Bałkany 2015/16 Bośnia i Hercegowina

Sylwester 2015/16 w Sarajewie – punkty widokowe, Vrelo Bosne, Tunel Spasa

-
3 lutego 2016

Ostatni dzień 2015 roku wita nas słońcem oraz błękitem nieba. Mgła i smog całkiem postanowiły odpuścić, co niezmiernie nas cieszy. Plan działania mamy dość napięty i kwaterę opuszczamy dość wcześnie. W pierwszej kolejności chcemy odwiedzić dwa punkty widokowe, skąd można podziwiać zarówno samo Sarajewo, jak i jego okolice. Wraz z Karolą i Przemasem mkniemy Skodą w stronę ulicy Zmajevac, gdzie znajduje się widokowa kawiarnia, skąd pięknie widać dolinę, miasto oraz górujący nad nim Trebevic. Zatrzymujemy się tam na chwilę, by zrobić zdjęcia oraz w spokoju pokontemplować miejską i górską panoramę. Oprócz nas kręci się tam kilka osób, które podobnie, jak i my, biegają z aparatami na prawo i lewo. Obok pobliskiego cmentarza siedzą natomiast psiaki, które widzieliśmy tam z Markiem również rok wcześniej.

Zmajevac

Kolejnym punktem zwiedzania jest Hum Brdo – charakterystyczne wzgórze, na szczycie którego znajduje się wieża telewizyjna. W trakcie okupacji uległa zniszczeniu i choć nie w pełni została odbudowana, to wciąż funkcjonuje. Dojazd do niej nie należy do najprostszych – należy pokonać gąszcz wąskich i momentami strasznie stromych uliczek. W głębi duszy cieszymy się, że nie leży tam śnieg, bo chyba musielibyśmy wpychać Skodę na samą górę. Teoretycznie pod wieżę nie można podjechać, bo tak informują znaki przy ostatnich domach na drodze do niej. My posłusznie zostawiamy auto w tej okolicy i do wieży udajemy się pieszo. Teren jest tam dość mocno porośnięty krzakami, co w szczególności latem może przysłonić nam jakiekolwiek widoki. Po drodze mijamy mały punkt widokowy, będący wypłaszczeniem terenem, trochę odkrzaczonym, ale za to strasznie zaśmieconym. Widać stamtąd w szczególności teren na zachód od Sarajewa oraz okoliczne góry. Spod samej wieży nie należy liczyć na rozległą panoramę miasta, gdyż wszystko przesłaniają mniejsze i większe krzaki. Marek próbuje polatać dronem, ale ten zaczyna przysparzać coraz więcej kłopotów – traci łączność z pilotem i nie da się nim sterować. W tym czasie, na górę wjeżdża auto na szwajcarskich blachach. Cóż, niektórzy mają w głębokim poważaniu jakiekolwiek zakazy.

W drodze na Hum Brdo

Hum Brdo

Nieliczne miejsce w okolicach Hum Brdo, z którego widać nieco więcej

Hum Brdo

Wieża na Hum Brdo

Hum Brdo

Po pobycie na Hum Brdo, kierujemy się w stronę Ilidzy oraz parku Vrelo Bosne, czyli źródeł rzeki Bosny. Abid mocno polecał nam to miejsce, a ze zdjęć wynikało, że jest tam bardzo urokliwie. Do Vrelo Bosne podjeżdżamy od strony drogi M17. Za 4KM zostawiamy auto na parkingu, a także płacimy za bilety wstępu do samego parku. Warto w tym miejscu dodać, że gdybyśmy weszli od strony Velikej Alei, to nic byśmy nie zapłacili. Ale od początku. Vrelo Bosne jest pomnikiem przyrody, znajdującym się na południowych zboczach masywu Igman, na wysokości 560m n.pm.m. To właśnie stąd wybija rzeka Bosna, od której wzięła się nazwa całej krainy. Na teren parku składają się, oprócz samej rzeki, niewielkie jeziorka z krystalicznie czystą wodą, po której pływają łabędzie i kaczki; alejki, ławeczki, tablice informacyjne oraz kawiarnie. Przez wieki miejsce to przyciągało mieszkańców Sarajewa, ale również turystów, którzy zauroczeni byli jego pięknem.

Vrelo Bosne

Vrelo Bosne

Vrelo Bosne

Niewątpliwie Vrelo Bosne nam się spodobało, mimo tego, że zimą, po godzinie 13 cały teren był zacieniony i panował tam wyjątkowo nieznośny chłód, który potęgowała jeszcze płynąca tam woda. Tuż obok Vrelo Bosne znajduje się inna znana i popularna atrakcja turystyczna. Velika Aleja, bo o nią chodzi, ma 3.5km długości, zaczyna się w rejonie basenów termalnych na Ilidzy, a kończy się przy Vrelo Bosne. Od ponad 100 lat, nieprzerwanie, jeżdżą nią powozy zaprzęgnięte w konie. Wzdłuż niej podziwiać można wiekowe, ogromne platany i kasztanowce. Przy Velikiej Alei stoją również reprezentatywne i okazałe wille, które zbudowano w okresie austro-węgierskim. Zarówno aleja, jak i Vrelo Bosne są idealną, spacerową destynacją. Podobno najpiękniej jest tam na wiosnę.

Velika Aleja

Velika Aleja

Panujące jednak pod koniec grudnia zimno dość szybko przepędza nas stamtąd. Do tego czas nas goni, gdyż umówieni byliśmy jeszcze z Abidem oraz mieliśmy w planach zwiedzić Tunel Spasa. Jedziemy zatem na ulicę Tuneli, a parkujemy pod domem Abida. Ten akurat dyskutuje ze sporą grupą, jak się okazuje Słoweńców. Na mój widok, od razu zaczyna mnie przepraszać za zniszczenie okularów, które musiałam zacząć sklejać na power tape. Ja oczywiście usiłuję go przekonać, że tak naprawdę to nic wielkiego i nie musi mieć wyrzutów sumienia. Opuszczamy na chwilę Abida i udajemy się na zwiedzanie Tunelu.

Tunel Spasa, zwany też Tunelem Nadziei, powstał w 1993 roku i był jedynym połączeniem oblężonego Sarajewa ze strefą wolną od działań Serbów. Jego budowa trwała sześć miesięcy i została ukończona 30 czerwca 1993 roku. Miał ok. 800 metrów długości i średnio ok.1.5 metra wysokości. Jeden koniec tunelu miał swój początek w Butmirze, na podwórku domu rodziny Kolara (tam teraz znajduje się Muzeum Tunelu), natomiast drugi koniec znajdował się za sarajewskim lotniskiem, w dzielnic Dobrinija. Jego ukończenie pozwoliło na wymianę dóbr z oblężonym miastem, a także dostarczenie mu broni. Oprócz tego transportowano nim rannych. Początkowo wszystko przenoszone było ręcznie, lecz z biegiem czasu zainstalowano w tunelu wagoniki, które znacząco ułatwiły i usprawniły cały proces. Według różnych statystyk, w ciągu jednego dnia przechodziło nim ok. 4000 ludzi oraz przewożone było 30 ton materiałów. Pokonanie całego tunelu zajmowało 45 minut i nie należało do najprzyjemniejszych – było tam duszno, a stojąca w jego wnętrzu woda mogła sięgać do kolan.

Tunel Spasa

Tunel Spasa

Jak wygląda zwiedzanie Muzeum Tunelu? Przede wszystkim należy wykupić bilet, w cenie 10KM dorośli, 5KM dzieci. W pierwszej kolejności ogląda się ok. 20minutowy film na temat historii oblężenia i budowy samego tunelu. Po tym, można się udać do jego wnętrza. Obecnie dla turystów udostępniony jest jedynie jego 20metrowy fragment. Istnieją plany, by w przyszłości otworzyć dla zwiedzających całość tunelu. Na muzeum składa się również kilka małych pomieszczeń, w których zebrano pamiątki z czasów, gdy tunel funkcjonował. Z Markiem zaskoczyła nas nieco informacja o tym, jak mobilizowano ludzi do brania udziału w jego tworzeniu. Otóż organizowano zawody w…kopaniu tunelu. Jak widać pomysł się sprawdził, bo tunel powstał, działał i pomógł nie jednej osobie.

Po zwiedzaniu Muzeum Tunelu idziemy do Abida, który urzęduje w swoim sklepiku. Rakija time! To chyba nie powinno nikogo zdziwić. Bo jak tu odwiedzić Abida i nie napić się z nim raki? Usadza nas na plastikowych krzesełkach, rozlewa trunek, a sam idzie polować na turystów. Money is coming! – stwierdza na widok osób wychodzących z Muzeum Tunelu. Sporo frajdy dostarcza nam obserwowanie Abida w roli sprzedawcy. Sztukę perswazji opanowaną ma do perfekcji, a zresztą, kto poznał Abida, ten wie, że jego lubi się od pierwszego wrażenia. Oczywiście należy mieć dystans do jego, jak to sam mawia, czarnego, bośniackiego poczucia humoru. Kiedy Abid odrywa się od kolejnych klientów, pytamy się go, czy zna w okolicy jakąś dobrą restaurację. Oczywiście, na Ilidzy, obok sklepu mięsnego, jest bardzo dobra knajpka. Dla Ciebie Ola jest tam pohovani sir, a dla reszty świetne mięso. No i mają tam niskie ceny. Po chwili pokazał nam na mapie, jak tam dojechać, ponieważ zaczęliśmy się obawiać, że nie trafimy tam, jeśli restauracja wygląda podobnie jak ta, do której zajechaliśmy w drodze powrotnej z Lukomiru do Sarajewa. Kiedy przychodzi czas rozstania, Abid wyciąga spod stołu dwie flaszki raki i wręcza je nam, jako prezent. Chcemy mu za nie zapłacić, ale ten kategorycznie odmawia przyjęcia od nas jakichkolwiek pieniędzy. Trzecią butelkę otrzymujemy dla Zuzy i Piotra (PS. Jeszcze jej nie wypiliśmy i cały czas jest u nas!). Nie będę mówił, że się z Wami żegnam. Nie będę mówił do widzenia. Powiem – do zobaczenia, bo na pewno kiedyś się jeszcze zobaczymy. A zatem – do zobaczenia Abid!

W sklepiku Abida

Z Abidem Jasarem w jego sklepiku obok Tunelu Spasa

Restaurację AEMS poleconą przez Abida znajdujemy przez najmniejszego problemu. Faktycznie znajduje się ona na tyłach sklepu mięsnego, lecz jest to bardzo elegancki i przyjemny lokal. Zamawiamy dania – ja pohovani sir, Marek hadzicki kebab, Karola – plejskavicę, a Przemas cevapcici. Dania otrzymujemy w jakimś wyjątkowo ekspresowym tempie. Wszystko wygląda i smakuje wyśmienicie, a do tego porcje są spore. Najedzeni wracamy do centrum Sarajewa, by przyszykować się na sylwestrową noc.

Smakowite dania Restauracji AEMS

restauracja AEMS

restauracja AEMS

restauracja AEMS

Koło 20 na naszą kwaterę wpadają Karola z Przemasem. Zaczynamy testować Abidową rakiję i odkrywamy, że jest dużo bardziej mocna od tej, którą piliśmy z nim w sklepie oraz podczas wycieczki do Lukomiru. W międzyczasie do naszego pokoju wpadają sąsiedzi z naprzeciwka. Może macie ochotę się z nami napić? Po chwili całą ekipą przenosimy się do ich pokoju. Oboje są z Czarnogóry. Dlaczego spędzamy sylwestra w Sarajewie? Wiecie, to nie jest tak daleko od nas, ale na tyle daleko by nie spotkać żadnych znajomych. Pada oczywiście pytanie, czy byliśmy kiedykolwiek w Czarnogórze. Z zapałem zaczynam wymieniać wszystkie, odwiedzone przez nas miejsca. A byliście w Cetinje? Odpowiadam, że owszem, ale tylko przejazdem, gdyż lał deszcz. Widzicie, Cetinje to chyba najbardziej deszczowe miasto w Europie. Tam praktycznie zawsze pada. Rozmowa schodzi na temat telewizyjnego sylwestra, który leci sobie w tle. Emitowany był koncert, w którym jak się okazało, uczestniczył największe gwiazdy bałkańskiej sceny muzycznej. Wszyscy, jak jeden mąż lub żona śpiewali ludowe pieśni. U nas 90% muzyki jest właśnie taka. Dla nas to część naszej kultury, która może być nieco dziwna. My jednak lubimy słuchać takich szlagierów. Dodam, że Czarnogórcy byli albo w naszym wieku, albo nieco młodsi. Oczywiście w międzyczasie pada pytanie o to, czym się zajmujemy. Kiedy stwierdzam, że m.in. prowadzę bałkańskiego bloga, Czarnogórzec pyta się swojej dziewczyny, czym jest blog. Nie przejmuje się nim, to prosty chłopak z Czarnogóry. On w życiu żadnego bloga nie przeczytał. Ich dalszy plan na sylwestra był następujący – znaleźć knajpę grającą muzykę ludową. My natomiast przed północą udajemy się na Żółtą Twierdzę, by z niej podziwiać pokaz fajerwerków. Gdy tam docieramy, tłumu raczej nie stwierdzamy, ot kilka niewielkich grupek, tłoczących się w pobliżu murów. Koło północy Bośniacy odliczają od 10 do 0,  a po chwili my powtarzamy ten rytuał, tyle że po polsku. Otwieramy szampana, którego jako jedyni przywlekliśmy na górę. Co do fajerwerków, to może dobrze, że nie było ich zbyt wiele wystrzelonych w powietrze. Szczerze mówiąc ich dźwięk robił dość przerażające wrażenie w mieście, w którym wszędzie widać ślady po kulach, a huk wystrzałów nie tak dawno temu nie wróżył nic dobrego.

Sylwestrowy zestaw drinkowy

Sylwester

O północy…

Sylwester

a11

Z Żółtej Twierdzy schodzimy na Bascarsiję, gdzie choć nie ma zbyt wiele osób, swoiste oblężenie przeżywają kebaby. Wszyscy, oprócz mnie, inaugurują nowy rok tą jakże wykwintną potrawą. W sumie o 1 w nocy jesteśmy już w łóżkach. Cały, intensywny dzień zwiedzania dał się we znaki. Prawda jest jednak taka, że nie ważne, jak długo imprezuje się w sylwestra, ale istotne jest to z kim i gdzie. W przypadku moim i Marka, drugi raz z rzędu wchodziliśmy w nowy rok na ukochanych Bałkanach. Dlatego wierzymy, że 2016 będzie równie udany, jak 2015!

TAGI
Powiązane wpisy