Sylwester w Słowenii – czy warto było wpaść tam na 3 dni?

Słowenia

Ostatnio ciężko idzie nam planowanie z dużym wyprzedzeniem. Dlatego sylwestrowy wypad zaczął nam się klarować… na półtora dnia przed jego rozpoczęciem. Początkowo rozważaliśmy różne kierunki: od Malty, przez Cypr, Grecję, Bośnię i Hercegowinę, a na Słowacji czy Czechach kończąc. A gdzie ostatecznie wylądowaliśmy? W Słowenii. A po niej ostatecznie również i we Włoszech. Jednak w nowy 2026 rok wchodziliśmy w naszym od pewnego czasu ulubionym kraju. A zatem, czy według nas sylwester w Słowenii to dobry pomysł? Przekonajcie się!

Sylwester w Słowenii – główne założenia

Sylwestrowy i około sylwestrowy termin wyjazdu ma wiele wad. Wysokie ceny noclegów, krótki dzień, niepewna pogoda. Dlatego analiza tych wszystkich elementów sprawiła, że przez prawie miesiąc nie mogliśmy podjąć ostatecznej decyzji. W końcu, spontanicznie uznaliśmy, że Słowenia zawsze jest dobrym wyborem. A utwierdziły nas w tym przekonaniu prognozy, które wskazywały na słoneczną aurę oraz relatywnie tani nocleg, który udało nam się znaleźć w Jesenicach. Oczywiście nastawialiśmy się na typowo zimowy wyjazd – Marek chciał pojeździć na nartach, ja w miarę możliwości pobiegać, a wspólnie mieliśmy pochodzić po górach. A jak było w rzeczywistości?

Sylwester w Słowenii – co porabialiśmy?

Do Słowenii przyjechaliśmy wieczorem 29 grudnia. Planowaliśmy w niej zostać do 2 stycznia. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, gdzie pojedziemy dalej. Tę decyzję uzależnialiśmy oczywiście od pogody oraz naszych nastrojów. Natomiast w Słowenii szybko zabraliśmy się za realizowanie wycieczkowych planów.

Dzień 1 – Vodnikov razglednik, Vogel, Jezioro Bohinjsko i Pokljuka

Poranek w Słowenii powitał nas mrozem oraz słoneczną pogodą. Po szybkim śniadaniu ruszyliśmy w stronę Jeziora Bohinjsko. Naszym pierwszym celem był Vodnikov razglednik (nazwany został na cześć Valentina Vodnika – poety i lingwisty) – mające nieco ponad 1000 m wysokości wzniesienie obok wsi Koprivnik v Bohinju. To doskonały punkt widokowy. I potwierdzamy! Krótki spacer pozwala wspiąć się na jego wierzchołek, z którego podziwiać można panoramę Alp Julijskich oraz doliny w stronę Starej Fuziny.

sylwester w slowenii

Do południa

Stamtąd przejechaliśmy nad Jezioro Bohinjsko, nad którego taflą unosiły się mgły. Jednak my w pierwszej kolejności chcieliśmy się udać wyżej, a dokładniej na teren ośrodka narciarskiego Vogel. W tym celu postanowiliśmy skorzystać z kolei linowej (w grudniu, przejazd tam i z powrotem kosztował 29.90 €/osoby dorosłej). Podróż wagonikiem trwa dosłownie chwilę. Ale w jej trakcie pokonuje się prawie 1000 m przewyższenia.

Z góry odsłoniły się dużo bardziej rozległe widoki, które zmotywowały nas do ruszenia jeszcze wyżej. Nasz pierwotny plan zakładał, że udamy się bezpośrednio na szczyt Vogel (ośrodek narciarski znajduje się poniżej niego). I o ile szliśmy po wyratrakowanych stokach, to było dobrze. Ale kiedy chcieliśmy ruszyć ku głównej grani, to okazało się, że warunki są dalekie od idealnych. Nie mając raków i czekanów nawet nie próbowaliśmy pchać się dalej. Dlatego ostatecznie zrealizowaliśmy przyjemną i widokową pętlę nieco niżej.

vogel

Po południu

Po zjechaniu z powrotem nad jezioro, udaliśmy się na krótki spacer wzdłuż jego brzegu, głównie w obrębie nieczynnego o tej porze roku kempingu. Zajrzeliśmy też na chwilkę do Ribčev Laz. I co tu dużo pisać – w krajobrazie działa się tego dnia magia. Zresztą, sami się przekonajcie!

jezioro bohinjsko

Później wpadliśmy jeszcze na krótki spacer do Pokljuki. To tam znajduje się centrum narciarstwa biegowego i biatlonu. To również jedna z popularniejszych baz wypadowych na Triglav oraz nieco niższy i łatwiejszy szczyt, jakim jest Viševnik.

Wieczorem

Wieczorem natomiast odwiedziliśmy Bled. Najpierw szybki obiad w Gostišče Petelin, którą serdecznie Wam polecamy – smacznie, przystępnie cenowo i miło. Po posiłku podjechaliśmy na darmowy parking poniżej zamku, skąd ruszyliśmy na spacer. Zajrzeliśmy nad brzeg jeziora, gdzie w grudniu znaleźć można sporo świetlnych instalacji oraz świąteczny jarmark. Pod kątem widoków i klimatu – bajka!

bled

Dzień 2 – narty, bieganie i Sylwester na Ojstricy

Drugiego dnia, czyli 31 grudnia, postanowiliśmy się rozdzielić. Marek wyruszył na narty na Krvavec. Ja natomiast postanowiłam pobiegać w okolicach Jesenic. Ale wieczór mieliśmy już spędzić razem i to w nie byle jakim miejscu!

Jesenice na biegowo – ruda

Jesenice nie są najbardziej znanym czy popularnym miasteczkiem w Słowenii. Ale mogą stanowić dobrą bazę wypadową do Bledu czy położonej ciut dalej Kranjskiej Gory, a także w pasmo Karawanków. Początkowo planowałam wycieczkę do wsi Planina pod Golico, w której byliśmy na wiosnę. Ostatecznie obrałam jednak inną trasę. Z Jesenic pobiegłam do sąsiedniej miejscowości, jaką jest Slovenski Javornik. Z niego wychodzi szlak o wdzięcznej nazwie Gajškova pot. Wspina się i trawersuje zalesione zbocza, które w kilku miejscach oferuje widoki na okoliczne wzgórza i znajdujące się na nich wioski. Pod kątem biegowym – rewelacja, bo teren jest urozmaicony, ale nie ma trudnych technicznie podbiegów czy zbiegów. Nawet udało mi się spotkać innego biegacza! Po ok. 7 km dotarłam do wsi Javorniški Rovt. Najpierw udałam się nad niewielkie jeziorko (Javornišk jezero), a następnie zajrzałam do schroniska (Dom Pristava v Javorniškem Rovtu), który swym wyglądem bardziej przywodzi na myśl pałacyk. Stamtąd w teorii czekała mnie już tylko droga w dół. Zdawałoby się, najszybszy etap trasy. Problem polegał jednak na tym, że do Jesenic postanowiłam wrócić przez szczyt Jelenkamen. I nie spojrzałam na poziomice. Bo choć Jelenkamen warto było odwiedzić przez wzgląd na roztaczające się stamtąd widoki, to tamtejsze zbocza są bardzo strome. Dodatkowo, pod koniec grudnia, choć nie było tam śniegu, to wszędzie zalegały grube warstwy liści. Te dwa elementy sprawiły, że droga na dół zajęła mi zdecydowanie więcej czasu, niż zakładałam. Tak czy inaczej podczas tego ostatniego biegu w 2025 roku udało mi się przebiec nieco ponad 15 km, przy 700 m przewyższenia.

Narciarska wizyta na Krvavecu – Marek

Krvavec odwiedzaliśmy już wcześniej zarówno wycieczkowo/trekkingowo, jak i rowerowo. Jest to jeden z większych ośrodków narciarskich Słowenii, który dodatkowo leży bardzo blisko Lublany. Pomimo, że pod koniec grudnia 2025 było bardzo mało śniegu, to tu przygotowanych już było kilka tras narciarskich. Wszystko dzięki temu, że główne stoki położone są na wysokości ok. 1600 – 2000 m n.p.m. Z głębokiej doliny, wygodnie można dostać się koleją gondolową, a trasy obsługują już kolejne wyciągi krzesełkowe. Jak na niewielką ilość śniegu, to warunki oceniam jako dobre. Dzięki mrozom na dużej wysokości, ośrodek był w stanie wykorzystać armatki i wspomóc nieco naturalne opady. Chociaż nadal nie były otwarte wszystkie stoki i wyciągi, to dobrze było się narciarsko rozruszać. Przy słońcu i dobrej widoczności, szusowanie na Krvavecu to czysta przyjemność, pośród pięknych krajobrazów. Za całodniowy karnet zapłaciłem 49 EUR.

Sylwester na Ojstricy

Kiedy w końcu zadecydowaliśmy o tym, że sylwester w Słowenii to dobry pomysł, od razu wpadł nam do głów pomysł, żeby nowy rok powitać na… Ojstricy. To skaliste wzniesienie ponad Bledem jest chyba jednym z najbardziej znanych punktów widokowych nie tylko w tej okolicy, ale i całym kraju. Mieliśmy pewne obawy, że na podobny pomysł wpadnie więcej osób. Ostatecznie jednak uznaliśmy, że warto zaryzykować. Dlatego ok. 23 wyruszyliśmy autem z Jesenic do Bledu. Zaparkowaliśmy niedaleko stacji kolejowej, skąd na piechotę udaliśmy się ku zachodniemu krańcowi jeziora, bo to właśnie ponad nim wznosi się Ojstrica. Od razu zauważyliśmy, że ktoś już na niej był, a dwie inne osoby maszerowały z czołówkami przez las. Tego wieczora na szczęście nie było dużego mrozu. Za to widoczność była doskonała – widać też było ośnieżone szczyty pasma Karawanków. Po 20 min znaleźliśmy się na Ojstricy. Oprócz nas dotarło tam jeszcze z 6 osób. Nie było więc mowy o tłumach. Wiedzieliśmy, że oprócz fajerwerków, nad jeziorem zaplanowany był pokaz dronów. Kiedy wybiła północ oczywiście niebo nad jeziorem rozświetliły sztuczne ognie. Sam pokaz rozpoczął się kilka minut po 24. I musimy przyznać, że nawet z oddali robił naprawdę przyjemne wrażenie. Drony układały się w symbole związane z tym zakątkiem Słowenii. Pojawił się więc m.in. łabędź, tradycyjna łódź, zamek czy Triglav. Oczywiście docierały też do nas dźwięki koncertu, jaki odbywał się nad brzegiem jeziora, tuż obok odwiedzonego przez nas dzień wcześniej jarmarku. Przed godz. 1 opuściliśmy Ojstricę niesamowicie zadowoleni, że to właśnie na niej postanowiliśmy spędzić tę noc.

Dzień 3 – Kriška gora i spacer ponad Bledem

W pierwszy dzień nowego roku oczywiście nie próżnowaliśmy. Ja z samego rana poszłam pobiegać. Mam taką tradycję, że 1 stycznia zawsze idę na choćby krótką przebieżkę. Po śniadaniu zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy w stronę miasta Tržič. Samo w sobie nie było naszym głównym celem, lecz położony nieco powyżej przysiółek Gozd. To właśnie stamtąd można wybrać się na niezbyt długi, ale bardzo widokowy trekking na szczyt o nazwie Kriška gora (1472 m n.p.m.). Choć to niepozorna góra, to znów nie spojrzeliśmy na poziomice. Bowiem okazało się, że jej zbocza są… bardzo, ale to bardzo strome.

Co ciekawe, 1 stycznie ściągnęło tam naprawdę sporo piechurów. Ruch na szlaku był więc dość duży. Po pokonaniu niezbyt długiego, ale jednak dość męczącego podejścia, dotarliśmy na grzbiet, który sprawnie doprowadził nas do znajdującego się na Kriškiej gorze schroniska (Koča na Kriški gori). Bardzo przyjemne miejsce, w którego ciepłym wnętrzu troszkę się zagrzaliśmy. Panowała tam gwarna i chyba wciąż jeszcze dość imprezowa atmosfera.

Do Gozdu postanowiliśmy zejść szlakiem biegnącym od zachodniej strony. W szczególności, że na mapach.com zaznaczony był tam punkt widokowy. I był to strzał w dziesiątkę. Bowiem rozpościerał się z niego wspaniały widok na Triglav. Dodatkowo, w tamtym momencie dnia nieco bardziej się rozpogodziło, wyszło słońco i cała okolica nabrała kolorów, które bardziej przywodziły na myśl wiosnę niż zimę.

kriska gora

Spacer ponad Bledem

Po powrocie do Gozdu wyruszyliśmy z powrotem w stronę Bledu. Chcieliśmy jeszcze zaliczyć spacer ponad wsiami Podhom i Zasip. To właśnie tam przebiega wyjątkowo malownicza ścieżka, którą wraca się po wizycie w wąwozie Vintgar. Roztacza się stamtąd przepiękna panorama okolic jeziora Bled, gór i pobliskich miejscowości. Tego dnia było dość wietrznie, a dodatkowo przyjechaliśmy tam chwilę przed zachodem słońca, dlatego zrobiliśmy krótszy wariant trasy, do najbliższych punktów widokowych. Ale i tak było warto!

bled

3 dni i co dalej?

Choć wypad do Słowenii był krótki, to tradycyjnie dość intensywny. I kiedy w Polsce szalały śnieżyce, to my cieszyliśmy się warunkami bliższymi wiośnie niż zimie. Nie narzekaliśmy jednak, bo pozwoliło nam to na górskie wędrówki, biegi, a wyżej również szusowanie na nartach. Początkowo nawet rozważaliśmy zostanie w Słowenii na cały wyjazd. Jednak patrząc po prognozach postanowiliśmy pojechać do Włoch, m.in. nad Jezioro Garda. I to tam zabierzemy Was w kolejnym artykule!

Jeśli ten artykuł Was zainspirował lub uważacie, że jest pomocny, wtedy zachęcamy Was do postawienia nam wirtualnej kawy. Mała rzecz, a wspiera działanie bloga!

buy coffee

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.