Hike&Bike z Zgornje Jezersko do schroniska Češka koča, czyli podążając za widokami

Są takie miejsca, które zachwycają od pierwszego wejrzenia. Człowiek je widzi i już wie – to jest to! Tak było w przypadku niewielkiej miejscowości Zgornje Jezersko, która znajduje się tuż przy granicy z Austrią. Niegdyś znajdowało się tu jezioro. Obecnie, na rozległych zielonych łąkach pasą się stada krów, owiec i koni, a na farmach i w domach toczy się spokojne życie. Obcowanie z tą sielanką było nam dane podczas wyjątkowo pięknej, wrześniowej aury. A wszystko za sprawą noclegu w pewnym szczególnym miejscu, jakim jest Šenkova domačija oraz wycieczki hike&bike do schroniska Češka koča.

Zgornje Jezersko

Do Zgornje Jezersko wyruszyliśmy z Jamnicy. Nawigacja wskazała nam, że najkrótsza droga wiedzie przez Austrię. To bardzo malownicza trasa poprowadzona przez dwie przełęcze. Mnóstwo serpentyn i niesamowitych, górskich panoram. Podczas zjazdu ponownie na słoweńską stronę mogliśmy podziwiać widok na Zgornje Jezersko. To, co zobaczyliśmy, ponownie wprawiło nas w osłupienie. Jak to jest, że Słowenia wszędzie jest tak niesamowicie piękna? Zgornje Jezersko to swoista ciekawostka. Bowiem do XIV wieku na terenie doliny znajdowało się… jezioro. W tym samym stuleciu zniknęło. Jakiś czas później w miejscu tym zaczęły powstawać pierwsze zabudowania i powoli zaczęła rozwijać się miejscowość. Otoczona przez góry (masyw Karawanke oraz Alpy Kamnicko-Sawickie) stała się z czasem ciekawym, turystycznym celem. Czy rzeczywiście warto tam wpaść?

Šenkova domačija w Zgornje Jezersko

Zanim odpowiemy na wcześniej zadane pytanie, zatrzymajmy się na chwilę w pewnym wyjątkowym miejscu. W Zgornje Jezersko mieliśmy przyjemność przenocować na farmie Šenkova domačija (kliknijcie w nazwę, by zarezerwować swój pobyt). Znajduje się stosunkowo blisko serpentyn schodzących z przełęczy Seebergsattel, gdzie znajduje się słoweńsko-austriacka granica. Z terenu farmy rozciąga się fenomenalna panorama doliny i Alp. Na miejscu znajdziecie oczywiście typowe dla wiejskiego gospodarstwa zabudowania, ale pięknie wyremontowane. W największym budynku działa pensjonat i restauracja (według daty wyrytej nad drzwiami pochodzi z 1521 roku). Działa tu też kemping. Warto również poświęcić chwilę właścicielom farmy. A są nimi Drejc i Polona Karničar. Drejc ma na swoim koncie takie osiągnięcia, jak zdobycie Annapurny i zjazd z niej na nartach. Podobne wyczyny udało mu się również na Mont Blanc oraz Matterhornie. Jest nie tylko wybitnym alpinistą, ale również ratownikiem górskim. Polona natomiast od dziecka żyła na farmie. Razem z Drejcem przez 5 lat opiekowała się schroniskiem Češka koča. Również jest mocno związana z górami, w szczególności ceni zimową, skiturową turystykę.

Hike&Bike do schroniska Češka koča

Po zameldowaniu na farmie rozważamy, gdzie by się tu udać. Z pomocą przychodzi nam recepcjonistka oraz Drejc, którzy sugerują, żebyśmy na rowerach dojechali do szałasu na Štularjeva planina i stamtąd na piechotę przeszli się do schroniska Češka koča. Ponieważ mieliśmy tylko kilka godzin na zrealizowanie wycieczki (do Zgornje Jezersko dotarliśmy późniejszym popołudniem) uznaliśmy, że to całkiem dobry pomysł.

Na rowerach z Zgornje Jezersko do Štularjeva planina

Wypakowujemy rowery (w międzyczasie ja muszę wypakować kurę z naszego auta, która zapragnęła się w nim zadomowić), wrzucamy do plecaków napoje i prowiant, smarujemy się kremem z filtrem i ruszamy przez rozległe, zielone łąki ku Planšarsko jezero. To jedno z częściej fotografowanych miejsc w tej okolicy. Szczyty Alp pięknie odbijają się w jego tafli. Szybko jednak stamtąd uciekamy, ponieważ jest niedziela i nad brzegiem jeziora kłębią się tłumy, które koncentrują się wokół działających tu knajpek. Asfaltową, a następnie szutrową drogą jedziemy ku wysokim, poszarpanym graniom. Przez chwilę znikają nam z oczu, gdyż wjeżdżamy do lasu. Tam też znajduje się parking, z którego swój początek bierze sporo szlaków, m.in. na Goli Vrh, Veliką Babę czy Grintovec. My jednak dalej trzymamy się szutrowej drogi, która miała nas doprowadzić do Štularjeva planina. Pokonanie 7,5 km trasy (do tego ponad 360 m wzniosu) zajęło nam na rowerach elektrycznych jakieś 30 min. Na zwykłych rowerach… no cóż, pewnie 3-4 razy tyle, bo momentami naprawdę było stromo. Na Štularjeva planina czeka na nas niewielki szałas. Parkujemy przy nim nasze rowery i przy okazji śmiejemy się ze słoweńskiego zaufania do innych. Przy szałasie stoi już bowiem inny rower, który w żaden sposób nie jest zabezpieczony. No bo kto miałby go ukraść? My jednak spinamy ze sobą nasze e-bike’i, bo gdyby jakimś cudem jednak zniknęły, to nasz urlop w Słowenii musielibyśmy spłacać przez najbliższych kilka lat…

Do schroniska Češka koča

Żegnamy się z rowerami i ruszamy na szlak. Początkowo ścieżka wspina się stromo przez las. Gdy go opuszcza trawersuje skaliste zbocza porośnięte mniejszymi drzewami lub kosówką. Trzeba przyznać, że szlak jest ciekawie poprowadzony. Sporo się na nim dzieje. Są stalowe liny, drabinki, nieco bardziej eksponowane odcinki. Do tego rozległe widoki. Ale całkiem sprawnie udaje nam się dotrzeć do schroniska Češka koča. To uroczy, drewniany budynek położony na wysokości 1542 m n.p.m., poniżej północnej ściany Grintoveca. Został zbudowany przez czeski oddział SPD w Pradze i otwarty 26 lipca 1900 roku (stąd Češka w nazwie). Doprowadzona jest do niego linia towarowa, którą dowożone jest do niego jedzenie. Schronisko dysponuje 20 miejscami noclegowymi w 6 pokojach oraz dodatkowymi 33 miejscami w dwóch salach, a także jadalnią na ok. 70 osób. Jest też pokój zimowy z 6 łóżkami. Przy schronisku działa też mini oczyszczalnia ścieków. Przy Češkiej kočy spędzamy dłuższą chwilę, którą poświęcamy na sączenie piwa i obserwowanie ludzi schodzących od strony Grintoveca.

Droga powrotna, czyli najpierw hike, później bike

Szykujemy się do drogi powrotnej. Najpierw jednak chcemy spojrzeć na schronisko z nieco dalszej perspektywy i idziemy fragmentem szlaku do Kranjskiej kočy na Ledinah. Później wracamy pod Češką kočę i znanym nam szlakiem schodzimy do rowerów. Te na szczęście czekają na nas całe i zdrowe. Szybko więc na nie wskakujemy i mkniemy szutrem w dół. Wyższe części zboczy były już w cieniu. Ale gdy docieramy do doliny, znów możemy się cieszyć słońcem. Intensywne światło sprawia, że wszystkie kolory są dużo bardziej żywe. No wiecie, trawa bardziej zielona, krowy bardziej krowiaste itd. Cieszymy oczy pięknem krajobrazów i wygrzewamy się w ostatnich promieniach słońca. Bo gdy zajdzie za góry, w dolinie szybko zacznie spadać temperatura.

Wieczór w Šenkovej domačiji

Po powrocie do Šenkovej domačiji zabieramy się za obiad – same tradycyjne potrawy, do tego zimne piwo i widok na góry. Czego chcieć więcej? No dobra, mogłoby być ciut cieplej. Ale nie narzekajmy. Po krótkim odpoczynku przy posiłku oraz w naszym pokoju, wychodzimy jeszcze na nocne robienie zdjęć. Rozgwieżdżone niebo, cisza, spokój. Szkoda tylko, że zdjęcia średnio wyszły. Nie będziemy się tym jednak zbytnio przejmować. Ważne, że było pięknie. Przy okazji rozmawiamy o samej Šenkovej domačiji. Miejsce jest rewelacyjne. Stanowi super bazę wypadową do eksplorowania całej okolicy. Do tego dbanie o ekologię i zrównoważony rozwój. Spodoba się tu zarówno osobom aktywnym, jak i rodzinom z dziećmi (można pogapić się na zwierzaki, które swobodnie wędrują po całym terenie; jest też mały plac zabaw). Na pewno Šenkova domačija to miejsce z duszą, prowadzone przez ludzi z pasją! A samo Zgornje Jezersko jest po prostu epickie. Co tu dużo pisać – w skali od 1 do 10 fotogeniczność tej miejscowości wychodzi ponad skalę.

Zobacz również

8 odpowiedzi

    1. Doskonale rozumiemy tę reakcję. 🙂 Za każdym razem, gdy widzimy jakieś materiały ze Słowenii, czy to na IG, czy jakimś blogu, to od razu mamy ochotę wszystko rzucić i tam jechać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.