Bałkany 2015 Turcja

Tureckie koty, czyli z życia bezdomniaka

on
17 września 2015

Chyba każdy, kto był w Turcji, zwrócił tam uwagę na: meczety, kobiety w chustach i…koty. Wiem, to zdanie brzmi trywialnie i oczywiście nie obrazuje pełnego kolorytu tureckiego krajobrazu, jednak te trzy jego elementy zauważa się dość szybko, po wjechaniu do jakiegokolwiek miasta czy miasteczka. Ja jednak w dzisiejszym wpisie skupię się na…kotach. I pewnie nikogo to nie zdziwi.

Turcy generalnie mają dość ambiwalentny stosunek do zwierząt. Wynika to przede wszystkim z ich religii – w islamie psy uważane są za nieczyste. Większość Turków nie wpada w zachwyt nad futrzastą kulką na czterech łapach, bez względu na to, jak bardzo jest urocza. Prędzej ominą szerokim łukiem lub przejdą na drugą stronę ulicy. Stąd też nie trzymają w domu zwierzaków, choć ci, którzy chcą uchodzić za “bardziej zeuropeizowanych” decydują się na zakup jakiegoś np. rasowego pieska. Prawda jest jednak taka, że znacząca większość narodu tureckiego traktuje mruczki i burki z dużą dozą dystansu, uważając za niebezpieczne i przenoszące zarazki.

W dużych miastach plącze się wiele bezpańskich kotów i psów. Te drugie widzieliśmy zachipowane, z tego co wiem są szczepione i sterylizowane/kastrowane i pozostają pod jako takim nadzorem. Koty natomiast wyglądają jak “bogowie ulicy”. Część z nich to potężne, upasione kocury, które nijak mają się z moim wyobrażeniem o biednych, zagłodzonych, tureckich kotkach. W wielu miejscach widzieliśmy bowiem miski z mlekiem, wodą lub suchą karmą wystawione na ulicach. Oznacza to, że jednak komuś się chce o nie dbać. Zarówno koty jak i psy spacerują np. pomiędzy Niebieskim Meczetem a Hagią Sofią, wspólnie z turystami jedzą obwarzanki lub chowają się w cieniu pojedynczych tam drzew. My trafialiśmy na wyjątkowo spokojne psiaki, które większość dnia przesypiały lub bez pośpiechu maszerowały wśród tłumu turystów. Koty są jednak nieco bardziej obrotne, bo plączą się w okolicy knajp z kebabami, z których o dziwo, co jakiś czas, dostają odpowiednie porcje mięcha. W sumie nie tak źle. Jednak życie bezdomniaka, zawsze pozostanie życiem bez domu, ciepłego kąta (choć ten akurat jest może mniej potrzebny ze względu na często upały nawiedzające Turcję) i człowieka, który podrapie za uchem. Z drugiej strony, czy tureckie zwierzaki mogą zatęsknić za czymś, czego nigdy nie doświadczyły?

Na dwóch campingach – w Dalyan i Goreme, gdzie mieliśmy okazję nocować, były zarówno psy i koty. Te drugie najchętniej właściciele spakowaliby nam do Kianki i wysłali w świat. Ja oczywiście chętnie bym je ze sobą zabrała, bo pokochałam je całym moim “sercem kociary”. Wiadomo jednak, że Marek jest mniej czuły na kocie wdzięki i moje roztkliwianie się na ich punkcie, w efekcie nie przywieźliśmy ze sobą tureckiego kotka. Za to, mamy całkiem pokaźną kolekcję kocich portretów, min i póz.

Zacznę od mojego ulubionego zdjęcia, które już na wyjeździe zatytułowałam: Kot sprzedający biżuterię. Natknęliśmy się na niego w nocy, w Kusadasi. Siedział sobie na nabrzeżu i pilnował stoiska z biżuterią. Po jego masie widać, że interes się dobrze kręci.

kot Kusadasi

Myszołap, bo takie imię otrzymał “mój kocur” z Goreme, był wyjątkowo wdzięcznym kompanem. Gdy wracaliśmy na camping, a ja tylko zaczynałam go wołać, wyłaniał się jak spod ziemi, donośnie mrucząc. Do tego lubił dotrzymywać nam towarzystwa, aczkolwiek Markowi dosłownie i w przenośni wchodził na głowę. Chętnie jadał bułkę z serem, popijając ją ajranem. Tu przy okazji na zdjęciu jestem z Książką w podróży, którą w styczniu zostawiłam w Skopje, w Macedonii, a z którą spotkałam się na campingu w Goreme, w Kapadocji!

Kot Goreme

kot Goreme

Myszołap miał brata. Ten jednak nie dorobił się imienia. Też lubił nam towarzyszyć, jednak był dużo bardziej zdystansowany od swego brata.

kot Goreme

Koty z Daylan to osobna opowieść, którą na pewno spiszę na blogu, natomiast w skrócie tylko powiem, że tamtejsze mruczki dały nam trochę popalić. Przede wszystkim zrobiły sobie z naszego namiotu plac zabaw, ku uciesze połowy campingu. Natomiast przygotowywanie śniadania wyglądało mniej więcej tak: wyciągnąć kota z serka do smarowania; wyrwać kotu kanapkę dla Marka i tak ją wygładzić, by wyglądała na “nieużywaną”; wyciągnąć kota z namiotu; innego kota wyciągnąć znów z opakowania po serze i ogolić pomidora, który w niewyjaśnionych okolicznościach stał się owłosiony (lub jak kto woli ofutrzony). Jak łatwo się domyślić – nie było nudno.

kot Daylan

Poniższe zdjęcie ustrzeliliśmy w Stambule. Strasznie je lubię, bo pokazuje, że Turcy jednak na swój sposób lubią zwierzaki, a towarzystwo kotów w niczym im nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, biorąc pod uwagę, że z lokalnymi mruczkami dzielą się…krzesłami.

koty Stambuł

Oczywiście najwięcej zdjęć kotów przywieźliśmy z samego Stambułu. Były wszędzie, gdzie byśmy nie poszli, ku mojej uciesze, a przy ogólnej irytacji Marka: “Przecież to tylko kot!! Czym ty się tak zachwycasz??” Pod tym kątem nigdy się nie zrozumiemy 😉

Koty Stambuł

Koty Stambuł

Koty Stambuł

Koty Stambuł

a4

Ten przystojniak doczekał się nieco bardziej rozbudowanej sesji zdjęciowej. Dołączył do nas, gdy Marek jadł w parku kebaba. Oczywiście wymusił na moim mężu podzielenie się mięsem i był w tym zakresie mocno przekonywujący.

Koty Stambuł

Koty Stambuł

Czujna mama i mniej czujny kociak, czyli takie obrazki też są w Turcji na porządku dziennym. Przynajmniej kociak nie krzyczał 24h/dobę przeciągłego “Anne!! Anne!!” (kto był w Turcji ten doskonale wie, jak irytujące są tamtejsze dzieci z tym swoim ciągłym, donośnym wrzeszczeniem mamo czyli anne właśnie).

Koty Stambuł

To zdjęcie również jest jednym z moich ulubionych z serii “tureckie koty”. Uchwycone gdzieś przy Meczecie Sulejmana.

Koty StambułW Efezie również trafiliśmy na kociaki. W otoczeniu ruin i niesamowitego krajobrazu prezentowały się naprawdę dumnie i dostojnie.

SONY DSC

a5

SONY DSC

SONY DSC

koty efez

W Sirince również spotkaliśmy koty, jednak te miały do nas wyjątkowy dystans. Nie chciały nawiązać bliższej relacji, patrząc na nas dość nieufnie.

SONY DSC

DSC02954

W Safranbolu również widzieliśmy sporo kotów. To tam stały miski z mlekiem, wodą, a także okazałe góry kociej, suchej karmy. Mruczki siadywały w kawiarenkach, na stołach, pomiędzy osobami pijącymi kawę. Były pełnoprawnymi uczestnikami miejskiego życia. Całkiem budujący widok.

kot Safranbolu

Oczywiście na większości zdjęć widać koty zdrowe, dorodne i posiadające całkiem pokaźny zapas tkanki tłuszczowej. Nie fotografowaliśmy jednak kotów chorych lub wyglądających na naprawdę zabiedzone. W ich przypadku mnie krajało się serce, a Marek chyba nie widział w nich nic godnego uwiecznienia (no chyba, że też było mu ich żal, ale tego nie okazywał). Kociarze w Turcji z jednej strony będą się czuli świetnie, w końcu otoczeni będą przez pokaźne rzesze mruczków. Z drugiej zaś strony ilość bezdomnych zwierząt w Turcji jest dołująca. Niby powstają pojedyncze schroniska, a Turcy nieco bardziej pochylają się nad losem bezdomniaków. Jednak ich zmiana nastawienia do zwierząt może być procesem bardzo powolnym, w szczególności, że w grę wchodzi religia i jej mniej lub bardziej przestrzegane zasady. Jeśli więc będziecie w Turcji, podrapcie kota za uchem. Na pewno odwdzięczy się donośnym mruczeniem.

TAGI
POWIĄZANE POSTY