Bałkany 2016 Cro BiH Chorwacja

Rowerowa Chorwacja. Część 3: Hvar i dwie pory roku

-
15 czerwca 2016

Kolejny poranek w Chorwacji wita nas potężną burzą. Leje, grzmi i błyska się. W planach mieliśmy wyprawę na popularny, turystyczny cel jakim jest Hvar, ale zaczynamy się mocno zastanawiać, czy ma to sens przy takiej pogodzie. Stwierdzam jednak, że skoro przewodniki podkreślają, iż wyspa ta cieszy się 300 słonecznymi dniami w ciągu roku, to może i dla nas okaże się łaskawa. Po 9 jedziemy w stronę Drvenika, skąd pływają promy do Sucuraju, położonego na Hvarze. Marek upiera się, że rejs zaczyna się o 10. Ja twierdzę, że o 10:30. Jednak dzięki temu, że jesteśmy za wcześnie, stajemy blisko początku kolejki, która dość szybko się wydłuża. Kiedy prom przypływa, okazuje się, że część samochodów po prostu się nie zmieściła. My jednak otrzymujemy nasze miejsce specjalne i możemy wyruszyć na Hvar. Koszt: 13 HRK od osoby, 90 HRK za małe auto (są to ceny obowiązujące poza sezonem).

Dvernik

Sucuraj

W trakcie rejsu dalej leje, wieje, a przetaczające się wzdłuż wybrzeża chmury nie wyglądają zbyt zachęcająco. Oboje mamy średnie nastroje, bo wychodzi na to, że spędzimy cały dzień w deszczu. Niemniej wciąż powtarzamy sobie w myślach informację o 300 dniach słonecznych w roku. Dopływamy do urokliwego, niewielkiego Sucuraju, skąd zaczyna się droga wzdłuż całej wyspy. W Chorwacji jest takie powiedzenie: “Obyś zginął na drogach Hvaru.” Po rozpoczęciu podróży do Starego Gradu, zaczynamy rozumieć jego sens. Jest wąsko, brak pobocza, droga się po po bokach urywa. Prędkość podróżna jest nie za szybka, a przy każdym zakręcie trzeba zwalniać, bo może zza niego wyjechać np. wielki autobus. Znów zaczyna mocniej padać, więc dodatkowo jazdę utrudniają warunki atmosferyczne.

Sucuraj

Sucuraj

Aby odpocząć chwilę od jazdy tym odcinkiem drogi, zjeżdżamy na chwilę do Vela Stiniava, niewielkiej miejscowości, położonej w zatoce, do którą schodzi kanion. W strugach deszczu usiłujemy zrobić trochę zdjęć i rozprostować kości, ale dość szybko ulewa zmusza nas do powrotu do samochodu. Jedziemy dalej w stronę Starego Gradu. Po chwili pojawia się nowy, świeżutki asfalt, a szerokość drogi znacznie się powiększa. Od tego momentu można nieco odetchnąć z ulgą.

Vela Stiniava

W pewnym momencie trafiamy na strzałki kierujące w lewo, do miejscowości Humac. Nawet nasza nawigacja twierdzi, że jest tam jakaś atrakcja turystyczna. Postanawiamy więc odbić z głównej trasy i zobaczyć, co znajduje się powyżej drogi. W ten sposób trafiamy do Etno-eko selo Humac – wioski pochodzącej z XIII wieku, którą tworzą domy zbudowane od początku do końca z kamienia. Ich dachy pokryte są srebrzystym łupkiem, tak podobnym do tego, który zobaczyć można w albańskim mieście Srebrnych Dachów, czyli Gjirokastrze. Poza sezonem oprócz nas jest tu tylko ekipa zajmująca się odbudową jednego z domów. W sezonie funkcjonuje tu restauracja, organizowane są warsztaty dla dzieci oraz istnieje możliwość zwiedzania pobliskiej jaskini – Grapceva spilja (zwiedzanie jest możliwe w poniedziałki, środy i soboty; zbiórka o godzinie 9.00 pod restauracją w Humac).

Humac

Humac

Jeśli chodzi o samą miejscowość, to nigdy nie była stale zamieszkana. Służyła mieszkańcom wsi Vrisnik podczas prowadzonych przez nich prac na pobliskich wzgórzach. Większość domów jest świetnie zachowanych. Najbardziej okazałym budynkiem jest cerkiew. Niestety jest zamknięta, więc nie możemy zajrzeć do środka. Wędrując przez Humac maszerujemy za strzałkami, kierującymi na teleskop. Jak słusznie sądzimy, będzie to punkt widokowy. Gdy do niego docieramy, faktycznie znajdujemy tam teleskop oraz widok na wyspę oraz morze. W miejscu tym faktycznie widać, że Hvar nie jest zbyt szeroki. Na chwilę wychodzi nam także słońce, z czego bardzo się cieszymy. Marek uwiecznia Humac z lotu ptaka, ale gdy tylko wyciąga drona, zaczyna siąpić deszcz. Nieco zrezygnowani jedziemy do Starego Gradu.

Humac

Stari Grad jest dawną stolicą wyspy. Obok miasteczka znajduje się port promowy, do którego dopływają promy ze Splitu. Zanim zajrzymy do miasteczka, udajemy się na Glavicę – wzgórze z niewielką kapliczką oraz sporym, białym krzyżem, które góruje nad okolicą. Podchodzimy na nie szlakiem biegnącym od drogi do Rudiny. Wąską ścieżką wśród krzaków docieramy na sam szczyt. Oprócz wspomnianej już wcześniej kapliczki i krzyża, znajduje się tutaj ołtarz oraz kilkanaście ławek. Ze wzgórza rozciąga się widok na Stari Grad oraz Starogradsko Polje (Niewielkie poletka, które pooddzielane są od siebie kamiennymi murkami. Podobno zostały wyznaczone przez Greków pond 2400 lat temu. Obecnie wpisane są na listę światowego dziedzictwa UNESCO.). Marek wyciąga drona, zaczyna latać i oczywiście przychodzi deszcz. Opuszczamy więc Glavicę i zjeżdżamy do miasta.

Stari Grad

Stari Grad

Stari Grad

Stari Grad

Sam Stari Grad nie robi na nas jakiegoś wielkiego wrażenia. Owszem, nabrzeże prezentuje się całkiem zacnie, a większość kamienic wygląda ładnie. Ale brakuje temu miejscu klimatu, duszy, tego czegoś, co sprawia, że człowiek myśli lub mówi “Wow!”. Stąd też dość szybko wyruszamy do miasta Hvar. Obecnie czas przejazdu między nim a Starym Gradem znacznie się skrócił dzięki temu, że powstała nowa droga z tunelem. Stąd też dość szybko docieramy do stolicy wyspy. Ale zanim decydujemy się by przyjrzeć się jej z bliska, jedziemy na wzgórze Napoleonova Tvrđava. Czyli jak zwykle zwiedzanie miast najlepiej wychodzi nam od strony punktów widokowych. Faktycznie ze wzniesienia rozciąga się wspaniały widok na miasto oraz pobliskie wyspy. Gdy tam siedzimy, zaczyna się powoli rozpogadzać.

Hvar

Hvar

Hvar

Gdy zjeżdżamy do miasta niebo jest niebieskie, a słońce zaczyna ostro prażyć. W ciągu kilku minut szare chmur gdzieś zniknęły i z jesieni zrobiło się prawdziwe lato. Powiem szczerze, że dawno żadne miasto nas aż tak nie zachwyciło. Hvar po prostu zniewala swoim pięknem. Czuć tu klimat Włoch i Chorwacji, bogactwa i elegancji. Biel budynków aż razi w oczy. Ekskluzywne jachty przybite do brzegu przesłaniają nieco widok, ale tworzą niepowtarzalny urok tego miejsca. Spacerujemy chwilę wzdłuż brzegu, zachwycając się każdym, nawet najmniejszym detalem. Niestety patrzymy na zegarki i dochodzimy do wniosku, że musimy wracać do Sucuraju. O 18 mamy prom powrotny. Według moich wyliczeń, jeśli wyjedziemy z Hvaru o 16:45 dotrzemy na miejsce punktualnie. Jednak Marek się ociąga i w efekcie wyjeżdżamy na kilka minut przed 17.

a3

16.05.24_16.17.43_Balkanymaj066

Hvar

Hvar

Pędzimy na złamanie karku przez całą wyspę, by ostatecznie dotrzeć do Sucuraju chwilę po 18 i zobaczyć, jak nasz prom właśnie odbija od brzegu. Następny kurs dopiero o 22, co stawia nas przed faktem dokonanym, iż musimy zagospodarować sobie czas przez najbliższe 4 godziny. Ponieważ niesamowicie się wypogodziło, postanawiamy wyciągnąć rowery, które przez cały dzień jeździły w Kiance i zorganizować sobie wycieczkę po okolicy. Okazało się to strzałem w dziesiątkę.

Sucuraj

Sucuraj

Najpierw wyruszamy po lewej stronie brzegu, drogą biegnącą wzdłuż. Niestety dość szybko się urywa, a my zasiadamy na niewielkim, betonowym pomoście. Moczymy chwilę nogi w lodowatej wodzie i łapiemy promienie słoneczne. Jest pięknie. Przeskok pogodowy między tym, co było rano, a tym co jest teraz, jest naprawdę gigantyczny.

Sucuraj

Wyruszamy z powrotem do Sucuraju, a następnie drogą po prawej stronie wyspy jedziemy na zachód słońca. Mijamy niewielką, lecz wyjątkowo uroczą latarnię morską, którą widzieliśmy płynąc rano na Hvar. Podążamy szutrową drogą, idealnie pod słońce, w efekcie kompletnie nic nie widzimy. Zachód słońca spędzamy nad brzegiem morza, z niesamowitym wprost widokiem. Kto by pomyślał, że ten dzień zakończy się tak wspaniałym akcentem.

DCIM108GOPRO

Sucuraj

Sucuraj

Sucuraj

Powered by Wikiloc

Gdy zapada zmierzch, wracamy do Sucuraju. Miasteczko jest gwarne, a to za sprawą kilku restauracji, po brzegi wypełnionych żeglarzami, którzy zeszli z zacumowanych w porcie łodzi. Na szczęście i dla nas znajduje się miejsce. Zamawiamy obiad, a raczej kolację. W międzyczasie do brzegu zacumował nasz prom. Tym razem go pilnujemy, bo nie uśmiecha nam się nocleg na wyspie, w szczególności, że większość rzeczy biwakowych zostało na Campingu Rio. Punktualnie o 22 wyruszamy do Dvernika. Oprócz nas promem płyną głównie ekipy remontowe lub kierowcy ciężarówek. Generalnie dochodzę do wniosku, że jestem na pokładzie jedyną kobietą. Docieramy na stały ląd i dopiero na chwilę przed północą wracamy na camping. Znów padamy na twarz i znów dochodzimy do wniosku, że aktywny wypoczynek wychodzi nam aż nadto aktywnie.

Na deser jak zwykle filmowe podsumowanie naszego dnia na Hvarze.


Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

TAGI
Powiązane wpisy