Bałkańskie sprawy

Wróciliśmy do Polski, czyli przejazd przez Europę w czasie pandemii

on
27 marca 2020

Po ponad miesiącu na Bałkanach, wróciliśmy do Polski. Początkowo planowaliśmy zostać w Chorwacji do oporu. Ale suma różnych zdarzeń sprawiła, że z dnia na dzień spakowaliśmy się do auta i wyruszyliśmy do domu. Dlaczego spontanicznie podjęliśmy decyzję o powrocie? Czy łatwo było nam opuszczać Chorwację? Jak wyglądał przejazd przez Europę w czasie pandemii? Jak planujemy spożytkować czas spędzony na kwarantannie?


To potrwa znacznie dłużej…

Mamy wrażenie, że część osób obserwująca naszego bloga i social media, myślało o nas jako o lekkoduchach. Siedzą sobie w Chorwacji, spamują pięknymi kadrami z Bałkanów i mają gdzieś, co dzieje się wokół. A  przecież wokół pandemia, pożoga, dramat. Nie, nie olewaliśmy sytuacji. Ale staraliśmy się do niej dopasować, skoro już się w niej znaleźliśmy. Byliśmy w Chorwacji. Mieliśmy więc w ramach pokuty klęczeć na grochu i biczować się wodorostami wyciągniętymi z morza? Nie. Zamiast tego, staraliśmy się Wam umilić czas nagrywając insta stories, robiąc zdjęcia i opowiadając o tym, co dzieje się w tym kraju. Sobie też chcieliśmy umilić czas. Żeby nie zwariować. Ale w pewnym momencie nasi rodzice wpadli w panikę. Nie wiemy do końca, czym była ona spowodowana. Głównie chyba wizją, że sytuacja z wirusem potrwa nawet kilka miesięcy. Uznali, że pod kątem logistycznym bezpieczniejsi będziemy w Polsce. Dlatego dla ich komfortu psychicznego podjęliśmy praktycznie z dnia na dzień decyzję o powrocie.

 

A w międzyczasie…

… policja nakazała opuszczenie Chorwacji, a dokładniej wyspy Pag, ekipie bloga Łapą po Mapie. Zaraz po wizycie funkcjonariuszy zadzwonili do mnie, by skonsultować się, co zrobić. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że najlepiej, aby wracali przez Słowenię, Austrię i Czechy. W szczególności, że późnym popołudniem ambasada RP w Zagrzebiu nie działała, a MSZ był nieosiągalny. Następnego dnia dostaliśmy informację, że szczęśliwie i bezproblemowo dojechali do Polski. Dzięki nim wiedzieliśmy, że my również możemy pokonać tę trasę, jeśli zdecydujemy się, że wracamy. Biliśmy się z myślami. Ale ostatecznie posłuchaliśmy głosu rozsądku. Po pierwsze, pobyt w Chorwacji był kosztowny. Po drugie, faktycznie nie wiadomo, kiedy sytuacja z wirusem się uspokoi. Po trzecie, obostrzenia wprowadzane w Chorwacji mogły doprowadzić do tego, że całkiem nie moglibyśmy opuszczać domu (teraz wprowadzono zakaz poruszania się między miejscowościami). Ostatecznie w środowy wieczór spakowaliśmy samochód, a w czwartek z samego rana ruszyliśmy do kraju.

Przejazd przez Europę w trakcie pandemii to…

…z lekka surrealistyczne doświadczenie. Jakbyśmy się stali częścią post apokaliptycznej wizji szalonego filmowca. W szczególności takie wrażenie towarzyszyło nam podczas jazdy chorwackimi i słoweńskimi autostradami, które były… puste. Co jakiś czas snuły się tamtędy tiry, ale aut osobowych praktycznie nie było. Jak poza tym wyglądał przejazd przez pięć państw?

Chorwacja

Chorwacja wprowadziła zakaz przemieszczania się między miastami i mniejszymi miejscowościami. A osoby, które tranzytowo chcą się przemieszczać, muszą od razu wjechać na autostradę lub udać się na nią jak najkrótszą drogą. Ponieważ obok Baćiny kończy się autostrada, to nie musieliśmy zbytnio kombinować. Stacje paliw w większości były czynne, natomiast zamknięte były wszystkie MOP-y. Toalet trzeba więc było szukać na stacjach. Chorwacja dostarczyła nam moc wrażeń. Po pierwsze, wiała bura i dojazd do tunelu Sveti Rok był dostępny tylko dla aut osobowych. Podmuchy były momentami naprawdę mocne. Po przejechaniu tunelu wylądowaliśmy w krainie lodu i śniegu. Jeździły pługopiaskarki i warunki były dalekie od idealnych. Pod Zagrzebiem śnieg ustąpił miejsca deszczowi. Na całej trasie byliśmy praktycznie sami. Nie licząc oczywiście kilku tirów, karetek i paru zabłąkanych aut osobowych. Na korek trafiliśmy na bramkach na autostradzie wiodącej do granicy ze Słowenią. Na chorwacko-słoweńskim przejściu granicznym byliśmy jedynym autem osobowym. Strażnicy obu państw sprawdzili nam tylko paszporty i kazali jechać dalej.

Słowenia

W niej spędziliśmy najmniej czasu. Ale tu również autostrady były puste. Zatrzymaliśmy się jedynie na stacji benzynowej, gdzie zatankowaliśmy auto oraz kupiliśmy winiety na Słowenię i Austrię, ponieważ punkty sprzedaży winiet przy samej granicy są zamknięte. Szybko i sprawnie dojechaliśmy na granicę z Austrią.

Austria

Tu straż graniczna Austrii spisała nasze dane z paszportów i kazała podpisać dokument dotyczący przejazdu tranzytowego. Podkreślali mocno, że nie możemy nigdzie zjeżdżać ani zatrzymywać się na dłużej, tylko jechać prosto w stronę Polski. W Austrii na autostradach panował spory ruch. Ale na pewno ciut mniejszy, niż zwykle. Stąd sprawnie dojechaliśmy do granicy z Czechami w Mikulovie. Ciekawostka jest taka, że im dalej na północ jechaliśmy, tym lepszą mieliśmy pogodę. Na granicy byli tylko Czesi. Nie sprawdzali dokumentów, a jedynie upewnili się, że jesteśmy z Polski. Następnie mogliśmy jechać dalej.

Czechy

W Czechach, podobnie jak w Austrii, ruch był spory. Natomiast to, co rzucało się w oczy, to ludzie w maskach. Wszyscy. Ci w autach, ci na rowerach, spacerowicze. Ale z tego, co ustaliliśmy, po prostu wprowadzono nakaz ich używania. My ratowaliśmy się wielofunkcyjnymi chustami, bo inaczej nie moglibyśmy wejść do budynku stacji benzynowej. Za Ostrawą, tuż przed polskim przejściem granicznym zatrzymali nas czescy pogranicznicy. Zmierzyli temperaturę, chwilę z nami porozmawiali i pozwolili jechać dalej.

Polska

Najwięcej czasu spędziliśmy na polskiej granicy. Najpierw pan (chyba pan, bo ciężko było powiedzieć, jaka płeć skrywała się pod kombinezonem) zmierzył nam temperaturę, następnie strażnik przeprowadził z nami krótki wywiad. O! Wracają państwo z Chorwacji? No to teraz czeka na Państwa 14-dniowy urlop na kwarantannie. Proszę zjechać na bok, żeby wypełnić dokumenty. Udaliśmy się na pobliski parking, gdzie inny strażnik wręczył nam wytyczne dotyczące odbywania kwarantanny domowej oraz wręczył dokument do wypełnienia: numer rejestracyjny auta, imię, nazwisko, pesel, adres odbywania kwarantanny, datę wjazdu do Polski, numer telefonu oraz adres mailowy. Podstawowe dane był weryfikowane z naszymi danymi w dowodach. Podobno wcześniej tego nie robili i ludzie wpisywali tam niestworzone rzeczy… W sumie, spędziliśmy tam może z 10-15 min. Następnie mogliśmy jechać do domu. Na trasie z czesko-polskiej granicy do Warszawy ruch był spory. Głównie za sprawą ogromnej ilości tirów. Po 16 godzinach dotarliśmy bezpiecznie do domu.

14 dni w domu

Teraz jesteśmy na kwarantannie. Czeka nas 14 dni w domu. Ale, będziemy mieć co robić. Ja wzięłam sporo dyżurów w pracy, by ten czas jakoś szybciej płynął. Oprócz tego, będziemy tworzyć dla Was dużo, bałkańskich materiałów. Dzięki temu nam będzie łatwiej przetrwać ten czas, a Wam umilimy trochę czas pandemii, podrzucając sporo pięknych, bałkańskich kadrów. Myślimy pozytywnie. Ratujemy się poczuciem humoru i okładami z kota. I liczymy, że szybko wrócimy na Bałkany.

TAGI
POWIĄZANE POSTY