedłby spać dalej”. Muzeum ogromnie nam się podobało, niestety nie można było w jego wnętrzu robić zdjęć. Uwierzcie mi jednak na słowo – warto wydać te 300MKD! Nie będziecie żałować. Muzeum jest czynne wt.-nd. 10-18, pon. nieczynne; zwiedzanie tylko z przewodnikiem mówiącym po macedońsku lub angielsku.

Będąc na muzealnej fali i zachęceni ich jakością, postanowiliśmy się udać do pobliskiego Muzeum Archeologicznego. Niestety okazało się ono mniej zaskakujące, niż muzeum VMRO. Miliony skorupek, kawałków jakiś naczyń czy lampek. Dużo wszystkiego i dla takich laików jak ja i Marek nie wiele z tego zwiedzania wynieśliśmy dla siebie, oprócz tego, że zmęczyliśmy się jeszcze bardziej (muzeum ma kilka poziomów i jest gigantyczne).

Wieczorne spojrzenie na Skopje

Skopje

Skopje

Dość szybko opuszczamy ostatnie na dziś muzeum i maszerujemy do pubu Menada, by tam odpocząć przy piwie Skopsko. Jest nam smutno, bo następnego dnia czeka nas powrót do Polski. Dochodzimy do wniosku, że zimowy wypad na Bałkany był strzałem w dziesiątkę przede wszystkim dlatego, że trafiliśmy na świetną choć mroźną pogodę. Mogliśmy spojrzeć na nasz ukochany zakątek Europy z zupełnie innej perspektywy. Przełamaliśmy też stereotyp, że na Bałkany jeździ się tylko latem.

A oto ostatnie zdjęcie zrobione przed wyjazdem do Polski, 5 stycznia. Jak widać, jest smuteczek, ale są burki i ajran.

ruda i Marek

Zapisz

Zapisz

TAGI
Powiązane wpisy