Bałkany 2016 Summer Trip Czarnogóra

Czarnogórskie impresje w Durmitorze

-
15 września 2016

Kolejnym etapem naszego sierpniowego roadtripu po Bałkanach była Czarnogóra. Zazwyczaj traktujemy ją stricte tranzytowo, ale tym razem postanowiliśmy spędzić w niej całe półtora dnia. Tak, wiemy, szaleństwo, ale za to bardzo intensywne. Ponieważ Marek nigdy nie było w Durmitorze, postanowiłam go tam zabrać.

Z Bośni i Hercegowiny do Czarnogóry

Z Umoljani wyruszyliśmy do Czarnogóry naszą ulubioną trasą przez przejście graniczne Hum-Scepan Polje, które jest malowniczo położone na Tarze. Niestety z powodu malowniczości tego położenia i dużej ilości osób wracających z raftingu, utworzyły się na nim spore kolejki. Przejście to ma jeden element, przez który dość mocno się zatyka. Otóż nad rzeką przerzucony jest wąski most, który wymusza ruch wahadłowy. Niestety panowie pogranicznicy nijak nie radzą sobie z płynnym kierowaniem autami, napływającymi z obu stron, w efekcie musimy swoje odstać, by przedostać się do Czarnogóry. Oczywiście w łeb wziął nasz plan, aby naszego kolejnego noclegu na dziko szukać jeszcze za widoku. Jednak niezrażeni jedziemy kanionem rzeki Pivy, jak zwykle pięknym, mimo powoli zapadającego zmroku. Przed Plużine odbijamy w również częsciowo znaną nam trasę do Żablijaka, wiodącą przez wykute w skałach liczne tunele. Oczywiście jak na złość, nawet o tej dość późnej porze, jeżdżą tędy ciężarówki, które, choć nie prowadzę, doprowadzają mnie do stanu przedzawałowego.

Po dotarciu do miejscowości Trsa odbijamy w prawo, kierując się w stronę Durmitoru. Musimy jednak znaleźć miejsce noclegowe przed parkiem narodowym, który obejmuje swym zasięgiem to pasmo górskie. Sztuka ta udaje nam się w okolicach wsi Pisce. Są tam rozległe polany, w które od głównej szosy odbijają szutrowe drogi. Skręcamy w jedną z nich i rozbijamy namiot wśród aromatycznych i uczulających mnie traw. Po tym, jak się kładziemy, coś zaczyna łazić po tropiku. Marek zadaje retoryczne pytanie: “Czy jest tu coś, co może nas zjeść?” Nawet nie próbuję na nie odpowiadać.

Magia poranków

Niewątpliwie plusem rozbijania się po ciemku jest to, że rano, po wyjściu z namiotu można zobaczyć w jak pięknych okolicznościach przyrody człowiek się znajduje. Tak było i w tym przypadku. Alergia oraz świecące słońce wypędzają mnie dość szybko na zewnątrz i prawie przewracam się z wrażenia. Wokół mnie bowiem zobaczyłam bezkresną, górską przestrzeń, ciągnące się po horyzont łąki i niesamowite ukształtowanie terenu. Słońce o poranku dodatkowo nadawało temu pejzażowi ciepła i zmiękczało kształty. Było pięknie.

Durmitor poranek

Durmitor poranek

Durmitorze

Po tym, jak Marek wypełza z namiotu, jemy śniadanie. W międzyczasie szutrową drogą, przy której byliśmy rozbici, przejeżdża uśmiechnięty staruszek, który macha nam na powitanie i jedzie dalej w głąb łąki. Po posiłku wyruszamy w stronę Żablijaka.

W Durmitorze nie można się nudzić

Pierwszy raz byłam w tych górach w 2010 roku, gdy wybrałam się na miesięczny trekking po bułgarskich i czarnogórskich pasmach. Teraz jednak spojrzałam na nie z zupełnie innej perspektywy. Droga P14 do Żablijaka wiedzie pomiędzy górskimi szczytami Durmitoru, wśród groźnie wyglądających skał, jak i soczyście zielonych łąk, na których pasą się owce i krowy. Na jednym z punktów widokowych dojeżdża do nas mobilny strażnik parku i pobiera opłatę w wysokości 3 € od osoby (6 € kosztuje bilet na 3 dni).

Durmitor

Durmitor

Na dłużej zatrzymujemy się na przełęczy Sedlo, położonej na wysokości 1900 m n.p.m. Wiedzie stąd m.in. szlak na Bobotov Kuk, najwyższy szczyt Durmitoru. Korci nas, by wyruszyć na trekking, ale niestety tego samego dnia musimy jeszcze dotrzeć do Albanii, więc generalnie nie mamy czsau.

Sedlo

Zjeżdżamy do Żablijaka, mijając po drodze rowerzystów i motocyklistów, którzy suną do góry. Towarzyszą nam spektakularne widoki. Doszliśmy do wniosku, że trasa P14 w Durmitorze jest idealną opcją dla tych, którzy nie lubią/nie mogą chodzić po górach, ale chcieliby się w nich znaleźć i poczuć ich niepowtarzalną aurę.

Żablijak to nie Zakopane

Bardzo często można się spotkać z porównaniem, że Durmitor jest niczym nasze Tatry, a Żablijak to takie Zakopane. I o ile z tym pierwszym stwierdzeniem mogę się zgodzić, o tyle z tym drugim absolutnie nie. Żablijak, choć mocno nastawiony na turystów, ma dużo bardziej małomiasteczkowy i sympatyczny klimat, niż polska stolica Tatr. Na początku sierpnia kręciło się tu sporo turystów, jednak o tłumach, jak na Krupówkach czy na trasie do Morskiego Oka, nie było mowy. Postanowiliśmy przespacerować się do Cerno Jezero, by dać odpocząć chwilę nam i Kiance. Do jeziora wiedzie szeroka, szutrowa droga, udostępniona również rowerzystom. Stoją przy niej sprzedawcy lokalnych przetworów: rakii, miodów czy dżemów. Cerno Jezero prezentuje się całkiem dobrze. Marek oczywiście zaczyna marudzić, że nie wziął kąpielówek, gdyż można się w nim legalnie kąpać, mimo iż znajduje się na terenie parku narodowego. Parę osób tapla się w jego dość chłodnych wodach, kilka innych pływa łódkami lub kajakami. Chwilę spacerujemy po okolicy, po czym wracamy do centrum miasta.

Cerno Jezero

Cerno Jezero

Cerno Jezero

W Żablijaku odwiedzamy moją ulubioną w tym mieście piekarnię, której poziom nie zmienił się w przeciągu 6 lat, od ostatniej wizyty. Burki smakują wyśmienite i są strasznie sycące. Gdzie ją znaleźć? Przy głównym skrzyżowaniu w mieście, jest duży supermarket. Na jego tyłach znajduje się niewielka uliczka, przy której, w budynku ze spadzistym dachem mieści się piekarnia. Prowadzą do niej również czerwone drogowskazy od głównej ulicy.

pekara Zablijak

Most na Tarze tłumnie odwiedzany

Marek do tej pory nie miał okazji zobaczyć słynnego Mostu na Tarze, dlatego w drodze na południe zdecydowaliśmy się przy nim zatrzymać. A nie było to takie proste, gdyż przy tej popularnej, czarnogórskiej atrakcji turystycznej kłębił się tłum turystów. O wolne miejsce parkingowe było trudno, więc ostatecznie stawiamy Kiankę przy dojeździe do Zip Line, które niewątpliwie od pewnego czasu jest dodatkowym wabikiem, który przyciąga tu turystów. Chętnych nie brakuje. Początkowo nawet planowaliśmy się nim przejechać, ale ostatecznie dochodzimy do wniosku, że nie jest to aż tak widokowe miejsce, by płacić 10 € od osoby za kilka sekund zjazdu. Chwilę spacerujemy po okolicy, ale upał, w szczególności mnie daje się we znaki, więc uciekam w okolice samochodu. Marek wypuszcza drona na zwiady, co obfituje pięknymi ujęciami kanionu i mostu. Gdy wraca, żegnamy się z Durmitorem i wyruszamy do Podgoricy. Czy czarnogórskiej stolicy udało się podbić nasze serca przy kolejnej już próbie bliższego poznania? O tym w kolejnym wpisie.

most na Tarze

most na Tarze

Nasze wrażenia z Durmitoru i okolic Tary zebraliśmy dodatkowo w filmowym materiale. Zapraszamy na czarnogórski seans pełen górskich pejzaży.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

TAGI
Powiązane wpisy