tam gdzie urodzil sie orfeusz
Bałkańskie Lektury Bułgaria

“Tam, gdzie urodził się Orfeusz”. Czyli? W Bułgarii!

on
14 kwietnia 2021

Tak się jakoś złożyło, że w krótkim czasie sięgnęłam po dwie książki poświęcone Bułgarii. Pierwszą z nich była “Njama problem! Bułgarska przygoda” Marty Gajęckiej. Drugą zaś “Tam, gdzie urodził się Orfeusz” Ałbeny Grabowskiej. Obie książki pozwalają zakochać się w Bułgarii, jej krajobrazach, ludziach oraz cudownych potrawach. Przede wszystkim jednak koncentrują się na uczuciach, jakimi obie autorki darzą ten kraj. “Tam, gdzie urodził się Orfeusz” to opowieść o Rodopach, a dokładniej o niewielkiej miejscowości Czepełare, z której pochodzi rodzina Ałbeny Grabowskiej. Jest to też opowieść o przeszłości, smakach i zapachach Bułgarii.

tam gdzie urodzil sie Orfeusz

Porozmawiajmy o Czepełare

Czepełare to niewielka miejscowość, położona na północ od Pamporova, przy drodze nr 86. Płynie przez nią Czepełarska reka, do której ze stoków Rodopów spływają mniejsze potoki. Google Maps pokazuje też, że znajduje się tu Muzeum Krasu Rodopskiego, kilka pensjonatów, przynajmniej ze dwie restauracje. Zdjęcia ukazują częściowo porośnięte lasami zbocza oraz rozległe łąki. Niegdyś w Czepełare hodowano mnóstwo krów i owiec. Obecnie tych pierwszych jest niewiele, a drugich nie ma wcale. Owszem, w górach spotkacie owce, ale należące raczej do większych firm niż pojedynczych rodzin. Autorka wraca do Czepełare po dłuższej przerwie, by wyremontować część rodzinnego domu należącego do jej babci. Zwraca uwagę na to, że miasto zaczęło się rozbudowywać, wspinając coraz wyżej bo schodzących ku dolinie stokach. Oczywiście wszyscy się tam znają, każdy o każdym coś wie. Ma to swoje plusy, ma to swoje minusy, ale z pewnością tworzy miejscowy koloryt.

Porozmawiajmy o jedzeniu

Osobiście nie lubię pisać o jedzeniu. Może dlatego, że sama nie przepadam za gotowaniem. Robię to albo z przymusu, albo w przypływie rzadkiej motywacji. Natomiast bardzo lubię o jedzeniu czytać, w szczególności, gdy ktoś potrafi wpleść w kulinarne wywody dawkę emocji i ciekawych historyjek. “Tam, gdzie urodził się Orfeusz” zaczyna się od sporej dawki informacji na temat lokalnej kuchni. Pojawia się wątek wspaniałych owoców i warzyw, które zarówno w Bułgarii, jak i innych krajach regionu są śmiesznie tanie. Soczyste arbuzy czy melony, słodkie brzoskwinie, mięciutkie figi, pachnące słońcem pomidory – to dla wielu osób smak wakacji. I można pozazdrościć mieszkańcom chociażby Bułgarii, że mogą się nimi cieszyć przynajmniej przez kilka miesięcy w ciągu roku. A jeśli zamkną je w słoikach pod postacią aromatycznych konfitur, to jeszcze dłużej. Autorka przybliża nam również tradycyjne dania. Chociażby gołąbki robione z liści kiszonej kapusty lub z liści buraka cukrowego (ten ostatni sposób jest charakterystyczny dla Rodopów). Ciekawostką jest też klin, czyli słonawe ciasto z ryżem i serem, które podawane jest na deser. Oczywiście nie mogło też zabraknąć szopskiej sałaty, kebabczetów oraz kjuftety (kotlecików z siekanego mięsa, w tym przypadku baraniego), a także pieczonych papryk. Warto też wspomnieć o kaczamaku, robionego z mąki kukurydzianej.

Porozmawiajmy o napojach

Jeśli lubicie czarną herbatę, to zapewne spotkaliście się z następującym problemem: czy to w Bułgarii, czy w innych, bałkańskich państwach, naprawdę trudno ją gdziekolwiek kupić. Mieszkańcy sięgają po nią, gdy są chorzy lub źle się czują. Na porządku dziennym jest picie ziołowych naparów. Oboje z Markiem uwielbiamy Planinski Caj, który często serwowany jest w schroniskach, z dodatkiem miodu i cytryny. W jego skład wchodzi mieszanka ziół występujących w górach. Jego smak jest niepowtarzalny. Autorka podkreśla jednak, że choć z herbatą bywa problematycznie, o tyle z kawą nigdy. I taka jest prawda. Kawa na Bałkanach jest doskonała. Aromatyczna, dobrze zaparzona i… bajecznie tania. Przejdźmy jednak do mocniejszych trunków. Bo czym byłaby opowieść o Bułagarii bez rakii? Najbardziej ceniona jest ta z winogron, nieco mniej ze śliwek. Do rakii podaje się sałatki i lżejsze przekąski na zimno. I pamiętajcie – ten wysokoprocentowy trunek pije się powoli, a nie jak wódkę – do dna!

Porozmawiajmy o rodzinie

Nie da się ukryć, że książka “Tam, gdzie urodził się Orfeusz” jest przesiąknięta rodzinnymi opowieściami. Z każdej, kolejnej strony bije ciepło i miłość, jakimi Ałbena Grabowska otacza swoich przodków, ale również jej dzieci i męża. Bo to tym ostatnim stara się pokazywać Bułgarię oraz wspólnie z nimi odkrywać ten fascynujący kraj. Oczywiście większość książkowych treści kręci się wokół Rodopów. I efekt jest taki, że obecnie marzy mi się, by tam pojechać na dłużej.

To co z tym Orfeuszem?

No właśnie, o co chodzi z tytułowym miejscem narodzin Orfeusza? Oczywiście wyjaśnienia znajdziecie na kartach książki. W dużym skrócie – według miejscowych, rodopskich podań pochodził właśnie z tych gór. “To stąd według legendy pochodził Orfeusz. W tych właśnie lasach mieszkał i polował. Z tutejszej trzciny zrobił pierwszy instrument, a siedząc na tej skale grał i komponował swoje bachnalia. (…) Jest praojcem wszystkich muzyków rodopskich, do niego odwołują się pieśniarze i muzycy. Legenda Orfeusza jest bardzo głęboko zakorzeniona w tych stronach.” Co ciekawe, w jednej z miejscowych jaskiń odnalazł też… wejście do Hadesu. Jeśli więc chcielibyście wyruszyć śladami Orfeusza, to Rodopy stoją przed Wami otworem i odkryją wiele miejsc z nim związanych.

Tam, gdzie urodził się Orfeusz – warto!

Lektura książki “Tam, gdzie urodził się Orfeusz” uprzyjemniła mi zimowo-wiosenne wieczory, pozwalając przenieść się do górskich, pachnących licznymi ziołami, górskich krajobrazów. Mogłam lepiej poznać bułgarską kulturę, przekonać się, jak wiele miejsc mam tam do zobaczenia. Niewątpliwie mój bułgarski apetyt jeszcze mocniej się zaostrzył. I coś czuję, że będę tam musiała wrócić na dłużej. A Wam oczywiście gorąco polecam spędzenie cudownych chwil z “Tam, gdzie urodził się Orfeusz”.

TAGI
POWIĄZANE POSTY