Albania Bałkany 2014/15

BST 2014/15. Część 6 – Sylwester w Durres

-
26 maja 2015

31 grudnia 2014 – ostatni dzień roku

W sumie nikt (nawet my) nie spodziewał się, że ten ostatni dzień 2014 roku spędzimy w Albanii. Chyba nawet w najśmielszych planach i marzeniach nie dopuszczaliśmy nigdy takiej myśli do siebie. A tu proszę – niespodzianka. 31 grudnia budzimy się w Durres, a z naszego hotelowego okna i balkonu rozciąga się widok na tamtejszy port. Słońce radośnie wschodzi, przedzierając się przez niewielki wał chmur, który ulokował się nad okolicą. Gdy pogoda aż tak dopisuje, motywacja do wstawania jest jeszcze większa i nawet myśl o panującym na zewnątrz mrozie jakoś człowieka nie odstrasza.

Poranny widok z hotelowego okna

Durres

Plan zwiedzania miasta ułożyliśmy poprzedniego wieczora, więc teraz mogliśmy przystąpić do jego realizacji. Najpierw jednak udajemy się do bankomatu, by móc uiścić opłatę w hotelu. Kiedy tego dokonujemy, możemy udać się na zasłużone śniadanie. Tuż obok naszego hotelu odnajdujemy piekarnię. Choć piekarnia to złe słowo – to był istny raj. Kilka rodzajów burków, kilka rodzajów baklav, tysiące ciastek, ciasteczek i innych wypieków chlebowych. Na dzień dobry człowiek dostaje oczopląsu i ślinotoku. Z racji tego, że 1 styczeń jest dniem wolnym, w piekarni kłębi się tłum klientów, a obsługujących sprzedawczyń jest zapewne znacznie więcej, niż zwykle. My kupujemy śniadaniowe burki, ale obiecujemy sobie, że wrócimy później do piekarni po baklavę.

Promenada oraz widok na nasz hotel

Durres

Hotel Kristal

Durres

Willa Zoga

Durres willa zoga

Wyśmienita pekra z Durres

Durres pekara

Śniadanie pałaszujemy na wybrzeżu, grzejąc się w promieniach grudniowego słońca. Gdyby tak nie wiało, byłoby naprawdę bardzo przyjemnie. Burki smakują wyśmienicie i to nie tylko zasługa widoków i miejsca, w którym się znajdujemy. Po prostu są bardzo dobre.

Nadmorskie śniadanie

Durres

Poranny Durres i poranny rower (nie nasz)

Durres

Poranny spacer

Durres

Po śniadaniu wyruszamy na zwiedzanie. Naszym pierwszym celem jest Muzeum Archeologiczne, znajdujące się tuż obok naszego hotelu. Dosłownie i w przenośni możemy pocałować muzealnąklamkę, gdyż trwa jakiś remont. Co z tego, że sam obiekt wygląda na dość nowy i chyba w miarę niedawno otwarty? Z drugiej strony rozumiemy sytuację, jest ostatni dzień w roku, więc tego typu atrakcje niekoniecznie muszą być czynne.

Idziemy zatem dalej, w stronę portu. Najpierw przystajemy na skwerze, którego najważniejszym elementem jest monumentalny pomnik komunistycznych partyzantów. Na wysokim, schodkowym cokole stoi w dość agresywnej pozie mężczyzna unoszący nad głową karabin. Na pomnik można wejść i przy okazji poszerzyć sobie miejską panoramę.

Monumentalny pomnik partyzantów

Durres

Durres

Idąc dalej w stronę centrum miasta, docieramy do znanej nam już z wczoraj Wieży Weneckiej. Pochodzi ona z XV wieku i jest niewielkim obiektem, zbudowanym z kamiennych bloków. Można bezpłatnie wejść na jej szczyt, gdzie latem funkcjonuje kawiarnia (stoją stoliki i siedziska). Z góry rozciąga się widok na okolicę, a przede wszystkim na port, który jest tuż obok. Jeśli ktoś zmarznie podczas zwiedzania, może wstąpić do wnętrz wierzy, gdzie przez cały rok funkcjonuje niewielka kawiarnia (która pewnie latem głównie urzęduje na górze).

Urokliwa, niewielka Wieża Wenecka

wieża wenecka

Na wieży

wieża wenecka

Port w Durres

port durres

Z albańskim Mikołajem

wieża wenecka

Obok wierzy znaleźć można jeszcze trzy, ciekawe obiekty:

– kolorowy, pomalowany bunkier, który schowany jest nieco w krzakach, tuż obok wejścia do wieży;

bunkier

pomnik obrońców Duresz, na którym uwieczniony jest Musa Ulqinak, podwładny dowódcy żandarmerii albańskiej Abasy Kupiego. Obaj panowie bronili swego kraju w trakcie włoskiej inwazji w kwietniu 1939roku. Przy czym tylko jeden z nich – Ulqinak był nieco lepszym obiektem do uwiecznienia dla komunistycznych władz kraju.

durres

pomnik Lodewijka Thomsona – oficera holenderskiego, który zginął w 1914 roku w trakcie ataku muzułmańskich buntowników.

durres

Od Wieży Weneckiej ciągnie się mur obronny, wzdłuż którego dotrzeć można w okolice amfiteatru. Mur ten jest lepiej, a momentami gorzej zachowany, jednak prezentuje się wyjątkowo fotogenicznie w ostrym słońcu. Idąc wzdłuż niego trafiamy przed monumentalny budynek z plastikową kopułą, należący do Albanian College Durres. Obiekt ten ze swą architekturą i gigantomanią spokojnie mógłby znaleźć się w Skopje, gdzie tego typu budowle, nawiązujące do szeroko pojętego stylu klasycznego, wyrastają jak grzyby po deszczu.

Mur obronny

mur obronny

Majestatyczny budynek uczelni w Durres

college durres

Po przejściu przez jedną z bram w murze, kierujemy się w stronę głównej ulicy w centrum Durres, czyli Bulwaru Epidamin. Wcześniej jednak wędrujemy wąskimi, klimatycznymi uliczkami. Nad jedną z nich wiszą już trochę podniszczone parasole.

Klimatyczne uliczki Dures

Durres

Durres

Durres

Naszym kolejnym punktem zwiedzania jest amfiteatr. Prowadzi do niego niewielka arteria, która spodoba się każdemu, kto lubi szeroko pojęty street art. Szare niegdyś fasady niskich budynków oraz bramy zostały pomalowane przez artystów z różnych stron świata. Kolorowe malowidła sprawiają, że ta niewielka uliczka stała się dużo bardziej przyjazna i pozytywna.

Street art w Durres

street art durres

street art durres

street art durres

street art durres

Amfiteatr znajduje się po prawej stronie i o dziwo 31 grudnia za wejście na jego teren pobierana jest opłata w wysokości 200lek (ok.6zł). Obiekt ten został zbudowany około IIw. n.e.i często jest porównywany do najsłynniejszych amfiteatrów na całym świecie. Ma eliptyczny kształt, a jego największa oś ma 120metrów długości i 20 metrów wysokości. Na widowni mogło zasiadać od 15000 do 18000 widzów. Co ciekawe, amfiteatr został odkryty dość późno, bo w 1966 roku i to kompletnie przez przypadek, gdyż w trakcie kopania studni. Zasadniczo w jego bardzo bliskim sąsiedztwie znajdują się domy, stąd też nie można było całkowicie odsłonić jego wszystkich pozostałości. Inna sprawa, że jeden dom znajduje się częściowo na scenie amfiteatru, a po dawnych trybunach ganiają kury.

Amfiteatr

amfiteatr

Opuszczamy amfiteatr i kierujemy się w górę Bulvaru Epidamin. Po kilku minutach docieramy w rejon ratusza i remontowanego przed nim placu. Ciekawym widokiem są kilkumetrowe palmy, które oparte są o płot placu budowy. Zapewne czekają na lepsze czasy, kiedy będą mogły zostać wkopane. Tuż obok ratusza, po lewej stronie (patrząc w kierunku wschodnim) znajduje się meczet Faith. Wcześniej, w miejscu tym znajdował się inny meczet, ale został zburzony w 1967 roku przez władze komunistyczne, które jak wiadomo zwalczały wszelkie przejawy religijności na terenie Albanii.

Meczet Faith

meczet

Remontowany plac przed ratuszem i palmy

Durres

Palmy były w nocy oświetlone lampkami choinkowymi

Durres

Maszerujemy dalej, bo po chwili dotrzeć do rzymskiego forum. Znajduje się ono między niezbyt urodziwymi blokami. Zrobienie my zdjęcia tak, aby nie było ich za bardzo widać, wymaga od nas sporej gimnastyki.

rzymskie forum

Po drugiej stronie ulicy, Marek dostrzega napis “Pusi i Top Hanes” i zaczyna się wyjątkowo cieszyć. Skojarzenie było dość jednoznacznie i uznaliśmy, że warto sprawdzić, czym jest “pusi”. Określenie Top Hanes wskazuje, że pierwotną funkcją tego miejsca, jakim była produkcja prochu strzelniczego. Natomiast obecność naturalnego źródła pozwoliła na budowę studni, poza murami obronnymi, która służyła okolicznym mieszkańcom. No i cała tajemnica “pusi” została szybko rozwiązana. Niemniej jednak sama nazwa może pobudzać wyobraźnię 😉

Niepozorne Pusi i Top Hanes

pusi i top hanes

Maszerujemy dalej główną arterią Aleksandra Goga. Przyglądamy się, jak korkuje się miasto, a policjanci usiłują zapanować nad tym chaosem. Niestety z ich starań nie za wiele wynika oprócz tego, że i tak każdy jeździ jak chce, a ulice nadal są zatkane. My jednak opuszczamy centrum miasta i na azymut, wąskimi uliczkami kierujemy się w stronę Willi Zoga. Maszerujemy grzbietem wzgórza, które całe usiane jest mniejszymi bądź większymi domami. Już stąd rozciąga się widok na miasto oraz zatokę. Do naszego kolejnego celu docieramy dość szybko.

Widok na Durres

Durres

Willa Zoga umiejscowiona jest na szczycie wzgórza, z którego rozciąga się widok na Durres. Z wielu punktów tego portowego miast możemy dostrzec ten charakterystyczny, częściowo różowy budynek. Była to niegdyś nadmorska rezydencja króla Zoga. Według dwóch, różnych źródeł powstała ona albo w latach 20tych ubiegłego wieku albo okolo 1937 roku. Stworzona została w stylu neoklasycystycznym. Jej charakterystycznym elementem, oprócz specyficznego koloru, jest płaskorzeźba na froncie przedstawiająca Skanderbega na koniu. Niestety nam nie udało się wejść do środka willi. Przede wszystkim otoczona jest zasiekami z drutu kolczastego i jakiś krzaków. Przewodnik Wydawnictwa Rewasz wspominał o stróżu pilnującym wejścia do niej, jednak my na nikogo takiego nie trafiliśmy. Ostatecznie siadamy poniżej willi, z widokiem na morze oraz okolice naszego hotelu. Słońce przyświeca i nawet na moment zdejmuję puchową kurtkę. Jednak nie na długo, gdyż przy pierwszym, silniejszym podmuchu wiatru szybko ją zakładam.

Willa Zoga

willa zoga

Widok spod Willi Zoga

Durres

Po krótkim odpoczynku postanawiamy dotrzeć w okolice anten, które dostrzegliśmy na wzgórzu nieco wyższym niż to, na którym znajduje się Willa Zoga. Uliczką wśród domów docieramy do bramy, przez która wchodzimy na teren, na którym znajduje się budowa jakiegoś bloku oraz anteny. Jednak obiekty te są mało interesujące, bo to co robi na nas wrażenie to widok, jaki się stamtąd rozciąga. Naszym zdaniem jest to najlepszy punkt widokowy w całym Durres. Przede wszystkim podziwiać można urocze, niewielkie plaże, znajdujące się na północ od portu. Pewnie w sezonie są oblegane, jednak teraz sprawiały wyjątkowo sielankowe wrażenie. Do tego wszystkiego możemy obejrzeć rozległą panoramę miasta wraz z zatoką na południu. Jak dwa głupki biegamy z aparatami i staramy się uwiecznić piękno tego miejsca.

Na rewelacyjnym punkcie widokowym

Durres

Durres

Durres

Durres

Kiedy już uwieczniliśmy wszystko, co się dało, rozpoczęliśmy wędrówkę w dół miasta. Obok Willi Zoga skręciliśmy w prawo, ścieżką przez zadrzewiony teren. Znajdowało się tam kilka bunkrów, które wykonane były z białego kamienia/cegieł?, które mocno odznaczały się na tle zielonej trawy. Następnie schodkami wśród bujnych traw zeszliśmy do niewielkiego, białego kościółka, który swym wyglądem przypominał nieco te, które widuje się na zdjęciach z Hiszpanii. Stamtąd wąską dróżką pomiędzy działkami dotarliśmy do zrujnowanego basenu, na tyłach sporych bloków, kilkaset metrów od naszego hotelu. Przez dziurę w płocie wchodzimy na jego teren i na skróty docieramy w okolice naszego punktu noclegowego. Zanim udajemy się tam na krótki odpoczynek, robimy spore alkoholowe zakupy  w markecie (również pod kątem naszego wesela)  oraz zaglądamy do naszej już ulubionej piekarni i kupujemy baklavę. Do hotelu wracamy na chwilę, bu podładować nieco baterie i na moment odpocząć. Chcemy na zachód słońca udać się na plaże znajdujące się na północ od miasta.

“Eleganckie” bunkry

Durres

Niepozorny kościółek

Durres

Bunkier ogrodowy

Durres

Nieczynny basen

Durres

No to hop?

DurresNasza trasa

map1

Kiedy ponownie wychodzimy z hotelu, odkrywamy, że jest zimniej. Nie przeszkadza to jednak Albańczykom pucować swoje auta. 31 grudnia wszelkie samochodowe myjnie przeżywały swoiste oblężenie. Na tym tle nasza brudna Kianka wyglądała dość smętnie. Niestety nie mieliśmy ani ochoty ani czasu, by zajmować się jej czyszczeniem. Zamiast tego wybraliśmy się na kolejny spacer. Maszerujemy wzdłuż wybrzeża. Przy plażach ulokowały się rozliczne bary i restauracje, które teraz szykowały się do zbliżającej się nocy sylwestrowej. My idziemy coraz bardziej na północ. Najpierw mijamy jakieś mocno podniszczone, niskie bloki mieszkalne, a po chwili docieramy pod nowo wybudowany apartamentowiec, z basenem znajdującym się na zewnątrz. Temperatura nie zachęca do kąpieli, ale latem zapewne miejsce to ma swoich wiernych fanów (choć z drugiej strony, chyba kąpiel w morzu fajniejsza).

Popołudniowy spacer

Durres

No to hop vol.2

Durres

Opuszczamy okolice apartamentowca i drogą wzdłuż wybrzeża idziemy dalej. Im bardziej oddalaliśmy się od miasta, tym teren stawał się mniej zabudowany, aż w końcu towarzyszyły nam tylko wysokie trawy oraz stadko owiec wędrujące po niewielkim wzgórzu. Na zachód słońca schodzimy na jedną z plaż, która usiana była niewielkimi głazami. Ten ostatni w 2014 zachód jest wyjątkowo piękny i malowniczy. Z drugiej strony trudno jest nam uwierzyć, że kończy się właśnie kolejny rok i że dodatkowo spędzamy ten dzień właśnie w Albanii.

Durres

Durres

Durres

Durres

Kiedy słońce znika za horyzontem postanawiamy wrócić do miasta i udać się do restauracji na zasłużony obiad. Jednak dość szybko się okazuje, że popełniliśmy strategiczny błąd. Koło 18 większość restauracji była już zamknięta, gdyż kucharze i cała obsługa poszła szykować się na sylwestrową imprezę. Udaje nam się jednak znaleźć czynny lokal nieopodal Wieży Weneckiej. Jest tam dość drogo, a jedzenie nie należy do najwybitniejszych, ale takie są konsekwencje nieogarnięcia. Po posiłku Marek stwierdza, że nadal jest głodny, więc dopycha się kebabem z niewielkiego lokalu, który znajdował się w pobliżu. Gdy on znowu je, ja przeczesuję okolice Wieży Weneckiej w poszukiwaniu kesza. Ostatecznie udaje mi go odnaleźć z pomocą Marka. Ostatni kesz 2014 roku 😉

Nasza popołudniowa trasa

map2

Gdy wracamy koło 20 do hotelu oboje stwierdzamy, że jesteśmy koszmarnie zmęczeni. W ciągu dnia przeszliśmy ponad 20km, co odczuły przede wszystkim nasze nogi. Przy okazji odkrywamy, że baklava a raczej syrop z niej zalał nam torbę z rzeczami kuchennymi (menażki, naczynia, itd.). Kiedy próbowaliśmy się uporać z tym problemem, zalaliśmy pół pokoju i siebie nawzajem. Syrop z baklavy bywa wredny. Po porządkach, zamiast imprezować i dać się ponieść sylwestrowej zabawie, my idziemy spać. Przezornie nastawiam budzik na 23:45, by nie przespać północy. Okazuje się, że był to bardzo dobry pomysł, bo gdyby nie alarm ustawiony w telefonie, to pewnie obudzilibyśmy się dopiero nad ranem.

Jak wygląda sylwester w Albanii? Na pewno nie ma odliczania do północy, a w każdym razie żadna okoliczna knajpa czegoś takiego nie organizowała. Przez prawie godzinę w niebo wystrzeliwane są tysiące fajerwerków. Po północy dodatkowo obok naszego hotelu utworzył się korek. Odnieśliśmy też wrażenie, że większość hucznych imprez tak naprawdę rozkręciło się po północy, bo wcześniej nie było nawet słychać muzyki. Z perspektywy naszego balkonu mieliśmy naprawdę dobry widok na okolice. Przykrym widokiem, były dzikie psy i koty, które zdezorientowane biegały we wszystkich możliwych kierunkach, przerażone hukiem jaki towarzyszył świętowaniu z okazji nadejścia nowego roku.

Dla nas wejście w rok 2015 oznaczało nadejście wielu zmian, zrealizowaniu wielu planów, ale przede wszystkim bycie razem.

Sylwester albania durres

TAGI
Powiązane wpisy