BST 2014/15. Część 1 – droga do Sarajewa

W kalendarzu mamy od kilku dni wiosnę, lato się zbliża, więc jest to idealny czas by myślami i wspomnieniami powrócić do zimy, a dokładniej do zimowych Bałkanów.  Z pierwszego wpisu dotyczącego tego wyjazdu wiecie, że cała idea wybrania się na przełomu grudnia i stycznia na Półwysep, narodziła się dość spontanicznie. Na dwa dni przed terminem wyjazdu, cała wyprawa stanęła pod sporym znakiem zapytania, ze względu na techniczne problemy z Kianką. Na szczęście Markowi udało się go rozwiązać i 25 grudnia oboje stawili się w Kielcach. Po wspólnym, świątecznym obiedzie z moimi rodzicami, ostatecznemu dopakowaniu gratów, byliśmy gotowi do drogi, do której ruszyliśmy w drugi dzień świąt.

26 grudnia 2014 Balkan Spontan Trip startuje

Godzina 4:18. Wyjeżdżamy z Kielc do Sarajewa. Zapowiadane na ten dzień opady śniegu rozpoczynają się kilka minut po tym, jak odjechaliśmy spod mojego kieleckiego bloku. Początkowo są dość obfite i skutecznie przesłaniają widok. Do Krakowa mimo wszystko docieramy bardzo sprawnie, a do Chyżnego droga mija równie szybko. W trakcie jazdy przez Polskę kontaktuje się ze mną przez facebooka Marta, która na blogowym fp pisze mi, że wraz z rodziną również jest w drodze do Sarajewa. Wymieniamy się numerami telefonów, by na miejscu umówić się na wspólny spacer i piwko. Siła internetu – w świąteczny dzień, o jakiejś barbarzyńskiej porze, można nawiązać kontakt z kimś, kto jedzie w to samo miejsce, w tym samym czasie.

Bałkański, turecki akcent na parkingu w Chyżnem

Chyżne

Tradycyjna już fotka przed opuszczeniem Polski

Chyżne

Przez Słowację początkowo jedzie się sprawnie, lecz w Donovalach, które obstawiałam, że mogą być problematyczna, trafiamy na totalny atak zimy. Co by nie mówić, droga wiedzie tam po środku gór. Po nocnych opadach, asfalt jest biały, część aut ma problem by w ogóle podjechać. Mimo poranka, trafiamy na zator na zjeździe do Bańskiej Bistricy. Jest on dość stromy i z przeciwnej strony drogę blokuje ciężarówka, która nie jest w stanie na stromiźnie ruszyć się z miejsca. Policja wprowadziła ruch wahadłowy, w efekcie korek jest w dwie strony. Na szczęście dość szybko udaje nam się ruszyć w dalszą drogę.

Zimowe Donovaly

Donovaly

W małym korku na zjeździe do Bańskiej Bistricy

Donovaly

Im dalej od Polski, tym lepsza pogoda. Docieramy do Węgier i znaną nam trasę jedziemy najpierw w stronę Budapesztu, a później wzdłuż Dunaju, do granicy z Chorwacją. Droga przez ten bałkański kraj mija nam dość szybko, a dodatkowo czas umila nam nasze ulubione chorwackie radio Otvoreni Radio. Koło godziny 17 wjeżdżamy do Bośni i Hercegowiny. W Crkvicko tankujemy Kiankę i jedziemy w stronę Sarajewa. W międzyczasie dostaję smsa od Marty, że są już w Sarajewie, w którym panują iście zimowe, śnieżne warunki, czego nie widać w reszcie kraju. Droga przez Bośnię jest jak zwykle dość męcząca, gdyż w stronę stolicy zawsze jedzie mnóstwo aut, a w szczególności tirów. Kiedy jednak docieramy do autostrady, ostatnie 60km do Sarajewa mijają szybko. Po zapłaceniu na bramkach opłaty za przejazd mylimy zjazdy. Tuż za bramkami znajdują się dwa drogowskazy na Sarajewo – jeden kieruje na prawo, drugi na wprost. My wybieramy opcję numer dwa, która sprawia, że nadrabiamy sporo kilometrów, jadąc dość naokoło. Kiedy wreszcie pojawia się zjazd, zawracamy do Sarajewa.

Nad pięknym, modrym Dunajem (również tradycyjna już fotka)

Dunaj

Nasza ulubiona miejscowość na Węgrzech

Furkotelep

Zachód słońca w Chorwacji

Chorwacja

Kierujemy się do centrum, gdzie przy ulicy Cumurija 4 znajduje się nasz hostel. Zanim udaje nam się do niego dotrzeć, trafiamy na korek spowodowany przez niegroźną stłuczkę dwóch aut. Gdy docieramy w okolice hostelu, nieco motamy się w jednokierunkowych uliczkach, które są domeną ścisłego centrum stolicy Bośni i Hercegowiny. Parkujemy w końcu pod hostelem Travellers House, jednak wiemy, że wszędzie w obrębie centrum jest płatna strefa parkowania. Udajemy się do hostelu, znajdującego się w starej kamiennicy, w którym wita nas jego przesympatyczny opiekun. Na pierwszym piętrze znajduje się recepcja, pokoje wieloosobowe oraz kuchni i łazienka. Na wyższym piętrze zlokalizowane są pokoje dwuosobowe. My mamy zarezerwowane miejsca w pokoju ośmioosobowym. Od gospodarza hostelu dowiadujemy się, że w pobliżu nie ma bezpłatnego parkingu, a najbliższy płatny i strzeżony znajduje się na przeciwko hostelu, w podwórzy kamiennicy. Tam też się udajemy i uiszczamy opłatę w wysokości 35KM (72zł) za półtora dnia parkowania, zabieramy graty z Kianki i idziemy do hostelu. Tu mała rada dla Was – jeśli szukacie hostelu/hotelu w Sarajewie, to tylko takiego, który w ramach ceny za nocleg ma również parking. Pobyt Kianki w Sarajewie wyniósł nas nie wiele taniej, niż nasz własny.

Pokój na pierwszą noc mamy tylko dla siebie. Marek wychodzi po piwko do jeszcze otwartego, pobliskiego sklepu, a ja w tym czasie umawiam się z Martą i jej rodzinką na następny dzień, na 19. Dość szybko idziemy spać, gdyż droga z Kielc do Sarajewa zajęła nam prawie 18 godzin.

Chill out w hostelu

 Sarajewo Hostel

Zobacz również

16 odpowiedzi

    1. Za parking ostatecznie zapłaciliśmy więcej, bo zostaliśmy w Sarajewie na dwa i pół dnia.

      Jeśli chodzi o koszt przejazdu przez autostradę, to wynosi on ok. 12zł (tyle mi ściągnęło z karty w zeszłym roku w sierpniu. Ponieważ Marek płacił w grudniu kartą na bramce, to nie pamiętam czy kwota była zbliżona, czy nieco wyższa).

  1. To fakt, parkowanie w Sarajewie jest problemem. My w zeszłym roku płaciliśmy 30KM za dwa dni parkingu w prywatnym garażu pracownika hostelu. W tym roku szukając rezerwacji to był jeden z głównych kryteriów…bezpłatny, bezpieczny parking. Pozdrawiam
    P.s. Orientujesz się, czy w tym roku uruchomią wreszcie kolejkę linową na Trebević?

    1. Nie sądzę, by szybko kolejkę uruchomili, choć cały czas słyszy się o tym planie.
      Parking w ramach noclegu to w Sarajewie podstawa. Teraz to wiemy, bo człowiek jednak na błędach powinien się uczyć. Inna sprawa, że hostelu szukaliśmy szybko i troszkę na łapu capu;)

  2. W rzeczy samej zawiało chłodem, na szczęście ogrzaliście to słowami 🙂 Do czytania Waszego wpisu zabrakło mi tylko grzanego wina. No ale to już by było za dużo. Teraz wchodzę w zakładkę Albania… bo mnie intryguje 🙂 Pozdrawiam

    1. Chłodno się dopiero zrobi, jak przejdę do zimniejszej części relacji, która jeszcze przed nami 😉 Natomiast mam nadzieję, że Albania przypadnie Ci do gustu 🙂

  3. Wygląda na to, że droga poszła wam całkiem sprawnie. Biorąc pod uwagę zimowe warunki. Jednak parking musiał boleć 🙂

    1. Dojazd poszedł nam sprawnie, pomijając oczywiście pomyłkę na zjeździe do Sarajewa.
      Parking bolał ale to nasz błąd, że znaleźliśmy nocleg bez miejsca postojowego.

  4. Ale chyba jak na porę roku to warunki nie były najgorsze? Bywało, że drogi w tamtym regionie były naprawdę nieźle przysypane! Czekam na więcej! 🙂

    1. Hmmm obawy?? Nie, jakoś ich nie mieliśmy, w szczególności, że pierwszej nocy pokój mieliśmy tylko dla siebie, a później dołączył do nas jeden gość i jeszcze jedna para. Ja do spania w wieloosobowych pokojach mam dość luźne podejście, bo włócząc się po górach i sypiając na kupie ze wszystkimi przyzwyczaiłam się do towarzystwa. 😉

  5. Byłam kiedyś w Donovaly na Sylwestra! Super tam jest 🙂 Też czasem śpimy w wieloosobowych pokojach z chłopakiem, chociaż niekiedy się to nie opłaca, bo dwa miejsca w dormitorium są droższe niż pokój dwuosobowy!

    1. O widzisz – a my zawsze w Donovalach przejazdem 😉
      W trakcie naszej dalszej zimowej podróży przez Bałkany doszliśmy do wniosku, że czasem lepiej wykupić pokój w hotelu niż miejsce w hostelu, w szczególności, że te w Albanii nie miały ogrzewania (co przy temp.-10 było dość kłopotliwe).

    1. W sumie zima dopadła nas tak naprawdę w Sarajewie, przy czym pierwsze spotkanie z nią było wyjątkowo słoneczne. Później zrobiło się mniej kolorowo, ale źle nie było 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.