Wiosenno-zimowa Chorwacja i Czarnogóra, krótko acz intensywnie

W 2022 roku udało nam się powrócić na Bałkany na przełomie lutego i marca. O tym, że termin ten po raz drugi obarczony był swoistym fatum opowiemy za chwilę. Natomiast bez wątpienia po raz kolejny przekonaliśmy się, że warto ten region odwiedzać poza sezonem. W szczególności w okresie wiosenno-zimowym, gdy możecie liczyć na sporo fenomenalnych widoków, pustki i miks praktycznie wszystkich pór roku.

Przełom lutego i marca to zły termin jest

Na chwilę przenieśmy się do roku 2020. Jest koniec lutego, a my wyruszamy na Bałkany. Nasz cel – Bośnia i Hercegowina. W drugim tygodniu marca przenosimy się do Czarnogóry. W międzyczasie wybucha pandemia, zamykają się granice, my na szybko jedziemy do Chorwacji, w której czekamy na polepszenie sytuacji, by jakoś wrócić do Polski. Mijają dwa lata. Jest rok 2022, mniej więcej na początku lutego decydujemy, że pod koniec miesiąca jedziemy na Bałkany. Dzień przed naszym wyjazdem… wybucha wojna w Ukrainie. Chyba dla każdego Tłusty Czwartek miał słodko-gorzki smak. My niby się pakowaliśmy, niby szykowaliśmy, a z tyłu głowy dźwięczało donośne What The Fuck! Ten lutowo-marcowy termin naprawdę jest jakiś pechowy i nie powinniśmy w tym czasie nigdzie jeździć, bo najwyraźniej całemu światu przynosimy pecha.

Złe dobrego początki

Mimo nie najlepszego samopoczucia, w piątek 25 lutego wsiadamy do auta i mkniemy do Słowenii, w której mieliśmy zarezerwowany pierwszy nocleg. Nasz pierwotny plan zakładał spędzenie kilku dni w Chorwacji, następnie 2-3 dni w Czarnogórze, a przed powrotem do Polski chcieliśmy wpaść do Sarajewa. Do pewnego momentu trzymaliśmy się tych założeń. Niestety w marcu, prognozy dla stolicy Bośni i Hercegowiny były dość słabe. A nam potrzeba było słońca i optymizmu, a nie szarości i śniegu z deszczem. Dlatego zamiast do Sarajewa, pojechaliśmy z powrotem do Chorwacji i spędziliśmy dwie noce w Szybeniku. Musimy też przyznać, że pomimo towarzyszących nam praktycznie przez cały czas wiatrów i raczej niższych temperatur, to pogodę mieliśmy super. Nie padało, było raczej słonecznie, a widoki zachwycały. Co więcej, byliśmy w stanie trochę odciąć się od tego, co działo się w tym czasie w Ukrainie. Choć nie do końca, bo informacje z frontu i tak do nas spływały, czy tego chcieliśmy, czy nie.

Najpiękniejsze chorwackie momenty

Ostatecznie okazało się, że nasz wyjazd był głównie skoncentrowany na Chorwacji. Stało się tak dlatego, że na wybrzeżu prognozy były po prostu najlepsze. I choć cały czas wiała bura, to na szczęście nie psuła nam jakoś mocno planów. Jakie były zatem najpiękniejsze/najciekawsze chorwackie momenty tego wyjazdu?

  • Zwiedzanie pustego Dubrownika – co by nie pisać, to chorwackie miasto jest piękne, jest jedyne w swoim rodzaju i warto je odwiedzić. Ale tylko i wyłącznie POZA SEZONEM. My w Dubrowniku byliśmy wcześniej dwa razy. Za każdym razem w okolicach marca/kwietnia. Teraz pozwoliliśmy sobie tam przenocować i powłóczyć się po nim bez zbędnego pośpiechu, tak za dnia, jak i w nocy. I jak było? Idealnie. Cisza, spokój, a na dubrownickich murach spotkaliśmy może za 20 osób przez 3 godziny chodzenia.
  • Aktywnie w Omišu – naszą bazą przez kilka dni był Omiš. Miasto nam znane, ale też po raz pierwszy mieliśmy okazję chwilę w nim pomieszkać. Marek testował tamtejsze trasy rowerowe. Ja biegałam i wędrowałam po górach.
  • Wjazd na Sveti Jure – no dobra, nie na sam szczyt, bo 4 km przed wierzchołkiem droga była coraz mocniej zalodzona i ośnieżona. Ale udało nam się dotrzeć na szczyt Vošac, z którego panorama Makarskiej Riwiery jest dużo lepsza, niż ze Skywalk Biokovo.
  • Spacer wzdłuż Kanału św. Antoniego – czyli idealna propozycja na zachód słońca w Szybeniku. Wzdłuż kanału poprowadzono świetną ścieżkę spacerowo-widokową, która ciągnie się od Mariny Mandaliny do twierdzy św. Mikołaja.
  • Sljeme i wjazd nową koleją gondolową – Zagrzeb w końcu doczekał się otwarcia nowej kolei gondolowej, która dociera na szczyt Sljeme. Dokończenie tej inwestycji zostało opóźnione przez trzęsienie ziemi i związane z nim przesunięcie/odchylenie jednej z podpór. Na szczęście kolej już śmiga, a my mogliśmy się nią przejechać kilka dni po oficjalnym jej uruchomieniu.

Najpiękniejsze czarnogórskie momenty

W Czarnogórze byliśmy w sumie dwa dni, ale był to również intensywny czas. Głównie skoncentrowany na Kolašinie i znajdujących się tam dwóch ośrodkach narciarskich, czyli Kolašin 1450 i 1600. Ale czy coś poza górami Bjelasica udało nam się zobaczyć?

  • Zachód słońca z twierdzy Kosmac – nie dość, że znajduje się powyżej Budvy i oferuje wspaniałą panoramę wybrzeża, to podziwiać można z jej okolic również góry. Na zachód słońca to wprost wymarzona miejscówka.
  • Punkt widokowy Pavlova Strana – byliśmy na nim parę lat temu, podczas naszej wyjątkowo deszczowej majówki. I niestety nie było tego efektu. Teraz wróciliśmy przy słonecznej aurze i…w reszcie mamy stamtąd piękne kadry.
  • Trekking/jazda na nartach po górach Bjelasica – czyli nasz najbardziej zimowy moment tej podróży. Bowiem Kolašin zafundował nam warunki doskonałe. Lekki mrozik, słońce, niebieskie niebo, praktycznie zero wiatru. Do tego mnóstwo śniegu i doskonała widoczność. W takich okolicznościach przyrody Marek szalał na nartach, a ja wędrowałam po okolicach ośrodka Kolašin 1600 i 1450.

Sytuacja na świecie Bałkanów nie omija

Niestety galopująca inflacja oraz szalejące ceny ropy wpływają nie tylko na Polskę i Europę Zachodnią, ale na Bałkany również. Ceny również poszybowały tam w górę i wizję relatywnie tanich, bałkańskich wakacji w tym roku raczej można wsadzić między bajki. Oczywiście Chorwacja i Czarnogóra już w poprzednich latach tanie nie były, ale zwykle poza sezonem udawało się nie wydawać w nich fortuny. Zdecydowaliśmy się nie podsumowywać wszystkich wydatków, żeby nie popaść w stan podwyższonej nerwowości. Siedząc w Polsce wydalibyśmy pewnie ciut mniej. Ale tylko… ciut. A jednak wspomnień i doświadczeń, które zgromadziliśmy przez tych 9 dni, nikt nam nie zabierze i są bezcenne.

Zobacz również

8 odpowiedzi

    1. Było naprawdę super, mimo obiektywnie niesprzyjających warunków na świecie (albo przynajmniej w Europie). Ale cieszymy się, że udało nam się ruszyć i spędzić fajnie czas. Więc kciuki się bardzo przydały 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.