Świętokrzyskie takie cudne!

Świętokrzyska sesja poślubna

-
21 października 2015

Nasza sesja poślubna odbyła się dopiero w drugiej połowie września, a dokładniej 20 września, czyli równo trzy miesiące po samym ślubie. Generalnie ciężko było nam zgrać terminy z naszymi fotografami, bo albo my byliśmy w rozjazdach, albo oni. Niemniej udało się w końcu spotkać i to nie byle gdzie, bo na świętokrzyskiej ziemi. Od początku mieliśmy kilka konkretnych pomysłów, gdzie chcielibyśmy zrobić zdjęcia. Wybór padł na trzy miejsca: Telegraf, Gruszczyn oraz ukochaną od paru lat Miedziankę. Prognozy na sesyjną niedzielę były mało optymistyczne: deszcz, szaro i zimno. O ile ostatni element prognozy się sprawdził, o tyle cała reszta na szczęście nie. Mieliśmy słońce, które zafundowało nam później przepiękny zachód.

Zaczęliśmy od rowerowej sesji na Telegrafie. Chcieliśmy połączyć rowerową, downhillową pasję Marka z moim ogólnym zamiłowaniem do gór. Efekt? Pan młody na rowerze, panna młoda w sportowych butach. Do tego Telegraf i jego nieco mroczny las, a także piękne widoki ze szczytu na Kielce i okolice. Czego chcieć więcej? No dobra, może nieco wyższych gór dookoła, ale narzekać na nasze, świętokrzyskie pagórki nie będę. Są urocze! Przy okazji pierwszy raz w życiu jechałam wyciągiem na Telegraf. Do tej pory nie miałam takiej potrzeby, gdyż treking na szczyt wzniesienia zajmuje mi 6 minut. Uznałam jednak, że maszerowanie na górę w sukni może być zbyt uciążliwe i czasochłonne.

Ola i Marek_plener-3

Ola i Marek_plener-8

Ola i Marek_plener-14

Ola i Marek_plener-36

Ola i Marek_plener-38

Ola i Marek_plener-62

Viva została pożyczona do tego zdjęcia od…wyciągowego. Wychodzi na to, że panowie również sięgają po tego typu prasę (nie to, żebym np. jako baba po nią sięgała, ale do zdjęcia “mogłam się poświęcić”).

Ola i Marek_plener-69

Z Telegrafu udaliśmy się do Gruszczyna. Miejscowość ta jest naszym niedawnym odkryciem w regionie. Znajdują się tam ruiny kościoła, który później przekształcony został na zbór ariański. Ruiny od razu wydały nam się idealnym miejscem na sesję poślubną.

Ola i Marek_plener-79

Zdjęcie z Kianką było obowiązkowe. Na szczęście PhotoShop w jej przypadku (w naszym na pewno też, bo nie zawsze wychodzimy na zdjęciach tak, jakbyśmy tego chcieli) się przydał, bo nie zdążyliśmy jej umyć.

Ola i Marek_plener-73

Jednak największym, fotograficznym hitem okazała się Miedzianka. Wiedziałam od dawna, że zachód słońca wygląda stamtąd wprost bajkowo. Aura pogodowa nas nie zawiodła i było pięknie. Z jednym ale. Było okropnie zimno, co w szczególności odczułam, mając na sobie niezbyt chroniącą przed niskimi temperaturami suknię.

Ola i Marek_plener-93

Ola i Marek_plener-107

Ola i Marek_plener-104

Ola i Marek_plener-96

W trakcie sesji nie tylko kręciliśmy się po Województwie Świętokrzyskim, ale przede wszystkim świetnie się bawiliśmy. Brzuch dość często bolał nas od śmiechu, dzięki czemu ze zdjęć bije naturalność i optymizm 😉

A tak wyglądały kulisy samej sesji. Z racji tego, że nie mieliśmy żadnego “zaplecza”, Marek musiał przebierać się z galowego garnituru w rowerowy w lesie (inna sprawa, że rowerowy garnitur Marka dość szybko został określony “lookiem grabarza” i zgodnie z fotografami doszłam do wniosku, że brakuje do szczęścia tylko łopaty).

Ola i Marek_plener-22

Wspólnie z suknią zajmowałyśmy się sprzątaniem lasu i sporą część czasu spędzałam wyciągając z warstw materiału większe lub mniejsze gałęzie. Generalnie ślubna kiecka dość mocno ucierpiała (czyt. podarła się) w trakcie sesji. No cóż, ale czego się nie robi dla dobrych zdjęć?

Ola i Marek_plener-23

Ola i Marek_plener-95

Serdecznie dziękujemy Nastii i Grześkowi z Bitasmietana.com – jesteście niezastąpieni 🙂 Co tu dużo pisać – świetnie się z Wami współpracowało, a efekt końcowy wszystkich sesji przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania.

Zapisz

Zapisz

TAGI
Powiązane wpisy