Bałkany 2015 Turcja

Zwiedzając Półwysep Bodrum

-
31 marca 2016

Kolejny dzień pobytu w Turcji postanawiamy spędzić na Półwyspie Bodrum. Decydujemy się tam pojechać na jednodniową wycieczkę z Kusadasi. Choć zazwyczaj nigdy nam się to w podróży nie zdarza, śpimy dość długo, stąd start mamy dość późny. Po śniadanie udaję się do małej knajpki nieopodal hotelu, gdzie kupuję gorącą, świeżą i zapakowaną w gazetę bazlamę. Właściciel tego przybytku uczy mnie odpowiedniej wymowy słowa “bazlama” i ogólnie cieszy się, że drugi dzień z rzędu robię u niego zakupy. Później, na niewielkich straganach znajdujących się tuż obok kupuję jogurt, biały ser, oliwki oraz zestaw warzyw. Z takim zapasem jedzenia wyruszamy w stronę Bodrum.

Na śniadanie zatrzymujemy się nad Jeziorem Bafa. Było widokowo i nawet mogłabym stwierdzić, że całkiem przyjemnie, ale problemem był absolutny brak cienia. Efekt był taki, że chowaliśmy się za Kianką, by nie dać się uprażyć. Mimo nie do końca sprzyjających warunków pałaszujemy ze smakiem tureckie przysmaki. Bazlama jest bardzo sycąca i nie dajemy rady zjeść jej całej.

Bazlama

Jezioro Bafa

Dalsza droga do Bodrum mija nam dość sprawnie, a to zasługa świetnych, tureckich dróg. Na miejscu naszym głównym celem jest twierdza (bilet wstępu 25TL), która stanowi chyba najbardziej rozpoznawalny budynek w mieście. Zamek św. Piotra wzniesiony został przez joannitów. Budowa rozpoczęła się w 1402, a ukończona została ostatecznie w 1522 roku. W zamku znaleźć można kilka wystaw, poświęconych przede wszystkim przedmiotom/wrakom statków, które wydobyto z morza w bliższych i dalszych okolicach Bodrum. Najciekawszą ekspozycją jest ta poświęcona Szklanemu Statkowi. Wrak ten zatonął najprawdopodobniej w 1025 roku i na jego pokładzie przewożone było różnobarwne, śliczne szklane przedmioty. Część z nich udało się wydobyć i teraz można je podziwiać w Bodrum.

Bodrum

Bodrum

Oprócz tego na zamku odwiedzić można:

  • Muzeum Archeologii Podwodnej z ciekawą kolekcją przedmiotów kultury mykeńskiej.
  • Salę Wraków Uluburun, gdzie zaprezentowana została najstarsza, wydobyta z dna morskiego łódź, pochodząca z XIV w p.n.e., która przewoziła m.in. cynę oraz przedmioty szklane.
  • Salę Księżniczki Karyjskiej

Bodrum twierdza

14.08.04_13.08.01_turcja482

Trzeba przyznać, że teren twierdzy robi na nas ogromne wrażenie. Przede wszystkim jest bardzo zadbany – pełno tam roślin, m.in. rozkwieconych rododendronów czy dorodnych kaktusów. Muzea są szalenie ciekawe i ich zwiedzanie jest o tyle przyjemne, że są klimatyzowane i na chwilę można uciec od panującego na zewnątrz upału. Z murów twierdz rozciąga się piękny widok na miasto oraz jego okolice, a także na wyspę Kos.

Bodrum twierdza

Bodrum twierdza

Bodrum twierdza

Bodrum twierdza

Bodrum twierdza

Jeśli zaś chodzi o samo Bodrum, to robi na nas średnie wrażenie. Niewątpliwie jest to bardzo turystyczne miasto, które przyciąga tłumy. Nie tak prosto było tam zaparkować i nie tak prosto wyjechać, przez kłębiące się wszędzie tabuny ludzi. Stąd też postanowiliśmy opuścić Bodrum i poszukać szczęście na samym krańcu półwyspu. Zanim jednak całkiem żegnamy się z miastem, zajeżdżamy na wzgórze, na którym znajdują się wiatraki, a raczej to, co po nich pozostało. Stanowią one swoisty symbol Bodrum, a ich miniaturki można np. kupić na stoiskach oferujących różnego rodzaju rzeźby ogrodowe. Chcieliśmy nawet sprezentować taki mały wiatraczek mojej teściowej, jako miłośniczce ozdób do ogrodu. Jednak doszliśmy do wniosku, że nieco ciężko by nam się dalej podróżowało z takim mało foremnym przedmiotem.

Trzeba przyznać, że ze wzgórza, na którym znajdują się wiatraki, rozciąga się naprawdę fenomenalny widok. W całej okazałości można podziwiać Bodrum, jego tłoczne i gwarne plaże, twierdzę, a także greckie wyspy. Marek korzysta z okazji i lata dronem (mimo tego, że wieje dość porywisty wiatr), ja natomiast włóczę się po okolicy i przyglądam, jak na przyczepę pakowana jest wielbłądzica z małym wielbłądem.

Bodrum wiatraki

Bodrum wiatraki

Opuszczamy Bodrum i jedziemy na zachód, w stronę Gümüşlük i znajdującej się tam Króliczej Wyspy (Tavşan Adası), na którą prowadzi podwodny chodnik, stanowiący pamiątkę po istniejącym tu kiedyś antycznym mieście. Na miejscu okazuje się, że na samą wyspę wejść się nie da – jest ogrodzona i postawiono zakaz. Mimo wszystko sporo ludzi maszeruje przez morze, by dotrzeć choć do samego ogrodzenia. Marek idzie w ich ślady, ja natomiast siadam na nabrzeżu obok wyjątkowo uroczych, nadmorskich knajpek. Nie byłam przekonana, że chcę wchodzić do morza wraz z lustrzanką, bo znając moje zezowate szczęście, mogłoby się to kiepsko skończyć, przede wszystkim dla aparatu.

Królicza Wyspa

Królicza Wyspa

Królicza Wyspa

Królicza Wyspa

Królicza Wyspa

Gdy Marek wraca wyruszamy na poszukiwania jakieś przyjemnej i ustronnej plaży. Szybko się jednak miało okazać, że nie będzie to takie proste. Choć Półwysep Bodrum jest dość mocno zabudowany, głównie hotelami i domkami letniskowymi, to wcale nie ma tam zbyt wielu plaż, a jeśli już jakieś są to wąskie, małe i zatłoczone.

Półwysep Bodrum

Docieramy do miejscowości Yalıkavak, obok której miał znajdować się widokowy półwysep. Do miejsca, które znaliśmy z googlowych zdjęć na mapie trafiamy dopiero wtedy, gdy zażywamy niezbyt orzeźwiającej kąpieli w zatoczce obok paskudnej plaży, która funkcjonowała również jako camping. Niezadowoleni jedziemy na widokowy punkt i odkrywamy, gdzie dokładnie jest poszukiwane przez nas miejsce. Marek postanawia polatać dronem. Gdy tylko wyciąga go z auta, jak spod ziemi pojawia się mokry, mocno wychudzony pies. To, że był mokry mogło trochę dziwić, gdyż byliśmy nieco oddaleni od morza lub jakiegokolwiek innego akwenu. Gdy Marek zaczyna latać dronem pies bacznie mu się przygląda, choć widać było, że ta bzycząca maszyna nie do końca mu odpowiada. Ja w międzyczasie wychodzę na szczyt niewielkiego wzniesienia, przedzierając się przez niskie, ale wyjątkowo drapiące i kujące krzaczki. Po chwili dołączają do mnie Marek oraz psiak, robimy sobie pamiątkowe ujęcia z drona i schodzimy do auta. Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie to, że mój małżonek nie włączył GoPro i żadne z ujęć nie zostało uwiecznionych. Wściekły Marek uruchamia drona raz jeszcze i dopóki pozwala na to bateria, filmuje okolicę.

Półwysep Bodrum

Półwysep Bodrum

Półwysep Bodrum

Półwysep Bodrum

Opuszczamy Półwysep Bodrum jadąc jego północną stroną. Oboje zgodnie stwierdzamy, że ten rejon Turcji przywodzi na myśl Grecję. Białe domy, gęsta zabudowa, wakacyjna, luźna atmosfera. Do tego udało nam się tam namierzyć przynajmniej dwie, dzikie miejscówki, które idealnie nadawałyby się na camping (z czego zresztą parę osób korzystało).

W drodze powrotnej zatrzymujemy się na późny obiad w Millas, w restauracji, którą udało nam się wypatrzeć przy trasie. Nie jest to najbardziej wykwintny posiłek z możliwych, a dodatkowo nieco przeszkadza nam szum samochodów. Niemniej nie narzekamy. Do Kusadasi wracamy w środku nocy, między innymi dlatego, że przez chwilę stoimy w korku, który spowodowało kilka aut trąbiących i przeciskających się obok normalnie jadących samochodów.

A na koniec filmowe podsumowanie naszej jednodniowej wycieczki na Półwysep Bodrum. Jako  bonus oczywiście ujęcia z drona. Miłego oglądania!!

TAGI
Powiązane wpisy