Tak się składa, że 18 maja obchodzę swoje imieniny. Był to oczywiście świetny pretekst, by odwiedzić kolejną, bałkańską restaurację w stolicy. Wybór tym razem padł na Dubrownik i oczywiście nie mam na myśli wycieczki do tego pięknego, chorwackiego miasta, a odwiedziny nazywającej się tak restauracji w samym centrum Warszawy.
Przez centrum rozumiem oczywiście okolice rotundy i Novotelu, bo jak wiadomo wciąż trwają spory, gdzie tak naprawdę polska stolica posiada swój centralny punkt.
Dlaczego wybraliśmy Dubrownik Chatę Chorwata? Głównie ze względu na w miarę szybki dojazd (niestety większość bałkańskich knajp położonych jest w drugiej części Warszawy względem naszego miejsca zamieszkania) oraz spory wybór wegetariańskich, lecz niestety niewegańskich dań.
Do restauracji nietrudno trafić – znajduje się tuż za białym budynkiem hotelu Novotel. Czerwony napis „Dubrownik” widoczny jest z daleka. Po wejściu do wnętrza restauracji witani jesteśmy przez dwóch kelnerów. Jednak to nie na nich skupia się nasza uwaga, lecz na wystroju. Co by nie mówić, ktoś miał polot, fantazję oraz duże środki, by w taki a nie inny sposób wykończyć wnętrze Dubrownika. Jest z przepychem, jest dużo wszystkiego i z jednej strony całość robi dobre wrażenie, z drugiej zaś momentami człowiek czuje się tym wszystkim przytłoczony. Trudno jest mi opisać jednoznacznie to odczucie, moim zdaniem warto się przekonać na własne oczy, jak to wszystko wygląda. Niemniej jednak jest dużo nawiązań do Chorwacji i Bałkanów – najbardziej zauważalne są obrazy namalowane na ścianach, prezentujące chorwackie pejzaże. W trakcie naszego pobytu z głośników leciała chorwacka muzyka – zarówno ta bardziej współczesna, jak i nieco starsza.


Moje naleśniki ze szpinakiem oraz grillowane warzywa

Oboje zgodnie stwierdziliśmy, że nie było „efektu wow”, jak po pobycie w innych, bałkańskich restauracjach. Ciekawy wygląda restauracji oraz ładne podanie dań, to nie wszystko. Potrawy muszą mieć jeszcze smak i jakiś charakter, lecz tego niestety w Dubrowniku absolutnie zabrakło. Wiadomo, każdy ma inny smak i może dla tamtejszego kucharza potrawy był doprawione. Jednak jeśli ktoś jeździ na Bałkany, ten wie, że nawet zwykłe, pieczone ziemniaki są tam posypywane aromatycznymi ziołami. Wszystko pachnie i smakuje nad wyraz intensywnie, bo taki właśnie jest ten region – INTENSYWNY, a nie mdły.
Z Dubrownika wyszliśmy z bardzo mieszanymi uczuciami. I nawet nie chodzi o to, ile zapłaciliśmy za obiad dla dwóch osób – 85zł. Po prostu jedzenie nas nie zachwyciło i nasze kubki smakowe trochę żałowały, że zostały nakarmione takim bezsmakowym jedzeniem. Szkoda, bo miejsce samo w sobie ma super potencjał do promowania bałkańskiej i chorwackiej sztuki kulinarnej. Możliwe, że ci, którzy nigdy nie byli na Półwyspie, posmakują w kuchni Chaty Chorwata. My jednak raczej więcej tam nie wrócimy, no chyba, że na piwo (polskie, of course).






4 Responses
O tym lokalu słyszę nie po raz pierwszy. Byłem właśnie ciekawy Waszych odczuć, ponieważ nigdy nie słyszałem o nim pozytywnych opinii.
Dla mnie ta restauracja, to przerost formy nad treścią. Niestety choć widać, że ktoś się mocno postarał, aby wystroj wnętrz był super hiper, to zapomniał, że w restauracji powinno być przede wszystkim smaczne i dobre jedzenie. W przypadku Dubronwnika tego zabrakło…
Byłam raz – nocleg w Novotelu, sprzyjał takiemu wyborowi – i nic mi tam nie smakowało. Szkoda
No szkoda, szkoda, w szczególności, że miejsce ma potencjał. Jednak co z tego, skoro jedzenie jest bez smaku, a atmosfera w lokalu jest mocno wydumana.