Run & Travel, czyli bieganie w podróży (po Bałkanach i nie tylko)

Nie napiszę, że bieganie i inne aktywności sportowe towarzyszyły mi od maleńkości. W szkole moim najbardziej znienawidzonym przedmiotem był… w-f. Ale to głównie zasługa nauczycieli, którzy potrafili mi obrzydzić sport. Później bieganie, aerobik czy ćwiczenia miały mi pomóc schudnąć. Nie traktowałam ich więc jako przyjemność/pasję, a jako obowiązek. Ale od pewnego czasu bieganie jest dla mnie niczym oddychanie – nie mogę bez niego funkcjonować. I to będzie opowieść o tym, jak ruda biegaczką się stała.

Ciąg biegowych porażek

Przez długi czas moim życiem kierowała dewiza: wszystko albo nic. Było tak również w temacie biegania. Na przestrzeni ostatnich 10 lat miałam kilka prób rozpoczęcia regularnego uprawiania tego sportu. Schemat zazwyczaj był ten sam. Pojawiała się myśl: będę biegać. Pierwszego dnia robiłam 5 km. Drugiego dnia robiłam 10 km. A trzeciego dnia nie mogłam chodzić, bo bolały mnie kolana. Robiłam tak kilka razy. Poszłam nawet do fizjoterapeuty, który stwierdził, że powinnam wzmocnić mięsień czworogłowy uda. Prawda jest jednak taka, że w pierwszej kolejności powinnam była pójść po rozum do głowy. Byłam na to jednak zbyt uparta. W efekcie na kilka lat kompletnie zrezygnowałam z biegania. Powód: bolące kolana. Aż przyszła sobie pandemia, a my wylądowaliśmy na kwarantannie.

Pandemio – dziękuję ci za bieganie

Jak pamiętacie (albo i nie), pandemia zastała nas w podróży po Bałkanach. Pod koniec marca 2020 roku wróciliśmy z Chorwacji do Polski, wprost na 14-dniową kwarantannę. Mamy to szczęście, że mieszkamy w domku z ogródkiem. Mogliśmy więc wychodzić na świeże powietrze. Mnie nosiło. Wtedy wpadłam na szatański pomysł, że… będę sobie truchtać wokół domu. Dodam, że nasza działka duża nie jest, podobnie jak dom. Za pierwszym razem zrobiłam 3 km, parę dni później 5 km. Biegając w kółko. Nawet nasze psy patrzyły się na mnie z politowaniem, towarzysząc mi tylko przy pierwszych kilku okrążeniach. Oczywiście po trzecim treningu, mimo że nie był zbyt intensywny, zaczęły mnie boleć kolana. Ale wtedy odezwał się do mnie kumpel z przedszkola, podstawówki i gimnazjum (Mateusz – pozdrawiam!). Gadaliśmy o różnych pierdołach i jakoś zeszło się na temat biegania i bolących kolan. „Olka, a dlaczego nie weźmiesz teraz czegoś na wzmocnienie stawów? Spróbuj z suplementacją i dawkowaniem sobie aktywności.” Ta złota i prosta rada okazała się strzałem w dziesiątkę. Kupiłam sobie znany mi z wcześniejszych problemów z kolanami specyfik, zaczęłam go brać sumiennie i jednocześnie biegać 2-3 razy w tygodniu. Efekt?

Znów mogę biegać!

Kiedy w końcu podeszłam do tematu biegania zdroworozsądkowo, to nagle się okazało, że mój organizm się nie buntuje. I mogę teraz śmiało napisać, że od siedemnastu miesięcy biegam regularnie. Czasami 3 razy w tygodniu, czasami więcej. Głównie biegam na krótszych dystansach (5-6 km), kilka razy w miesiącu (albo raz na miesiąc) robię jakąś dłuższą trasę mającą od 10 km w górę. Do biegaczki ultra mi daleko. Ale chcę dać sobie czas i nie przegiąć znów w którąś stronę. Marzą mi się bardzo długie dystanse, ale powiedzenie, że biega się głową a nie nogami, to coś, z czym się absolutnie zgadzam. Nudzi mnie bieganie po przydomowych okolicach, gdzie znam każdy zakamarek, ścieżkę i drogę. Najlepiej biega mi się podczas wyjazdów. Wtedy w trakcie treningu mogę odkrywać nowe miejsca czy widoki. Moja motywacja od razu szybuje pod niebiosa. Dzięki temu mogę zrealizować dużo dłuższe trasy, choć nie zawsze w jakimś rewelacyjnym czasie. Obecnie po płaskim biegam zwykle w tempie 5,20-5,40/km, natomiast po górach 6,10-7,30/km. Na nizinach jestem w stanie zejść z tempem poniżej 5 min. Ale zwykle tego nie robię, ponieważ…

…biegam z psem

W 2020 roku głównie biegałam sama. Do czasu. Pewnego pięknego, jesiennego poranka, biegnąc jedną z ulic usłyszałam szczekanie psa na mijanej przeze mnie posesji. Nic nadzwyczajnego. Popędziłam dalej, ale kątem oka zobaczyłam, że przy wspomnianej posesji otwiera się brama. Po jakiś 30 sekundach dopadł do mnie… pies. Od razu się zatrzymałam, żeby rozeznać się w sytuacji. Pies na szczęście nie był agresywny. Za to miał głupich właścicieli, którzy chyba dla rozrywki wypuścili go, żeby mnie pogonił. Początkowo myślałam, że futrzak uciekł z posesji, gdy ktoś z niej wyjeżdżał. Ale nic takiego nie miało miejsca. Tego dnia akurat musiałam szybko wracać do domu, żeby zacząć dyżur w pracy. W innym przypadku wróciłabym z psem do jego właścicieli i powiedziała, co myślę o tego typu akcjach. W każdym razie, gdy opowiedziałam o całym zajściu w domu, moja teściowa stwierdziła, że muszę zacząć biegać z Gumisiem. Dla ochrony. Akurat skończył on wtedy długie leczenie robaczycy serca i wracał powoli do swojej gumisiowej formy. Nasze wspólne treningi wyglądały początkowo dość komicznie, ale z czasem okazało się, że i on, i ja mamy z tego mnóstwo frajdy. Gumisław jest śpiochem i czasami muszę go na siłę wyciągać z posłanka. Ale później jest już pełnia szczęścia i biegnie z autentyczną radością wymalowaną na futrzastym pysku. Oczywiście bieganie z psem rządzi się swoimi prawami i trzeba się dostosować do zwierzaka. Dlatego staram się nie przeginać z tempem, a gdy są upały trening zaczynamy wcześnie rano.

Bieganie i podróżowanie

2021 rok pozwolił mi rozwinąć biegowe skrzydła. Głównie dlatego, że mogłam pobiegać poza Polską, w zupełnie nowych dla mnie miejscach. Miałam okazję potrenować w Bułgarii, Grecji i Słowenii. Zarówno w górach, jak i nad morzem oraz na jednej wyspie (Korfu). Bieganie było dla mnie nie tylko formą treningu, ale przede wszystkim eksplorowania okolicy, w jakiej w danej chwili się znalazłam. Nie zawsze były to wycieczki w jakimś super tempie, ale nie chodzi przecież o ciągłe bicie rekordów (choć porównując moje wyniki do innych osób np. na Stravie, to okazywało się, że nie jest ze mną tak najgorzej).

Biegam i co dalej?

Kiedy powstaje ten tekst jestem przez pierwszą imprezą biegową, w jakiej postanowiłam wystartować. Zdecydowałam się na udział w Jurajskim Festiwalu Biegowym, na dystansie 25 km (aczkolwiek trasa ma oficjalnie nieco ponad 27 km). Po co się zapisałam? Głównie po to, żeby się sprawdzić, miło spędzić czas i pobiegać w jakiś innych okolicznościach przyrody. Lubię się ścigać sama ze sobą, ale fajnie będzie się też pościgać z innymi (choć patrząc realistycznie, raczej będę obstawiać tyły peletonu; ale przynajmniej będę się dobrze bawić). Moim celem są biegi długodystansowe. Mam pewne biegowe marzenie, czyli bieg granią Tatr, ale do jego spełnienia baaaaaardzo daleka droga. Na pewno będę chciała kontynuować bieganie i podróżowanie. Na pewno będę dalej pracować nad formą. A co jeszcze, to się okaże!

Bieganie praktycznie, czyli w co warto zainwestować?

Na koniec postanowiłam zebrać moje przemyślenia na temat tego, w co warto zainwestować, jeśli chce się biegać. Tak naprawdę mogłabym wymienić jedną/dwie rzeczy, która/które moim zdaniem jest/są absolutną podstawą. Ale jest jeszcze parę innych elementów, które z czasem, jak już będziecie dużo biegać, warto dokupić.

Buty

Według mnie absolutną podstawą biegania są buty. Dobrze dobrane do tego, co i gdzie chcecie robić. Ze swojej strony polecam udać się do sklepu, który specjalizuje się w tematach biegowych. Tam Wasze stopy zostaną zmierzone i sprawdzone pod kątem budowy, by na tej podstawie dopasować odpowiednie obuwie. Ja obecnie mam dwie pary butów. Jedne na asfalt/bite/szutrowe drogi oraz jedne typowo w teren (na skały, korzenie itd.). Przez 90% czasu używam pierwszej pary, bo nie mieszkam w górach, a wokół mam głównie asfaltowe drogi. Ale w podróż zabieram parę nr 2, bo na wyjazdach ponosi mnie polot i fantazja, przez które zapuszczam się w bardziej wymagający teren. Jeśli zaczynacie swoją przygodę z bieganiem, wtedy jedne buty Wam absolutnie wystarczą. Później, do biegania typowo w terenie przydadzą Wam się buty trail.

Saszetka biegowa

Ze względów bezpieczeństwa zawsze biegam z telefonem. Zabieram go też dlatego, że w trakcie treningu muszę mieć muzyczną motywację. Początkowo biegałam trzymając w jednej ręce telefon, a w drugiej klucze. Było to średnio wygodne. Saszetka biegowa, która okazała się niewielką inwestycją i prawie nic nie waży, była w stanie pomieścić te dwie rzeczy.

Plecak biegowy

Kiedy zaczęłam biegać na dłuższych dystansach lub zapuszczać się biegowo w góry, pojawił się problem związany z zabieraniem zapasu wody lub jakiegoś lekkiego prowiantu. Początkowo biegałam z plecakiem rowerowym. Był to średni pomysł. Plecak majtał się dość mocno na plecach, obcierał mnie, a dodatkowo potrafił doprowadzić schowanego w nim banana do eksplozji. Tu z pomocą przyszedł Sklep Skalnik, który w ramach współpracy zaproponował mi przetestowanie plecaka biegowego marki Salomon (model ADV SKIN 12). Muszę przyznać, że ktoś, kto projektował ten kamizelko-plecak był geniuszem. Każdy element jest tak przemyślany i zrobiony, by ułatwić korzystanie z niego podczas biegu. Zaopatrzony jest w dwa bukłaki na wodę oraz rewelacyjny system kieszonek. Bez zdejmowania go można wyciągnąć najpotrzebniejsze rzeczy (np. chusteczki, tubkę z jedzeniem czy telefon). Sam w sobie jest lekki i ma kilka poziomów regulacji, dzięki czemu można go do siebie całkiem dobrze dopasować. W cieplejsze dni sprawia, że wracam z treningu nieco bardziej spocona, aczkolwiek ja bez względu na temperaturę zawsze po bieganiu mam wygląd kogoś, kto zrobił półmaraton w godzinę. Tego typu plecak biegowy na pewno nie jest czymś, co będziecie potrzebowali na początku swojej biegowej drogi. Ale obstawiam, że z czasem również do niego „dojrzejecie”, w szczególności, gdy zapragniecie biegać dalej, wyżej i dłużej.

Ciuchy

Ogólnie na temat ubrań nie będę się mocno rozpisywać. Jeśli w Waszej szafie macie jakiekolwiek sportowe ciuchy, to w zupełności Wam wystarczą na start. Ja z czasem zainwestowałam w biegowe getry, które lepiej „trzymają” mięśnie nóg podczas biegu i nie zsuwają mi się z tyłka. Na promocji kupiłam też wiatrówkę, którą można zwinąć/zgnieść do rozmiaru paczki chusteczek higienicznych. Najważniejsze, by było Wam wygodnie i komfortowo. Ja biegam zarówno latem, jak i zimą. Przy plus 25 i minus 20. W deszczu i słońcu. W sumie nie ma dla mnie złych warunków do biegania. No chyba, że jest mega upał. Wtedy odpuszczam.

Zegarek

Obok butów może być to jeden z większych, biegowych wydatków. Na początku Waszej biegowej drogi będzie absolutnie zbędny. Później polecam w niego zainwestować. Tak do zapisywania Waszych treningów, jak i do ich monitorowania w trakcie (tempo, tętno itd.). Ja zegarek dostałam pod choinkę parę lat temu i gdy z jakiegoś powodu go nie mam, to autentycznie czuję się jak bez ręki. Jeśli jednak nie chcecie wydawać większej sumy na taki gadżet, wtedy możecie skorzystać z darmowych aplikacji na telefon, które pozwolą Wam zapisać Wasz trening. Ja polecam Stravę w wersji bezpłatnej.

Uprząż do biegania z psem

Jeśli zapragniecie biegać z psem, wtedy koniecznie zainwestujcie w uprząż do biegania. Głównie dlatego, żeby odciążyć plecy oraz mieć wolne ręce. Uprząż opiera się na Waszych biodrach. Jeśli więc pies Was pociągnie, bo np. zapragnie coś powąchać albo zobaczy sarnę, wtedy nie ucierpią Wasze plecy. Dla mnie ważne jest też to, że biegnąc z Gumisiem mam nad nim kontrolę, ale też nie muszę go cały czas trzymać na smyczy.

Kijki do biegania

Kijków biegowym nie mam na wyposażeniu, aczkolwiek rozważam ich zakup. Ale dopiero wtedy, gdy faktycznie będę dużo czasu spędzać w górach. Na podbiegach/podejściach i podczas bardziej stromych zbiegów mogą się okazać bardzo pomocne. Przede wszystkim dlatego, że stanowią dodatkowe punkty podparcia i odciążają nogi. Dodatkowo pozwalają na zachowanie równowagi gdy jest bardzo stromo lub ślisko (albo jedno i drugie). Póki co sobie bez nich radzę, aczkolwiek były już takie momenty, w których marzyłam, by mieć je ze sobą.

Po biegowy sprzęt, ubrania, gadżety możecie zajrzeć do Sklepu Skalnik, który jest partnerem tego artykułu.

Biegać każdy może?

Oczywiście moje doświadczenia biegowe cały czas się kształtują. A tekst ten powstał przede wszystkim po to, by pokazać Wam, że ten sport może być praktycznie dla każdego, o ile podejdzie się do tematu na spokojnie. W internecie znaleźć też można gotowe plany treningowe, jak przygotować się do biegu na dystansie 10 km, półmaratonu, maratonu itd. Zawsze możecie też zainwestować w trenera, który pomoże Wam osiągnąć Wasze biegowe cele. Ale motywację musicie w pierwszej kolejności znaleźć w sobie. Ze swojej strony dodam, że dla endorfin, jakie czuje się po skończonym biegu, naprawdę warto! Ale nie popełniajcie moich błędów. Dawkujcie sobie biegowe emocje, żebyście faktycznie mogli z tego sportu czerpać garściami!

Zobacz również

8 odpowiedzi

    1. Bieganie jest tak naprawdę najprostszym sportem, bo nie wymaga dużej ilości sprzętu. Tak naprawdę trzeba mieć dobre buty i… motywację. No i zdrowie!

  1. Extra, że odnalazłaś swój sport:) ja dzięki pandemii też wzięłam się za zdrowszy tryb życia, co 2-3 dni ćwiczę…w domu ale to wystarczyło, by przez 1,5 roku wyrobić sobie nową sylwetkę i uzależnienie od ruchu. Również wolałabym by odbywało się to na świeżym powietrzu, lecz póki co pozostaję przy tej formule, chociaż uwielbiam też trekkingi.

    1. Fajnie, że znalazłaś taką aktywność, która Ci w 100% odpowiada. Warto robić to, co się lubi i nie zmuszać się do aktywności, która nas frustruje albo z jakiegoś powodu nie odpowiada. 🙂

    1. Wiadomo, że moje porady są raczej z serii tych basic, ale jako osoba, która sporo w tej materii już przeszła i sama przerobiła, uznałam, że mogę się moim doświadczeniem podzielić. Może ktoś na tym skorzysta 🙂

    1. U mnie ostatnio też znowu odezwała się jedna noga. Ale póki co stosują dłuższą regenerację i mam nadzieję, że dojdziemy do ładu. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.