#turystykaktywna Bałkany 2017 Bośnia i Hercegowina

Maglić, czyli parę słów o tym, jak zdobyliśmy najwyższy szczyt Bośni i Hercegowiny

-
10 grudnia 2017

Pomysł zdobycia najwyższego szczytu Bośni i Hercegowiny, czyli Maglića chodził nam po głowie już od jakiegoś czasu. Jednak ciągle nie składało się, by zawitać w Parku Narodowym Sutjeska oraz Tjentište, z którego wychodzi szlak na tę piękną górę. Traf chciał, że okazja do trekkingu na Maglić nadarzyła się w sierpniu 2017 r. Problem polegał jednak na tym, że byliśmy na ten fakt odrobinę nieprzygotowani…

Lipiec

Kochanie, jak będziemy mieć czas, to może wpadniemy do Bośni i Hercegowiny, by zdobyć Maglić? – rzuciłam kiedyś do Marka, w trakcie planowania wakacyjnego wyjazdu na Bałkany. Nie wiadomo, czy będziemy mieć czas. – odparł małżonek i na tym ta konwersacja się skończyła. Gdybym wtedy wiedziała, że ten czas się znajdzie, to może chociaż poczytałabym o trekkingu na ten najwyższy szczyt Bośni i Hercegowiny w internecie. Niestety tego nie uczyniłam, co poskutkowało późniejszymi perypetiami pt. A gdzie my mamy iść i jak się tam dostać?

Sierpień

Po bardzo owocnym pobycie w Czarnogórze i wizycie w moich ukochanych górach Sinjajevina, wyruszyliśmy przez Savnik w stronę Bośni i Hercegowiny. Przy okazji zaliczyliśmy mały fuck-up za sprawą naszej nawigacji, która zaprowadziła nas na przejście graniczne, które okazało się być przeznaczone tylko dla ruchu lokalnego. Co z tego, że przy głównej szosie stał gigantyczny znak Granični prelaz Bosna i Hercegovina? Co z tego, że jechaliśmy prawie 30 km tylko po to, żeby pokłócić się z pogranicznikami. Kiedy już zaczęłam sypać przekleństwami po polsku, Marek rozważnie zawrócił Kiankę i pojechał tam, skąd przyjechaliśmy. Kolejną wisienką na torcie okazał się korek do przejścia granicznego Ilino Brdo oraz Czarnogórcy, którzy chcieli się swym autem wepchnąć przed nas, a kiedy im na to nie pozwoliliśmy, chcieli bić Marka. Jak to stwierdzili – Bo ma brodę. Nie wiem, czy to wina panującego upału, czy też kiepskiego układu plam na słońcu, ale mieliśmy wrażenie, że Bałkany lekko stanęły na głowie, a jeśli nie stanęły, to mocno na nią upadły. Kiedy w końcu udaje nam się wjechać do Bośni i Hercegowiny, kierujemy się na chwilę do Trebinje, gdzie rozprostowujemy kości podczas krótkiego spaceru.

Tjentište

Kiedy myślicie sobie o miejscu, które określane jest mianem głównego punktu startowego na najwyższy szczyt danego kraju; miasteczkiem turystycznym, gdzie znajduje się jeden z bardziej znanych pomników, to co widzicie? Podpowiem – na pewno w Waszych głowach nie pojawia się wizja Tjentište. Jadąc z Trebinje szosą M20 w stronę Fočy, debatowaliśmy o tym, jak to udamy się tam na pyszny obiad, zrobimy zakupy i przygotujemy się na trekking, o którym nie mieliśmy zielonego, bladego, czy jakiego tam kto chce pojęcia. Za Gacko dopadają nas burze, które okraszają tamtejsze piękne krajobrazy złowrogą czernią chmur. Kiedy wjeżdżamy na teren Parku Narodowego Sutjeska deszcz na szczęście przestaje padać. A my docieramy pod jeden z bardziej znanych pomników na terenie Bośni i Hercegowiny. Chodzi oczywiście o Tjentište spomenik, upamiętniający Bitwę nad Sutjeską, do jakiej doszło w 1943 r., w trakcie II wojny światowej, między jugosłowiańską partyzantką pod wodzą Jospia Broz Tity (22 tys. żołnierzy) a krajami Osi, czyli Niemcami, Włochami, Bułgarią i Chorwacją (127 tys. żołnierzy). I choć siły były absolutnie niewyrównane, to partyzantom udało się przeciwstawić państwom Osi. Niestety w trakcie działań zbrojnych zginęło ich ponad 7000. Z tego też powodu, na ich cześć postawiono w latach 70. w Tjentište okazały park pamięci z charakterystycznym pomnikiem, do które prowadzą schody układające się w cyfrę 8. Sam pomnik składa się z dwóch ścian, przypominających trochę skrzydła, z których wyzierają pojedyncze, nieco kubiczne twarze. Powyżej niego znajduje się niewielki placyk otoczony białymi, długimi tablicami, na których umieszczone zostały wszystkie brygady wchodzące w skład jugosłowiańskiej partyzantki. Nieco z boku znajduje się budynek Domu Pamięci, który jednak przez większość czasu jest zamknięty. Podobno aby się do niego dostać, należy wystosować prośbę do dyrekcji Parku Narodowego Sutjeska, ale bez znajomości raczej nie ma co próbować. A wracając do pomnika – choć sam w sobie dotknięty jest zębem czasu, to jego okolica jest zadbana, a okalająca go łąka jest regularnie koszona.

Tjentište

Tjentište

Tjentište

Omladinski kamp

Za pomnikiem rozciąga się miejscowość Tjentište. Choć może bardziej pasowałoby do niej określenie osada albo przysiółek. Bo na zabudowę całego Tjentište składa się jeden większy hotel, jeden kemping, kompleks sportowy pamiętający znacznie lepsze czasy, sztuczne jezioro oraz kilka mniej lub bardziej zrujnowanych budynków. Całość robi dość przygnębiające wrażenie. W szczególności, gdy jest się głodnym i zmęczonym, a okolica nie bardzo obfituje w dobre restauracje. Ta, do której trafiamy (Restauracja Tentorium) miała tylko jedną zaletę – wifi. Na temat jedzenia się nie wypowiem. Oczywiście zamiast czytać o trekkingu na Maglić, wrzucam zdjęcia na facebooka, żebyście wiedzieli, że żyjemy. Kiedy wracamy do Tjentište robimy zakupy w sklepie, który był chyba najdziwniejszym sklepem spożywczym z jakim mieliśmy do czynienia w ostatnim czasie. Ale… przynajmniej mieliśmy to szczęście, że był otwarty. Bowiem we wrześniu, kiedy Tjentište odwiedził mój przyjaciel Tomasz, sklep był już nieczynny.

Tjentište

Po zakupach udaliśmy się na Omladinski kamp, funkcjonujący przy hotelu Mladost. Aby opłacić pobyt w tym miejscy należy udać się do hotelowej recepcji. O dziwo można płacić kartą, a sam nocleg kosztował nas tylko 14 KM (w tą cenę wliczone też było… wejście na teren Parku Narodowego Sutjeska). Sam kemping jest całkiem przyjemny, bo rozlokowany na płaskim terenie ciągnącym się wzdłuż rzeki. Są tam nie najgorsze sanitariaty, choć mnie trafił się prysznic tylko z zimną wodą. Są też ławy i stoliki, a teren jest zadbany.

Tjentište

Tjentište

Z Tjentište na przełęcz Prijevor

Czy ty to widzisz? Tu jest napisane, że na Magliću jest coś na kształt via ferrat oraz, że warto mieć sprzęt wspinaczkowy. Z niedowierzaniem przyglądamy się sporej mapie, która znajduje się przy nieczynnej o poranku informacji turystycznej. Nie bardzo mamy czas, by czekać aż biuro łaskawie się otworzy, a my będziemy mogli dowiedzieć się czegoś więcej na temat trekkingu na Maglić. Postanawiamy aspektami technicznymi zdobywania tego szczytu zacząć przejmować się nieco później. Zwijamy obozowisko i wskakujemy do Kianki. Z kempingu kierujemy się w stronę Fočy, by zaraz za sklepikiem skręcić w wąską, asfaltową szosę. Po 8 km docieramy do szlabanu, przy którym już czeka pracownik parku narodowego. Uiszczamy opłatę w wysokości 3 KM za auto i po 5 KM od osoby za wjazd na teren PN Sutjeska. Pan strażnik spogląda z pewnym niedowierzaniem na Kiankę i z uśmiechem tylko stwierdza Polako, polako! Jego słowa były wyjątkowo prorocze, bo kolejne 9,5 km to mozolna jazda pod górę, po drodze bez nawierzchni, pełnej dziur i wyboi. Na Dragos Sedlo robimy krótki przystanek, by auto nieco ochłonęło. W tym czasie idziemy na pobliski punkt widokowy, z którego podziwiać można wodospad Skakavac. Niestety nie rozciąga się stamtąd zbyt rozległa panorama, gdyż większość przesłaniają porastające jego okolice drzewa. Z Dragos Sedlo jedziemy bezpośrednio na Prijevor.

Park Narodowy Sutjeska

Park Narodowy Sutjeska

Park Narodowy Sutjeska

Prijevor to rozległa polana, na której bez większych przeszkód można obozować na dziko. Nieco bardziej z boku znajdują się pasterskie zabudowania, a także trzy chatki do wynajęcia (niestety nie było na miejscu informacji, jak tego dokonać). Z Prijevoru wychodzą dwa główne szlaki na Maglić – krótszy, lecz bardzo stromy oraz dużo dłuższy wariant przez Jezioro Trnovačko znajdujące się na terenie Czarnogóry. Postanawiamy przetestować obie trasy, czyli zrobić pętlę wchodząc krótszym szlakiem, a schodząc dłuższym.

Prijevor

Prijevor

Prijevor

Na Maglić

Masz pomysł, jak stąd wejść na szczyt? – pyta retorycznie Marek, bo ja oczywiście nie mam bladego pojęcia, jak przebiega krótszy szlak na Maglić. Stojąc na Prijevorze ma się wrażenie, że ta najwyższa w Bośni i Hercegowinie góra jest z tej strony praktycznie pionowa. Szybko mieliśmy się przekonać, że jest w tym stwierdzeniu dużo racji. Początkowo krótszy szlak z Prijevoru dość przyjemnie trawersuje stok powyżej drewnianych chatek. Po chwili jednak zaczyna piąć się praktycznie pionowo do góry. Pół biedy, gdy wiedzie po stabilnych kamieniach czy niewielkich, trawiastych poletkach. Gorzej, gdy zaczyna prowadzić po niezbyt stabilnych piargach. Jeśli dodamy do tego fakt, że jego oznaczenia lubią się pojawiać i znikać, to cały trekking przypomina trochę ciuciubabkę.

Maglić

Kiedy mamy jeszcze jakieś 200 m w pionie do szczytu, docieramy do najtrudniejszego fragmentu szlaku. Znajdują się tam jego dwa warianty. Starszy, z resztą smętnie zwisających, stalowych lin, nie wzbudził naszego entuzjazmu, dlatego wybraliśmy opcję nr 2, która wymagała trochę wspinaczkowych umiejętności, ale poprowadzona była po nieco mniej eksponowanym terenie.

Maglić

Maglić

W ten sposób, ok. godz. 12 stajemy na Magliću, czyli najwyższym punkcie Bośni i Hercegowiny. Oprócz nas jest tam jeszcze jedna para, która podobnie jak i my wpisuje się do pamiątkowego zeszytu. Później mamy czas na podziwianie wspaniałej panoramy rozciągającej się ze szczytu: widać kanion Pivy, Durmitor oraz niezliczone pasma górskie po bośniackiej stronie. Jest pięknie!

Maglić

Maglić

Maglić

Z Maglića nad Jezioro Trnovačko

W trakcie trekkingów, jeśli to tylko możliwe, staramy się robić pętle, czyli wchodzić jedną drogą, a schodzić zupełnie inną. Z tego też powodu zdecydowaliśmy się wrócić na Prijevor przez położone po czarnogórskiej stronie Jezioro Trnovačko. Z Maglića początkowo idzie się dość łagodnym, trawiastym grzbietem. Szlak co chwilę nieco się wznosi, to znów opada. Maszerujemy szybkim tempem, ciesząc się wspaniałymi widokami. Po ok. 40 min docieramy do skrzyżowania szlaków, przy niewielkiej przełęczy, skąd ścieżka zaczyna stromo schodzić ku Jezioru Trnovačko, na które przez cały czas ma się z niej widok.

Maglić

Maglić

Maglić

Maglić

Maglić

Nie wiem, ile przekleństw rzuciliśmy w trakcie schodzenia, ale na pewno dużo. Bowiem ścieżka poprowadzona jest przez wyjątkowo eksponowany teren pełen drobnych, luźnych kamyczków. Każdy krok to swoista loteria – Zsunę się, czy nie zsunę, o to jest pytanie? Biorąc pod uwagę, że liczyliśmy, iż szlak ten będzie dużo prostszy od tego, którym podchodziliśmy na Maglić, to trochę nam siadły morale, gdy odcinek ten pokonywaliśmy dobrych kilkadziesiąt minut. Gdy ostatecznie docieramy nad brzeg Jeziora Trnovačko, jedyne na co mamy ochotę, to przez chwilę się nie poruszać. Marek w ramach relaksu tapla się w wodach jeziora, ja zaś siedzę w cieniu i walczę z alergią, która w trakcie całego trekkingu dała mi mocno popalić.

Maglić

Maglić

Znad Jeziora Trnovačko na Prijevor

Po regeneracji jesteśmy gotowi do drugiego etapu drogi powrotnej, czyli trasy znad Jeziora Trnovačko na Prijevor. Zanim opuścimy okolice jeziora jesteśmy jeszcze poproszeni o uiszczenie opłaty za wejście na teren… Parku Przyrody Piva (płacimy 4 KM, bo nie mamy €), a także zostajemy spisani z paszportów przez czarnogórskiego strażnika parku. Śmiejemy się później, że pod kątem ilości opłat, trekking na Maglić był najdroższym w naszej bałkańskiej historii.

Jezioro Trnovačko

Nasza droga powrotna na Prijevor wiedzie cały czas… pod górę. Po co spojrzeć na poziomicę? Przeanalizować to, co pokazuje Garmin? Bezsensu! W końcu jak się schodzi z jakiegoś szczytu, to powinno być cały czas w dół. Logiczne, prawda? No niekoniecznie. Maglić w tym przypadku logiczny nie jest, więc na dobicie musimy się jeszcze trochę pomęczyć. Po dotarciu na Prijevor stwierdzamy, że jesteśmy okropnie zmęczeni. A w perspektywie mieliśmy jeszcze drogę powrotną do Tjentište, którą wiedzieliśmy, że nie pokonamy zbyt szybko. Zanim jednak opuścimy Prijevor z dumą spoglądamy na Maglić. Cieszymy się, że mimo kompletnego nieprzygotowania, nazwijmy to merytorycznego, udało nam się go zdobyć. Piękny trekking, wspaniałe widoki i cudowne wspomnienia. Czego chcieć więcej?

Park Narodowy Sutjeska

Maglić

Maglić

Jeśli chcecie się jeszcze lepiej zapoznać z trasą trekkingową wiodącą na Maglić, to zapraszamy do obejrzenia naszego filmu 🙂

Maglić praktycznie
  • Maglić ma 2386 m n.p.m., znajduje się na terenie Parku Narodowego Sutjeska, w obrębie gór Dynarskich.
  • Najpopularniejsza trasy wiedzie na niego z przełęczy Prijevor, na której można obozować na dziko. Nieco poniżej, przy wiodącej tam drodze, znajduje się źródełko z wodą oraz sławojka.
  • Dłuższy wariant szlaku przebiega przez Jeziora Trnovačko, które znajduje się po stronie Czarnogóry. Jednak w tym przypadku bez problemu można przekraczać zieloną granicę. Ewentualnie zostanie się poproszonym o paszport przez czarnogórskiego strażnika parku urzędującego latem nad jeziorem.
  • Krótszy wariant szlaku, który na tabliczce znajdującej się na Prijevorze ma dopisek extreme, ma długość 1,9 km, ale podejście nim trwa 2-3 godz. (bo trzeba pokonać naprawdę duże przewyższenie). Odradzamy wędrówkę nim po deszczu lub przy ograniczonej widoczności, bo łatwo się na nim zgubić.
  • Pętla jaką zrobiliśmy miała długość ok. 11 km i pokonaliśmy ją, wraz z przystankami, w 7 godz. Warto mieć ze sobą zapas wody, gdyż na trasie nie ma możliwości jej uzupełniania (tak naprawdę jedynym punktem, w którym można ją było czerpać, była chatka nad Jeziorem Trnovačko).
  • Jest też możliwość rozpoczęcia wędrówki bezpośrednio w Tjentište, ale wtedy do pokonania będzie jeszcze większe przewyższenie, na dodatek na przełęcz Prijevor cały czas będzie się szło przez las.

Trasę naszego trekkingu ściągnąć możecie z wikiloc:

TAGI
Powiązane wpisy