Kreta według Rudych Rodziców. Część 2 – Elafonisi, Balos, Heraklion

W pierwszej części kreteńskich wspomnień Rudych Rodziców mogliście przeczytać o ich przylocie na Kretę oraz miejscowości Maleme (ich bazie wypadowej) oraz Chani. Z części drugiej dowiecie się, jakie inne miejsca na wyspie odwiedzili.

To z czym się kojarzy zachodnia część Krety, to cudowna plaża Elafonisi, wyspa piratów Gramvousa i zatoka Balos, nazywana europejskimi Karaibami. Na obie te plaże można wybrać się w ramach wycieczki fakultatywnej z biurem podróży polskim, jak i miejscowym. Różnica jest taka, że miejscowe biura oferują je około w cenie o 20 euro niższej niż nasze rodzime agencje turystyczne. Jedyną niedogodnością jest brak polskojęzycznego pilota. Ale przy wyprawie na plażę nie ma to w sumie większego znaczenia.

Wycieczka na Elafonisi z Rainbow

Przejazd z polskim pilotem. W sumie byłoby wszystko OK, bo po drodze zwiedzamy jaskinię Bożej Opatrzności. Tyle tylko, że tuż obok znajduje się sklepik, do którego zawijają wszystkie wycieczki tego biura i nie tylko. Warto dodać, że niemało wysiłku włożył pilot w przekonywanie nas, że znajdziemy tu najlepszą oliwę i to w konkurencyjnej cenie. Zapomniał jedynie dodać, że w drodze powrotnej będziemy się zatrzymywać przy identycznym straganie. Tyle że prowadzonym przez syna właściciela gaju oliwnego, który sprzedaje tę samą oliwę po kilka euro taniej za opakowanie.

Elafonisi

Ale skupmy się na plaży Elafonisi. A ta przywitała nas nieskazitelnie czystym morzem we wszystkich odcieniach błękitu i turkusu. Do tego różowy piasek na styku z wodą i huraganowy wiatr. Parking znajduje się w pobliżu, więc dojście zajmuje parę minut. Są trzy knajpki, płatne toalety i możliwość wynajęcia dwóch leżaków z parasolem w cenie 10 euro na dzień. Wycieczki przybywają tu na 3-4 godziny, więc wynajem średnio się opłaca. Natomiast rozłożenie ręcznika w pełnym słońcu i przy wściekłym wietrze, który walił po całym ciele drobnym żwirkiem, było mało przyjemne. Ale woda cudna i ciepluteńka, a plaża naprawdę ogromna. Wokół góry, w oddali wysepki, palmy. No byłby raj, gdyby nie ten wiatr. W drodze powrotnej winiarnia, pozostawię ją bez komentarza. Akurat tego punktu nie mają wycieczki z biur miejscowych i dobrze.

Wycieczka na Gramvousę i Balos z biurem miejscowym

Brak pilota polskojęzycznego, ale nie odczuwaliśmy jego braku. Pilotka sprawnie pozbierała ludzi z różnych hoteli, dowiozła i wsadziła na statek, na którym są ulotki po polsku, więc wszystkie wiadomości można sobie przeczytać. Godzinę zbiórki wypisano na tablicy i każdemu schodzącemu na ląd ją pokazywano.

Gramvousa

Wyspa Piratów przywitała nas bajkową wodą i upałem oscylującym w okolicach 34 stopni. Jedni poszli plażować, a my ze sporą grupą wspinaliśmy się mozolnie na górę, na której mieszczą się pozostałości fortu. Musimy przyznać, że dało nam to w kość, bo było dokładnie samo południe. Przewodniki piszą o 15-minutowej wędrówce, ale nie przy takim upale! Za to z góry bajkowe widoki. Jedyne, o czym trzeba pamiętać, to buty. Może i dacie radę wspiąć się tu w japonkach, ale schodzenie po wyślizganych kamieniach będzie w tym wypadku hardkorem.

Balos

Następnie powrót na statek i 20 min później witamy się z cudownym Balos. Kilometrami można brodzić po kostki w idealnie przejrzystej, ciepłej, bajkowej wodzie. Znów na styku linii wody leży różowy piasek. Cały teren jest naprawdę rozległy, więc każdy może znaleźć swój kawałek ziemi i wybrać miejsce, które mu bardziej odpowiada. Ludzi dużo, ale nie czujemy się tu jak nad Bałtykiem. Ogromne przestrzenie pozwalają na swobodne podziwianie tego cudu natury. Część osób, które przyjechało wynajętymi samochodami, najpierw pokonało trudną górską drogę, potem w najlepszym wypadku kilometr od zejścia na plażę zaparkowało. Następnie górską ścieżką zeszło podziwiając widoki. Tyle tylko, że po plażowaniu mieli w perspektywie wspinanie się pod górę, w palącym słońcu. Co ciekawe, część drogi to szuter i wypożyczalnie nie zezwalają na jazdę po takiej nawierzchni. A turyści i tak jadą. Trzeba jednak pamiętać, że ubezpieczenie nie pokrywa uszkodzeń, do których może tutaj dojść.

Heraklion i Knosos z Rainbow

Jedyna wycieczka, którą polecam z polskim biurem, ponieważ warto posłuchać ciekawostek o Krecie podczas drogi do Knossos i Heraklionu, jak i oczywiście o samych tych miejscach. Bez tych informacji pobyt tam byłby uboższy.

Knossos

Zacznijmy od Knossos. Miejsce to robi ogromne wrażenie, a jednocześnie lwia jego część jest nadal nieodkryta i ziemia, po której się stąpa, może nadal kryć cudeńka. Mit o Minotaurze, Europie, Tezeuszu i Ariadnie, o labiryncie i Dedalu – to wszystko czeka tutaj na Was. Nam kompletnie mieszają się bogowie greccy i rzymscy, chyba trzeba odświeżyć sobie tę wiedzę z czasów szkolnych.

Heraklion

Kolejny punkt wycieczki to przejazd do Heraklionu, czyli stolicy Krety z przepiękną starówką, oczywiście portem weneckim i cudownymi uliczkami. Ale prawdziwą perełką jest tutaj Muzeum Archeologiczne, w którym zgromadzono praktycznie wszystkie przedmioty wydobyte w Knossos. A jest co podziwiać! Zaczynamy od czasów 3-4 tys. lat p.n.e, a kończymy prawie „współczesną” starożytną Grecją i Rzymem. Jako kobieta powiem, że nigdzie nie widziałam takiego zbioru i tak pięknie zachowywanej biżuterii. Wzory powielane są przez miejscowych rzemieślników, stąd można kupić „repliki” zarówno wykonanych w złocie jak i srebrze motywów sprzed 4-5 tysięcy lat. Co ciekawe srebro było dla Minojczyków cenniejsze od złota. Do najsłynniejszych eksponatów zaliczana jest figurka kobiety z wężami i głowa byka ze złotymi rogami. Ilość i wielkość odkopanych naczyń i przedmiotów codziennego użytku mówi nam o wielkiej kulturze i bogactwie Knossos. Podobno liczyło 40000 mieszkańców i prowadziło handel dalekomorski, a swoje wyroby stemplowało pieczęciami. Miasto, które parę tysięcy przed rzymianami miało akwedukty i kanalizację. A potem przyszli Achajowie i wszystko obróciło się w proch. Następni najeźdźcy też zostawili tu swoje ślady, nie zawsze pozytywne.

Kreta w dobie koronawirusa

W dobie pandemii COViD-19 maski są obowiązkowe we wszystkich pomieszczeniach, ale również w Knossos, ponieważ gromadzi się tam dużo ludzi na stosunkowo małym terenie. Właśnie tu sprawdzane były paszporty covidove, jak i na statkach, gdzie dodatkowo trzeba wypełnić ankietę przed wyruszeniem w rejs. Bez maski można siedzieć na zewnątrz przy restauracyjnym stoliku, ale idąc do toalety, trzeba ją włożyć. Autobus, autokar, statek pod pokładem- maska obowiązkowa, tak samo jak na lotnisku i w samolocie. Poza tym raczej nie odczuliśmy zbytnio, że podróżujemy w jakimś szczególnym czasie.

Podsumowanie naszego pobytu na Krecie

O Krecie napiszemy krótko, zwięźle i na temat – po stokroć warto! Dla miłośników plażowania i bajecznych widoków, sportów wodnych, długich wędrówek brzegiem morza, wschodów i zachodów słońca, dla kochających przepyszne jedzenie i cudowne owoce, dla miłośników oliwek, jak i dla kochających włóczenie się po niezliczonych sklepikach i nabywców wszelkiej maści rzeczy z cyklu “przyda się”. Ale i dla tych, którzy kochają historię i mitologię, oraz tych, którzy chcą się zgubić w plątaninie uliczek. Dla Was i dla nas KRETA! My myślimy już o drugiej wycieczce, po wschodniej części wyspy. Bo Kreta nas autentycznie zauroczyła.

Z podrowieniem,

Rudzi Rodzice, czyli Magdalena Zagórska (autorka tekstu) oraz Ryszard Zagórski (autor zdjęć)

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.