Njama problem
Bałkańskie Lektury Bułgaria

Njama problem! Bułgarska przygoda Marty Gajęckiej

on
11 marca 2021

Jak doskonale wiecie do Bułgarii mam ogromny sentyment. To właśnie tam, w 2010 roku rozpoczęła się moja trwająca do dziś bałkańska przygoda. I choć to Bułgarię odwiedziłam jako pierwszą, to w kolejnych latach nie miałam może zbyt wielu okazji do wizyt. Nie zmienia to faktu, że zawsze ciepło i dobrze myślę o tym kraju. A ostatnio jeszcze mocniej zapragnęłam tam wrócić. Po pierwsze dlatego, że w dwóch różnych publikacjach, nad którymi miałam okazję pracować, przewijał się temat Bułgarii. Kolejnym powodem była książką Njama problem! Bułgarska przygoda, jaką otrzymałam bezpośrednio od jej autorki – Marty Gajęckiej. W kilka wieczorów mogłam przenieść się do wielu znanych mi miejsc, skonfrontować moje spostrzeżenia na temat Bułgarii z przemyśleniami kogoś, kto mieszkał tam przez dłuższy czas oraz wczuć się w bułgarski klimat.

Njama problem

Podobno nie powinno się żałować niepodjętych w przeszłości decyzji

Podobno, ale ja żałuję. Cholernie żałuję, że w trakcie studiów nie zdecydowałam się na wyjazd na Erasmusa, czyli studencką wymianę międzynarodową. Fakt, mój wydział oferował wyjazdy tylko do Hiszpanii i Niemiec. Tu pojawiał się drobny problem. Po hiszpańsku znałam dwa słowa. A do Niemiec absolutnie nie chciałam jechać. Bo choć niemieckiego uczyłam się przez lata i byłam w stanie wydukać kilka zdań, o tyle nie widziałam siebie na wymianie u naszego zachodniego sąsiada zza miedzy. Przez chwilę nawet kombinowałam, żeby jakoś wkręcić się na wyjazd do Hiszpanii. Ostatecznie odpuściłam. Jednak czytając książkę Njama problem! Bułgarska przygoda towarzyszyło mi uczucie zazdrości. Bowiem Marta, autorka i bohaterka książki, nie tylko studiowała bułgarystykę, ale również wyjechała na wymianę studencką właśnie do Bułgarii. A gwoli ścisłości, do Wielkiego Tyrnowa. I dzięki swojej wewnętrznej ciekawości świata oraz możliwościom, była w stanie z tego pobytu wycisnąć naprawdę bardzo dużo. Razem z nią przemierzamy uliczki nie tylko Wielkiego Tyrnowa, ale zaglądamy na przełęcz Szipka, wybieramy się na nie do końca perfekcyjne wypad na snowboard do Pamporowa, chodzimy po Rodopach, odwiedzamy liczne zabytki czy jeździmy stopem do mniejszych czy większych miast kraju.

Nie tylko Erasmus

Jednak zanim Marta wylądowała na Erasmusie w Wielkim Tyrnowie, miała wcześniej kilka doświadczeń z tym krajem. I choć znalazłam wiele wątków i tematów, które nas łączą, to jeden jest wyjątkowo ciekawy. Otóż zarówno u mnie, jak u niej, Bułgaria pojawiła się trochę przez przypadek. Ale podobno w przypadki nie należy wierzyć, więc chyba ta bułgarska przygoda była nam wcześniej już pisana. Marta pierwszy raz odwiedziła ten bałkański kraj będąc licealistką, w ramach wakacyjnego obozu. Złote Piaski, słońce, luz. Po powrocie do Polski na jakiś czas zapomniała o Bułgarii. Aż wylądowała na… bułgarystyce. I jak sama przyznaje – Tak po prostu wyszło. Trochę przez przypadek. Nie pamiętam już, co mnie zmotywowało, by zacząć studia bułgarystyczne. Chyba brak planów na przyszłość oraz ogólna pasja do nauki języków obcych. Kierunki bałkanistyczne nie były mocno oblegane, więc miałam pewność, że na któryś się dostanę. I tak się stało. W trakcie studiów miała okazję uczestniczyć w letnej szkole w Smolanie, a później również podjąć pracę na wybrzeżu Bułgarii, przy obsłudze wynajmowanych przez turystów apartamentów. Kolejnym etapem był wspomniany wcześniej Erasmus.

Njama problem, czyli bułgarskie remedium na wszystko

Oczywiście przy tylu doświadczeniach i okazjach do bycia, mieszkania i zwiedzania Bułgarii, Marta mogła dość dobrze poznać bułgarską mentalność. I jak to zwykle bywa, nie zawsze były to łatwe doświadczenia. Bo powiedzmy sobie szczerze. Bałkańskie narody są cudowne, ciepłe, otwarte i gościnne. Ale różnice kulturowe potrafią nas – Polaków doprowadzić czasem do białej gorączki. Bo czy w Bułgarii, czy w Czarnogórze nikomu się nigdy nie spieszy. Na wszystko jest odpowiedni czas. Co z tego, że niekiedy przypada on za dzień, dwa, miesiąc, pół roku. Zrobi się, jak będą ku temu sprzyjające warunki. To trochę jak w tym dowcipie o mężczyznach: Jeśli facet mówi, że coś zrobi, to znaczy, że zrobi i nie ma sensu mu o tym przypominać co pół roku. Z Bułgarami czy innymi, bałkańskimi nacjami jest podobnie. Oczywiście są osoby terminowe i obowiązkowe. Sami też takie znamy. Ale mimo wszystko częściej słyszy się opowieści o tej dominującej grupie, mającej na wszystko czas. A wracając do książki i tytułowego Njama problem. Jest to zdanie często przez Bułgarów powtarzane. Nie ma problemu. Nigdy, w niczym. A nawet jak jest, to nie ma. Bo po co ma być? To w sumie całkiem dobra filozofia. W szczególności dla tego, kto ją praktykuje.

Tak piękny kraj, tak niewykorzystany potencjał

Czytając książkę nie raz, nie dwa kiwałam głową i myślałam – uważam dokładnie tak samo! Marta zwraca uwagę na to, że Bułgaria ma niesamowity, turystyczny potencjał, który w dużej mierze jest niewykorzystany. Chodzi oczywiście o wnętrze kraju, gdzie wśród gór znaleźć można prawdziwe cuda natury, architektoniczne perełki czy miejsca cenne pod kątem historycznym. Bułgarska turystyka koncentruje się na wybrzeżu. Jasne, ono też jest ciekawe i różnorodne. Ale stanowi jedynie wycinek tamtejszej rzeczywistości. Bowiem Bułgaria to w dużej mierze góry z Riłą, Pirynem, Rodopami czy Starą Planiną na czele. Lokalnym społecznościom nie chce się tych miejsc promować lub zwyczajnie nie mają na to środków. Niemniej, jeśli chcielibyście zwiedzić Bułgarię i szukacie miejsc spoza głównych, turystycznych szlaków, to książka Njama problem! Bułgarska przygoda Wam w tym pomoże. Marta opisuje w niej miejsca zarówno znane, jak i te niszowe, kojarzone tylko przez niewielką ilość osób. Ja podczas lektury zanotowałam kilka atrakcji, które na 100% kiedyś odwiedzę. A i mam dla Was jeszcze jedną radę – nie czytajcie książki, gdy jesteście głodni. Choć opisy jedzenie nie stanowią procentowo sporej części tekstu, to zdarzało mi się nie raz, nie dwa przełykać ślinkę na myśl o szopskiej czy tamtejszych serach.

Podsumowując…

Njama problem! Bułgarska przygoda to przyjemna, lekka lektura, która pozwala na lepsze poznanie Bułgarii oraz samej autorki. Marta w ciekawy i dowcipny sposób opisuje swoje perypetie w tym bałkańskim kraju, często z dystansem do samej siebie i swoich przygód. Ale praktycznie z każdej, kolejnej strony czuć było ogromną miłość, jaką darzy Bułgarię. Ja w trakcie lektury mogłam przenieść się tam myślami, poczuć smak słodkich pomidorów, spojrzeć na górski bezkres bułgarskich krajobrazów, odwiedzić miejsca, do których mam sentyment. Tych kilka wieczorów spędzonych w towarzystwie książki było naprawdę wielce udanych.

Marta Gajęcka, Njama problem! Bułgarska przygoda, Wydawnictwo Po Godzinach

Njama problem

 

 

TAGI
POWIĄZANE POSTY