Bałkany 2016 Summer Trip Kosowo

Prisztina – stolica kontrastów

-
9 kwietnia 2017

Z czym kojarzyła nam się Prisztina, zanim ją odwiedziliśmy? Przede wszystkim z pomnikiem układającym się w napis, Newborn, który przewija się na zdjęciach wszystkich osób, które miały okazję zawitać w stolicy Kosowa. Na drugim miejscu uplasowało się skojarzenie związane z najbrzydszym budynkiem na świecie (albo z jednym z najbrzydszych), czyli gmachem Biblioteki Narodowej. Prisztina zatem jawiła się dla nas jako miejsce z ciekawą, nietuzinkową architekturą i pod tym kątem, spełniła nasze oczekiwania.

Dlaczego warto mieć nawigację działającą offline?

Z Prizren wyruszamy w stronę Prisztiny jakoś przed godziną 11. Początkowo trasa łącząca oba miasta wiedzie autostradą, więc tempo jazdy mamy naprawdę niezłe. Kiedy autostrada się kończy, również nie ma jeszcze tragedii, ale schody zaczynają się na wjeździe do samej Prisztiny. Okazuje się, że wpadamy w gigantyczny, nie mający końca korek, który posuwał się do przodu w ślamazarnym tempie. Miejscowi kierowcy zaczynają uciekać z niego gdzieś na boki, w mniejsze uliczki lub próbują większość aut wyminąć, jadąc po chodniku. Ponieważ nie mamy ochoty spędzić połowy dnia wdychając spaliny i gotując się w kiankowym, przegrzanym wnętrzu, dlatego zmusiliśmy naszą nawigację działającą też offline (Navigator) do wyznaczenia alternatywnej trasy. Na dzień dobry poznajemy z bliska jakieś kompletne obrzeża Prisztiny, jedziemy bitymi drogami wśród nowych osiedli mieszkaniowych, przeciskamy się między domami, ale ostatecznie udaje nam się znaleźć dojazd w okolice bulwaru Matki Teresy, czyli do ścisłego centrum. Parkowanie w stolicy Kosowa nie jest najprostsze – wszędzie albo zakazy, albo postoje taksówek. Na szczęście przy ul. Garibaldi jest duży, podziemny parking, gdzie 1 godzina postoju kosztuje 0,5 EUR. Stąd jest już blisko do większości najważniejszych obiektów w mieście.

Budynek, o którym nie da się zapomnieć – gmach biblioteki

Naszym pierwszym celem zwiedzania jest kampus uniwersytecki i znajdujący się na jego terenie charakterystyczny budynek Biblioteki Narodowej. Nie da się go nie zauważyć, gdyż dość mocno wyróżnia się na tle otaczających go obiektów, np. niedokończonej, serbskiej cerkwi. Generalnie bryła biblioteki może nie jest nadzwyczaj skomplikowana, jednak okala ją coś na kształt metalowej siatki, przez niektórych porównywanej do rusztowania. Zresztą podobne skojarzenie miał jeden z dygnitarzy zaproszonych na uroczyste otwarcie tego obiektu. Podobno miał zapytać, dlaczego nikt nie zdjął rusztowań. Tak w każdym razie twierdzi jedna z urban legends krążących po Prisztinie. Tym, co jeszcze wyróżnia bibliotekę, są oszklone kopułki (podobno jest ich 99) zwieńczające jej dach. Ich ideę można lepiej zrozumieć, gdy zajrzy się do środka. Wnętrze biblioteki jest może odrobinę mniej zwariowane, ale bardzo ciekawe. Dominują tam ciepłe odcienie brązu, a jej środek doświetlony jest dzięki światłu wpadającemu w dużej mierze przez wspomniane kopułki. Jeśli chodzi o historię powstania biblioteki, to decyzję o jej budowie podjęto we wczesnych latach 70-tych. Jej budowa trwała do 1981 roku i generalnie została otworzona z 6-letnim opóźnieniem. Obecnie widać, że to popularny punkt spotkań studentów, którzy siedząc w jej cieniu przeglądają książki lub niespiesznie popijają kawę. Po wizycie w bibliotece udajemy się na spacer po kampusie uniwersyteckim i dochodzimy do wniosku, że choć znajduje się praktycznie w ścisłym centrum, to ma sporo wolnej przestrzeni, budynki nie są stłoczone, co może sprzyjać lepszemu i milszemu skupieniu się na nauce.

Biblioteka Narodowa Prisztina

Biblioteka Narodowa Prisztina

Biblioteka Narodowa Prisztina

Biblioteka Narodowa Prisztina

biblioteka Prisztina

biblioteka Prisztina

biblioteka Prisztina

biblioteka Prisztina

Wzdłuż bulwaru Matki Teresy

Po pobycie na kampusie kierujemy się do centrum, a dokładniej na bulwar Matki Teresy. Panuje na nim spory tłok i gwar, a nad samym deptakiem rozwieszone są flagi Kosowa, Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych. Kawiarnie i restauracja przeżywają oblężenie, ale akurat to nas kompletnie nie dziwi, bo mamy wrażenie, że życie tego kraju koncentruje się właśnie we wszelkiej maści lokalach. W pewnym oddaleniu od bulwaru, na jednym z budynków, dostrzegam streetartowego kota – Mr Chat’a. Kocura znaliśmy jak do tej pory głównie z Sarajewie, ale wiedzieliśmy, że szyderczo uśmiecha się również ze ścian budynków kosowskiej stolicy. Kontynuujemy spacer wzdłuż deptaka, mijając po drodze stragany z albańskimi strojami ludowymi oraz z przetworami z malin i innych owoców. Na tych drugich miałam ochotę wykupić cały asortyment, niestety nie należał do najtańszych, więc musiałam obejść się smakiem, ewentualnie liczyć na to, że sama sobie wkrótce nazrywam malin.

Prisztina

Prisztina

Prisztina

Prisztina

Po krótkim marszu docieramy do placu, przy którym znajduje się konny pomnik Skanderbega. Problem polega jednak na tym, że cały ten teren był odgrodzony i pilnowany przez uzbrojoną po zęby policję. Kierują oni pieszych w boczne uliczki i tłumaczą, jak dojść w inne części miasta. Inna sprawa, że tuż obok wspomnianego placu znajduje się Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz budynek kosowskiego parlamentu. W pewnym momencie mija nas konwój, z kimś na pewno bardzo ważnym w środku, bo nawet wstrzymano ruch pieszych. Przy okazji wyjaśniła się przyczyna tak ogromnego korka wjazdowego do Prisztiny. Kilka większych ulic w centrum miasta została całkowicie zamknięta dla ruchu kołowego. Omijamy szerokim łukiem budynki rządowe i docieramy do starszej części miasta.

Prisztina

Prisztina

Prisztina

Prisztina i powiew historii

Generalnie Prisztina na swój sposób przypominała nam Tiranę. Obie stolice nie należą do monumentalnych, powalających na kolana swą urodą miast. W dużej mierze wypełniają je betonowe, postkomunistyczne budowle, między którymi wciskają się nieco bardziej nowoczesne obiekty. Większości osób nie do końca to odpowiada, bo europejskie stolice przyzwyczaiły nas do tego, że najważniejsze miasto w państwie powinno budzić podziw, zachwyt itd. Tirana i Prisztina raczej nie zachwycają, ale nie można obok nich przejść obojętnie. W obu też znaleźć można kilka miejsc, mających nieco dłuższą historię, niż ta sięgająca do połowy ubiegłego wieku. W stolicy Kosowa kilka takich obiektów znaleźć można Starym Mieście, skupionym w pobliżu ulicy Brahima Lutifu. Znaleźć tu można kilka meczetów, z których część odrestaurowana została ze środków tureckich. Najbardziej charakterystycznym budynkiem jest wieża zegarowa, dominująca nad okolicą. Na Starym Mieście znajduje się także Muzeum Kosowa, które jednak w trakcie naszej wizyty zastajemy zamknięte. W tej części miasta znaleźć można całkiem sporo knajpek oferujących dania typu fast food. Wiecznie głodny Marek postanawia skosztować lokalnego kebaba. Czekam na niego przed lokalem, ale gdy coś długo nie wychodzi, zaglądam do środka. Skonsternowany Marek trzyma w ręce sporą ilość monet, a w drugiej kebaba i usiłuje coś wyjaśnić obsłudze. Okazuje się, że zamiast wydać mu resztę, dali mu dwa razy więcej pieniędzy, niż zapłacił. Próba zwrócenia tej kasy spełza na niczym, bo do obsługi w żaden sposób nie dociera, że popełnili błąd. Gorzej. Wpadają w panikę, że z kebabem jest coś nie tak i po chwili pewnie daliby Markowi jeszcze jednego w ramach przeprosin. Nieco zadziwieni wychodzimy z lokalu i dochodzimy do wniosku, że jeszcze nam się nie zdarzyło, żeby ktoś nam zapłacił za to, abyśmy coś zjedli…

wieża zegarowa Prisztina

Prisztina

Jak zgubić Newborn?

Jednym z najbardziej charakterystycznych i najczęściej fotografowanych miejsc w Prisztinie jest pomnik Newborn. Oczywiście musieliśmy go zobaczyć. Problem polega jednak na tym, że dzięki moim zdolnościom nawigacyjnym po prostu go zgubiliśmy. Nie pytajcie się jak i dlaczego, ale po prostu sporo czasu zajęło nam jego odnalezienie. Na szczęście Marek nie dostaje przy mnie zaćmienia i potrafi czytać mapę, więc dzięki niemu docieramy do pomnika. Znajduje się on obok Pałacu Sportu i Młodości, zwanego również Boro Ramiz, na cześć dwóch partyzantów Boro i Ramiza – Serba i Albańczyka. Walczyli razem podczas II wojny światowej i razem w jej trakcie zginęli. Później stali się swoistym symbolem braterstwa i pojednania. Sam pałac został zbudowany w 1970 roku i od początku stał się popularnym miejscem spotkań młodych ludzi. W środku znajduje się sala koncertowa, a także na różnych jego poziomach ulokowały się liczne kawiarenki i lokale usługowe. Tuż obok położony jest stadion sportowy, który w trakcie naszego pobytu był remontowany, gdyż jego stan był daleki od idealnego. A wracając do samego pomnika, to symbolizuje niepodległość Kosowa i praktycznie co roku, w rocznicę tego wydarzenia, które przypada na 17 lutego, jest przemalowywany. Generalnie Prisztina zrobiła na nas całkiem pozytywne wrażenie. Miasto tętniło życiem i nawet mimo częściowego zamknięcia centrum, panowała przyjemna, niespieszna atmosfera. Czy jeszcze tu kiedyś wrócimy? Myślę, że tak, ale póki co żegnamy się ze stolicą i wyruszamy w stronę północy i zachodu Kosowa.

Newborn

Boro Ramiz

stadion Prisztina

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

TAGI
Powiązane wpisy