Jezioro Kozjak
#turystykaktywna Macedonia

Jezioro Kozjak – dzikie ostępy tuż obok Skopje

on
16 lutego 2020

Malownicze Jezioro Kozjak znajduje się w bliskim sąsiedztwie Skopje. Jednak cieszy się dużo mniejszą popularnością, niż jego koleżanka – Kanion Matka. I pewnie poniekąd dlatego dotarliśmy do niego niedawno. Podczas naszych dwóch miesięcy w stolicy Macedonii Północnej mieszkaliśmy w dzielnicy Kisela Voda, z której mieliśmy dość prostą drogę do Jeziora Kozjak. Aczkolwiek słowo “prosta” jest w tym przypadku sporą przenośnią. Bowiem trasa wiodąca do Jeziora Kozjak ma mocno górskich charakter, a co za tym idzie, czeka tam na Was sporo zakrętów. To co, jedziemy?


Jezioro Kozjak? Czeka Was wczesna pobudka.

Taka była pierwsza rada naszych znajomych, gdy usłyszeli, że chcemy odwiedzić Jezioro Kozjak. I nie, nie chodzi o to, że będziecie tam bardzo długo jechać. Do pokonania jest raptem ok. 50 km. Problem leży w czym innym. Odcinek drogi wiodący przez Rezerwat Jesen pokonuje się wahadłowo. A zatem. Jadąc ze Skopje, będziecie mogli tamtędy przejechać: zimą (01.10-31.03) między 7.30 a 8.30 oraz 14.30 a 15.30, latem (1.04-30.09) między 6.30 a 9 oraz 16 a 18. Natomiast od strony Jeziora Kozjak do Skopje w zimie między 6.00 a 7.00 oraz 16.00 a 17.00 (godzin obowiązujących latem nie spisaliśmy). Przejazd jest darmowy, jednak musicie zmieścić się w wyznaczonych godzinach. Wiedząc o tym wcześniej, chwilę po 7 opuściliśmy Skopje i skierowaliśmy się ku Novej Breznitsy, skąd wiedzie droga do Rezerwat Jesen. Na przełęczy wjeżdżamy na drogę, na której odbywa się wspomniany ruch wahadłowy. Szybko rozumiemy, skąd taka decyzja. Droga jest bardzo wąska, bardzo kręta i momentami w nie najlepszym stanie. Stąd, minięcie się z drugim autem byłoby albo niewykonalne, albo niezbyt bezpieczne.

Rezerwat Jesen

Zanim skoncentrujemy się na Jeziorze Kozjak, poświęćmy chwilę samemu Rezerwatowi Jesen. Generalnie to dość enigmatyczne miejsce, gdyż w sieci znajdziecie bardzo mało informacji na jego temat. Z dostępnych informacji możemy dowiedzieć się, że w czasach Jugosławii był to teren zamknięty, silnie strzeżony i odizolowany. Różne pogłoski twierdzą, że było to miejsce w którym odbywały się ekskluzywne polowania dostępne tylko dla elit i najwyższych rangą polityków. Według innych doniesień miał tam powstać bunkier wraz z pełnym zapleczem dla samego Tity, ale nikt do tej pory go nie odnalazł. Wszystkie źródła jednak jednogłośnie twierdzą, że dzięki tej izolacji cały ten obszar zachował swój naturalny charakter i jest jednym z bardziej dzikich w Macedonii Północnej. Ostatnio przynajmniej rozbudowana została oficjalna strona rezerwatu, bo wcześniej prawie nic na niej nie było. Teraz informacji jest więcej, ale tylko po macedońsku. Generalnie Rezerwat Jasen zajmuje obszar 31 127 ha, na którym znajduje się m.in. Jezioro Kozjak, Jezioro Matka, Bagna Katlanovo. Teren ten (niestety) cieszy się popularnością wśród myśliwych. Polowania urządzane są tam cały czas. Na terenie rezerwatu żyją muflony, jelenie, kozice, dziki, rysie czy niedźwiedzie. W trakcie naszej wizyty nie była pobierana opłata za wstęp na teren rezerwatu. Przeglądając jednak nową stronę widzimy tam informacje o biletach do rezerwatu: 250 MKD za bilet jednodniowy.

Jezioro Kozjak – piękne choć sztuczne

Jezioro Kozjak jest sztucznym akwenem, największym tego typu w Macedonii Północnej. Ma 32 km długości, w najgłębszym miejscu osiąga 130 m, a w najszerszym 400 m. Wciśnięte jest pomiędzy wspomniany Rezerwat Jesen a pasmo Suvej Gory. W efekcie, jezioro wije się pomiędzy górskimi zboczami, tworząc wyjątkowo piękny krajobraz. Powstało stosunkowo niedawno, bo w 2004 r.. Wtedy zbudowano tamę (która spiętrzyła rzekę Treskę) i elektrownię wodną Kozjak. Pod kątem turystycznym, jezioro jest na ten moment średnio wykorzystane. Jest tak z kilku powodów. Przede wszystkim, raczej ciężko do niego dotrzeć bez własnego środka transportu. Po drugie, jeśli nie chodzicie po górach, nie jeździcie na rowerach lub nie łowicie ryb, to średnio będziecie mieć tam co robić. Ewentualnie możecie wybrać się w te okolice na mały off-road. Ale o tym za chwilę. Co do ryb, to Jezioro Kozjak jest w nie niesamowicie bogate. I nie trzeba być ichtiologiem, by wysnuć taki wniosek. Będąc tam na jesieni, natknęliśmy się na wielu wędkarzy. Zresztą część z nich obozowała bezpośrednio nad stromymi brzegami jeziora.

Z Brestu do Cerkwi Przemienienia Pańskiego

Droga do Brestu

Od naszych macedońskich znajomych dowiedzieliśmy się, że będąc w okolicach jeziora, warto wybrać się na lekki trekking. Polecali nam w szczególności jeden wariant, którzy zaczyna się w maleńkiej miejscowości Brest i wiedzie na szczyt wzgórza Fojnik, na którym wznosi się urocza cerkiew Przemienienia Pańskiego (Св. Пеображдење). Żeby dojechać do górskiej wioski musimy podążać wzdłuż wschodniego brzegu jeziora, którędy wiedzie szosa R1106. Za południowym krańcem Kozjaka, odbijamy w prawo, w szosę 408. Z niej później skręcamy bezpośrednio do Brestu. Wieś jest mała i dość biedna (część budynków jest zrujnowana), ale o dziwo tętni życiem. Spotykamy tam sporo mieszkańców, którzy są odrobinę zdziwieni naszą wizytą. Auto parkujemy “w centrum” miejscowości, nieco poniżej kościoła pw. św. Jana Baptysty.

Trekking na Fojnik

Z Brestu zaczyna się szlak Fojnik. Najpierw wiedzie szeroką, szutrową drogą. Następnie zaczyna ścinać jej zakręty i prowadzić przez mniej lub bardziej gęste zarośla. Nieco poniżej szczytu szlak postanawia zniknąć. W efekcie musimy przeciąć malowniczy, jesienny las bukowy i iść na szczyt “na azymut”. W tym terenie nie było to zbyt problematyczne. Podczas podejścia możemy obserwować pożary, jakie trawią okoliczne szczyty. Pod koniec 2019 roku w Macedonii Północnej praktycznie nie padał deszcz. W efekcie, widok płonących gór był (niestety) czymś normalnym. Podobno wiele pożarów było wywoływanych przez ludzi. Nasi znajomi twierdzą, że to pasterze je inicjują, gdyż wierzą, że dzięki temu w kolejnym roku ich stada będą miały lepszą trawę do jedzenia. Wydaje mi się, że w Polsce są podobne teorie, ale na temat bardziej żyznej gleby. Kiedy docieramy na szczyt Fojnik otwiera się przed nami rewelacyjna panorama Jeziora Kozjak. Choć sama trasa nie była nadzwyczajna, o tyle ten widok był wart wszystkiego. Do tego niewielka cerkiew została pięknie wkomponowana w górski krajobraz. Na Fojniku spędzamy ok. 40 min, podziwiając piękno tej dzikiej okolicy. Do Brestu schodzimy częściowo szlakiem (który udało nam się odnaleźć podczas zejścia ze szczytu), a częściowo szutrową drogą.

Fojnik

Fojnik

Fojnik

Fojnik

Fojnik

\

Logan nie jest autem terenowym. No i?

Są takie momenty, w których stwierdzamy, że powinniśmy dysponować autem terenowy. Problem polega jednak na tym, że mało które auto z napędem 4×4 jest tak pojemne, jak Logan i tak ekonomiczne pod kątem eksploatacji i użytkowania. Efekt? Co jakiś czas pakujemy się na trasy, które nie do końca są przeznaczone dla Logana. Ponieważ po trekkingu mieliśmy jeszcze trochę czasu, żeby zobaczyć coś ciekawego w okolicach Jeziora Kozjak, zdecydowaliśmy udać się z Brestu do Trebovlje i z tego ostatniego wrócić nad brzeg jeziora od zachodniej strony. Wiedzieliśmy, że droga prowadząca po tej stronie brzegu jest szutrowa, ale sądziliśmy, że szosa R1106, na którą ponownie mieliśmy wrócić, na całej długości jest asfaltowa. Do Trebovlje mieliśmy dobrą, względnie równą nawierzchnię. Od wsi zaczynał się szuter. Początkowo bardzo dobrej jakości. Kiedy zaczęliśmy trawersować zbocze Suvej Gory, widoki były genialne. Ale droga z każdym kilometrem robiła się coraz bardziej wymagająca. Momentami idę przed autem i odrzucam na bok mniejsze bądź większe kamienie, jakie na niej leżały. Na kilku zjazdach podłoże było na tyle niestabilne, że doszliśmy do wniosku, iż nie mielibyśmy szans tamtędy podjechać, gdyby przyszło nam zawrócić. Ta opcja nie wchodziła więc w grę.

Tu miał być asfalt…

Jak wspominałam, myśleliśmy, że droga R1106 na całej długości jest wyasfaltowana. Marek mocno się przy tym upierał, mówiąc, że widział zdjęcia z zachodniej części Jeziora Kozjak, gdzie rzekomo był asfalt. Rzekomo. Bo my go nie znaleźliśmy. Po pokonaniu trawersu dotarliśmy do skrzyżowania. Strome zakosy schodził na prawo, bezpośrednio nad Jezioro Kozjak. Krótka analiza drogi zniechęca nas do jazdy tamtędy. Na piechotę postanawiamy zweryfikować dojazd do szosy R1106. Kiedy do niej docieramy, ze zdziwieniem odkrywamy, że tam też nie ma asfaltu i na dodatek jej nawierzchnia pozostawia wiele do życzenia. Wracamy do pozostawionego wyżej auta i idziemy na krótki spacer wzdłuż ustawionych w tym miejscu myśliwskich ambon. Z ich okolic ponownie możemy podziwiać niezłą panoramę jeziora. Ponieważ musimy o odpowiedniej godzinie wjechać na drogę wiodącą do Skopje, wracamy do auta i zaczynamy niekończący się przejazd nad brzeg jeziora. Droga jest fatalna i odradzamy jej pokonywanie autem osobowym. Fakt, była lepsza od wspomnianych zakosów, ale weźcie pod uwagę, że porównujemy dwie drogi, z czego jedna była zła, a druga tragiczna. Kiedy docieramy nad brzeg Jeziora Kozjak, warunki do jazdy są ciut lepsze. Droga jest bardziej ubita i nieco równiejsza. Ale to pewnie dlatego, że w tym miejscu stoi trochę domków letniskowych i generalnie widać, że ktoś tu dociera. Na wschodni brzeg jeziora wracamy przez most (skąd również rozpościera się świetna panorama) i jedziemy bezpośrednio ku drodze, którą się tu dostaliśmy, aby zmieścić się w godzinach jej otwarcia.

Jezioro Kozjak – czy warto?

Pod wieloma względami – tak. W szczególności, jeśli szukacie miejsca mało turystycznego, dość dzikiego, gdzie raczej nie spotkacie zbyt wiele osób. Co więcej, okolice jeziora, jak i sam Rezerwat Jasen oferują przepiękne widoki. Polecamy Wam lekki trekking na Fojnik, by spojrzeć na ten teren z szerszej perspektywy. Mała ilość infrastruktury, nieliczna zabudowa oraz niezbyt duża sieć dróg sprawiają, że naprawdę można się tam odciąć od wszystkiego.

 

TAGI
POWIĄZANE POSTY