Bałkany 2014/15 Bośnia i Hercegowina

BST 2014/15. Część 1 – droga do Sarajewa

-
2 kwietnia 2015

W kalendarzu mamy od kilku dni wiosnę, lato się zbliża, więc jest to idealny czas by myślami i wspomnieniami powrócić do zimy, a dokładniej do zimowych Bałkanów.  Z pierwszego wpisu dotyczącego tego wyjazdu wiecie, że cała idea wybrania się na przełomu grudnia i stycznia na Półwysep, narodziła się dość spontanicznie. Na dwa dni przed terminem wyjazdu, cała wyprawa stanęła pod sporym znakiem zapytania, ze względu na techniczne problemy z Kianką. Na szczęście Markowi udało się go rozwiązać i 25 grudnia oboje stawili się w Kielcach. Po wspólnym, świątecznym obiedzie z moimi rodzicami, ostatecznemu dopakowaniu gratów, byliśmy gotowi do drogi, do której ruszyliśmy w drugi dzień świąt.

26 grudnia 2014 Balkan Spontan Trip startuje

Godzina 4:18. Wyjeżdżamy z Kielc do Sarajewa. Zapowiadane na ten dzień opady śniegu rozpoczynają się kilka minut po tym, jak odjechaliśmy spod mojego kieleckiego bloku. Początkowo są dość obfite i skutecznie przesłaniają widok. Do Krakowa mimo wszystko docieramy bardzo sprawnie, a do Chyżnego droga mija równie szybko. W trakcie jazdy przez Polskę kontaktuje się ze mną przez facebooka Marta, która na blogowym fp pisze mi, że wraz z rodziną również jest w drodze do Sarajewa. Wymieniamy się numerami telefonów, by na miejscu umówić się na wspólny spacer i piwko. Siła internetu – w świąteczny dzień, o jakiejś barbarzyńskiej porze, można nawiązać kontakt z kimś, kto jedzie w to samo miejsce, w tym samym czasie.

Bałkański, turecki akcent na parkingu w Chyżnem

Chyżne

Tradycyjna już fotka przed opuszczeniem Polski

Chyżne

Przez Słowację początkowo jedzie się sprawnie, lecz w Donovalach, które obstawiałam, że mogą być problematyczna, trafiamy na totalny atak zimy. Co by nie mówić, droga wiedzie tam po środku gór. Po nocnych opadach, asfalt jest biały, część aut ma problem by w ogóle podjechać. Mimo poranka, trafiamy na zator na zjeździe do Bańskiej Bistricy. Jest on dość stromy i z przeciwnej strony drogę blokuje ciężarówka, która nie jest w stanie na stromiźnie ruszyć się z miejsca. Policja wprowadziła ruch wahadłowy, w efekcie korek jest w dwie strony. Na szczęście dość szybko udaje nam się ruszyć w dalszą drogę.

Zimowe Donovaly

Donovaly

W małym korku na zjeździe do Bańskiej Bistricy

Donovaly

Im dalej od Polski, tym lepsza pogoda. Docieramy do Węgier i znaną nam trasę jedziemy najpierw w stronę Budapesztu, a później wzdłuż Dunaju, do granicy z Chorwacją. Droga przez ten bałkański kraj mija nam dość szybko, a dodatkowo czas umila nam nasze ulubione chorwackie radio Otvoreni Radio. Koło godziny 17 wjeżdżamy do Bośni i Hercegowiny. W Crkvicko tankujemy Kiankę i jedziemy w stronę Sarajewa. W międzyczasie dostaję smsa od Marty, że są już w Sarajewie, w którym panują iście zimowe, śnieżne warunki, czego nie widać w reszcie kraju. Droga przez Bośnię jest jak zwykle dość męcząca, gdyż w stronę stolicy zawsze jedzie mnóstwo aut, a w szczególności tirów. Kiedy jednak docieramy do autostrady, ostatnie 60km do Sarajewa mijają szybko. Po zapłaceniu na bramkach opłaty za przejazd mylimy zjazdy. Tuż za bramkami znajdują się dwa drogowskazy na Sarajewo – jeden kieruje na prawo, drugi na wprost. My wybieramy opcję numer dwa, która sprawia, że nadrabiamy sporo kilometrów, jadąc dość naokoło. Kiedy wreszcie pojawia się zjazd, zawracamy do Sarajewa.

Nad pięknym, modrym Dunajem (również tradycyjna już fotka)

Dunaj

Nasza ulubiona miejscowość na Węgrzech

Furkotelep

Zachód słońca w Chorwacji

Chorwacja

Kierujemy się do centrum, gdzie przy ulicy Cumurija 4 znajduje się nasz hostel. Zanim udaje nam się do niego dotrzeć, trafiamy na korek spowodowany przez niegroźną stłuczkę dwóch aut. Gdy docieramy w okolice hostelu, nieco motamy się w jednokierunkowych uliczkach, które są domeną ścisłego centrum stolicy Bośni i Hercegowiny. Parkujemy w końcu pod hostelem Travellers House, jednak wiemy, że wszędzie w obrębie centrum jest płatna strefa parkowania. Udajemy się do hostelu, znajdującego się w starej kamiennicy, w którym wita nas jego przesympatyczny opiekun. Na pierwszym piętrze znajduje się recepcja, pokoje wieloosobowe oraz kuchni i łazienka. Na wyższym piętrze zlokalizowane są pokoje dwuosobowe. My mamy zarezerwowane miejsca w pokoju ośmioosobowym. Od gospodarza hostelu dowiadujemy się, że w pobliżu nie ma bezpłatnego parkingu, a najbliższy płatny i strzeżony znajduje się na przeciwko hostelu, w podwórzy kamiennicy. Tam też się udajemy i uiszczamy opłatę w wysokości 35KM (72zł) za półtora dnia parkowania, zabieramy graty z Kianki i idziemy do hostelu. Tu mała rada dla Was – jeśli szukacie hostelu/hotelu w Sarajewie, to tylko takiego, który w ramach ceny za nocleg ma również parking. Pobyt Kianki w Sarajewie wyniósł nas nie wiele taniej, niż nasz własny.

Pokój na pierwszą noc mamy tylko dla siebie. Marek wychodzi po piwko do jeszcze otwartego, pobliskiego sklepu, a ja w tym czasie umawiam się z Martą i jej rodzinką na następny dzień, na 19. Dość szybko idziemy spać, gdyż droga z Kielc do Sarajewa zajęła nam prawie 18 godzin.

Chill out w hostelu

 Sarajewo Hostel

TAGI
Powiązane wpisy