Bałkany 2016 Summer Trip

Sierpniowe Bałkany – bilans, podsumowanie i pierwsze wrażenia

-
28 sierpnia 2016

Zaczynanie relacji z jakiegoś wyjazdu od podsumowania nie jest może zbyt powszechną praktyką, ale postanowiliśmy zebrać trochę wyjazdowych statystyk, doświadczeń i przemyśleń, zanim zabierzemy Was w kolejną podróż. Sierpniowe Bałkany? Zacznijmy od początku, czyli jak to wszystko się zaczęło.

Plany planami…

Generalnie zakładaliśmy, że wzorem wyjazdu do Chorwacji, teraz też zabierzemy ze sobą rowery, dzięki którym jeszcze lepiej poznamy Bośnię i Hercegowinę oraz Albanię. Bo tak naprawdę chcieliśmy skupić się na tych dwóch krajach, z naciskiem na Albanię, która jest blogowym hitem. Większość z Was zagląda do nas głównie po wpisy właśnie z tego państwa. Na drugim miejscu pod kątem Waszego zainteresowania jest Bośnia i Hercegowina. Stąd też planowaliśmy zebrać materiały w tych dwóch krajach, pojeździć sobie na rowerach i ogólnie odpocząć, bez ciągłego przemieszczania się autem. Jednak na dosłownie 2-3 tygodnie przed wyjazdem otrzymałam propozycję zrealizowania pewnego dużego projektu, który na ten moment musi być owiany mgiełką tajemnicy. W każdym razie musieliśmy zweryfikować nasze plany i tak wszystko ogarnąć, by w ciągu trzech tygodni odwiedzić Bośnię i Hercegowinę, Czarnogórę, Albanię, Macedonię i Kosowo. Roadtrip jak się patrzy. W napięty grafik musieliśmy wpleść też choć chwilę odpoczynku oraz realizację naszych własnych planów, jak chociażby dojazd do Theth.

Jak widać humory dopisywały

Albania

Sierpniowe Bałkany w skrócie

Oczywiście zawsze po powrocie pada pytanie, czy wyjazd był udany. Jeśli oglądaliście nasze pocztówki z wakacji, to odpowiedź wydaje się dość oczywista. Było wspaniale. Odwiedziliśmy wiele miejsc, które do tej pory pomijaliśmy w trakcie naszych podróży. Były to m.in. wschód Macedonii oraz Kosowo – największe, pozytywne, jak i momentami negatywne zaskoczenie naszego wyjazdu. Mogliśmy się przekonać, co zmieniło się w Albanii od naszej ostatniej wizyty w styczniu 2015. Zabraliśmy Kiankę do Lukomiru, bo po zimie była obrażona na nas, że nie dostąpiła tego przywileju. Zaliczyliśmy kilkanaście “offroadów”, czyli jazdy drogami, którymi oprócz nas chyba nikt ostatnio nie jeździł. Kianka okazała swoją dezaprobatę raz, a porządnie. Wszystko za sprawą potwornej przetwornicy made in China, która spaliła nam bezpiecznik od radia i zapalniczki. W ten sposób zostaliśmy pozbawieni dostępu do prądu i zmusiło nas to do korzystania z większych ilości płatnych noclegów, co znów nadszarpnęło nasz wyjazdowy budżet. Dopiero po dwóch dniach, szef Marka (dzięki Kuba!) oświecił nas, że spalonego bezpiecznika szukaliśmy nie w tym miejscu, co potrzeba, w efekcie znów mieliśmy prąd, ale nie mieliśmy przetwornicy. A jej kupno na Bałkanach okazało się być misją niemożliwą. Z nieco milszych rzeczy, to na naszej drodze spotkaliśmy kilka osób, które znają nas z bloga, co było super pozytywnym zaskoczeniem.

Kosowo

W trakcie wyjazdu odwiedziliśmy góry, kilka ośrodków narciarskich, jeziora, rzeki, morza, miasta, rezerwaty przyrody, stanowiska archeologiczne (w większości absolutne niewypały). Jednym słowem: pełen przekrój tematyczny. Zaliczyliśmy kilka genialnych, dzikich noclegów. Zjedliśmy ogromną ilość burków. Wypiliśmy spore ilości piwa (głównie Marek) i wina (głównie ruda). O hektolitrach innych, bezalkoholowych napojów wspominać ze szczegółami nie będę. Udało nam się przegrzać, jak i zmarznąć.

A tak tworzyły się pocztówki z wakacji. Choć szczerze mówiąc większość z nich powstała w aucie lub na kamieniu, z którego akurat był zasięg naszego albańskiego operatora. Chyba nie mogłabym zostać “cyfrowym nomadem”.

Sierpniowe Bałkany

A tak powstawało większość wpisów, które już niedługo zaczną się pojawiać na blogu.

Bałkany według Rudej

Wyjazdowe statystyki

Ilość przejechanych kilometrów: 6220 km

Ilość zwiedzonych krajów: 5

Noclegi na dziko: 10

Noclegi płatne: 13

Bilans strat

Zgubiona jedna czapka (ruda)

Rozwalona para japonek (Marek)

Spalony bezpiecznik w aucie i spalona przetwornica. Mnóstwo nerwów.

Jeden stłuczony smartfon (Marek) i to jeszcze ostatniego dnia na Bałkanach, w Tuzli, na basenach Pannonika.

Bilans zysków

Niewątpliwie zyskaliśmy jeszcze większą pewność, że to, co robimy ma sens. Chodzi oczywiście o prowadzenie bloga. Nie tylko osoby, które spotkaliśmy na trasie, ale również wielu z Was, którzy do nas napisali potwierdzili, że nasze wpisy, rady i wiedza, przydały się podczas planowania samodzielnych wypadów na Półwysep Bałkański. Zyskaliśmy też nowe znajomości w różnych krajach. Odwiedziliśmy wiele miejsc, do których pewnie jeszcze wrócimy, gdyż pozostał spory niedosyt. Dodatkowo nasza wiedza i świadomość Bałkanów jeszcze bardziej się poszerzyła. Uzależnienie od tego regionu stało się jeszcze mocniejsze, ale przyjmijmy, że w tym wypadku uzależnienie ma kontekst pozytywny.

Co przed nami i Wami?

Przed nami dużo pracy nad wpisami, zdjęciami i filmami, które mamy nadzieję zainspirują Was do pierwszej podróży na Bałkany lub do kolejnych odwiedzin. Bo jak się okazuje, region ten jest niewyczerpanym źródłem inspiracji. Wpisy będą szły chronologicznie, czyli zaczniemy od Bośni i Hercegowiny, później będzie Czarnogóra, Albania, Macedonia, Kosowo i znów na chwilę zajrzymy do Bośni i Hercegowiny. Pomiędzy relacją pojawią się wpisy praktyczne oraz nasze, luźne przemyślenia na temat odwiedzanych miejsc. Sądzę, że do wiosny będziemy mieli co robi, a Wy co czytać.

A na koniec…

Mała, filmowa zapowiedź. Wyjazdowy trailer, który da Wam przedsmak tego, co czeka Was już w najbliższym czasie. Będzie widokowo, będą ujęcia z drona, ujęcia z wody i klasyczne z ziemi. Będzie się działo i na pewno nie będzie nudno. Mamy nadzieję, że będziecie śledzić kolejne wpisy i dzielić się Waszymi wrażeniami!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

TAGI
Powiązane wpisy