Porec
Chorwacja Chorwacja Solo

Poreč – miasto UNESCO, festiwali i darmowych leżaków

-
23 kwietnia 2018

Po trzydniowym pobycie w Zadarze pożegnałam się z Dalmacją i wyruszyłam na Istrię. Ta część Chorwacji często jest przez turystów pomijana. Bo za bardzo włoska, bo na północy jest zimniej, bo jest mniej spektakularna, itd.. Ale prawda jest taka, że zarówno Istria, jak i sąsiadujący z nią Kvarner to regiony, które docenią Ci, dla których Dalmacja nie jest pępkiem chorwackiego świata i są otwarci na nieco inne pejzaże czy architekturę. Moja przygoda z Istrią zaczęła się od dwóch, bardzo znanych miast. Najpierw odwiedziłam Poreč, a później spektakularne Rovinj. Jednak zanim o nich, parę słów o mojej nocnej jeździe z Zadaru.

Z Zadaru do Rovinja, czyli nocny, autobusowy koszmar

Bilet do Rovinja zamówiłam sobie jeszcze pierwszego dnia pobytu w Zadarze. Kupując go przez internet dostawałam dodatkową zniżkę. A poza tym, było to nocne połączenie na dość popularnej trasie, więc chciałam być pewna, że znajdzie się dla mnie miejsce. Jak wspominałam we wpisie dot. Ninu, autobus spóźnił się prawię godzinę (zamiast o 23:30, pojawił się około 00:30). Byłam wykończona i marzyłam o tym, by się przespać. Niestety po wejściu do autobusu okazało się, że klimatyzacja jest tak ustawiona, by zamrozić pasażerów. Po drugie, moje siedzenie zajęte było przez współpasażerkę, która zrobiła sobie z niego łóżko. Początkowo nie mogłam jej dobudzić, ale gdy ostatecznie mi się to udało, obrzuciła mnie takim spojrzeniem, jakbym jej spaliła wieś i zabiła wszystkich członków rodziny. Później nie było lepiej. Dysponując tylko jedną bluzą usiłowałam jakoś się przykryć, by nie odmrozić sobie żadnej kończyny. Nie byłam w stanie się ani ułożyć, ani nawet zdrzemnąć choćby 5 min. Koszmar ten trwał aż do Rijeki. Wtedy z autobusu wysiadło kilka osób. Przeniosłam się więc na dwa, wolne siedzenia i wreszcie zasnęłam. Po jakiś 15 min przyszedł do mnie kierowca z radosną informacją, że mam się przesiąść na inny autobus, który jedzie do Rovinja. Szczerze mówiąc teraz to ja miałam mordercze zamiary. Z tej wściekłości, gdy przeniosłam się do drugiego autobusu, nie byłam już w stanie zmrużyć oka. Dzięki czemu mogłam podziwiać całkiem przyjemny wschód słońca.

Rude zobmie jedzie do Poreča

Do Rovinja dotarłam po 8 rano. Na niewielkim dworcu autobusowym działała na szczęście płatna toaleta, w którym mogłam doprowadzić się do jako takiego porządku i przyjrzeć się w lustrze moim worom pod oczami. Ponieważ zameldowanie w hostelu miałam dopiero po godzinie 14, stwierdziłam, że może w takim razie wybiorę się na wycieczkę do Poreča. Okazało się, że na autobus, a zasadniczo busa nie musiałam zbyt długo czekać. Towarzyszy mi kilku podróżnych, w tym dwójka młodych turystów z Niemiec. Mkniemy omijając autostradę, dzięki czemu przejeżdżamy obok Limskiego Kanału, zwanego często fiordem. Przebiegająca obok niego szosa jest dość wąska i na zakrętach dwa autobusy czy dwie ciężarówki jadące z naprzeciwka nie są w stanie się minąć. Podróż mija mi szybko i bezproblemowo. Po dotarciu na dworzec autobusowy w Poreču wyruszam w stronę wybrzeża i starówki.

Poreč – zwiedzanie

Moją marszrutę zaczynam od spaceru wzdłuż Obala maršala Tita, czyli nadmorskiej promenady. Po drodze wpadam do usytuowanej przy nabrzeżu informacji turystycznej, gdzie porywam kilka map oraz broszur informacyjnych, a także rozmawiam chwilę z pracującą tam dziewczyną. Następnie kontynuuję spacer wzdłuż Rivy, oglądając póki co starówkę z zewnątrz. W miejscu, gdzie Obala maršala Tita przechodzi w deptak poprowadzony wzdłuż murów, zagłębiam się w wąskie uliczki zabytkowej części Poreča. Miasto pełne jest ciekawych pod kątem architektonicznym kamienic oraz ma do zaoferowania parę ciekawych zabytków.

Poreč

Poreč

Poreč

Poreč

Poreč

Jednak wśród nich prym wiedzie jeden, a mianowicie Bazylika Eufrazjana, która została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Oczywiście nie mogłam odmówić sobie jej zwiedzania, mimo tego, że padałam na twarz i średnio kontaktowałam. Bazylikę Eufrazjana (bilet wstępu 40 kn, w sezonie czynna od 9 do 20) zwiedza się według wytyczonego porządku. W pierwszej kolejności można obejrzeć krużganki, baptysterium oraz dzwonnicę, z której rozciąga się całkiem przyjemny widok na miasto. Następnie można odwiedzić pałac Biskupów, w którym mieści się Muzeum Sztuki Sakralnej. Kolejnym punktem zwiedzania jest Lapidarium, w którym zgromadzono kolekcję mozaik. W dalszej kolejności wychodzi się na zewnątrz, gdzie zlokalizowana jest wystawa archeologiczna, a także można spojrzeć na nabrzeże z ciągnących się tu murów. Ostatnim etapem zwiedzania jest wizyta w bazylice, która pokryta jest w środku zapierającymi dech w piersi mozaikami. I szczerze mówiąc dopiero po wyjściu z kościoła zrozumiałam, dlaczego cały kompleks zostały wpisany na listę UNESCO.

Bayzlika Eufrazjana

Bayzlika Eufrazjana

Bayzlika Eufrazjana

Bayzlika Eufrazjana

Bayzlika Eufrazjana

Bayzlika Eufrazjana

Bayzlika Eufrazjana

Bayzlika Eufrazjana

Bazylika Eufrazjana

Relaksacyjny Poreč

Po zwiedzeniu bazyliki doszłam do wniosku, że naprawdę nie mam siły i potrzebuję chwili odpoczynku. Udałam się więc pod mury miejskie, gdzie znalazłam kawałek cienia i mogłam się w spokoju usadowić się z moimi bagażami. Przez półtorej godziny gadam z przyjacielem (pozdrowienia Tomasz!) i marudzę mu o moim zmęczeniu. W końcu postanawiam zmienić miejsce nic-nie-robienia i udaję się w stronę ul. Nikole Tesli. Po drodze trafiam na coś, co w tamtym momencie wyglądało jak mały raj. Z racji odbywających się w mieście licznych festiwali, pod murami ustawionych było kilka rzędów leżaków, które służyły jako sala kinowa podczas wieczornych pokazów filmowych. Jak łatwo się domyślić, natychmiast się w jednym z nich usadowiłam i spędziłam drzemiąc jakąś godzinę. Oczywiście w międzyczasie beształam się w myślach, że powinnam jeszcze tyle zobaczyć i zwiedzić. Ale z drugiej strony zdrowy rozsądek kazał mi mimo wszystko dać sobie czas na relaks. Więc w efekcie Poreč będzie mi się trochę kojarzył z lenistwem.

Poreč

Pożegnanie z Porečem

Po nabraniu sił postanowiłam pożegnać się z Porečem i wrócić do Rovinja, gdzie mogłam już zameldować się w hostelu. Zanim jednak całkiem opuściłam miasto, zajrzałam jeszcze na spory Trg Slobode, przy którym stoi barokowy kościół (Crkva Gospe od Andela). Szybko jednak stamtąd uciekłam, gdyż czułam się tam jak na patelni. Żwawo wróciłam na dworzec, gdzie na autobus nie musiałam zbyt długo czekać (połączeń między Porečem a Rovinj jest naprawdę bardzo dużo). Sam Poreč zrobił na mnie pozytywne wrażenie, choć tak naprawdę sporą część pobytu w nim przespałam. Na pewno spodoba się tu osobą lubiącym najróżniejsze wydarzenia kulturalne, gdyż odbywa się tam mnóstwo najróżniejszych festiwali. Ich pełną listę znajdziecie tutaj -> KLIK. Oprócz tego w okolicy jest kilka niezłych plaż, sporych kompleksów hotelowych czy kempingów. Są też aquaparki (np. Aquacolors Poreč) czy park rozrywki Dinopark w Funtanie. Do tego wszystkiego na całej Istrii poprowadzonych jest mnóstwo szlaków rowerowych. Znajdziecie je pod poniższym linkiem -> KLIK.

Porec

Poreč

TAGI
Powiązane wpisy