Albania Bałkany 2016 Summer Trip

Trasa SH20 – roadtrip w rejonie Kelmend

-
6 października 2016

Trasa SH20, łącząca Vermosh z okolicami Jeziora Szkoderskiego, jeszcze do niedawna przejezdna była tylko dla aut z napędem 4×4. Od 2016 roku trwa jej intensywna modernizacja i obecnie asfalt prowadzi do urokliwej miejscowości Tamarë. Według planu oddanie całego odcinka ma nastąpić w 2017 roku, co pozwoli na bezproblemowy przejazd nią od granicy z Czarnogórą aż do Hani i Hotit w Albanii. Przez ostatnich kilka miesięcy obserwowaliśmy postęp prac na facebookowym koncie Ediego Ramy, albańskiego premiera i dlatego, odwiedzając ten kraj w sierpniu postanowiliśmy przekonać się na własne oczy, jak prezentuje się ta trasa.

SH20 i smutek offroadowców

Niewątpliwie modernizacja szosy SH20 wiele osób cieszy, m.in. nas, bo nie posiadamy auta do terenowej jazdy. Kianka jest w stanie wiele przetrwać, ale kilku dziesięciokilometrowa jazda po szutrze, dziurach i kamieniach mogłaby jej się nie spodobać. Natomiast z faktu tego nie cieszą się offroadowcy – motocykliści i posiadacze terenówek, którzy przez lata jako jedyni byli w stanie bez większego problemu pokonać tę trasę (no dobra, nie jedyni, bo większość jeżdżących tamtędy Albańczyków też nie posiada aut z napędem 4×4, ale oni nieco mniej martwią się o swoje auta, a i do swoich mechaników mają bliżej, niż my). Ta grupa kierowców dała upust swojemu niezadowoleniu na licznych forach internetowych, na które trafiłam szukając informacji na temat SH20. Że po co ten asfalt, że przecież wcale ta droga nie musiała być modernizowana, że teraz nie mają po co jeździć do Albanii. Z drugiej strony nie biorą pod uwagę, że jest to droga łącząca Albanię i Czarnogórę i, że może mieszkańcy chcieliby poruszać się po dobrych i bezpiecznych arteriach. Bo to co dla jednych jest rozrywką i atrakcją, dla innych mogło być szalenie uciążliwe. No ale jeśli patrzy się tylko z jednej perspektywy, wtedy ogląd sytuacji ma się bardzo wąski.

Gdzie góry spotykają się z niebem

Naszą przygodę z trasą SH20 zaczynamy w Hani i Hotit. Jednak nie mam na myśli przejścia granicznego, ale samą miejscowość, w której znajduje się odbicie na szosę SH20. Początkowo droga nieznacznie się wspina, przecinając kilka pomniejszych wiosek. Gdy zaczynają się pierwsze zakręty wiodące do góry, pojawiają się też bardziej rozległe widoki. Zatrzymujemy się przy pierwszym z powstałych przy SH20 punktów widokowych. Znajduje się tu tablica informacyjna poświęcona Jezioru Szkoderskiemu, które ledwo co widać w dole, gdyż przez panujący upał widoczność nie jest najlepsza.

SH20

Nasz kolejny postój ma miejsce na przełęczy Leqet e Hotit. To chyba jedno z bardziej charakterystycznych miejsc na całej trasie, a także jedno z bardziej spektakularnych. Z powstałych tu oszklonych tarasów widokowych można spojrzeć w dół na Dolinę Kelmend oraz na fantazyjnie wijące się serpentyny. Asfaltowa droga wygląda stąd jak szara wstążka, którą ktoś rzucił na zielone, skaliste górskie zbocze. Oprócz nas zatrzymują się tu sami Albańczycy, którzy podobnie jak i my chcą się przekonać, jak wygląda teraz ta trasa. Co tu dużo mówić – robi wrażenie. Ale największe wrażenie robią same góry oraz ogrom przestrzeni, jaka otacza nas z każdej strony. Zdjęcia to za mało – musicie zobaczyć to na własne oczy!

SH20

SH20

SH20

SH20

Tamarë i włoskie fundusze

Z przełęczy Leqet e Hotit rozpoczynamy fenomenalny zjazd do Doliny Kelmend. Na trasie jest pusto, więc serpentyny mamy tylko dla siebie. Zachwytów nad widokami praktycznie nie ma końca. Marek jest tylko nieco zły, że z powodu dość silnego wiatru nie może zbyt długo polatać dronem. Ale na tak zwaną siłę wyższą nie wiele można poradzić. Docieramy na dno doliny. Zatrzymujemy się na moment przy kolejnym punkcie z tablicami informacyjnymi, które opisują zagranicznych podróżników, którzy na przełomie XIX-XX wieku odwiedzali Albanię.

Kelmend

Żegnamy się z nimi i jedziemy do miejscowości Tamarë. Jest to niewielkie, lecz pięknie wyremontowane miasteczko. Widać, że niedawno zainwestowano w nie sporo funduszy. Już za chwilę mieliśmy się dowiedzieć nieco więcej na ten temat. Dostrzegamy bowiem budynek informacji turystycznej i postanawiamy do niego zajrzeć. Spotykamy tam młodego, sympatycznego Albańczyka, który na nasz widok od razu przerywa rozmowę telefoniczną. Okazuje się, że budynek, do którego trafiliśmy jest biurem organizacji zajmującej się promowaniem regionu Kelmend, natomiast właściwa informacja turystyczna zlokalizowana jest przy niewielkim placyku, stanowiącym centrum Tamarë.

Wiecie, ja zasadniczo nie jestem pracownikiem informacji turystycznej, ale staram się im pomagać. Ja pochodzę z niewielkiej wioski, niedaleko stąd. Tu mieszkają moi dziadkowie. Moje całe życie związane jest z tym regionem Albanii. Kelmend jest dużo mniej znany niż Theth czy Valbona, ale my nie chcemy być tacy, jak tamci. My stawiamy na nieco inną turystykę, która ma być bliżej ludzi, ich tradycji i historii. Rozwijamy się dzięki funduszom włoskim i albańskim, próbujemy łączyć miejscowych hotelarzy i restauratorów, by wspólnie wypracowywać kompromisy i działania promocyjne. Chcemy się rozwijać i być znani, a modernizacja drogi jest dla nas ogromną szansą, by więcej osób mogło do nas w ogóle przyjechać. U nas można chodzić po górach, jeździć na rowerze,organizować raftingi, wspinać się. Mamy świeżo wyznaczone szlaki i mnóstwo ciekawych miejsc, godnych odwiedzenia.

Brzmi dobrze, prawda? A jak wygląda to w rzeczywistości? Chyba jeszcze lepiej. Generalnie w informacji turystycznej można otrzymać darmową mapę całego regionu, od Vermosh po Tamarë, z zaznaczonymi wszystkimi atrakcjami oraz szlakami. Od ilości miejsc i tras górskich może zakręcić się w głowie. Z tego, co widzieliśmy w okolicach Tamarë szlaki rzeczywiście są świeżo wyznaczone i mniej lub bardziej dokładnie pokrywają się z mapą. W informacji turystycznej można też otrzymać kontakt do lokalnych pensjonatów, a także kupić kilka rodzajów rakii. Decydujemy się na zakup tej zrobionej z jagód. Spróbowaliśmy jej dopiero w Polsce, ale jest niesamowicie słodka i delikatna jak na ten rodzaj alkoholu. Naszego rozmówcę prosimy o jakiś pomysł na krótką wycieczkę w okolicy. Proponuje spacer wzdłuż potoku w okolicy Selcë.

Tamare

Tamare

Tamare

Tamare

Gościnność po albańsku

Z Tamarë wyruszamy w stronę miejscowości Selcë, ale po ujechaniu raptem 400 m zostajemy zatrzymani przez trwające w pewnym newralgicznym punkcie roboty drogowe. Asfalt jest w tym miejscu urwany, tłum robotników robi jakieś ogromne zamieszanie wokół auta, które utknęło na progu skalnym. Usiłujemy się z nimi dogadać, kiedy droga będzie przejezdna, ale oni mówią coś o godzinie czekania, a my nie do końca mamy tyle czasu. Przez chwilę wahamy się, co zrobić, aż w końcu decydujemy się udać nad rzekę, w okolicy mostu wiodącego od strony Leqet e Hotit do Tamarë. Wypatrzyliśmy tam wcześniej coś na kształt niewielkiej plaży, więc postanowiliśmy wybra się tam na krótką kąpiel. Samochód zostawiamy przy ostatnich domach i stromą drogą schodzimy nad rzekę. Okazuje się, że na plaży piknikuje albańska rodzina. Siadamy z naszymi rzeczami nieco z boku, by im nie przeszkadzać. Albańczycy pływają w krystalicznie czystych wodach górskiego potoku. Jednak kiedy zanurzam w jego wodach stopy, natychmiast dostaję skurczy i czuję się, jakbym spotkała się z lodowcem. Bo powiedzieć, że było mi zimno, to za mało. Marek, który zazwyczaj nie ma problemów, by wskoczyć do jakiejkolwiek wody, tu dość długo szykował się do pełnego zanurzenia. Nawet on stwierdza, że jest mu zimno.

Tamare

Tamare

Kelmend

Po wyjściu z wody zasiadamy na brzegu i wygrzewamy się w promieniach słońca. Marek tęsknym wzrokiem spojrzał w stronę małego grilla, na którym albańska rodzina przygotowywała dla siebie mięso. Ale bym sobie zjadł coś grillowanego. – powiedział mój wiecznie głodny małżonek i ciężko westchnął. Nie minęło może pięć minut, gdy widzimy jak w naszą stronę idzie dwójka nastolatków, niosąca talerz. Zauważyliśmy, że tak tu sobie siedzicie i chcieliśmy się z Wami podzielić naszym jedzeniem. Jest tu nasz tradycyjny chleb kukurydziany, mięso i sery. Mamy nadzieję, że będzie Wam smakować i  że będziecie pamiętać o albańskiej gościnności. Oczywiście oboje jesteśmy mocno zaskoczeni tym jakże miłym gestem. Ja się śmieję, że nawet pomyśleli o wegetarianach, gdyż zestaw ser, cytryna plus chleb był po prostu rewelacyjny. Marek pałaszuje ze smakiem mięso i do końca wyjazdu podkreśla, że był to najlepszy posiłek całych trzech tygodni. Kiedy kończymy jeść biegnę na górę do auta i wydobywam z niego dwa polskie piwa, które zawsze wozimy ze sobą na tego typu okazje. Podzielenie się jedzeniem, czy piwem to tak niewiele, ale może sprawić wiele radości. Tę albańską rodzinę zapamiętamy na zawsze, za ich bezinteresowność, otwartość i ciepło, jakim nas obdarowali. Niewątpliwie był to jeden z piękniejszych momentów całego wyjazdu.

albańska gościnność

Pożegnanie z rejonem Kelmend i drogą SH20

Nie chce nam się opuszczać gościnnego rejonu Kelmend, ale tego samego dnia czeka nas jeszcze przejazd do Theth. Jadąc szosą w stronę Jeziora Szkoderskiego dyskutujemy o tym, że z roku na rok Albania odkrywa przed turystami coraz to nowsze atrakcje i miejsca, które do tej pory dostępne były tylko wybranym. Ciągle mamy w tym kraju co robić, co oglądać i co zwiedzać, gdyż wciąż jeszcze nie widzieliśmy wszystkiego. Nie wiem, czy da się zobaczyć wszystko, ale na pewno do Albanii wracać będziemy, by np. pobyć nieco dłużej w rejonie Kelmend, który jawi nam się, jako idealne miejsce dla tych, którzy potrzebują nieco więcej ciszy, spokoju i odcięcia się od głównego, turystycznego ruchu. Jeśli poszukujecie informacji na temat tych terenów, koniecznie wejdźcie na stronę: www.kelmend-shkrel.org.

SH20

Tak szosa SH20 prezentowała się w 2016 roku. Zobaczycie w nim nie tylko szosę SH20 ale również camping Shkodra Lake Resort oraz kilka ujęć z samej Szkodry. Parę dronowych kadrów również się znajdzie.

Update 2017

W 2017 roku szosa SH20 została ukończona. Teraz od granicy z Czarnogórą aż nad Jezioro Szkoderskie można przejechać piękną, asfaltową drogą, która dostarcza niezapomnianych widoków. W sierpniu 2017 wjechaliśmy na trasę od strony Czarnogóry. Za przejściem granicznym Vermosh – Guci (na którym trzeba chwilę odstać, bo nie mają tam systemu komputerowego i każdą osobę muszą wpisać ręcznie do kajetu) ciągnie się 500-metrowy odcinek drogi bez nawierzchni. Później zaczyna się asfalt oraz kilka drewnianych mostków, które nie wyglądają na super stabilne konstrukcje, ale można po nich bezpiecznie przejechać.

SH20

Zanim wyruszymy w głąb gór zaglądamy na chwilę do Vermosh, gdzie również wiedzie droga o dobrej nawierzchni. Planowaliśmy tam wycieczkę rowerową, ale niezbyt pewna pogoda (było bardzo pochmurno) oraz zmęczenie związane z poprzednim, intensywnym dniem sprawiają, że rezygnujemy z tego pomysłu. W miejscowości funkcjonuje kilka przydomowych kempingów, jednak nawet w szczycie sezonu praktycznie nie goszczą u siebie żadnych turystów. Generalnie zarówno w Vermosh, jak i na całej trasie było dość pusto.

Vermosh

Vermosh

Vermosh

Jedziemy w stronę znanej nam już z poprzedniego roku Tamarë. Widoki powalają. Mijamy ogromne, skalne ściany i groźnie wyglądające szczyty. Choć pogoda nie jest idealna, to i tak jest pięknie.

SH20

SH20

SH20

Z Selcë do wodospadu

Na dłuższy przystanek zatrzymujemy się w Selcë, skąd chcemy dostać się do wodospadu. Trasę tę rekomendował nam rok wcześniej chłopak, którego spotkaliśmy w informacji turystycznej w Tamarë. Samochód zostawiamy obok niewielkiego cmentarza. Stąd zaczynają się oznaczenia szlaku. Początkowo są one dobrze widoczne, a ścieżka trawersuje skaliste zbocze. Jest tam trochę piargów, ale dość stabilnych. Choć teoretycznie powinniśmy iść wzdłuż szemrzącego potoku, to zamiast niego możemy podziwiać jego wyschnięte koryto. Więcej wody płynie w akweduktach schodzących do wioski. Po ok. 30 min marszu gubimy szlak. Kręcimy się 15 min wśród krzewów jeżyn, usiłując wydedukować, dokąd udały się biało-czerwone kropki. W końcu Marek dostrzega sporo powyżej nas ścieżkę, do której przedzieramy się przez niskie zarośla. Kolejne 20 min to mozolna wędrówka w oblepiającym, gorącym powietrzu. Po dotarciu do skrzyżowania dróg decydujemy się zejść w stronę akweduktów, by kamienistą drogą, którą chyba czasem jeżdżą jakieś samochody, wrócić do Kianki. Dochodzimy do wniosku, że wodospad pewnie nie byłby o tej porze roku zbyt okazały, a my mieliśmy już dość upału. Przed powrotem do Selcë udaje nam się jeszcze dotrzeć do potoku, zanim ten znika pod skałami lub zostaje pochłonięty przez rury i akwedukt. Możemy się tam schłodzić i chwilę odpocząć od upału i zaduchu. Po powrocie do auta wyruszamy w dalszą drogę.

Selce

Selce

Selce

Drogą SH20 nad Jezioro Szkoderskie

Z Selcë jedziemy w stronę Jeziora Szkoderskiego. Najpierw mijamy Tamarë, gdzie dostrzegamy zaparkowanych kilka aut z zagranicy, w tym również z Polski. My jednak kontynuujemy podróż. Za Tamarë rozpoczynają się widokowe serpentyny, które wspinają się na Leqet e Hotit. Rok temu, co możecie zobaczyć w tym wpisie, mieliśmy dużo lepsze warunki do fotografowania i filmowania. Niemniej tak czy inaczej miejsce to robi wrażenie, czego dowodem są liczne samochody zatrzymujące się tam co chwilę. Z góry możemy się przyjrzeć budowie drogi do przyszłego przejścia granicznego z Czarnogórą Grabom (Malësi e Madhe) – Cijevna (w 2017 r. nie było ono jeszcze gotowe).

SH20

Później zjeżdżamy w stronę Jeziora Szkoderskiego. Zatrzymujemy się jeszcze na chwilę przy punkcie widokowym, z którego podziwiać można spory krzyż ułożony na górskim zboczu oraz samo jezioro. Niestety przejrzystość powietrza nie jest zbyt duża, głównie ze względu na pożary, które trawiły tę okolicę oraz nieznośny wprost upał. Mimo wszystko warto było wrócić na szosę SH20, by przejechać cały jej odcinek. I oczywiście wiemy, że pojawią się głosy związane z tym, że trasa ta nie jest już taka sama, że jak nie było nawierzchni, to jeździło się lepiej i ciekawiej. A my się powtórzymy – to, co dla niektórych było atrakcją, dla mieszkańców stanowiło szarą, trudną codzienność. Asfaltowa droga pozwala bezpiecznie dotrzeć do ich domów i ułatwiła skomunikowanie z innymi częściami Albanii, ale także Czarnogóry.

Jezioro Szkoderskie
AZapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

TAGI
Powiązane wpisy