Dubrownik – dlaczego warto odwiedzać perłę Dalmacji tylko poza sezonem?

Na powyższe pytanie moglibyśmy odpowiedzieć krótko: bo nie ma wtedy tłumów. I na tym zakończyć ten artykuł. Ale my nie lubimy chodzić na łatwiznę. Więc za chwilę udowodnimy Wam, że Dubrownik jest strawną atrakcją turystyczną tylko wtedy, gdy koty marcują, Chorwaci dopiero zaczynają rozmyślać o nadchodzącym lecie, a restauratorzy czyścić zakurzone przez zimę stoliki i krzesła. Zapraszamy Was na spacer po mieście-symbolu. Spacer, który odbywamy praktycznie w samotności.

Dlaczego Dubrownik?

Chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że Dubrownik warto odwiedzić. Na przestrzeni ostatnich lat zaglądaliśmy do niego kilka razy, ale głównie przelotem, na krótko, by spojrzeć na niego z góry itd. Powodów takiego stanu rzeczy było kilka. Ale głównie decydował aspekt… finansowy. Dubrownik jest horrendalnie drogi. Oczywiście pewne opłaty da się tam obejść i można miasto zwiedzać „ekonomicznie”, co też uczyniliśmy podczas pierwszej wizyty. Natomiast woleliśmy nasz czas poświęcać innym miejscom. Ale przed naszą lutowo-marcową podróżą A.D. 2022 wpadłam na pomysł, żebyśmy w Dubrowniku zatrzymali się na noc i zwiedzili go wieczorem oraz o poranku. Marek początkowo nie był mocno entuzjastycznie nastawiony do mojej propozycji. Ale ostatecznie na nią przystał. Dodatkowo, w decyzji tej utwierdziły nas prognozy pogody, które dla Dubrownika były na początku marca bardzo obiecujące.

Noclegowe schody

Powyższy podtytuł jest zarówno metaforyczny, jak i dosłowny. Bo naszemu dubrownickiemu noclegowi przyświecały schody. Gdy rezerwowaliśmy pobyt na Bookingu, zaznaczyliśmy opcję „darmowego parkingu”. Było to nasze główne kryterium, bo wiemy, ile kosztuje parkowanie w Dubrowniku. Ogólnie ceny noclegów były bardzo przyjazne. Wybraliśmy apartament za 134 zł/noc/2 osoby, położony w dzielnicy Ploce, ponad starówką.

Schody nr 1

Po dotarciu na miejsce, a raczej po przeciskaniu się przez wąskie, zastawione autami uliczki, biegnę do oczekujących na nas opiekunów obiektu, by pomogli nam zaparkować (w końcu miał być bezpłatny parking). Najpierw jednak musiałam wdrapać się po niezliczonej ilości schodów, na poziom powyżej ulicy. Opiekun zeszedł ze mną do czekającego na nas w aucie Marka, przeparkował swój samochód (który dziwnym trafem miał podniesione przednie wycieraczki) i kazał nam stanąć obok pustego garażu. Nie podoba mi się to miejsce. Ewidentnie ktoś był wkurzony, że ziomek tu parkuje, stąd te podniesione wycieraczki. – stwierdza Marek. Ja staram się myśleć optymistycznie. W końcu świeci słońce, jest pięknie, a my mamy super widok na starówkę Dubrownika. Sam apartament jest też bardzo przyjemny – nieduży, ale ma wszystko, co potrzeba.

Schody nr 2

Po wypakowaniu auta i krótkim odpoczynku idziemy „na miasto”. Gdy wychodzimy na wspomniane wcześniej schody, zaczepia nas zdyszana kobieta z psem. Hi! Czy to Wasze auto zastawia mój garaż? Musicie je natychmiast przeparkować. Nie wolno tam stawać. Blokujecie dostęp do mojego garażu. Mówiłam nie raz właścicielom apartamentu, dziś zresztą też, że nie mogą mówić ludziom, żeby tam parkowali. Oczywiście ją przepraszamy, ale jesteśmy wkurzeni na opiekunów obiektu, którzy zamiast do nas wrócić i powiedzieć, jaka jest sytuacja, to uznali, że teraz to już ich problem i tyle. Na szczęście udało nam się znaleźć miejsce do zaparkowania ciut niżej (okolice ulic Ante Topića Mimare oraz Put od Bosanke nie są objęte dubrownicką strefą płatnego parkowania). Tym razem jednak zapytałam się pierwszej napotkanej osoby, czy wolno tam parkować. Miejsce okazało się bezpieczne i nikomu obecność auta na polskich blachach nie przeszkadzała.

Schody nr 3

Po perypetiach noclegowo-parkingowych czekały na nas już tylko same przyjemności. Ale zanim zabierzemy Was na dubrownicką starówkę, musimy do niej… zejść. A żeby dostać się z tej części miasta nad brzeg morza, trzeba pokonać naprawdę niezliczoną ilość schodów. Ma to jednak swój urok, bo podczas wędrówki możecie podziwiać nie tylko widoki, ale też nieco mniej znane zakamarki Dubrownika. I tym sposobem… dotarliśmy do bramy Ploce.

Noclegów w Dubrowniku możecie szukać na Booking.com (afiliacja).

Starówka Dubrownika o zachodzie słońca i wieczorem

Spacer zaczynamy późnym popołudniem, więc mamy świadomość, że pozostała nam dosłownie chwila ze światłem dziennym. Ale nie narzekamy, bo już wkrótce będziemy mogli się cieszyć niezapomnianymi widokami.

Pusta dubrownicka starówka

Przechodzimy przez bramę Ploce i wychodzimy na pierwsze widoki. Możemy podziwiać port i zacumowane tam łodzie. Dubrownickie mury zaczynają być oświetlone przez coraz cieplejsze światło powoli zachodzącego słońca. Idziemy w głąb starówki, mijając po drodze zabudowania klasztoru Dominikanów. Po chwili docieramy na Stradun. Główny deptak Dubrownika jest… pusty. Wyślizgane, gładkie niczym aksamit kamienie tworzą niemal taflę, w której przeglądają się stojące wzdłuż ulicy kamienice. My jednak idziemy dalej. Chcemy wyjrzeć na Porporelę, czyli molo – jeden z przyjemniejszych punktów widokowych. Tu znów jesteśmy sami. Nawet znajdujące się tam ławeczki nie są przez nikogo okupowane.

Zachód słońca w Dubrowniku?

Ponieważ zbliżał się zachód słońca, idziemy ku południowej części murów. Najpierw wyjrzeliśmy na plażę znajdującą się bliżej wschodniego krańca murów. Ale dużo lepszym miejscem na zachód słońca jest Mala Buža. Niepozorna brama w murach prowadzi na skały, gdzie na niewielkich tarasach ustawione są stoliki. Kupujemy tam najdroższe w naszym życiu piwo (0,3 l za 42 Kn) i podziwiamy świetlny spektakl. Poza nami, babeczki pracującej w barze oraz kilku dziewczyn oraz paru kotów nie ma tam tłumów. Kiedy słońce znika za widnokręgiem, dopijamy horrendalnie drogie piwo i wracamy na starówkę.

Zakamarki starówki i fort Lovrijenac

Po zmroku na starówce pojawia się odrobinę więcej osób. Ale nadal nie można mówić o tłumach. Włóczymy się po uliczkach starówki, zaglądamy między kamienice, przyglądamy się kotom, które dostojnie przechadzają się pośród zabytkowych murów.

Postanawiamy na chwilę opuścić starówkę i udać się do fortu Lovrijenac. Choć o tej porze jest zamknięty, to z okolic wejścia do niego roztacza się piękny widok na miasto. Spędzamy tam dłuższą chwilę przyglądając się dubrownickiej starówce i nowszym częściom miasta. Tak, będziemy nudni, ale tam też byliśmy sami.

Gdzie na obiad w Dubrowniku? Taj Mahal

Oczywiście zrobiliśmy mały, restauracyjny rekonesans i nasz wybór padł na restaurację Taj Mahal. Wbrew nazwie, specjalizuje się w kuchni bośniackiej. Przeglądając informacje na stronie od razu zwróciłam uwagę na fakt, iż ma też opcje wegetariańskie i wegańskie. Ale prawda jest taka, że lokal przede wszystkim specjalizuje się w mięsach. W lokalu tłumów nie ma. Zajęte są 2-3 stoliki. Zamawiamy wegetariański kebab z ryżem i białe wino (wybór rudej) oraz ćevapy i Sarajevsko (wybór Marka). Jedzenie jest przepyszne i na naprawdę wysokim poziomie. Podobnie zresztą, jak ceny. Ale cóż, w Dubrowniku tanio nie jest. Natomiast my Taj Mahal Wam gorąco polecamy. Po posiłku wracamy do apartamentu, nieco okrężną drogą przez plażę Banje.

Dubrownickie Mury

Kolejny dzień w Dubrowniku zaczynamy dość wcześnie. W szczególności, że jeszcze tego samego dnia musimy dotrzeć do Kolasina w Czarnogórze. Szybko więc opuszczamy apartament, znosimy rzeczy do auta i ruszamy ponownie w dół, ku dubrownickiej starówce. W Mlinarze przy Stradunie kupujemy burki i zerkamy na wejście obok bramy Pile prowadzące na Dubrownickie Mury. Cena 250 Kn/osoby przyprawia nas o dreszcze. Wiesz co, jak teraz nie wejdziemy na mury, to już pewnie nigdy się na to nie zdecydujemy. – stwierdza Marek, a ja dość szybko przyznaję mu rację.

Fenomen Dubrownickich Murów

Zacznijmy jednak od tego, że mury okalające starówkę Dubrownika są absolutnym fenomenem i największą (w przenośni i dosłownie) atrakcją miasta. Mają 1940 m długości i osiągają 25 m wysokości. Ich obecny wygląd to efekt przebudów, jakie miały miejsce między XV a XVI wiekiem. Oczywiście Dubrownickie Mury to nie tylko „sam mur”. To również cała masa innych budowli, wchodzących w ich skład, które stanowiły cały system obronny. Dlatego mury są dodatkowo chronione w czterech miejscach przez większe forty. Dodatkowo znajdują się tu 2 okrągłe baszty, 12 czworobocznych fortów, 5 bastionów i 2 baszty narożne. Ze względu na swą unikatowość Dubrownickie Mury zostały wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO już w 1979 roku. Mamy jednak wrażenie, że to popkultura, w szczególności w ostatnich czasach, dość znacząco wpłynęła na popularność tej budowli. Na terenie murów powstawały sceny do słynnego serialu HBO Gra o Tron. W efekcie część osób zaczęła przybywać do Dubrownika nie ze względu na jego walory historyczne czy architektoniczne, ale przez wzgląd na tę telewizyjną produkcję. Miasto oczywiście na tym skorzystało, ale też stało się ofiarą własnego sukcesu. A o tym świadczy choćby potrzeba limitowania wejść w obręb starówki podczas sezonu letniego.

Spacer Murami Dubrownika

Równo o godzinie 9 Mury Dubrownika otwierają się dla turystów. I tu uwaga – o tej godzinie na spacery wyruszamy my i… jeszcze jedna para. Kupujemy horrendalnie drogie bilety (można płacić kartą) i wspinamy się stromymi schodkami na mury. Od razu możemy spojrzeć z góry na Stradun i stojącą obok bramy Pile imponującą Studnię Onufriego. Ruszamy na południe. Świeci słońce, jest niebieskie niebo, wieje lekki wietrzyk. A my mamy mury praktycznie tylko dla siebie. Rozkoszujemy się więc widokami na morze, dachy starówki czy wzgórze Srd. I bardzo niespiesznie idziemy dalej. Maszerując wzdłuż południowej części murów możemy podziwiać plażę i knajpkę, które odwiedziliśmy dzień wcześniej oraz, które znane nam były z wizyty w 2012 roku. Kiedy jesteśmy na wysokości portu, robi się niemal upalnie. Tu też spotykamy nieco więcej osób. Ale podczas naszej całej wędrówki naliczyliśmy ich może z 20. Dłuższą chwilę spędzamy na i przy wieży Minčeta. Bo za nią czeka nas już zejście z murów przy bramie Pile.

Mury Dubrownika – czy warto?

Oczywiście cena za spacer po murach jest mocno wygórowana. Ale z drugiej strony, jest to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie, które pozwoli Wam rozkoszować się pięknem miasta i to z dużo szerszej perspektywy. Tyle tylko, że my nie zdecydowalibyśmy się na spacer latem. Dlaczego? Po pierwsze, przez wzgląd na tłumy. Po drugie, z powodu panujących wtedy temperatur. Na murach nie ma prawie w ogóle cienia i przy trzydziestostopniowym upale przebywanie na nich będzie marną przyjemnością. Dlatego Dubrownickie Mury są kolejnym powodem, dla którego warto odwiedzić miasto poza sezonem. Będziecie eksplorować mury w ciszy i spokoju. Upał nie będzie Wam doskwierać. Widoczność i światło będą lepsze niż latem (pod warunkiem, że wstrzelicie się w takie okno pogodowe, jakie nam się trafiło). I absolutnie nie żałujemy, że mury odwiedziliśmy dopiero teraz. Bo absolutnie było warto!

Dubrownik da się lubić

Tak, Dubrownik da się lubić. Jest piękny, jest dostojny i jest fascynujący. Tyle tylko, że naszym zdaniem traci w konfrontacji z wysokim sezonem, tłumami i cenami. Poza letnimi miesiącami unikniecie dużej ilości turystów, ale nie unikniecie wysokich cen. Mimo, że nie szastaliśmy pieniędzmi, znaleźliśmy nocleg z darmowym (na szczęście!) parkingiem, to wydaliśmy tam pewnie coś ok. 1000 zł. Dodajmy, że przyjechaliśmy tam jednego dnia ok. godziny 16, a wyjechaliśmy drugiego dnia przed 12. To nie daje nawet doby spędzonej w tym mieście. Jasne, mogliśmy nie jeść w jednej z lepszych restauracji. Mogliśmy kolejny raz odpuścić sobie mury. I w 2012 roku faktycznie zwiedzaliśmy Dubrownik niskobudżetowo. Bo też się da. Ale z drugiej strony, są takie doświadczenia czy rzeczy, które warto odhaczyć sobie z listy. I my teraz chcieliśmy to zrobić. Prawda jest jednak taka, że w wysokim sezonie Dubrownik ponownie byśmy ominęli szerokim łukiem. I Wam też to radzimy!

Zobacz również

10 odpowiedzi

  1. Byłam w sezonie, ale zanim zrobił się taki wielki szał na Chorwację. Teraz sobie nie wyobrażam jak tam musi być tłoczno w sezonie…

    1. Teraz Dubrownik jest odrobinę ofiarą własnego sukcesu. Sukcesu, który też wynika z popkultury. Serial HBO czy kręcone tam firmy spowodowały, że do miasta zaczęli napływać nie tylko fani zwiedzania czy historii, ale też fani tych produkcji. A w sezonie jeszcze do Dubrownika przypływają statki wycieczkowe, w efekcie są momenty, gdy jest tam człowiek na człowieku.

  2. Byliśmy nie raz w sezonie i zgadzam się z Wami. Najgorszy dla mnie był upał i brak cienia, no i dużo ludzi…

    1. Poza sezonem wiadomo, a pogoda można nie trafić. Ale z drugiej strony jestem skłonna w ten sposób ryzykować, niż męczyć się w tłumie oraz w upale 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.