Bałkany 2016 Summer Trip Macedonia

Wodospady w okolicach Banska, Strumica i Sztip

-
12 marca 2017

Znad Jeziora Dojran wyruszyliśmy wzdłuż południowo-wschodniej granicy Macedonii, aby w pierwszej kolejności odwiedzić wodospady znajdujące się w okolicach Banska. Naszym drugim celem była Strumica, a trzecim Sztip.

Wodospady Gorubovo

Bansko to dość znane, macedońskie uzdrowisko z termalnymi wodami. Jednak nas nie interesuje pobyt w tym nie do końca urodziwym mieście, położonym u podnóża gór Belasica, znajdujących się na granicy z Grecją. Dużo bardziej chcemy zobaczyć wodospad Smolare. Lecz zanim do niego dotrzemy, odkrywamy, że w okolicy tej znaleźć można jeszcze kilka innych wodospadów i miejsc związanych z wodą. Jedziemy szosą R1402, wzdłuż której ulokowały się liczne, niewielkie miejscowości. W pierwszej z nich nasze oczy przykuwa znak na wodospady Gorubovo. Postanawiamy skręcić i sprawdzić, jak wyglądają. Wąska droga pnie się po łagodnym zboczu, wśród zadbanych domów. Udaje nam się dojechać pod samo wejście na szlak. Znaleźć tu można mapę, ze schematem trasy. Według zawartych tam informacji, szlak ma ok. 1000 metrów długości, więc nie należy do gigantów. Wiedzie malowniczo wzdłuż wijącego się potoku, który przyjemnie szemrze wśród zalesionego stoku. Zobaczyć tam można kilka większych kaskad. Największa znajduje się jednak na końcu szlaku, za nieco zawalonym, drewnianym mostkiem. Natomiast wzdłuż całej drogi znaleźć można ławeczki oraz wiaty piknikowe. To idealna propozycja na krótki, niezbyt wyczerpujący spacer dla tych, którzy zmęczeni są macedońskimi upałami. Po powrocie do Kianki udajemy się jakieś 50 metrów na zachód od miejsca, w którym zaparkowaliśmy, by odkryć jeszcze jeden wodospad. Jest on równie urokliwy, a przy okazji okazuje się, że wiedzie do niego asfaltowa szosa łącząca się z drogą numer R1402. Dziwnym trafem na nią nie prowadziły żadne drogowskazy, a dodatkowo nie ma jej na naszych mapach.

Gorubovo

Gorubovo

Gorubovo

Mokrino Izvori

Żegnamy się z wodospadami oraz wsią Gorubovo i kontynuujemy przejazd szosą R1402. Kolejne drogowskazy prowadzą we wsi Kolesino do wodospadu o tej samej nazwie. Decydujemy jednak, że jedziemy dalej i w ten sposób trafiamy do Mokrino Izvori. Znajduje się blisko wsi Mokrino, która swoją nazwę zawdzięcza właśnie położonym w jej sąsiedztwie bagnom i licznym, górskim źródłom. Późną wiosną 2005 roku, w ramach Mokrino Springs Forever, we współpracy z mieszkańcami okolicznych wiosek oraz miejscowymi władzami, zakończył się projekt utworzenia terenu piknikowego, skoncentrowanego wokół wybijającego między drzewami źródła krystalicznie czystej wody. Zbudowano tam liczne wiaty piknikowe, są też grille i ławeczki. Mimo, że docieramy tam o dość wczesnej godzinie, już kilka wiat jest zajętych, a pierwsze potrawy zaczynają się grillować. Niewątpliwie jest to idealne miejsce na weekendowy wypoczynek, a co jest naprawdę miłe, to że panuje tam wyjątkowy jak na Bałkany ład i porządek.

Mokrino Izvori

Mokrino Izvori

Wodospad Smolare

Żegnamy się z Mokrino i ruszamy do wodospadu Smolare, który bez wątpienia cieszy się w tych okolicach największą popularnością. Przede wszystkim świadczy o tym zastawiony do granic możliwości parking, przez co zmuszeni jesteśmy zostawić Kiankę przy drodze dojazdowej. Głównie widzimy tu auta na blachach z Grecji oraz Bułgarii, nieco mniej z Macedonii. Nieopodal wodospadu Smolare znajduje się bowiem trójstyk granic tych trzech państw. Powyżej wspomnianego, zastawionego parkingu, znajduje się równie oblegana restauracja Atlantis. My jednak nie decydujemy się skorzystać z jej oferty i zacienionymi schodami i wąskimi ścieżkami pniemy się ku wodospadowi. Wędrówkę umilają nam zawieszone na drzewach tabliczki z angielskimi napisami m.in. Keep on breathing, Nature is the art of God. Po ok. 10 min docieramy do wodospadu. Ma 36 metrów wysokości i spływa po równej, skalnej ścianie. Nie jest on może zbyt imponujący, ale prezentuje się całkiem ładnie. Niestety nie można podejść bezpośrednio pod niego, a jedynie podziwiać z kładki oddalonej od niego o kilka metrów.

Smolare

Smolare

Smolare wodospad

wodospad Smolare

Upalna Strumica

Po spędzeniu kilku godzin w soczyście zielonych okolicach Banska, wyruszyliśmy nieco bardziej na północ. Naszym pierwszym celem była Strumica. Trafiliśmy tam w trakcie najbardziej upalnych godzin w ciągu dnia, w efekcie miasto było wyjątkowo senne. Szczerze mówiąc klimat ten i nam się dość mocno udzielił. Akurat w tym czasie w Strumicy odbywał się Strumica Open Festival. My zawitaliśmy tam w jego ostatni dzień, czyli w niedzielę. Oczywiście cała impreza miała zacząć się dopiero wieczorem. W ciągu dnia mogliśmy jedynie przyjrzeć się centralnemu placowi, na którym rozstawione były piwne stragany, których pracownicy dopiero dochodzili do siebie po poprzednim wieczorze i szykowali się psychicznie do kolejnego. Chwilę spacerujemy deptakiem Blagoj Jankov Mucheto, przy którym przycupnęły niewielkie restauracje i kawiarnie, w których, jak to zwykle na Bałkanach, jest tłoczno i gwarno, bez względu na godzinę. Później kierujemy się w stronę starszej części miasta, która znajduje się na wzgórzu, na szczycie którego położona jest twierdza. Na jej terenie oczywiście znajdują się maszty przekaźnikowe oraz… krzyż. Wśród starszych zabudowań Strumicy praktycznie nikt oprócz nas się nie kręci. Po krótkim spacerze opuszczamy miasto, ziewając przeraźliwie i bynajmniej nie z nudów, a z racji sennego klimatu panującego w tym miejscu.

Strumica

Strumica

Strumica

Strumica

Opustoszały Sztip

Naszym kolejnym celem na ten dzień był Sztip (Štip). Jest to największe miasto na wschodzie Macedonii, choć patrząc na nie, raczej ciężko odnieść takie wrażenie. Przez Sztip przepływają dwie rzeki: Bregalnica oraz Otinja, przy czym ta druga latem praktycznie wysycha, w efekcie w centrum miasta można podziwiać wyschnięte, betonowe koryto. Kiankę parkujemy przy ul. Marshala Tito, nieopodal muzeum historycznego i od razu kierujemy się w stronę wzgórza Isar, gdzie znajdują się pozostałości średniowiecznej twierdzy. Dodatkowo, z czterech stron wzniesienia zbudowano cztery cerkwie. My przez przypadek trafiamy do świątyni pod wezwaniem Michała Archanioła, która pochodzi z XIV wieku. Stanowi najstarszy zabytek sakralny Sztipu. Niestety jest zamknięta, więc możemy ją podziwiać jedynie z zewnątrz. Następnie, wspinamy się wyżej i docieramy do pomnika ofiar wojny bałkańskiej. Monument ten jest dość rozbudowany, gdyż składają się na niego długie, kamienne schody przy których stoją tablice z imionami poległych oraz placyk z kilkoma mniejszymi pomnikami. Powyżej znajduje się już sama twierdza. Oczywiście na jej terenie znajdują się maszty telekomunikacyjne oraz sporych rozmiarów krzyż. Czyli tzw. macedoński standard. Spędzamy chwilę na szczycie wzgórza Isar, podziwiając widok na rzekę Bregalnicę oraz na położoną między jej dwoma zakrętami miejscowość Novo Selo. Jednak jeśli chcecie podziwiać bardziej rozległy widok na sam Sztip, to warto cofnąć się do okolic wspomnianego pomnika, skąd rozciąga się dużo ciekawsze panorama niż z twierdzy. Generalnie Sztip dostał od nas minusa za to, że praktycznie żadne atrakcje tego miasta nie były oznaczone, ani nie prowadziły do nich drogowskazy. Na twierdzę udało nam się wdrapać kompletnie na azymut, błądząc w gąszczu wąskich uliczek przeciskających się między domami. Co więcej Sztip był jeszcze bardziej opustoszały niż Strumica. Niemniej chyba bardziej przypadł nam do gustu, ze względu na swoje dość malownicze położenie. Przed wyruszeniem w dalszą drogę, siadamy nad brzegiem wyschniętej Otinji i pałaszujemy burkowy lunch, zakupiony w pobliskim supermarkecie. Posileni kierujemy się w stronę Kratova – jednego z ważniejszych punktów na naszej macedońskiej trasie. Ale więcej na jego temat przeczytacie w kolejnym wpisie.

Sztip

Sztip

Sztip

Sztip

Sztip

Sztip

Sztip

Sztip

Sztip

Sztip

Sztip

 

TAGI
Powiązane wpisy