Kulinaria

Dubrownik w centrum Warszawy

-
22 maja 2015

Tak się składa, że 18 maja obchodzę swoje imieniny. Był to oczywiście świetny pretekst, by odwiedzić kolejną, bałkańską restaurację w stolicy. Wybór tym razem padł na Dubrownik i oczywiście nie mam na myśli wycieczki do tego pięknego, chorwackiego miasta, a odwiedziny nazywającej się tak restauracji w samym centrum Warszawy.
Przez centrum rozumiem oczywiście okolice rotundy i Novotelu, bo jak wiadomo wciąż trwają spory, gdzie tak naprawdę polska stolica posiada swój centralny punkt.

Dlaczego wybraliśmy Dubrownik Chatę Chorwata? Głównie ze względu na w miarę szybki dojazd (niestety większość bałkańskich knajp położonych jest w drugiej części Warszawy względem naszego miejsca zamieszkania) oraz spory wybór wegetariańskich, lecz niestety niewegańskich dań.

Do restauracji nietrudno trafić – znajduje się tuż za białym budynkiem hotelu Novotel. Czerwony napis “Dubrownik”  widoczny jest z daleka. Po wejściu do wnętrza restauracji witani jesteśmy przez dwóch kelnerów. Jednak to nie na nich skupia się nasza uwaga, lecz na wystroju. Co by nie mówić, ktoś miał polot, fantazję oraz duże środki, by w taki a nie inny sposób wykończyć wnętrze Dubrownika. Jest z przepychem, jest dużo wszystkiego i z jednej strony całość robi dobre wrażenie, z drugiej zaś momentami człowiek czuje się tym wszystkim przytłoczony. Trudno jest mi opisać jednoznacznie to odczucie, moim zdaniem warto się przekonać na własne oczy, jak to wszystko wygląda. Niemniej jednak jest dużo nawiązań do Chorwacji i Bałkanów – najbardziej zauważalne są obrazy namalowane na ścianach, prezentujące chorwackie pejzaże. W trakcie naszego pobytu z głośników leciała chorwacka muzyka – zarówno ta bardziej współczesna, jak i nieco starsza.

Dubrownik WarszawaDużym plusem Dubrownika jest estetyczne menu, z ładnymi zdjęciami potraw. Brakowało mi jedynie podanej gramatury dań, bo po samych fotografiach ciężko było stwierdzić, jak duża i treściwa będzie dana porcja. Ja decyduję się na naleśniki ze szpinakiem oraz grillowane warzywa. Marek natomiast wybrał cevapi z sosami oraz pieczonego ziemniaka faszerowanego ziołową kwaśną śmietaną.

Dubrownik Warszawa

Dubrownik WarszawaGeneralnie na nasze dania nie musieliśmy długo czekać. Porcje okazały się spore i były bardzo estetycznie podane. Na tym jednak kończy się nasze szczęście. Generalnie od stycznia staram się trzymać ściśle diety wegańskiej. Jednak, ponieważ nie chcę nabawić się nietolerancji laktozy, raz na 2-3 tygodnie spożywam jakieś danie, zawierające np. ser. Naleśniki ze szpinakiem wydawały się dobrym pomysłem, dopóki na ich wierzchu nie znalazłam jajka. Przyznam się szczerze, że smaku jajek nie cierpię od dawna i o ile ich obecność nie przeszkadzała mi w potrawach, takich jak ciasto czy choćby naleśniki, to zjedzenie ich w formie jajecznicy przyprawiało mnie o torsje. Po zeskrobaniu jajek z naleśników mogłam kontynuować jedzenie. I tu kolejny zawód – moja potrawa była bez smaku. Brakowało mocniejszych, bardziej aromatycznych przypraw, które jednak kojarzą się z Bałkanami. Wszystko było mdłe i bez wyrazu. Na dodatek, uważałam do tej pory, że ciężko jest spieprzyć grillowane warzywa (no chyba, że ktoś je po prostu spali). A tu Dubrownik mnie zaskoczył – grillowane warzywa nie dość, że nie miały smaku, to były wyjątkowo wodniste. U Marka sprawy miały się podobnie – mięso było niedoprawione (choć jego w tym temacie ratowały całkiem smaczne sosy, które dodawały smaku całemu daniu), a ziemniak był wodnisty i również bez jakiegokolwiek wyrazu.

Moje naleśniki ze szpinakiem oraz grillowane warzywa

DSC_0469~2

DSC_0470~2Marka cevapi z sosami (ziemniak nie załapał się na fotkę)

DSC_0471~2

Oboje zgodnie stwierdziliśmy, że nie było “efektu wow”, jak po pobycie w innych, bałkańskich restauracjach. Ciekawy wygląda restauracji oraz ładne podanie dań, to nie wszystko. Potrawy muszą mieć jeszcze smak i jakiś charakter, lecz tego niestety w Dubrowniku absolutnie zabrakło. Wiadomo, każdy ma inny smak i może dla tamtejszego kucharza potrawy był doprawione. Jednak jeśli ktoś jeździ na Bałkany, ten wie, że nawet zwykłe, pieczone ziemniaki są tam posypywane aromatycznymi ziołami. Wszystko pachnie i smakuje nad wyraz intensywnie, bo taki właśnie jest ten region – INTENSYWNY, a nie mdły.

Z Dubrownika wyszliśmy z bardzo mieszanymi uczuciami. I nawet nie chodzi o to, ile zapłaciliśmy za obiad dla dwóch osób – 85zł. Po prostu jedzenie nas nie zachwyciło i nasze kubki smakowe trochę żałowały, że zostały nakarmione takim bezsmakowym jedzeniem. Szkoda, bo miejsce samo w sobie ma super potencjał do promowania bałkańskiej i chorwackiej sztuki kulinarnej. Możliwe, że ci, którzy nigdy nie byli na Półwyspie, posmakują w kuchni Chaty Chorwata. My jednak raczej więcej tam nie wrócimy, no chyba, że na piwo (polskie, of course).

TAGI
Powiązane wpisy