Bałkany 2014/15 Bośnia i Hercegowina

BST 2014/15. Część 3 – bardzo zimowe Sarajewo

-
27 kwietnia 2015

28 grudnia 2014

Poranek wita nas śnieżycą. Jest szaro i niezbyt przyjemnie. Większość mieszkańców hostelu (których liczba wzrosła w międzyczasie) rozlokowała się w kuchni z laptopami i nie wyglądała, jakby planowała gdziekolwiek się wybierać. My wyszliśmy z założenia, że nie po to przejechaliśmy tyle kilometrów z Polski, by teraz siedzieć i gapić się w ekran komputera. Zakładamy ciepłe ciuchy i ku zdziwieniu opiekuna hostelu, wyruszamy na zwiedzanie miasta.

Najpierw udajemy się na śniadanie do piekarni ulokowanej przy ul. Bašeskije, tuż nad samą Sebilj. Najlepszą rekomendacją dla tego miejsca jest to, że stołuje się tam sporo miejscowych. Burki były smaczne i zapewniły nam sycące śniadanie. Kiedy opuszczamy ciepłe wnętrze pekary okazuje się, że śnieg powoli przeradza się w deszcz. Wtedy zaczynam doceniać dobrodziejstwa takie wynalazku, jakim jest parasolka. Kierujemy się przez Baščaršiję w stronę meczetu Ghazi Husrev – Bega. Budowla ta powstała w latach 1530-37, a jej fundatorem był Ghazi Husrev-bega i wzorowana była na meczecie Ataki-Ali-paszy ze Stambułu. Na meczet składa się duża, centralna kopuła oraz dwie mniejsze, znajdujące się po bokach. Tym, co najbardziej rzuca się w oczy, to kolorowe ornamenty zdobiące główne wejście do budynku. My zaglądamy jedynie na podwórze, gdyż meczet był rano zamknięty. Przystajemy na chwilę obok šerdwan czyli studni-wodotrysku, która znajduje się pod dachem w formie kopuły, wspartym na ośmiu drewnianych kolumnach.

meczet

Następnie kierujemy się w stronę katedry, a dokładniej do galerii 11/07/95, w której odbywa się wystawa poświęcona Srebrenicy oraz współczesnemu konfliktowi w Syrii. Bilet wstępu kosztuje 12KM (ok.24zł). Co tu dużo pisać – wystawa jest wstrząsająca i tyczy się to zarówno zdjęć ze Srebrenicy, jak i z Syrii. Jednak tym, co zrobiło na nas największe wrażenie, to dwa filmy prezentowane na wystawie. Pierwszym z nich była Miss Sarajewo (o którym wspominałam we wpisie dotyczącym bałkańskich filmów), drugim natomiast film poświęcony Srebrenicy. Nie będę ukrywać, że łzy lały mi się strumieniami. Chyba najbardziej wstrząsająca była dla mnie świadomość, że jestem w mieście, które nie tak dawno temu przeżywało ogromny koszmar; że chodzę po ulicach, po których spacerowali bohaterowie Miss Sarajewo. Po opuszczeniu wystawy, oboje z Markiem nie bardzo wiedzieliśmy, co powiedzieć. Może to kwestia guli w gardle, która uniemożliwiała swobodną komunikację, a może po prostu każde z nas musiało przemyśleć sobie na spokojnie to, co przed chwilą zobaczyliśmy i czego doświadczyliśmy.

Z okolic katedry, w coraz mocniej padającym deszczu, ruszyliśmy dalej ulicą Ferhadija. Zajrzeliśmy na plac Markale do Gradskiej tržnicy, gdzie mogliśmy popodziwiać sery i suhe meso. Podziwiać, gdyż po sutym śniadaniu nie mieliśmy ochoty na jedzenie. Stamtąd przeszliśmy do Vjećnej Vatry, czyli miejsca, w którym ciągle płonie ogień, upamiętniający Bośniaków, Chorwatów i Serbów oraz wszystkich tych, którzy poświęcili swoje życie broniąc Sarajewa w trakcie II wojny światowej.

Świąteczny jarmark

Sarajewo jarmark świąteczny

Bifteki na targu

Targ Sarajewo

targ sarajewo

Wieczny ogień

Vjećna Vatra

Naszym kolejnym punktem zwiedzania jest kompleks olimpijski Zetra wraz ze stadionem Kuševo. Tam odbywała się inauguracja zimowej olimpiady w 1984 roku. Dla wielu osób, to sportowe wydarzenie było jednym z ważniejszych w historii Sarajewa (oprócz oczywiście zamordowania arcyksięcia Ferdynanda oraz oblężenia miasta w latach 1992-96).

Najpierw przechodzimy przez Veliki Park, a następnie wąskimi uliczkami schodzimy do ulicy Kuševo i Alipašina. Poprzedniego dnia, stojąc na jednym z punktów widokowych, dostrzegliśmy osiedle, które z oddali wyglądało na kompletnie opuszczone. Tym razem mogliśmy przyjrzeć się mu z bliska, a wszystko dzięki spostrzegawczości Marka: “Spójrz, na tym osiedlu mają kolejkę górską!!”. Oczywiście nie była to kolejka górska, a rodzaj windy, która przypominała nieco pomniejszony wagonik kolejki np. na Gubałówkę czy Górę Parkową. Samo osiedle wygląda dość przytłaczająco, a mieszkanie w nim chyba nie należy do przyjemności. Stworzone jest ze zlepku mniejszych i większych budynków, które ułożone są jeden za drugim. Zapewne na odbiór tego miejsca wpłynęła niezbyt piękna pogoda oraz hordy agresywnych psów, które atakowały lub ganiały rowerzystów i przechodniów, niemniej jednak z ulgą się stamtąd oddaliliśmy.

Przerażające osiedle

Sarajewo

Sarajewo

Sarajewo

Sarajewo

Po opuszczeniu osiedla dość szybko dotarliśmy do kompleksu olimpijskiego. Niegdyś obok dużego stadionu ulokowany był jego nieco mniejszy odpowiednik. Niestety w trakcie okupacji miasta został zamieniony na cmentarz, gdyż mieszkańcy Sarajewa zaczęli mieć problem z dostępnością miejsc, w których mogliby chować zmarłych. Robi to dość przygnębiające wrażenie, jednak jak wszędzie w tym mieście, historia dość mocno daje o sobie znać i nie pozwala zapomnieć o tym, co działo się tu tak niedawno.

Wspomnienia po olimpiadzie

Zetra

Cmentarz

Kosevo

Zetra

Zetra

Generalnie bardzo chcieliśmy obejrzeć Muzeum Olimpiady, które jednak nie jest czynne w niedziele (zresztą jak większość muzeów w Sarajewie), o czym jakoś nie mieliśmy pojęcia. No cóż, przynajmniej zobaczyliśmy sam kompleks olimpijski. Jak kiedyś do Sarajewa wrócimy, to może uda się nadrobić tę muzealną zaległość, choć sporo osób twierdzi, że trochę szkoda zachodu.

W strugach lejącego deszczu powoli wracamy w stronę centrum. Oboje mamy przemoczone buty i spodnie. Na to nawet parasol nie jest w stanie pomóc. Maszerujemy do naszego hostelu wzdłuż Miljacki, gdy do deszczu dołączają ogromne płatki śniegu, co sprawia, że w naszym i tak przemoczonym obuwiu tworzą się małe bajora.

W drodze do hostelu

Sarajevo

Po powrocie do hostelu rozpoczynamy suszenie naszych ciuchów i chwilę rozważamy, co tu dalej ze sobą począć. Większość hostelowych współlokatorów chyba cały dzień przesiedziała w kuchni, a my jako jedyni postanowiliśmy nie marnować czasu i mimo złej pogody zwiedzić miasto. Dość szybko decydujemy się powłóczyć jeszcze po Starym Bazarze, a później udać się do Sarajevskiej Pivary, czyli Sarajewskiego Browaru.

W suchych ubraniach znów udajemy się na Baščaršiję, gdzie Marek pałaszuje kebaba, a ja ślinię się do słodyczy na jednej z wystaw. Wieczorem zaczyna ostro sypać śniegiem i ulice dość szybko zostają przykryte białym puchem. Szybko stwierdzamy, że nie chce nam się marznąć, więc udajemy się na drugą stronę rzeki do Sarajewskiego Browaru. Miejsce to odegrało znacząca rolę w trakcie oblężenia miasta. W trakcie walk, w stolicy BiH odłączony był prąd, a co za tym idzie miejskie pompy nie mogły rozprowadzać wody. Stąd też mieszkańcy Sarajewa musieli ją skądś przynosić. Miejscem tym był Sarajewski Browar, posiadający głębinowe studnie (a dokładniej naturalne, sporej wielkości źródło), z których w trakcie oblężenia, rurami woda była wyprowadzana na ulicę, gdzie sarajewianie mogli ją nabrać do butelek czy kanistrów. Czetnicy dość szybko zorientowali się w sytuacji i często ostrzeliwali browar oraz niczemu winnych ludzi.

Sam budynek pochodzi z 1864 roku, a piwo Sarajevsko jest jednym z najbardziej popularnych w Bośni i Hercegowinie. W Pivarze znajduje się Pivnica HS – rewelacyjny, sporej wielkości lokal, oferujący oczywiście piwo, jak i dania obiadowe oraz przekąski. Choć myśleliśmy, że trudno tam będzie znaleźć stolik, to okazało się, że w środku nie było zbyt wielu gości. Wybraliśmy miejsce na górnym poziomie, z widokiem na resztą lokalu. Pivnica HS  jest na swój sposób magiczna i pozwoliła nam na całkowity relaks. Wypiliśmy po dwa różne Sarajevsko (w tym moje ulubione ciemne), do tego spałaszowałam szopską sałatę, a wisienką na torcie były rockowe, klasyczne kawałki, które sączyły się subtelnie z głośników. Generalnie miejsce jest w 100% godne polecenie. My na pewno jeszcze odwiedzimy to miejsce, przy jakimś kolejnym pobycie w Sarajewie.

W Pivnicy HS

Pivnica HS

Pivnica HS

W jeszcze mocniej sypiącym śniegu wracamy do hostelu, by spakować nasze graty i przygotować się do dalszej podróży, która czekała nas od samego rana dnia następnego. Nie mieliśmy ochoty dopłacać za i tak drogi parking. Tak zwana siła wyższa i chęć oszczędzania. Ale prawda jest też taka, że po prostu chcieliśmy jak najszybciej znaleźć się w ukochanej Albanii.

TAGI
Powiązane wpisy