Porezen
#turystykaktywna Słowenia Wrześniowa Słowenia

Porezen – najbardziej widokowy szczyt w okolicach Cerkna

-
21 października 2018

Słowenia ma mnóstwo niesamowitych szczytów do zdobycia. Jedne są wyższe, drugie niższe. Jedne mają dla Słoweńców wymiar niemalże mistyczny, jak Triglav, inne, choć niepozorne nie pozwalają o sobie zapomnieć, jak choćby Porezen. I o ile Triglavu nie udało nam się zdobyć, o tyle Porezen już tak. Dla Marka był początkiem trasy enduro, a dla mnie dość długiego trekkingu.

Porezen – najwyższy szczyt w okolicach Cerkna

Porezen mający 1630 m n.p.m. jest najwyższym szczytem należącym do wzgórz (Cerkljansko hribovje) otaczających Cerkno oraz trzecim najwyższym szczytem u podnóża Alp Julijskich. I choć jego wysokość, w porównaniu z innymi, słoweńskimi górami nie jest jakaś porażająca, to mimo wszystko oferuje niezapomnianą panoramę. Ponieważ znacząco dominuje nad okolicą, wydaje się jeszcze większy niż jest w rzeczywistości. A do tego te widoki… Z Porezen podziwiać można Triglav, góry otaczające Bohinj oraz dolinę, w której leży Cerkno. Ale, ale nie samymi widokami żyje człowiek. Porezen to również niemy świadek historii. Na jego szczycie znaleźć można pomnik Narodowej Walki o Wyzwolenie, a także system bunkrów zbudowanych przez Włochów przed II wojną światową w ramach fortyfikacji zwanych Alpejskim Murem (Valla Alpino). Nieco poniżej Porezenu działa całkiem spore schronisko, czyli Planinski dom na Poreznu, który w sezonie letnim czynny jest codziennie, a po sezonie tylko w weekendy. Generalnie kiedy wybieraliśmy się do Słowenii nie mieliśmy zielonego pojęcia, że taki szczyt, jak Porezen w ogóle istnieje. Więc jak to się stało, że ostatecznie się na nim znaleźliśmy?

Pechowe Cerkno

Pod koniec naszego wrześniowego pobytu w Słowenii, a przed udaniem się na jachting do Chorwacji, mieliśmy zaplanowany pobyt w Cerknie. Głównym powodem, dla którego chcieliśmy odwiedzić to niewielkie miasteczko był fakt, że w pobliskim ośrodku narciarskim działa latem bike park. Przed wyjazdem z Polski udało nam się dogadać z bike parkową ekipą, która postanowiła nas ugościć. I choć wszystko układało się super, to niestety pogoda postanowiła nam zrobić na złość. W sobotę i niedzielę, jakie mieliśmy spędzić w Cerknie, lało, było zimno, a do tego całą okolicę spowiła mgła. Stane z Hotelu Cerkno, zajmujący się również bike parkiem stwierdził, że nie ma sensu abyśmy tam jechali, bo widoczność jest tak niewielka, że nawet nie zobaczymy tras zjazdowych. Niestety nie mogliśmy czekać, aż pogoda się poprawi i musieliśmy udać się do Chorwacji. Jednak w głowach zaświtał nam jeden pomysł, aby zawitać do Cerkna w drodze powrotnej do Polski. I jak pomyśleliśmy, tak też zrobiliśmy. Po jachtingu wskoczyliśmy do auta i pognaliśmy do Cerkna, uprzednio sprawdzając prognozy pogody, które były bardzo obiecujące. I ostatecznie okazało się, że nie ma tego złego co by na dobre, a nawet bardzo dobre nie wyszło.

Za drugim razem Cerkno powitało nas piękną pogodą

Hotel Cerkno

Zaskoczenia

Generalnie po okolicach Cerkna nie spodziewaliśmy się niczego spektakularnego i niesamowitego. Ot zalesione pagórki poprzecinane dolinami. Jednak okolica ta miała nas zaskoczyć. Zresztą… nie tylko ona! Stane zaplanował dla Marka jazdę w bike parku, a dla mnie trekking. Miał jednak dla nas pewną niespodziankę. W dniu, kiedy mieliśmy eksplorować okolice Cerkna pojawił się tam też Primož Ravnik vel. Figaro – bardzo znana postać słoweńskiej sceny dh oraz organizator kilkudniowych zawodów enduro. Razem z Martinem Rupnikiem mieli zabrać Marka na testowanie trasy, którą w przyszłym roku będzie szedł jeden z etapów tych zawodów. Mnie natomiast miał towarzyszyć przewodnik – Maks, który nie dość, że był o połowę ode mnie młodszy, to na dodatek był jeszcze bardziej małomówny niż Marek, co miało później doprowadzić do pewnej zabawnej sytuacji. Ale zanim chłopaki wyruszą na trasę, a my udamy się na trekking, czekał nas wspólny odcinek wycieczki.

Primož Ravnik

Porezen

Spod dolnej stacji ośrodka narciarskiego Cerkno wyruszyliśmy pickupem w góry. Głównie szutrowymi drogami pięliśmy się po częściowo zalesionych, a częściowo pokrytych łąkami, malowniczych wzgórzach. Po ok. 35 min jazdy nasz kierowca wysadza nas u podnóża szczytu, którym okazał się być Porezen właśnie. Czekało nas krótkie podejście, które bardzo szybko uzmysłowiło nam, jakie mamy szczęście. Piękna pogoda plus cudowne, górskie widoki oraz towarzystwo sprawiły, że naprawdę zaczęliśmy się cieszyć, iż nasza pierwsza wizyta w Cerknie nie była do końca udana. Pierwszy przystanek robimy przy schronisku. Ja do panów dołączam nieco później, gdyż na przełęczy poniżej budynku zaczepił mnie lekko nawalony dziadek-turysta, który zawile tłumaczył mi teorię wszechświata. Po krótkim odpoczynku, ciepłej herbacie i sesji zdjęciowej idziemy eksplorować bunkry, z których jak się okazuje również możemy podziwiać cudowne widoki. Ze schroniska na szczyt Porezen idzie się jakieś 5 min. Rozciągająca się z niego panorama rozwala nas na łopatki. Podobno przy nieco lepszej widoczności można zobaczyć stamtąd również Adriatyk. Teraz nie było go widać, ale Triglav i Cerkno wyglądały tak cudownie, że nic nam więcej do szczęścia nie było potrzebne. No dobra… Markowi do szczęścia był potrzebny rower. Stąd wraz z Primožem i Martinem wyruszyli z Porezen 11 km w dół, do Cerkna. Ja natomiast wyruszyłam na trekking.

Nasz pickup odjeżdża, a my wyruszamy na Porezen

Cudowne widoki podczas podejścia

Črni Vrh

Tuż przed szczytem

Porezen

Schronisko

Porezen

Z Triglavem

Porezen Triglav

Porezen

Porezen

Widoki z bunkra

Porezen

Porezen

Porezen

Porezen

Porezen

Porezen

Porezen

Porezen

Porezen

Porezen

Porezen
A oto jak wyglądała trasa, którą wraz z Primozem i Martinem pokonał Marek:

Z Porezen na Črni Vrh

Po tym, jak panowie pomknęli na rowerach, ja udałam się z Maksem na trekking. Od dawna nie trafiłam na osobę, która po górach chodziłaby szybciej ode mnie. Okazało się, że aby nadążyć za moim przewodnikiem musiałam prawie biec. Ale to akurat nie było zbyt problematyczne. Problemem okazała się małomówność mojego towarzysza. Generalnie przed wyruszeniem na trekking zapytałam się go, jaki mamy plan. Wtedy stwierdził, że zejdziemy z Porezen do asfaltowej szosy i stamtąd odbierze nas kierowca. Korciło mnie, aby mu zaproponować, abyśmy poszli bezpośrednio na Črni Vrh, czyli najwyższy szczyt ośrodka narciarskiego Cerkno. Ale uznałam, że może nie ma czasu i zachowałam tę uwagę dla siebie. Generalnie szlak, którym maszerowaliśmy był niesamowicie malowniczy. Czułam autentyczne wzruszenie widząc te sielankowe, górskie krajobrazy. Na trasie było mnóstwo, widokowych miejsc, więc moim zachwytom nie było końca. Niestety mogłam się nimi podzielić tylko z samą sobą, bo mój przewodnik chyba mnie unikał. Po tym jak dotarliśmy do asfaltu dalej kontynuowaliśmy wędrówkę. Widziałam, że w międzyczasie Maks rozmawiał z kimś parę razy przez telefon, ale że był daleko, to nie mogłam podsłuchać, czego dotyczyły te dyskusje. A gdybym mogła, to bym się dowiedziała, że idziemy bezpośrednio na Črni Vrh. Nie wiem, czy Maks myślał, że nie dam rady i chciał sprawdzić, czy pokonam 13-kilometrowy odcinek dzielący Porezen od Črni Vrh? A może sam zmienił swoje wcześniejsze plany w trakcie wędrówki. Niestety tego się od niego nie dowiedziałam, natomiast trochę go przeklinałam, kiedy podchodziliśmy stokiem narciarskim bezpośrednio na Črni Vrh, nie robiąc przez 13 km ani jednej przerwy. Kiedy doczołgałam się w końcu pod górną stację wyciągu krzesełkowego, nie wiedziałam, jak się nazywam. Ale po zjedzeniu kilku ciastek i napiciu się wody cała zła energia mnie opuściła. I zaczęłam w duchu dziękować Maksowi, że przeciągnął mnie przez tę wyjątkowo piękną trasę.

Porezen z dystansu

Porezen

Na szlaku

Porezen

Cerkno

Porezen

Ostatnie podejście z widokiem na Triglav

Črni Vrh

W centrum narciarskim i bike parku Cerkno

Črni Vrh

Črni Vrh

TAGI
Powiązane wpisy