Polska

Opole i Opolski Festiwal Podróżniczy

-
13 marca 2016

Tak się jakoś złożyło, że do tej pory nie miałam zbyt wielu okazji, by odwiedzić zachód Polski. Jeśli już przejeżdżałam w pobliżu Opola czy Wrocławia, to jedynie wtedy, gdy wybierałam się w góry. Tym razem, za sprawą zaproszenia jako prelegentki na Opolski Festiwal Podróżniczy, oboje z Markiem mieliśmy okazję odwiedzić Opole. I musimy przyznać, była to bardzo pozytywna i miła wizyta.

Generalnie względem Opola nie mieliśmy chyba żadnych oczekiwań. Jasne, miasto to kojarzyło nam się z Festiwalem Piosenki i tamtejszym amfiteatrem, tak znanym z telewizji, ale na tym lista skojarzeń się kończy. Dlatego też, w trakcie zwiedzania, sporo rzeczy mogło nas pozytywnie zaskoczyć. Zacznijmy od tego, że Opole to miasto bardzo zadbane. A na pewno wrażenie takie robi ścisłe centrum i starówka, która, choć może nie jest najpiękniejszą w Polsce, to nie można zarzucić, że jest brzydka czy nieciekawa. W tamtejszych kamieniczkach znajdują się obecnie knajpki, restauracje, księgarnie czy inne sklepy. W sobotni wieczór nie mogliśmy jednak nigdzie namierzyć sklepu spożywczego, co nas dość mocno zadziwiło i sfrustrowało. W niedzielę rano również nie zauważyliśmy w obrębie starówki i jej najbliższych okolic żadnego miejsca, w którym można by kupić jedzenie i picie.

Spożywczaka nie znaleźliśmy, za to spotkaliśmy koty.

Opole kot

kotę

Oczywiście centralną część starówki stanowi rynek z miejskim ratuszem. Sam rynek zachował swój średniowieczny kształt. Otaczają go kamieniczki w pastelowych barwach, ze spadzistymi dachami. Z racji tego, że zostały zniszczone w trakcie II wojny światowej, w latach 50tych ubiegłego stulecie zabrano się za ich odbudowę. Dwanaście z nich znajduje się na liście pomników architektury. Niewątpliwie najbardziej rzucającym się w oczy budynkiem znajdującym się na rynku jest ratusz. Jego architektura nawiązuje do stylu, w jakim wybudowany został ratusz we włoskiej Florencji. Wcześniej, w jego miejscu stał drewniany dom kupiecki. W 1864 zdecydowano się jednak na budowę siedziby władz miasta. Obiekt ten posiada 65 – metrową wieżę, z której podobno codziennie odgrywany jest hejnał Opola. My jednak nie mieliśmy okazji go usłyszeć. Na rynku znajduje się również Aleja Gwiazd Polskiej Piosenki. Niewątpliwie Opole jest stolicą naszej rodzimej muzyki, gdyż znany wszystkim festiwal odbywa się tu od 1963 roku. Sama aleja zapoczątkowana została w 2004 i od tamtej pory znalazło się w niej kilkadziesiąt odlanych w brązie płyt z nazwiskami i autografami znanych muzyków. Swoje gwiazdy mają tu m.in. Czesław Niemen, Maryla Rodowicz, Edyta Górniak, Czerwone Gitary czy TSA.

Opole rynek

Opole rynek

Opole rynek

Słyszeliście kiedyś o Opolskiej Wenecji? Cóż…z Markiem dość sceptycznie jesteśmy nastawieni do tego typu określeń, bo wystarczy, że miasto ma jeden kanał i już staje się Wenecją. Niewątpliwie opolski kanał Młynówka jest urokliwy, a ciągnący się wzdłuż niego bulwar jest miłym miejscem na wieczorny spacer, to jednak Opolu daleko jest do włoskiej piękności.

Opole kanał Młynówka

W trakcie spaceru wzdłuż kanału naszą uwagę najmocniej przykuł Most Groszowy, zwany też Zielonym Mostkiem, Mostem Westchnień lub Mostem Zakochanych. To ostatnie określenie chyba jest najbardziej adekwatne, gdyż idąc za modą z innych krajów, obwieszony został kłódkami z wypisanymi/wygrawerowanymi inicjałami/imionami zakochanych par. Jak wiadomo ta praktyka mostom dość szkodzi, ale na Moście Groszowym na szczęście kłódek nie ma jeszcze bardzo dużo. Niemniej trzeba przyznać, że jest to urokliwe i bardzo fotogeniczne miejsce, nawet wtedy gdy warunki pogodowe są dalekie od idealnych.

Opole kanał Młynówka

Niewątpliwie najwięcej czasu w Opolu spędziliśmy na Wyspie Bolko, która stanowi zielone płuca miasta. Znajduje się tam park miejski oraz Zoo. I to właśnie zoo pochłonęło najwięcej naszego czasu zwiedzania. Bilet dla osoby dorosłej kosztuje tylko 15zł, więc niezbyt długo zastanawialiśmy się, czy chcemy je odwiedzić. Zoo powstało w latach 30tych ubiegłego wieku. Od tamtego czasu miało swoje wzloty i upadki, np. związane z powodzią z 1997 roku. Na szczęście od tamtych wydarzeń cały czas się rozwija. Muszę przyznać, że zagospodarowanie terenu w opolskim zoo bardzo przypadło mi do gustu, mimo że z racji pory roku (początek marca) było dość szaro i smutno. Do tego wszystkiego niskie ciśnienie sprawiło, że większość zwierzaków spała. Chyba nie ma lepszego odzwierciedlenia panujących wtedy warunków atmosferycznych. Co podchodziliśmy do jakiegoś wybiegu lub klatki, mogliśmy oglądać śpiące lemury, ptaki, dzikie koty czy lamy. Jedynymi naprawdę żywiołowymi zwierzakami były uchatki, które ganiały się po swoim basenie i robiły przeróżne sztuczki. Obserwowanie ich sprawiało, w szczególności mi, ogromną frajdę. Mimo wszystko uważamy pobyt w opolskim zoo za bardzo udany. Śpiące zwierzęta też są ładne, choć czasami ich dostrzeżenie wymagało mocnego wytężania wzroku.

Opolskie Zoo

Opolskie Zoo

Opolskie Zoo

Opolskie Zoo

Opolskie Zoo

a2

Opolskie Zoo

Opolskie Zoo

Po pobycie w zoo pognaliśmy do Studenckiego Centrum Kultury, gdzie o 16:40 miałam występować z moją prezentacją Albania – nie tylko bunkry, Mercedesy i dziurawe drogi. Dosłownie od progu zostaliśmy przywitani przez ekipę organizatorów Opolskiego Festiwalu Podróżniczego. Muszę też przyznać, że cała, organizatorska ekipa potrafiła stworzyć niesamowicie przyjacielską atmosferę. Oczywiście z tego powodu żałuję, że mogliśmy być jedynie przez chwilę na festiwalu, gdyż tuż po moim występie, musieliśmy wsiąść do Kianki i mknąć do stolicy. Niemniej, jeśli kiedykolwiek jeszcze będę mieć okazję zawitać w Opolu na OFP, to nie będę się wahać ani sekundy. Jeśli zaś chodzi o samą prezentację – wydaje mi się, że została odebrana całkiem pozytywnie. Wiem, co w niej na przyszłość nieco poprawić, by była jeszcze ciekawsza/zabawniejsza. Mam też nadzieję, że choć kilka osób udało mi/nam się przekonać do odwiedzenia Albanii.

Opolski Festiwal Podróżniczy

Opolski Festiwal Podróżniczy

Opolski Festiwal Podróżniczy

Opolski Festiwal Podróżniczy

12837411_1052357448153611_1867907848_o

fot. Daniel Gogulski,

fot. Daniel Gogulski, Szeroką Drogą

Na koniec jeszcze nasze rady, gdzie warto zjeść w Opolu:

  • ponieważ nie znaleźliśmy stricte bałkańskiej kuchni, zdecydowaliśmy się na kolację we włoskiej restauracji Trattoria Antica (ul. Świętego Wojciecha 7, otwarta 7 dni w tygodniu od 12:00 do 23:00). Panuje tam atmosfera typowej, włoskiej tawerny, w której jest gwarno i pachnie przepysznym jedzeniem. Ze swojej strony mogę polecić makarony, Marek natomiast pizzę. W Antice możecie też spróbować dobrego, czerwonego wina. Ceny nie są wygórowane, a potrawy są naprawdę smaczne, doprawione i pięknie podane.
  • ani w Warszawie, ani w Toruniu nie udało nam się zjeść słynnych naleśników w restauracji Manekin (Pl. Wolności 7/8), za to udało nam się w Opolu. Z jednej strony mogę zrozumieć fenomen tej naleśnikarni, z drugiej zaś naleśniki trafiły nam się nieco mdłe i niedoprawione. Porcje są spore, więc ja spokojnie się najadłam, Marek może nieco mniej, ale jakoś mocno nie narzekał.
  • na piwo warto się udać do Kawiarni pod Arkadami (Rynek 26), gdzie spróbować można kilku rodzajów lanych piw. W marcu można było napić się ciemnego piwa z dodatkiem truskawek. Rewelacja! Samo miejsce ma przyjemną atmosferę, z głośników sączy się rockowa muzyka, jest gwarno i bardzo pozytywnie.

 

TAGI
Powiązane wpisy