Kulinaria

Bałkański powiew w Warszawie – ba Adriatico [ZAMKNIĘTE]

-
29 kwietnia 2015

Pierwszy raz z ba Adriatico zetknęliśmy się podczas Dnia Chorwackiego odbywającego się w Domu Kultury Służew.
Wtedy serwowali mięsa oraz burki, które jednak zanim dotarliśmy do stoiska, zdążyły się skończyć. Jakiś czas temu postanowiliśmy odwiedzić kolejną, bałkańską restaurację w Warszawie i padło na ba Adriatico właśnie.

Lokal umiejscowiony jest w mało ciekawym miejscu, to jest na Jana Pawła II 50/52, wśród innych mniejszych i większych lokali oraz punktów usługowych. Zazwyczaj miejsce to średnio mi się kojarzyło, jednak od progu ba Adriatico zrobiło na mnie i na Marku dobre wrażenie. Prawdopodobnie za sprawą właściciela – Chorwata Ivo, który roztacza wokół typowo bałkańską aurę gościnności i pozytywnego nastawienia. Restauracja jest niewielka, w środku znajdziemy kilka stolików, bark, lodówkę z winami. Oprócz bałkańskich grafik, we wnętrzu mocno rzuca się w oczy zarys najbardziej znanych na Półwyspie budowli, wykonany z podświetlonej, czarnej pleksi. W trakcie oczekiwania na potrawy można rozpracowywać, które budowle zostały uwiecznione.

We wnętrzu ba Adriatico

ba Adriatico

Karta nastawiona jest raczej na mięsożerców, jednak znalazłam dla siebie kilka wegetariańskich (bo nie wegańskich dań). Ivo słysząc, że nie jem mięsa, zaproponował grillowane warzywa (ja wzięłam je bez parmezanu) oraz papryki nadziewane serem (tu mój weganizm trochę się oburzył, ale kazałam mu siedzieć cicho, ja tu w końcu decyduję). Marek zdecydował się na Gurmanską Pljeskavicę oraz szopską sałatę. Na przystawkę wzięliśmy chlebek z mąki kukurydzianej z pastą z bakłażanów.

Nasza przystawka

ba Adriatico

Czas oczekiwania na dania umilała nam bałkańska muzyka, która subtelnie sączyła się z głośników. W międzyczasie do lokalu przyszło więcej gości, więc stoliki dość szybko zaczęły się zapełniać. Niestety, ponieważ padało, miejsca na zewnątrz były wyłączone z użytkowania. Przystawkę dostaliśmy kilka minut po dokonaniu zamówienia, a dania główne po ok. 15 minutach. Marek jest zachwycony, bo na jego talerzu pręży się dorodny kawał mięsiwa, w towarzystwie pikantnego ajwaru. Ja również nie narzekam, bo z mojego talerza uśmiechają się piękne warzywa, pełne witamin. Wszystko smakowało wybornie, było odpowiednio doprawione oraz przyrządzone.

Gurmanska pljeskavica Marka

DSC_0445-2

Moje warzywne, kolorowe danie

ba Adriatico

Jedyne, co nie zrobiła na nas dobrego wrażenia, to ceny. O ile kawał mięsa kosztujący 26zł jakoś nie dziwi, o tyle grzanki z pastą z bakłażanów za 14 zł mogą budzić pewną dozę poruszenia (w szczególności, że w niektórych restauracjach tego typu przystawkę dostawaliśmy jako starter, za darmo). Za dwa dania, przystawkę oraz herbatę i colę zapłaciliśmy ponad 80zł. Z jednej strony to sporo, z drugiej zaś za wysoką jakość można zapłacić.

Ba Adriatico to miejsce dość kameralne, choć stoliki są tak ustawione, że klienci siedzą obok siebie, co zmniejsza nieco “restauracyjną intymność”. Smaki są iście bałkańskie, wystrój natomiast pozwala na chwilę oderwać się od warszawskiego pędu i chaosu, by przenieść się myślami na Półwysep. A gdy dodatkowo w ba Adriatico jest Ivo możecie być pewni, że zostaniecie ciepło i profesjonalnie przyjęci.  Czy wrócimy do tej restauracji? Pewnie tak, w szczególności, by spróbować burków, które dostać można jedynie na zamówienie złożone na 1-2 dni przed planowaną wizytą.

RESTAURACJA NIESTETY JEST ZAMKNIĘTA.

TAGI
Powiązane wpisy