Bałkany 2014/15 Macedonia

BST 2014/15. Część 8 – Skopje i Vodno

-
11 czerwca 2015

2 stycznia 2015

Jesteśmy w Skopje – jednej z ciekawszych (naszym zdaniem) stolic europejskich. Mieście, które wzbudza wiele mieszanych emocji, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Wszystko za sprawą pomników i zmian, jakie się tam dokonują na przestrzeni ostatnich kilku lat. Za pierwszym razem Skopje zrobiło na nas spore wrażenie, stąd też teraz postanowiliśmy zapoznać się z tym miastem nieco bliżej.

Z samego rana wyruszamy zatem na zwiedzanie. 2 stycznia to w Macedonii teoretycznie dzień wolny od pracy, ale jak to stwierdził opiekun naszego hostelu – firmy pracują lub nie w zależności, jak zostanie to przez nie same ustalone. Stąd też ciężko stwierdzić, co będzie, a co nie będzie czynne. Z hostelu do centrum mamy jakieś 10minut drogi. Najpierw zaglądamy do Miejskiego Muzeum Skopje (wt.-sb. 9.00-17.00, nd. 9.00-13.00, wstęp wolny), znajdującego się w budynku dawnego dworca kolejowego. Na jego fasadzie znaleźć można zegar, który zatrzymał się 26 lipca 1963 roku, o godzinie 5:17 w momencie, gdy rozpoczęło się trzęsienie ziemi. Kataklizm ten zniszczył znaczącą część Skopje i doprowadził do śmierci 1070 osób, a 185 000 pozbawił dachu nad głową. Muzeum okazało się być czynne, więc postanowiliśmy się zapoznać z jego zbiorami. Główną wystawą jest ta, poświęcona trzęsieniu ziemi. Stanowi ona swoiste kompendium wiedzy na temat tego wydarzenia. W muzeum znajduje się również mała wystawa archeologiczna oraz organizowane są wystawy czasowe.

5:17

Miejskie Muzeum Skopje

Niezbyt imponujące wejście do muzeum

Miejskie Muzeum Skopje

Fragment wystawy poświęconej trzęsieniu ziemi

Miejskie Muzeum Skopje

Maszerujemy głównym deptakiem (ul. Makedonija) w stronę placu Makedonija z pomnikiem Wojownika na Koniu. Miasto jest dość opustoszałe, choć przy ustawionych na zewnątrz kawiarnianych stolikach kilka osób popija kawę. Goran śmiał się z tego zwyczaju: “Słuchajcie, minus 10 na zewnątrz, a skopijczycy muszą się napić kawy siedząc przy stoliku na ulicy.” Rzeczywiście nie jest najcieplej, a miasto jest z lekka skute lodem i przysypane śniegiem. Mijamy dom Matki Teresy, który również planujemy odwiedzić (lecz nie dzisiaj) i docieramy w okolice pl. Makedonija. Naszym pierwszym celem jest odnalezienie informacji turystycznej, głównie po to, by zdobyć plan miasta. W Polsce nie udało nam się zakupić mapy Skopje, a bazowanie tylko na schematycznej mapce z przewodnika trochę mijało się z celem. O dziwo udaje nam się znaleźć czynną informację turystyczną, choć jak to stwierdził jej pracownik, mieliśmy szczęście, bo otworzył ją tylko na półtorej godziny, w które nam udało się wstrzelić. W informacji turystycznej nie tylko otrzymujemy mapę, ale również darmowe przewodniki po Skopje (w sumie więcej w nich zdjęć niż treści, ale i tak okazują się być całkiem pomocne). Jak trafić do informacji turystycznej? Znajduje się ona po drugiej stronie ulicy względem Hotelu Holiday Inn, przy ulicy Филип Втори Македонски (Filipa II Macedońskiego).

W Skopje, złapanie byka za rogi (lub cokolwiek innego), nabiera nowego znaczenia

Skopje

W informacji zdobyliśmy również wiedzę, jak dostać się na szczyt góry Vodno z Krzyżem Milenijnym. W Skopje funkcjonuje autobus miejski, który dociera na Sredno Vodno – punkt, gdzie znajduje się parking, skąd zaczynają się szlaki piesze, a także swoją dolną stację ma kolej gondolowa. Autobus startuje z Transporten Centar – miejsca, gdzie ulokowany jest dworzec autobusowy oraz kolejowy, a także swoją pętlę mają autobusy miejskie i podmiejskie. Warto też dodać, że po Skopje jeżdżą czerwone, londyńskie piętrusy, co nadaje macedońskiej stolicy dodatkowego uroku. Również taki autobus jedzie na Sredno Vodno i oznaczony jest napisem “Millenium Cross”. Odjeżdża mniej więcej co 40minut, koszt biletu to 35MKD (można kupować bezpośrednio u kierowcy). Autobus ten przejeżdża również przez centrum, w okolicy Porta Makedonia i Domu Matki Teresy, jednak my chcemy zająć miejsca na górnym poziomie autobusu, stąd decydujemy się na złapanie go na początkowym przystanku w Transporten Centar.

W drodze na Sredno Vodno

Skopje autobus

Podróż na Sredno Vodno nie trwa długo, choć autobus mozolnie wspina się na górę po stromych serpentynach. Stamtąd udajemy się bezpośrednio do kolejki gondolowej. Gdyby było lato zdecydowalibyśmy się na treking. Niestety dzień jest zbyt krótki, by móc sobie na to pozwolić, więc by zaoszczędzić nieco czasu, decydujemy się na wjazd kolejką. Koszt biletu w dwie strony to jakieś 7zł. Sama kolej nie jest zbyt długa, ale już z niej rozciągają się niesamowite widoki.

W gondoli (my robimy kijowe zdjęcia, a pan obok nas tabletowe)

Kolej Millenium Cross

Po dotarciu pod Krzyż Milenijny stwierdzamy, że warto było tu dotrzeć. I nie ze względu na sam krzyż, który niegdyś był największą tego typu budowlą na świecie, a w samej Macedonii (kiedy jest oświetlony) widać go z odległości 100km. Góry, wszędzie góry. Piękne, ośnieżone, majestatyczne, po prostu piękne. Skopje niestety nie jest  zbyt dobrze widoczne, gdyż przysłania je warstwa smogu.

Krzyż Milenijny (ma wysokość 66 metrów)

Millenium Cross

Górna stacja kolejki

Vodno

Na szczycie Vodno oprócz Krzyża Milenijnego znaleźć można schronisko górskie, w którym zorganizowana jest wystawa zdjęć różnych, trekingowych, macedońskich wypraw; plac zabaw dla dzieci; wiaty oraz ławeczki. My spędzamy dłuższą chwilę w tej okolicy, obserwując jak dzieciaki oraz dorośli jeżdżą na sankach i przy okazji napawając się widokami. W pewnym momencie dostrzegamy wieżę widokową, która znajduje się na grzbiecie odchodzącym od Vodno w stronę Kanionu Matka. Postanawiamy tam dotrzeć, choć ciężko jest nam ocenić, jak daleko do niej mamy. Okazuje się, że całkiem blisko, bo jakieś 2km marszu po przyjemnym, lekko zalesionym terenie.

Na śnieżnej drodze

Vodno

Po dotarciu do wieży spotykamy faceta, który siedzi u jej postawy i podziwia widoki. Szybko nas zagaduje i dowiadujemy się, że ma na imię Goran (powoli utwierdzam się w przekonaniu, że to jedno z bardziej popularnych męskich imion w Macedonii). Goran opowiada nam o macedońskich górach, robi nam szybką panoramkę (na kursach przewodnickich w ten sposób określa się opowiadanie o pasmach/szczytach, które widać z danego punktu), a także podkreśla, że Macedończycy nie za wiele chadzają po górach i wiele osób dziwi się, że on po nich wędruje. “A ja po prostu chcę być bliżej natury.” – stwierdza Goran i trudno nie przyznać mu racji. Co ciekawe, nasz rozmówca przyznaje się, że uczył się angielskiego z seriali. Robi to na nas spore wrażenie, bo naprawdę dobrze sobie radził z tym językiem i choć popełniał trochę błędów, to był komunikatywny i co najważniejsze chciał się dogadać. Po jakiś 20 minutach rozmowy Goran się z nami żegna i zaczyna swoją drogę powrotną do Skopje, my natomiast wspinamy się na wieżę. Widoki są wspaniałe, a pogoda dodatkowo pozwala się nimi cieszyć jeszcze bardziej.

Wieża widokowa, a w tle Millenium Cross

Vodno

Oznaczenia szlaku wiodącego do Kanionu Matka

Vodno

Wszędzie góry

Vodno

Na słonecznym, mroźnym szlaku

Vodno

Kierujemy się z powrotem na Vodno, by złapać ostatnią tego dnia kolejkę. Generalnie gondole jeżdżą z przerwami, czyli wwożą turystów przez pół godziny, później mają pół godziny przerwy i tak w kółko. Zimą, kolej czynna jest do 9 do 16:30, a latem od 9 do 19:30. Czekamy, wraz z grupą innych turystów, z których część umila sobie czas popijaniem wina i wyczynianiem dziwnych ewolucji na placu zabaw. W międzyczasie podchodzi do nas pewien mężczyzna i zagaduje skąd jesteśmy. On ma na imię Metodi i jest nauczycielem ze Skopje. Prosi, aby zrobić mu zdjęcie, co oczywiście chętnie robię. Wymieniamy się mailami i oczywiście jesteśmy zaproszeni na kawę w Skopje, jeśli tylko znajdziemy czas (ostatecznie z Metodim się nie spotykamy, ale pozostajemy w kontakcie mailowym). Choć Metodi nie mówi jakoś świetnie po angielsku, to nie bał się do nas podejść i porozmawiać. Generalnie w Macedonii mnóstwo osób komunikuje się w tym języku, co na Bałkanach nie jest czymś aż tak powszechnym (zresztą, czy w Polsce jest?).

Zachód słońca na szczycie Vodno

Vodno

W końcu kolejka zaczyna funkcjonować, lecz nas martwi to, czy zdążymy na autobus. Kiedy docieramy na sam dół widzimy, jak nasz czerwony piętrus do Skopje zaczyna odjeżdżać. Jednak nie tylko my chcieliśmy go złapać i jakaś parka niemalże rzuca mu się pod koła, żeby go zatrzymać. Dzięki temu i nam udaje się do niego wskoczyć.

Gdy dojeżdżamy do Skopje, robi się już ciemno. Ach te zimowe, cudownie krótkie dni. Wracamy na chwilę do hostelu, by nieco się ogrzać i odsapnąć. Nie siedzimy tam jednak zbyt długo, gdyż głód wygania nas na poszukiwania obiadu. Generalnie postanowiliśmy udać się do kafany, polecanej przez hostelowego Gorana. Kafany w Skopje to takie małe restauracje, bez zadęcia, w których można tanio i dobrze zjeść. Ta, polecana przez Gorana znajdowała się jakieś 10 minut drogi od hostelu. Według niego pół Skopje się do niej zjeżdżało, by spróbować jednej potrawy, a mianowicie wątróbki. Dla mnie to mala atrakcje, ale Marek, pomimo swojej niechęci do tego dania, postanowił je przetestować. Kafanę Ljuc znajdujemy bez trudu. Większość stolików jest zajętych, lecz na szczęście starcza dla nas miejsca. W środku unosi się aromatyczny zapach, a my dość szybko orientujemy się, że większość osób pałaszuje tam wątróbkę. Oprócz niej, zamawiamy dwie sałatki, dwa piwa oraz frytki z serem. Wątróbka okazuje się być hitem, a w każdym razie tak stwierdził Marek – była dobrze doprawiona, aromatyczna, miękka i po prostu pyszna. Ja cieszę się ze swojej sałatki i frytek posypanych słonym, bałkańskim serem. Za ten jakże dobry obiad płacimy coś koło 40zł. Żyć nie umierać! Jak trafić do kafany Luc? Znajduje się ona przy ulicy Jordan Mijalkov, jakieś 300 metrów od skrzyżowania z Bulwarem Kocho Racin.

W kafanie Ljuc

kafana Ljuc

Po wyśmienitym obiedzie wracamy do hostelu, w którym rozpoczynamy planowanie naszego kolejnego dnia w Skopje i jego okolicach.

TAGI
Powiązane wpisy