Bałkany = Koty. Część 2

Nie da się ukryć – jestem kociarą. Nawet, gdy tworzę ten wpis, mój kot Mózg, siedzi mi na kolanach i wbija pazury w udo, jakby przeczuwając, iż sprawy również i jego dotyczą. W pierwszej części z kociej serii mogliście się zapoznać z kotami, które napotkałam na swej drodze podczas najwcześniejszych wyjazdów na Bałkany. Dziś zapraszam Was na kolejną porcję kocich inspiracji podróżniczych, w ramach oderwania się od wielkanocnych wiktuałów i zrelaksowania po wodnych walkach w ramach Śmigusa Dyngusa.

Zacznijmy od “letnich kotów”. Generalnie będąc w sierpniu 2014 w Albanii, nie spotkaliśmy zbyt wielu kotów (pomijam rozliczne spotkania z innymi zwierzakami, takimi jak kozy, krowy, konie, owce i pasterskie psy). Niemniej jednak te spotkania, do których doszło, były najczęściej dość emocjonalne.

Najbardziej w pamięci utkwiło mi spotkanie z kociakiem, o którym wspominałam w relacji znad albańskiego wybrzeża. Natknęliśmy się na niego schodząc z zamku Himare. Wyglądał na wyjątkowo zabiedzonego, chciał, żeby go głaskać i do tego przeraźliwie miauczał. Mi pękło serce na pół, Marek jednak niewzruszony był na moje prośby, aby kociaka ze sobą zabrać. Oczywiście, on wykazał się stanowczą racjonalnością, ja natomiast kierowałam się rozszalałymi emocjami. Cóż, od dziecka byłam wrażliwa na krzywdę zwierząt – rzewnymi łzami płakałam, gdy w telewizji leciał program tworzony przez Fundację Animals.

kot albania

Z kolejnym kotem spotkanym latem w Albanii nie wiąże się tak smutna dla mnie historia. Tamten osobnik wyjątkowo nie chciał dać się sfotografować. Do tego stopnia, że ostatecznie musieliśmy go gonić, co tym bardziej mu się nie spodobało. Gdy dotarł na ganek “swojego” domu, poczuł się nieco bardziej bezpiecznie i dał sobie zrobić jedno, na dodatek nie wiadomo dlaczego nieostre zdjęcie. Później, uciekł do wnętrza domu i za pomocą przeciągu zatrzasnął drzwi. I tyle go widzieliśmy.

gsdh

Niekiedy bałkańskie koty po prostu mają gdzieś, czy są fotografowane, czy też nie. Dopóki człowiek z tym czymś dziwnym ze szkiełkiem nie staje się zbyt irytujący, nie należy się nim zbytnio czy wręcz w ogóle przejmować. Przykład macie poniżej…

kot Bałkany

Zima na Bałkanach okazała się być wyjątkowo dobra, jeśli chodzi o kocie, fotograficzne plony. Generalnie Sarajewo kojarzy się większości osób z biegającymi tam hordami bezdomnych psów. Kotów spotkacie tam mniej, ale jeśli już na jakiegoś traficie, to będzie to wyjątkowo ciekawa postać.

Zacznijmy od typowego, bałkańskiego obrazka (a w sumie to nawet bardziej albańskiego, choć ten konkretny uwieczniony został w stolicy Bośni i Hercegowiny). Mamy pięknego, starego mercedesa, mamy też siedzącego na nim kota. Bałkańskość w czystej postaci 😉

kot mercedes

W Sarajewie spotkaliśmy też kota, który uosabiał w sobie kwintesencję tego miasta. Miał na sobie wszystkie kolory, był miksem wielu różnych genów. Sarajewo również łączy w sobie różne kultury, religie, doświadczenia. Wiem, że porównywanie stolicy BiH do kolorowego kota może przez niektórych zostać niezbyt dobrze odebrane, ale cóż ja na to poradzę, że mam takie a nie inne skojarzenie?

trikolor kor

Oczywiście podczas niektórych spotkań, gdy przedstawiciel kociej grupy społecznej na mnie nie syczał lub nie uciekał, gdzie pieprz rośnie, nawiązywałam nieco bliższą, bo mruczącą znajomość. Na poniższym zdjęciu nie wiem, kto jest bardziej szczęśliwy, ja, czy kot?

kot Sarajewo

W Sarajewie natknęliśmy się też na stereotypowy obrazek – pies goniący kota.

pies i kot

W trakcie naszego zimowego pobytu na Bałkanach, kolejne koty spotkaliśmy w Albanii. Pierwszego, pięknego i do tego nieziemsko rudego kota poznaliśmy w hostelu w Shkodrze. Panowało tam nieznośne zimno (na zewnątrz było -10, w środku koło zera). Obleczeni w ciepłe ciuchy i puchowe śpiwory postanowiliśmy jakoś przetrwać noc. Przed zaśnięciem jednak, w naszym pokoju pojawił się rudy kocur, który początkowo przycupnął parę metrów od nas i bacznie się nam przyglądał. Kiedy go zawołałam, bez wahania ruszył w moją stronę i od razu wskoczył na śpiwór, po czym zaczął donośnie mruczeć. Marek musiał pogodzić się z tym, że został wyeksmitowany i z żalu lub bezradności zrobił mi i kotu małą sesję zdjęciową.

kot Shkodra

Do kolejnego, kociego spotkania w Albanii doszło w Durres. Tuż za wenecką wieżą natknęłam się na tego biało-rudego kociaka. Niestety był trudnym modelem, gdyż ciągle przemieszczał się w najbardziej zacienione części ogrodu. Ostatecznie udało mi się zrobić parę jego dobrych zdjęć. Tak z innej beczki, to gdy przyglądam się tej fotografii, to bardziej kojarzy mi się z latem niż z 31 grudnia.

kot Durres

Ostatnie kocie wspomnienie związane jest ze Skopje. Ten puszysty, piękny kot był wyjątkowo niewdzięcznym modelem. Prosiłam, błagałam, a ten ciągle zmieniał pozycje (za szybko dla mojego aparatu, który nijak nie chciał uwiecznić go “ostro”). Niemniej jednak po tym kocie widać, że zima w Skopje była naprawdę porządna i mroźna.

kot skopje

Zapisz

Zobacz również

20 odpowiedzi

  1. Hah, jak miło popatrzeć na nie. Nie jestem kociarzem ani też psiarzem,ale i jedne i drugie bardzo lubię 🙂 Kot z “piątki” ma bardzo fajne umaszczenie. Jestem ciekaw czy ja spotkam jakieś koty za kilkanaście dni 🙂

  2. Od razu przypomniała mi się Bułgaria i Chorwacja, tam roi się od kociąt pod sklepami i w okolicach śmietników, a wszystkie są przerażone i boją się kontaktu z człowiekiem. Drapią, aż szkoda zwierzaków… Wygląda to jakby schroniska nie widziały problemu :/

    http://whitemisses.blogspot.com

    1. W ogóle odnoszę wrażenie, że posiadanie zwierzaków na Bałkanach nie jest czymś super popularnym. Jakieś burki na podwórkach się zdarzają, czasami spotka się jakiegoś rasowca, ale większość czy to psów, czy to kotów błąka się po ulicach raczej samopas. Na instagramie oraz na facebooku można obserwować organizacje, które np. w Albanii starają się znaleźć domy dla bezdomniaków, nie wiem fakt faktem z jakim skutkiem.

  3. “wenecka wierza” do poprawki. 🙂
    A mi koty kojarzą się z zupełnie innym kierunkiem, a mianowicie Rygą. A z Bałkanów… z Kotorem 😉

    1. Dzięki Adam za czujność. Niby człowiek sprawdza przed opublikowaniem tekst po 10 razy, a czasami jednak nawet tak durnego błędu nie jest w stanie wychwycić 😉
      No mnie od pierwszego pobytu na Bałkanach ten region Europy kojarzy się z kotami, bo przez cały czas, gdzieś w tle mi towarzyszą. Inna sprawa, że to dzięki Bałkanom zdecydowałam się później na posiadanie własnego kota 🙂 A Kotor i koty to słuszne skojarzenie 😉

  4. Obecnie jestem kociarą (2 dziewczyny), ale od zawsze psiarą i mimo wszystko uznaję wyższość szczekania nad miauczeniem. Każdy kto miał/ma stwora wie, że mimo iż to nie mówi, to dogadać się można. Jest cała gama min, zachowań, spojrzeń, które sa bardziej wymowne niż słowa.A nasz stosunek do tych naszych “braci mniejszych”powinien być nacechowany szacunkiem i przyjaźnią. Ci, którzy wierzą w reinkarnację zapewne chcieliby w swoim przyszłym bycie być jak najlepiej traktowani, a Ci od Św Franciszka powinni widzieć istoty, które pochodzą od Stwórcy, a więc są dobre. Miarą naszego człowieczeństwa jest nasz stosunek do mniejszych, słabszych i do zwierząt także.

    1. Ja jak patrzę na nasze koty to stwierdzam, że w przyszłym życiu mogłabym być kotem, ale tylko takim, który żyje sobie w ciepełku przyjaznego domu. Niestety koci żywot na ulicy nie należy do najłatwiejszych i najlepszych, stąd też jestem zwolenniczką przygarniania/adoptowania kotów potrzebujących domu, a nie kupowania drogich rasowców.

  5. Tyle kotów i każdy inny:) Za każdym razem gdy widzę kota to zaraz biegnę go pogłaskać:) Świetne zdjęcia !

  6. Koty… każdemu zainteresowanemu kocią podróżą, polecam bardzo Maroko. Zjeździłem całe wzdłuż i wszerz i stwierdzam, że nie istniałby ten kraj bez kotów.

    1. Faktycznie, jakoś Maroko wypadło mi z głowy, ale rzeczywiście masz rację – to wyjątkowo koci kraj 🙂 Fakt faktem nigdy tam nie byłam, ale pewna osoba przygotowała mi kiedyś 15minutowy, koci film z Maroka 😉

  7. Sliczne zdjecia. Ja zdecydowanie wole psy 🙂 Najwiecej bezdomnych kotow widzialam w Bulgarii I nie byl to przyjemny widok…

  8. ten kot na Mercedesie podbił moje serce.. ja od zawsze kochałam psy, ale teraz sama jestem właścicielką kota i dochodzę do wniosku, że kocham je tak samo. Chyba najwięcej bezdomnych kotów widziałam w Hiszpanii, a psów w Rumunii. 🙂

  9. Rok 2021 Durressikoty przy hotelu przerazliwie chude i biedne~plakac sie chcw w jakim sa stanie! Ja i corka kociary~nasza domowa kicia zadbana az za duzo ~od razu kupilysmy kilka puszek karmy i dokarmiame te biedaczki

    1. Niestety bezdomniaków na Bałkanach, w tym również w Albanii. Sama nie raz chciałam zabrać kociaka z nami, ale Marek słusznie zauważał, że nie bardzo mamy taką możliwość. Szkoda mi zarówno psów i kotów, na szczęście pojawia się coraz więcej organizacji, które próbują polepszyć ich los.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.