Bałkany 2016 Summer Trip Czarnogóra

Czarnogórskie impresje w Durmitorze. Droga P14

-
15 września 2016

Kolejnym etapem naszego sierpniowego roadtripu po Bałkanach była Czarnogóra. Zazwyczaj traktujemy ją stricte tranzytowo, ale tym razem postanowiliśmy spędzić w niej całe półtora dnia. Tak, wiemy, szaleństwo, ale za to bardzo intensywne. Ponieważ Marek nigdy nie było w Durmitorze, postanowiłam go tam zabrać. Aby tam dotrzeć wyruszyliśmy niesamowicie widokową drogą P14, która częściowo wiedzie przez to górskie pasmo.

Z Bośni i Hercegowiny do Czarnogóry

Z Umoljani wyruszyliśmy do Czarnogóry naszą ulubioną trasą przez przejście graniczne Hum-Scepan Polje, które jest malowniczo położone na Tarze. Niestety z powodu malowniczości tego położenia i dużej ilości osób wracających z raftingu, utworzyły się na nim spore kolejki. Dość newralgicznym punktem tego przejścia granicznego jest wąziutki most przerzucony nad krystalicznie czystą tonią Tary. Owszem, jest to bardzo fotogeniczne miejsca. Problem polega jednak na tym, że gdy panuje tu spory tłok, most wymaga ruchu wahadłowego. Niestety strażnicy graniczni nie potrafią kierować ruchem. W efekcie robią się tu zatory. Musimy więc swoje odczekać. Od razu też stwierdzamy, że przez długi czas oczekiwania na przejazd, noclegu na dziko będziemy musieli szukać po zmroku, czego generalnie bardzo nie lubimy. Po tym, jak Czarnogóry sprawdzają nasze paszporty, ruszamy drogą wzdłuż kanionu rzeki Pivy.

Z Plużine w stronę Durmitoru – szosa P14

Przed Plużine skręcamy w drogę P14 wiodącą do Żablijaka. Tą samą, którą mieliśmy okazję pokonać w 2013 roku. Tradycyjnie trafiamy tam na ciężarówki. Mijanie się z nimi w tunelach czy na węższych odcinkach drogi znów przyprawia mnie o stan przedzawałowy. Po dojechaniu do Trsy skręcamy w prawo ku Durmitorowi. Oczywiście mamy z tyłu głowy myśl, że nocleg musimy znaleźć poza obrębem parku narodowego, jakim objęte jest to pasmo górskie. Odpowiednie miejsca namierzamy nieopodal miejscowości Pisca. Rozciągają się tam polany, w które można dojechać dzięki bitym lub szutrowym drogom odchodzącym od szosy P14. Rozbijamy namiot, chwilę jeszcze dyskutujemy, po czym kładziemy się spać. Kiedy budzimy się rano i wyglądamy z namiotu, odkrywamy, że nocowaliśmy w wyjątkowo fotogenicznym miejscu. Polany i górskie zbocza mają w tym miejscy ciekawe ukształtowanie.

Durmitor poranek

Durmitor poranek

Durmitorze

W Durmitorze nie można się nudzić

Pierwszy raz byłam w tych górach w 2010 roku, gdy wybrałam się na miesięczny trekking po bułgarskich i czarnogórskich pasmach. Teraz jednak spojrzałam na nie z zupełnie innej perspektywy. Droga P14 do Żablijaka wiedzie pomiędzy górskimi szczytami Durmitoru, wśród groźnie wyglądających skał, jak i soczyście zielonych łąk, na których pasą się owce i krowy. Na jednym z punktów widokowych dojeżdża do nas mobilny strażnik parku i pobiera płatę za bilety wstępu na teren Parku Narodowego Durmitor (3 € od osoby; 6 € kosztuje natomiast bilet na 3 dni).

Durmitor

Durmitor

Na dłużej zatrzymujemy się na przełęczy Sedlo, położonej na wysokości 1900 m n.p.m. Prowadzi z niej m.in. szlak na Bobotov Kuk, czyli najwyższy szczyt całego Durmitoru. Przez chwile nawet rozważamy, czy nie wyruszyć na trekking. Jednak przypominamy sobie, że jeszcze tego samego dnia musimy stawić się w Albanii.

Sedlo

Szosa P14 doprowadza nas do Żablijaka. Na trasie mijamy rowerzystów, którzy pną się w stronę przełęczy. Patrzymy na nich z pewną dozą podziwu, gdyż tego dnia panuje spory upał, a droga naprawdę jest stroma. Jeśli zaś chodzi o samą szosę P14, to jesteśmy nią oczarowani. Stanowi doskonałą opcję dla osób, które niekoniecznie chcą po górach wędrować, ale chciałyby poczuć ich niesamowity klimat i popatrzeć na cudowne widoki. Szosa P14 pozwoli im w prosty, łatwy i bezproblemowy sposób się w nie dostać. A krajobrazy są tam… cudowne!

Żablijak to nie Zakopane

Bardzo często można się spotkać z porównaniem, że Durmitor jest niczym nasze Tatry, a Żablijak to takie Zakopane. I o ile z tym pierwszym stwierdzeniem mogę się zgodzić, o tyle z tym drugim absolutnie nie. Żablijak, choć mocno nastawiony na turystów, ma dużo bardziej małomiasteczkowy i sympatyczny klimat, niż polska stolica Tatr. Na początku sierpnia kręciło się tu sporo turystów, jednak o tłumach, jak na Krupówkach czy na trasie do Morskiego Oka, nie było mowy. Postanowiliśmy przespacerować się do Cerno Jezero, by dać odpocząć chwilę nam i Kiance. Do jeziora wiedzie szeroka, szutrowa droga, udostępniona również rowerzystom. Stoją przy niej sprzedawcy lokalnych przetworów: rakii, miodów czy dżemów. Cerno Jezero prezentuje się całkiem dobrze. Marek oczywiście zaczyna marudzić, że nie wziął kąpielówek, gdyż można się w nim legalnie kąpać, mimo iż znajduje się na terenie parku narodowego. Parę osób tapla się w jego dość chłodnych wodach, kilka innych pływa łódkami lub kajakami. Chwilę spacerujemy po okolicy, po czym wracamy do centrum miasta.

Cerno Jezero

Cerno Jezero

Cerno Jezero

W Żablijaku odwiedzamy moją ulubioną w tym mieście piekarnię, której poziom nie zmienił się w przeciągu 6 lat, od ostatniej wizyty. Burki smakują wyśmienite i są strasznie sycące. Gdzie ją znaleźć? Przy głównym skrzyżowaniu w mieście, jest duży supermarket. Na jego tyłach znajduje się niewielka uliczka, przy której, w budynku ze spadzistym dachem mieści się piekarnia. Prowadzą do niej również czerwone drogowskazy od głównej ulicy.

pekara Zablijak

Most na Tarze tłumnie odwiedzany

Marek do tej pory nie miał okazji zobaczyć słynnego Mostu na Tarze, dlatego w drodze na południe zdecydowaliśmy się przy nim zatrzymać. A nie było to takie proste, gdyż przy tej popularnej, czarnogórskiej atrakcji turystycznej kłębił się tłum turystów. O wolne miejsce parkingowe było trudno, więc ostatecznie stawiamy Kiankę przy dojeździe do Zip Line, które niewątpliwie od pewnego czasu jest dodatkowym wabikiem, który przyciąga tu turystów. Chętnych nie brakuje. Początkowo nawet planowaliśmy się nim przejechać, ale ostatecznie dochodzimy do wniosku, że nie jest to aż tak widokowe miejsce, by płacić 10 € od osoby za kilka sekund zjazdu. Chwilę spacerujemy po okolicy, ale upał, w szczególności mnie daje się we znaki, więc uciekam w okolice samochodu. Marek wypuszcza drona na zwiady, co obfituje pięknymi ujęciami kanionu i mostu. Gdy wraca, żegnamy się z Durmitorem i wyruszamy do Podgoricy. Czy czarnogórskiej stolicy udało się podbić nasze serca przy kolejnej już próbie bliższego poznania? O tym w kolejnym wpisie.

most na Tarze

most na Tarze

Nasze wrażenia z Durmitoru i okolic Tary zebraliśmy dodatkowo w filmowym materiale. Zapraszamy na czarnogórski seans pełen górskich pejzaży.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

TAGI
Powiązane wpisy