Bośnia i Hercegowina Występy gościnne

Park Narodowy Sutjeska: śladami partyzantów Tito z polskim akcentem

-
17 listopada 2016

Z Markiem nie mieliśmy jeszcze okazji odwiedzić Parku Narodowego Sutjeska. I choć my nie możemy póki co podzielić się wrażeniami z tego regionu Bośni i Hercegowiny, to czyni to ekipa z bloga Our life, our travel, którzy oprócz bałkańskich doświadczeń, mają na swoim koncie wiele podróży w różne zakątki świata. Na naszym blogu postanowili opowiedzieć Wam o swoim pobycie w Sutjesce. W moich i ich imieniu zapraszam Was do lektury!

W czasie naszej ostatniej wizyty spędziliśmy w Bośni cały miesiąc. Mieszkaliśmy w Sarajewie i stamtąd zwiedzaliśmy samochodem cały kraj. Autem przyjechaliśmy z Finlandii, gdzie do tej pory mieszkaliśmy. Niestety do Parku Narodowego Sutjeska trafiliśmy dopiero pod koniec naszej wizyty. Chociaż nawet i w końcówce maja w wyższych partiach gór było nadal sporo śniegu, więc może i lepiej, że nie próbowaliśmy zdobywać szczytów wcześniej.

Sutjeska to najstarszy park w Bośni i Hercegowinie. Jest położony przy granicy z Czarnogórą w odległości 100 km od Sarajewa. Słynie z historycznej bitwy, o której nawet nakręcono film w 1973. W trakcie drugiej wojny światowej siły Osi chciały rozbić lokalną partyzantkę i doprowadziły do jej okrążenia właśnie na terenie Sutjeski. Partyzantom pod dowództwem marszałka Josepa Broza Tito udało się przełamać okrążenie i wydostać się z pułapki przy okazji zadająć spore straty przeciwnikowi. Bitwę upamiętniają pomniki w parku.

Mimo, że dystans jest krótki to trzeba liczyć się z tym, że jego pokonanie zajmie przynajmniej dwie godziny. Jak prawie wszędzie w Bośni drogi prowadzą przez góry i kaniony i są bardzo kręte. Poza tym częstym widokiem na drogach są zwierzęta. Głównie na bocznych drogach, ale my mieliśmy szczęście natknąć się na spacerujące po szosie krowy w kilku miejscach pomiędzy Fočą a Tjentište.

krowy_na_drodze

Ta ostatnia miejscowość to malutka wioska, która jest dobrym punktem wypadowym na wszystkie szlaki w parku, a tych jest całkiem sporo, zwłaszcza, że swobodnie można przejść przez góry na stronę czarnogórską i kontynuować wędrówkę po tamtejszych trasach. Przypuszczalnie w takim przypadku lepiej też wrócić do Bośni tą samą drogą, żeby nie zainteresować czarnogórskiej straży granicznej swoim nagłym pojawieniem się na ich terenie.

maglic_z_prijevoru

Naszym celem na weekend był Maglić. Najwyższy szczyt w Bośni (2386 m n.p.m.). Spośród różnych szlaków zdecydowaliśmy się na podejście od strony Czarnogóry szlakiem idącym koło jeziora Trnovačko. Droga, która prowadzi na szczyt prosto z Bośni jest dużo krótsza, ale też i dużo stromsza. Nasza trasa miała jakieś 10 km zamiast dwóch. I to tylko w jedną stronę. Ale mieliśmy cały dzień, więc powinno się nam udać swobodnie wrócić do samochodu przed zachodem słońca. Najpierw jednak musieliśmy dojechać z Sarajewa do Tjentište. A z wioski jeszcze czekała nas i nasze auto 18-kilometrowa droga na wzgórze Prijevor (1668 m n.p.m.).

droga_na_prijevor

Początek drogi na Prijevor w Tjentište dość łatwo znaleźć, jeśli się wie czego szukać. Z głównej drogi trzeba skręcić w lewo w małą asfaltową drogę przed sklepem. Droga ma dużo dziur i asfalt kończy się na szlabanie, gdzie musieliśmy opłacić wstęp do parku. Płacić trzeba osobno za samochód i za pasażerów. My dotarliśmy do szlabanu w tym samym czasie co pracownicy parku pobierający opłaty. Jak wszędzie w Bośni, tak i tutaj, nasza fińska rejestracja wzbudziła zainteresowanie. Po kupieniu biletów jeden ze strażników parkowych zapytał czy możemy go podwieźć na Prijevor do pracy. Chętnie przystaliśmy na tą propozycję, bo trochę obawialiśmy się czekającej nas drogi pod górę, więc pomyśleliśmy, że dobrze by było mieć jakąś pomoc gdybyśmy utknęli po drodze albo samochód nie wytrzymałby tej próby. Droga nie była wcale taka zła, jak by to wynikało z opisów, które znaleźliśmy w necie. Było parę miejsc z głębokimi koleinami i od czasu do czasu trafiały się jakieś większe kamienie, ale nie było długich i stromych podjazdów. Mimo to jako kierowca nie narzekałem na nudę. Droga pod górę zajęła dobre dwie godziny razem z przystankiem na Dragoš Sedlo, mniej więcej w połowie drogi. Od parkingu na tej przełęczy odchodzi krótki szlak do punktu widokowego, z którego można zobaczyć wodospad Skakavac (75 m) i pierwotny las Perućica. Po krótkiej przerwie na przestygnięcia silnika, ruszyliśmy dalej pod górę. Po drodze posłuchaliśmy opowieści strażnika o jego pracy i spotkaniach z niedźwiedziami, które podobno są w Sutjesce całkiem liczne.

volujak_z_prijevoru

Po dojechaniu na górę w końcu mogliśmy trochę lepiej się rozejrzeć po okolicy. Droga na Prijevor wiedzie cały czas przez las, więc żadnych widoków z niej nie mieliśmy oprócz paru miejsc, gdzie było trochę więcej prześwitu między drzewami. Dopiero ze wzgórza zobaczyliśmy nasz cel, Maglić. Tutaj też pożegnaliśmy naszego autostopowicza, który na odchodnym próbował nam sprzedać magnesy na lodówkę. W końcu ruszyliśmy na własnych nogach w stronę jeziora Trnovačko. Jezioro jest położone około 150 m niżej niż Prijevor, więc szlak jest bardzo łatwy i dobrze przedeptany. Ale i tak po dojściu do małej dolinki trzeba przygotować się na wspinaczkę pod górę wzdłuż, a czasem i w strumieniu, który wypływa z jeziora. Po drodze prześliśmy też z Bośni do Czarnogóry. Granica zaznaczona jest przy użyciu małej tabliczki na samotnym drzewie przy szlaku.

granica_panstwowa

Po tym  wyjściu z lasu na brzeg jeziora, pierwsze co zauważyliśmy to polski akcent w postaci flagi zatkniętej na płocie. Łąka nad jeziorem była pełna wiosennych kwiatów. A samo jezioro otoczone jest ze wszystkich stron wysokimi górami i wydaje się, że z doliny nie ma wyjścia oprócz ścieżki, którą właśnie przyszliśmy.

polski_akcent_nad_jeziorem

jezioro_trnovacko_z_dolu

Stąd szlak wiedzie dookoła jeziora i w pewnym momencie prowadzi przez strome zbocze porośnięte młodym lasem. Po wyjściu z tego lasu w końcu pierwszy raz zobaczyliśmy jezioro w pełnej okazałości. Woda ma różne odcienie w zależności od głębokości, a samo jezioro przypomina kształtem serce. Nawet jeśli nie planujecie wyjścia na Maglić to i tak warto podejść pod górę, chociaż kawałek ponad granicę lasu. Dla nas po wyjściu na wysokość jakichś 2000 metrów zaczęły się problemy spowodowane zalegającym śniegiem. Najpierw szlak był przykryty śniegiem tylko miejscami, ale w końcu śnieg całkiem zakrywał ścieżkę na dość stromym zboczu. Po paru obejściach takich płatów zmarzniętego śniegu po ruszających się kamieniach stwierdziliśmy, że zostawimy zdobycie szczytu na naszą następną wizytę w Sutjesce. Zeszliśmy trochę poniżej granicy śniegu i spędziliśmy resztę dnia na delektowaniu się słońcem i widokami.

jezioro_trnovacko_z_gory

Po więcej informacji na temat Sutjeski i innych ciekawych miejsc w Bośni, które odwiedziliśmy, zapraszamy do naszego bloga!

Zapisz

Zapisz

TAGI
Powiązane wpisy