Bled
Słowenia Wrześniowa Słowenia

Jezioro Bled i Villa Bled, czyli wspomnienia po dyktatorze

-
19 listopada 2018

Słowenia to Bled, a Bled to Słowenia. Jezioro z wysepką i górującym nad nimi zamkiem to swoisty symbol tego niewielkiego państwa, a także najczęściej odwiedzana, słoweńska atrakcja turystyczna. Oczywiście podczas naszej wizyty w Słowenii nie mogliśmy nie zobaczyć Bledu, choć po części byliśmy do niego odrobinę sceptycznie nastawieni. Dlaczego? Głównie przez wzgląd a tłumy oraz fakt, że takie super popularne miejsca zwykle nie są wysoko na naszej liście “do odwiedzenia”. Ale być w Słowenii i nie odwiedzić Bledu? No właśnie, to nie przystoi. Dlatego po intensywnym zwiedzaniu Radovljicy i Begunje na Gorenjskem pojechaliśmy prosto nad to najsłynniejsze jezioro. W szczególności, że jego okolice mieliśmy po części zwiedzać z naszym przewodnikiem Saso.

Na zamku

Pobyt nad Jeziorem Bled zaczynamy od zamku, będącego jednym z popularniejszych punktów widokowych, z jakiego można podziwiać tę wyjątkowo fotogeniczną okolicę. Przede wszystkim witają nas tam tłumy Azjatów, którzy biegają w każdym możliwym kierunku ze swoimi selfie-stickami. Po pobycie w kameralnym Begunje na Gorenjskem czujemy się, jakbyśmy wpadli do ula. Mimo wszystko staramy się pozwiedzać zamek, w którym tak naprawdę nie bardzo jest co zwiedzać. Generalnie głównym atutem tej warowni są widoki, jakie oferuje z dziedzińca usytuowanego od strony jeziora. Kiedy tam jesteśmy trwa ceremonia zaślubin. Na swój sposób współczułam parze młodej, która stała się swoistą atrakcją turystyczną. Ale Marek sprowadził mnie na ziemie mówiąc, że zapewne doskonale wiedzieli, na co się piszą, skoro zdecydowali się na ślub właśnie w tym miejscu. Ostatecznie musiałam przyznać mu rację. Mnie osobiście na zamku najbardziej podobała się kaplica oraz drukarnia, w której znajduje się zrekonstruowana maszyna drukarska Gutenberga (zresztą kupuję tam za 2 € niewielki pejzaż przedstawiający Bled). Ostatecznie po jakiś 30 min opuszczamy zamek, z poczuciem, że trochę zmarnowaliśmy czas.

Panorama 360 Jeziora Bled

Ten widok znają wszyscy!

Bled

Straža

Bled

Blejski Grad

Blejski Grad

Blejski Grad

Okolice Bledu

Bled

Zamek raz jeszcze

Blejski Grad

Blejski Grad

Na przeciwległym brzegu jeziora Bled

No dobra, nie zmarnowaliśmy aż tak bardzo czasu, bo dzięki pobytowi na zamku odkryliśmy, że chcemy odwiedzić znajdujące się po przeciwnej stronie jeziora wzgórze Straža. Znajduje się tam stok narciarski z wyciągiem krzesełkowym, tor do saneczkarstwa grawitacyjnego oraz szlaki piesze. Przy okazji mała podpowiedź – jeśli chcecie za darmo zaparkować samochód w bliskim sąsiedztwie jeziora Bled, to spory parking znajduje się przy dolnej stacji wyciągu. Teoretycznie znajduje się tam tabliczka, iż jest on przeznaczony tylko dla klientów ośrodka, ale jeśli udacie się na spacer po jego terenie, to zasadniczo tymi klientami będziecie. Po dotarciu na miejsce odkrywamy, że na szczyt wzniesienia prowadzą dwa szlaki – jeden, nieco dłuższy wspina się na górę nartostradą, drugi natomiast wchodzi w las tuż obok parkingu. Postanawiamy wdrapać się na Stražę wariantem numer jeden, który sprawnie pozwala nam na zdobycie tego niezbyt wysokiego wzniesienia. Dzięki temu możemy podziwiać całkiem przyjemną panoramę zamku i jeziora. Jednak najciekawszy widok rozpościera się z punktu widokowego, który usytuowany jest przy drugim wariancie szlaku, który schodzi do parkingu dość stromo przez las.

Straža

Bled

Bled

Bled

Widok podczas zejścia ze Stražy

Bled

Bled

Bled

Wycieczka na wyspę

Koło godziny 18 jesteśmy umówieni z Saso, który miał oprowadzać po Blejskim Otoku (wyspa) grupę amerykańskich turystów. Stwierdził, że dwie osoby w tą czy tamtą nie zrobią nikomu większej różnicy, więc generalnie ucieszyliśmy się, że będziemy mogli zwiedzać kolejne miejsce w jego towarzystwie. Tradycyjne łodzie kursujące po jeziorze odebrały nas z nabrzeża obok Villi Bled. Na dzień dobry Amerykanie chcieli nas wyrzucić z łódki, słusznie zauważając, że nie jesteśmy z ich wycieczki. Szybko tłumaczymy im, że jesteśmy tam dzięki Saso. Później dyskutujemy na temat tego, kto z nich ma polskie korzenie albo zna kogoś z takimi korzeniami. Zwiedzanie wyspy zaczynamy oczywiście od schodów, które prowadzą w stronę stojącego nieco wyżej kościoła. Mają 99 stopni i wiąże się z nimi ślubna tradycja, a nawet dwie. Jedna dotyczy par młodych, które chcą wziąć ślub na wyspie. Przed ceremonią zaślubin pan młody musi wnieść po schodach swoją przyszłą małżonkę, co ma im przynieść szczęście. Inna tradycja dotyczy par młodych, które nie zdecydują się wziąć ślubu na Blejskim Otoku. Wiele z nich po ceremonii przypływa na wyspę wraz z gośćmi, a świeżo upieczony mąż musi wnieść po schodach swą małżonkę, co również ma im zagwarantować udane, wspólne życie. A jak to było z Saso? No cóż, chcieliśmy po ceremonii dopełnić tej tradycji. Ale choć braliśmy ślub w maju, to tego dnia pogoda się popsuła i generalnie spadł śnieg. Uznaliśmy, że nie ma to sensu. Ale tak czy inaczej moje małżeństwo jest udane! Później odwiedzamy kościół Wniebowzięcia Matki Bożej. Generalnie, gdy kręciliśmy się w okolicach jeziora zastanawiałam się, dlaczego na kościelnej wieży ciągle bije dzwon. Cóż, z tym związana jest kolejna tradycja. Przychodząc do bledskiej świątyni z konkretną intencją/prośbą, należy trzy razy pociągnąć za zwisający z sufitu sznur. Jeśli dzwon zabije – Matka Boża pomoże spełnić intencję, jeśli nie…to trzeba sobie samemu poradzić.

Zamek i jezioro

Bled

W oczekiwaniu na rejs

Bled

Blejski Otok

Blejski Otok

Bled

Blejski Otok

Blejski Otok

Blejski Otok

Villa Bled – wspomnienia po Tito

Choć Słowenia była częścią Jugosławii, to nie wiele jest w niej miejsc związanych z tamtym okresem. Oczywiście poniekąd nas to nie dziwi. Słowenii nie opłacało się być częścią Jugosławii, bo gospodarczo była dużo lepiej rozwinięta niż pozostałe kraje wchodzące w skład federacji. Dlatego, gdy stała się niepodległym państwem po prostu zaczęła przeć do przodu, nie skupiając się aż tak mocno na przeszłości. Oczywiście Słowenia ma mnóstwo zabytków i ciekawych miejsc, natomiast niekoniecznie są one związane z Jugosławią. Wyjątkiem jest jednak Villa Bled. Było to bowiem ulubione, słoweńskie miejsce, w jakim chętnie wypoczywał Tito. Bo warto wspomnieć, że popularność Bledu nie jest niczym nowym i ma naprawdę bogatą historię. I żeby zrozumieć fenomen Villi Bled musimy cofnąć się w przeszłość. Już pod koniec XIX w. w miejscu, gdzie stoi willa istniała mniejsza, dwupiętrowa rezydencja należąca do 1922 r. do rodziny Windischgrätz. Później została kupiona przez Aleksandra Karađorđevića – świeżo upieczonego króla Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców. Bardzo chętnie odwiedzał ją ze swoją żoną i dziećmi. Po jego śmierci, rezydencję zburzono i dopiero po II wojnie światowej udało się rozpocząć budowę dużo bardziej okazałej willi. Ostatecznie Villa Bled została otwarta w 1947 r. Przez długi czas była ulubioną, letnią rezydencją Tity, w której gościł m.in. Chruszczowa, Husajna czy japońskiego cesarza Akihito. W tym samym roku, w którym willa została ukończona, powstał także imponujący mural (stworzony na specjalny życzenie Tity) zdobiący salę koncertową, która również służyła jako kino (bowiem dyktator był zapalonym kinomanem). Do stworzenia tego dzieła został zatrudniony Slavko Pengov, który generalnie zajmował się malowaniem obrazów/fresków w kościołach. Patrząc na mural od lewej strony, najpierw można dostrzec bombardowanie Belgradu, następnie kapitulację wojsk włoskich, dalej bitwę nad Neretwą i wysadzenie mostu w Jablanicy czy bitwę o Sutjeskę. Na samym końcu malarz ukazał, jak będzie wyglądać powojenna Jugosławia. Na pierwszym planie widać robotników i młodzież przewodzoną przez kobietę niosącą na ramieniu małego chłopca, który został uchwycony w pozie, w jakiej często zobaczyć można na obrazach małego Jezusa. Tłem dla całej sceny są fabryki w Lublanie. W sali, w której znajduje się mural, często odbywają się wesela. Jednak nie wszyscy chcą patrzyć na karabiny, żołnierzy czy lud pracujący, stąd obraz jest wtedy zasłaniany. W Villi Bled znajduje się również prywatny apartament Tity wraz z oryginalnym wyposażeniem, jak i winda, której mógł używać tylko dyktator. UWAGA! Mamy dla Was niestety przykrą informację. Mural oraz prywatny apartament Tity NIE są udostępnione zwiedzającym. Mogą je jedynie zobaczyć goście hotelowi z nieco zasobniejszym portfelem. Bowiem od 1984 r. Villa Bled jest ekskluzywnym hotelem. Dlaczego więc my mogliśmy odwiedzić te miejsca? Ano dlatego, że wycieczka Amerykanów, którą zajmował się Saso nocowała w willi i mogliśmy do nich dołączyć.

Villa Bled

Villa Bled

Villa Bled

Park i Cafe Belvedere

Ale, ale…choć do Villi Bled nie będziecie mogli wejść ot tak, to mamy dla Was dobrą informację. Nieco mniejszy mural, tego samego artysty, znajduje się w Cafe Belvedere, która wznosi się na terenie parku otaczającego willę. Kawiarnia zbudowana została na 30-metrowych palach, tuż nad brzegiem jeziora. Gmach zaprojektował najsłynniejszy, słoweński architekt Jože Plečnik, który również stworzył pierwszy projekt Villi Bled. Ostatecznie jednak willa została zbudowana według wytycznych innego architekta. Wewnętrzna ściana kawiarni, znajdująca się naprzeciwko okien została ozdobiona przez Slavko Pengova. Jednak kawiarnię warto odwiedzić także z innego względu. Rozciąga się stamtąd jeden z piękniejszych widoków na jezioro, wysepkę i zamek.

Cafe Belvedere

Cafe Belvedere

Cafe Belvedere Bled

Na samym końcu chcielibyśmy serdecznie podziękować Saso, który nie tylko oprowadził nas po Radovljicy i Begunje na Gorenjskem, ale również częściowo po Bledzie. Podziękowania tym bardziej mu się należą, gdyż przez to, że zabrał nas na wyspę oraz do Villi Bled miał później drobne kłopoty. Tak czy inaczej gdyby nie on, nie moglibyśmy Wam pokazać muralu oraz przybliżyć nieco historię willi. Saso – Hvala!

Na deser zapraszamy was na filmowe podsumowanie wizyty w Bledzie:

TAGI
Powiązane wpisy