Nie straszcie nas Kosowem!

Kosowo nie kojarzy się dobrze. Wojna, konflikt na tle etnicznym, bieda, dziurawe drogi, szaleni kierowcy – te skojarzenia najczęściej pojawiają się, gdy ktoś w towarzystwie podejmuje się rozmowy na temat tego kraju. No właśnie – część osób i państw w ogóle nie uznaje niepodległości Kosowa, w tym m.in. Rumunia czy Słowacja, więc jego status na arenie międzynarodowej też nie jest najlepszy. W efekcie wokół tego zakątka Bałkanów narosło jeszcze więcej mitów i legend oraz kontrowersji, niż na temat Albanii, która to jednak jest coraz bardziej przez masową turystykę odczarowywana. A zatem jak to jest z tym Kosowem? Bać się go, czy też nie?

Kosowo

MSZ odradza ale nie ostrzega przed Kosowem

Zacznijmy od tego, co na temat Republiki Kosowa ma do powiedzenia nasze rodzime MSZ. Od samego czytania informacji na portalu Polak za Granicą może rozboleć brzuch, głowa i naprawdę człowiekowi zaczyna się odechciewać jechać do tego bałkańskiego kraju. Oto, co tam znajdziemy:

Z powodu niestabilnej sytuacji w Kosowie nie zaleca się podróżowania do tego kraju. W przypadku konieczności udania się tam, bezwzględnie należy unikać wyjazdów w ogarnięte konfliktem północne rejony kraju (w praktyce – leżące na północ od stolicy kraju – Prisztiny). Zagrożenie przestępczością pospolitą w Kosowie jest wysokie. Należy zachować szczególną ostrożność podczas postojów na małych, niestrzeżonych parkingach przydrożnych, a w nocy w ogóle się na nich nie zatrzymywać. Korupcja w Kosowie jest bardzo wysoka. Nierzadko też mieszkańcy Kosowa upatrują w spotkaniu z cudzoziemcem szansy na uzyskanie dodatkowego dochodu. Należy unikać moteli i tanich hoteli usytuowanych zwykle na obrzeżach miast, z racji tego, iż mogą wystąpić tam zagrożenia takie jak, np.: kradzieże, zakłócanie ciszy nocnej, nagabywanie (szczególnie młodych kobiet), handel narkotykami, nielegalny hazard, prostytucja.

Generalnie konieczność udania się do Kosowa ma coraz więcej turystów. Tłumy, jakie widzieliśmy w Prizren, świadczyły tylko o tym, że ten bałkański kierunek podróży staje się coraz bardziej popularny. Ale Prizren to perełka i to na dodatek na południu kraju, a MSZ ostrzega przed terenami na północy. Prawda jest taka, że to właśnie na północy spędziliśmy najwięcej czasu. Byliśmy w Kosowskiej Mitrovicy, którą odradza każdy przewodnik i ileś miejsc w sieci. Spaliśmy nad jeziorem Gazivoda na pograniczu z Serbią. Jechaliśmy przez jakieś odludzie, drogą bez nawierzchni do Istogu i Peću (Peje), gdzie nawet zatrzymała nas policja, dziwiąc się chyba, co my tam do cholery robimy. Byliśmy w górach Prokletije w ramach odwiedzin w Rugovskiej Klisurze. I muszę przyznać, że to właśnie północ była ciekawsza i bardziej różnorodna. Czy czuliśmy się tam zagrożeni? Chyba tylko przez hordy komarów, które chciały nas zjeść nad jeziorem. Niemniej po lekturze portalu Polak za Granicą naprawdę można odnieść wrażenie, że Kosowo to jakiś dziki kraj, gdzie ciągle trwa wojna, a jak nie wojna to zamieszki 24/7. Jasne, spotyka się w Kosowie żołnierzy KFOR, np. jak robią sobie zdjęcia na jakimś punkcie widokowym. Od czasu do czasu zapewne muszą interweniować, ale ich główna rola sprowadza się teraz do samej obecności i czuwania.

Kosowo

No dobrze, a czy widać w tym kraju jakiekolwiek ślady po niedawnym konflikcie zbrojnym? A gdzie tam! O ile po wjechaniu do Bośni i Hercegowiny człowiek czuje się, jakby czetnicy właśnie przed chwilą przypuścili ostrzał mijanych wiosek, o tyle w Kosowie nie zobaczy się żadnego budynku ze śladami po kulach czy po bombardowaniu. Naprawdę ich wypatrywaliśmy. Owszem, zobaczyliśmy parę zrujnowanych domów, ale podobne widywaliśmy też w Polsce, więc to o niczym nie świadczy. Kosowo wygląda dużo lepiej niż Bośnia i Hercegowina i w nim nie widać biedy. A przejeżdżaliśmy przez naprawdę niewielkie wioseczki, położone gdzieś w górach. Domy były tam wyremontowane i ich stan świadczył raczej o względnym dobrobycie, a nie o skrajnym ubóstwie. Jasne, w Kosowie spotyka się żebrzących ludzi. Tyle, że oni wcale nie wyglądali, jakby nie mieli, co jeść i na siebie włożyć. Żebrali, bo ludzie dawali im pieniądze. Miejscem, gdzie rzeczywiście było widać dysproporcję między bogatszymi a nieco biedniejszymi, była Kosowska Mitrovica. Południowa dzielnica zajmowana przez Albańczyków była remontowana ze środków Unii Europejskiej, bardziej nowoczesna, tętniąca życiem. Natomiast dzielnica północna, zajmowana przez Serbów, była niedofinansowana. Tu nikt im nie daje środków, by wybudować centrum handlowe czy nowy deptak. Jest nieco biedniej, ale domy są schludne, ogródki zadbane. Znów nie ma mowy o skrajnym ubóstwie. Bo jego albo w Kosowie nie ma, albo się skrzętnie ukrywa. Co więcej, w Kosowie jest dużo drożej niż w Bośni i Hercegowinie czy w Czarnogórze, w której również obowiązuje euro. Tyczy się to zarówno noclegów (chyba najdroższe na Bałkanach), jak i jedzenia (ale przynajmniej wino mają tanie). A człowiekowi mogłoby się wydawać, że w Kosowie ceny powinny być niskie, skoro to “taki ubogi kraj”.

Ach te straszne drogi

Temat dróg na Bałkanach jest naszym ulubionym. Ludzie uwielbiają je demonizować, wyolbrzymiać ich tragiczny stan, tworzyć bajki na ich temat i narzekać ile wlezie. O drogach w Kosowie naczytaliśmy się co niemiara. Również MSZ o nich wspomina:

Poruszanie się po drogach Kosowa, wymaga dużej uwagi i koncentracji ze względu na realnie występujące zagrożenia, jak np.: nieprzewidywalne i niebezpieczne zachowania innych kierowców, zły stan nawierzchni, brak oznakowania dróg, słabo lub nieoświetlone pojazdy, itp. Kontrole policji drogowej są bardzo częste, dlatego nie należy przekraczać dozwolonej prędkości. Drogi są wąskie i zatłoczone. W górach nierzadko można narazić się na poważne uszkodzenie samochodu z powodu leżących na drodze kawałków skał, odpadających z niezabezpieczonych zboczy górskich. Należy zwracać uwagę na leżące na jezdni przedmioty (nierzadko wyrzucane z jadących samochodów) oraz zwierzęta.

Cóż… od pierwszych minut jazdy przez Kosowo szukaliśmy tych wielkich dziur, czekaliśmy na nieprzewidywalne i niebezpieczne zachowania kierowców, na ten brak oznakowań. I co? Nie doczekaliśmy się. Drogi w Kosowie są momentami lepsze niż w Albanii czy na wschodzie Macedonii. Kierowcy nie jeżdżą ani lepiej, ani gorzej od swoich bałkańskich sąsiadów. Ba! W Kosowie nie widzieliśmy ani jednego wypadku czy stłuczki. Natomiast podczas powrotu do domu, już na terenie Polski, podczas jechania trasą katowicką od Żywca do Warszawy minęliśmy przynajmniej 10 poważnych wypadków, gdzie musiała interweniować straż pożarna i pogotowie. A podobno mamy lepsze drogi i teoretycznie nasi kierowcy jeżdżą bezpieczniej. No chyba jedna nie.

Kosowo droga

I co z tego wynika?

Nie chcielibyśmy, aby ktoś odniósł wrażenie, że jesteśmy zawiedzeni, że nie zobaczyliśmy biedy czy dziurawych dróg. Po prostu jesteśmy pod dużym wrażeniem Kosowa, jako kraju bałkańskiego. Jesteśmy też pozytywnie zaskoczeni. Owszem, panuje tam podobna, nieco chaotyczna atmosfera, jak na całym Półwyspie, ale w tym jego urok. Natomiast dzięki sporym funduszom z Unii Europejskiej czy Turcji, Kosowo całkiem dobrze się rozwija, drogi czy zabytki są remontowane, ślady po wojnie znikają. Maleje również liczba żołnierzy KFOR, którzy nadal, w szczególności na północy, wciąż są widoczni. Dziwi zatem, że portal prowadzony przez MSZ opisuje ten kraj w taki, a nie inny sposób. Niestety, jako informator, z którego korzystają ludzie wyjeżdżający poza granice Polski, powinien być częściej aktualizowany, dzięki czemu nie pogłębiałby błędnego przekonania o niektórych miejscach na świecie. Bo ludzie nadal się Kosowa obawiają, wciąż uważają, że źle się w nim dzieje i należy je omijać szerokim łukiem. My ten kraj  do tej pory omijaliśmy, bo szkoda nam było 30 euro na ubezpieczenie auta. Ale gdy w tym roku okazało się, że kosztuje ono “tylko” 15 euro, stwierdziliśmy, że jedziemy. Ale ani wcześniej, ani teraz Kosowa się nie baliśmy. Natomiast byliśmy go ciekawi i nasza ciekawość została w tym roku zaspokojona. Co więcej, na pewno tam jeszcze wrócimy. I Was też zachęcamy do odwiedzin w Kosowie. Nie obawiajcie się tego kraju, bo jeśli odpowiada Wam klimat i atmosfera Macedonii czy Albanii, to tam tym bardziej Wam się spodoba.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zobacz również

25 odpowiedzi

    1. Przy Kosowym Polu nas nie było, ale np. przy Peću, przy Patriarchacie owszem, była strażnica, ale nikt w niej nie przebywał. A w teorii było to miejsce zawsze mocno chronione.

    2. Przy wieży bitwy na Kosowym Polu porządku pilnuje kosowska policja. Podobnie jak np. przy monastyrze serbskim w Prizrenie. Natomiast już dwa lata temu wiele cerkwi pilnowanych nie było przez nikogo, a więc sytuacja zdecydowanie się poprawiła. Ba, widziałem Serbów odwiedzających te miejsca i żyli…

      Inną, znacznie gorszą obecnie sprawą, jest przyspieszona islamizacja mieszkańców Kosowa – szacuje się iż już 1/3 meczetów przejęta została przez salafitów, setki Kosowian walczą w szeregach IS, a choćby zakrytych kobiet widać więcej niż w samej Albanii. Na razie jest to nadal przyjazny kraj dla turystów, zwłaszcza z tych krajów co uznały secesję, ale nie wiadomo czy nie zacznie się to w przyszłości zmieniać :/

  1. Po tegorocznej wizycie w Gruzji i Armenii , to samo czytałam o tych krajach co wy o Kosowie. I jak w każdej bajce jest trochę prawdy , ale większość informacji brzmi podobnie.Jeszcze parę lat temu równie ciekawe inflacje można było wyczytać o Polsce.Zarówno wszystko się zgadza jak i nie zgadza.Trzeba sobie wyrobić własne zdanie.temu służą podróże .

    1. No właśnie o wielu krajach krążą często już mało aktualne informacje. I albo człowiek się nie boi ich zweryfikować, albo będzie nimi żył i uważał je za pewnik. No i właśnie od tego są podróże, by się uczyć i poznawać świat.

  2. ja się totalnie zakochałam w Kosowie i tak jak piszesz, nie ma się czego bać. jechałam tam sama i też nic mi się nie przytrafiło, a wręcz przeciwnie, lokalni mieszkańcy miałam wrażenie gotowi byli na głowie stanąć, żeby mi pobyt umilić. 🙂 fajnie, że coraz więcej takich właśnie relacji z Kosowa się pojawia, może się w końcu uda ten stereotyp trochę osłabić. 🙂

    ps. mam zdjęcia nawet w tych samych miejscach. 😀

    1. Kosowo nas też zauroczyło, chyba właśnie przez ten miks wszystkiego, co znamy na Bałkanach. I też mam wrażenie, że mieszkańcy chcą strasznie turystom pomagać i sprawić, by wrócili z Kosowa z jak najlepszymi wspomnieniami. Nie wiem, na ile moje czy Twoje wpisy mogą osłabić działanie krzywdzących stereotypów, bo wciąż ten temat budzi wiele niezdrowych emocji i jest mnóstwo ludzi, dla których Kosowo jest solą w oku Europy.
      PS. Kraj mały, to i zdjęcia w tych samych miejscach 😉

  3. Przyznaję, że o Kosowie nic wcześńiej nie wiedziałam poza historią konfkiktu. Dzięki za odczarowanie tego miejsca i związanych z nim stereotypów.

  4. Ja też w tym roku pierwszy raz udałem się do Kosowa – autobusem ze Skopje. Wprawdzie i niestety widziałem tylko Prishttine ale… Spodziewaliśmy się kraju raczej biednego na pewno biedniejszego niż Macedonia czy Serbia tymczasem Kosowo robi wrażenie kraju rozwijającego się. Bogatszego niż Serbia czy Macedonia nie wspominając o Albanii. Druga rzecz to to że nam akurat tam wydawało się mega tanio – taniej niż w Albanii czy nawet nieco taniej niż w Macedonii i Serbii. Prishtina to typowe post jugoslowianskie miasto, dla mnie wizyta tam miała też inny wymiar gdyż od zamieszek w 1987-1988 roku w Prisztinie tak naprawdę rozpoczął się proces rozpadu byłej Jugosławii. A bardzo mnie ten temat fascynuje. Zaskoczyło mnie też ze o ile Macedonia w lipcu była wyschnieta i sucha to Kosowo było piękne i zielone. Bardzo mi się podobało ze dostaliśmy pieczątki na granicy i na szczęście informacja która cały czas widnieje w internecie ze mając pieczątki z Kosowa ma się kłopoty w Serbii jest nie prawdziwa po prostu serbska pieczątkę z kolejowego przejścia granicznego w Presevo dostaliśmy na innej stronie. Uważam że na pewno warto zobaczyć Kosowo i nie ma się czego bać.

    1. Tak, zieleń w Kosowie nas również zaskoczyła. Bo jadąc przez Albanię czy Macedonię rzeczywiście było sucho i nieco pustynnie, a tu cudownie, soczyście i różnorodnie. Dla nas jednak Kosowo było dość drogie, ale to też może kwestia tego, iż byliśmy na końcu wyjazdu i trzeba było się bardziej pilnować z wydatkami. Natomiast niewątpliwie Kosowo jest ciekawe, jest fascynujące ale też dość spokojne, lecz z bałkańską duszą.

  5. Niestety na temat Kosowa krąży wiele mitów czy stereotypów. Niektóre z nich totalnie mijają się z prawdą. O tych ostrzeżeniach to chyba już kiedyś pisałem – owszem niekiedy mogą być pomocne, ale czasem też w niczym nie pomagają i odbiegają od rzeczywistości.

  6. Co do dróg – podobnie sytuacja wygląda w Armenii – wszyscy mówią, że drogi są fatalne a kierowcy szaleni, a tak naprawdę tylko jedna droga jest kiepska (ze stolicy do Gruzji), a reszta byle kiedy lepsza niż w Polsce 😉 Niekiedy nie ma co słuchać całego świata – trzeba sprawdzić samemu jak wygląda rzeczywistość 😉

    1. Dokładnie – podróże potrafią odczarowywać różne miejsca. Bo o krajach Kaukazu ciągle się słyszy, że mają kiepskie drogi, a kierowcy jeżdżą, jak wariaci. To samo z Bałkanami. A człowiek tam jedzie i dziwi się, skąd się biorą te wszystkie nie mające się nijak do rzeczywistości informacje.

  7. Przypomniało mi się jak nas wszyscy ostrzegali przed Kosowem trzy lata temu – między innymi tam zabraliśmy nasze niespełna 3 miesięczne dziecko. I co? Było spokojnie, drogi ok, ludzie mega mili. Najlepiej przekonać się na własnej skórze.

  8. Pierwszy raz w Kosowie byłam w 2008 roku. Rodzina była przerażona, Kosowo kojarzyło się wszystkim tylko z wojną. Przeżyłam, wróciłam tam jeszcze dwa razy i zostały mi tylko dobre wspomnienia 🙂

  9. Jeżdżąc non stop dwa lata po całych Bałkanach jednak niestety stwierdzam, że drogi w Kosowie są w stanie raczej gorszym niż lepszym. Ok, w Albanii jest jeszcze gorzej, ale Kosowo mocno depcze im po piętach. Był projekt stworzenia autostrady z Prisztiny do Skopje, aby było bezpieczniej i szybciej, jednak względy polityczne cały czas sprawiają że trasa ta nie powstała. Wyjazd w piątek o 17 z Prisztiny w stronę stolicy Macedonii to był horror. Co do bezpieczeństwa…niestety Kosowarzy jeżdżą bardzo niebezpiecznie, nie potrafią jeździć na rondzie, wpychają się jak popadnie i gdzie popadnie, parkują tam gdzie chcą i jak chcą, jeżdżą za szybko a policją się nie przejmują (łapówki). Główną ideą jest jazda “po trupach do celu”. Trzeba mieć oczy dookoła głowy i mocno pilnować ruchu na drodze. Wieczorami jest za to bardzo ciemno bo oświetlenia tam oczywiście raczej nie ma. Mieliśmy kilka razy sytuację, że naprawdę centymetry dzieliły nas od wypadku (z rowerzystami/samochodami/pieszymi) i do tej pory nie mogę uwierzyć że mimo intensywnej, codziennej jazdy po Kosowie i Prisztinie nic nam się nigdy nie stało i nawet samochodu nam nie porysowano nigdy (ale tylnie wycieraczki nam wyrwano).

    1. Jasne – mieszkaliście w Kosowie, więc patrzycie na nie z nieco innej perspektywy. Dla nas Kosowo nie było pod kątem dróg ani znacznie gorsze, ani lepsze od innych krajów. Według mnie temat ten jest zbyt mocno demonizowany, bo naprawdę w wielu krajach Półwyspu można znaleźć znacznie gorsze i bardziej niebezpieczne drogi niż w Kosowie. Nie trafiliśmy na kierowców, którzy robili coś dziwnego lub zagrażającemu innym uczestnikom ruchu drogowego. Poważne wypadki w tym roku widzieliśmy w Macedonii i w Polsce, ale nie w Kosowie czy Albanii, gdzie styl jazdy jest stosunkowo podobny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.