#turystykaktywna Słowacja

Gruniky i okolice oraz zawody LSD – Local Series of Downhill

-
29 czerwca 2017

Gruniky to niewielki ośrodek sportów zimowych i rowerowych we wsi Sihelne, położonej u podnóża Pilska, kilka kilometrów od Korbielowa oraz granicy polsko-słowackiej. Większość osób, która zagląda w te okolice, pewnie nigdy nawet o tym miejscu nie słyszała, bo znajduje się mocno na uboczu. Jednak oboje z Markiem znamy Gruniky od dłuższego czasu, byliśmy w nich kilka razy (Marek bywał tam częściej ode mnie) i zawsze wracamy tam z dużą chęcią. Dlaczego? Każde z nas ma ku temu inne powody. Dla Marka powodem tym jest znajdujący się tam bike park, a dla mnie cudowna okolica idealna na rowerowe przejażdżki i lekki trekking. W czerwcu 2017 zawitaliśmy tam ponownie, a naszą motywacją były odbywające się tam zawody LSD – Local Series of Downhill, w których Marek postanowił wystartować.

Bike Park Gruniky – mała góra z dużym potencjałem

Na początek może małe wyjaśnienie, czym jest bike park. Najpierw moje, rude, łopatologiczne wyjaśnienie, a później głos przekażę specjaliście. Górski bike park to miejsce, w którym znajdziecie liczne trasy do zjazdu (o różnym poziomie trudności i skomplikowania, które noszą takie nazwy np. enduro, DH, big air, które wskazują na jaki styl jazdy są nastawione), które skupiają się zazwyczaj wokół stoków narciarskich, a dokładniej wyciągów. Zazwyczaj są to wyciągi krzesełkowe lub gondolki, ale w przypadku Gruników jest to wyciąg orczykowy. Zapytacie się, jak można wjeżdżać rowerem na orczyku? Na to pytanie Wam nie odpowiem, bo nie nigdy nie próbowałam, uznając, że jeszcze mi życie miłe. Ale Marek pewnie chętnie Wam to zaraz wyjaśni. Zatem mężu, opowiedz nieco o tym czym dla Ciebie jest bike park, dlaczego lubisz Gruniky oraz jak to jest wjeżdżać wyciągiem orczykowym na rowerze.

Bike park to po prostu miejsce przeznaczone do zabawy na rowerze. Dawniej były to miejsca nastawione na rowerzystów, powiedzmy bardziej ekstremalnych, trenujących Downhill czyli po prostu zjazd na rowerze, ale obecnie sprzyjają również bikerom, którzy uprawiają kolarstwo górskie, modnie nazywane obecnie Enduro. Często tworzone są także trasy mniej wymagające, zwane Familijnymi, tak by z bike parku mogli korzystać praktycznie wszyscy. W Bike Parku Gruniky, to przyznam od razu, nie każdy sobie poradzi. Jest to miejsce stworzone dla osób nastawionych na grawitacyjne odmiany kolarstwa. Jeśli największą frajdę sprawia Wam ciekawie poprowadzony zjazd oraz pokonywanie hop i innych przeszkód na trasie, to jest to miejsce idealne. Gruniky mają jedną, zasadniczą zaletę, a jest nią lokalizacja – na kompletnym odludziu, a więc cisza, spokój, oraz piękne, nieco dzikie krajobrazy. Na miejscu znajduje się karczma, w której można zjeść wyprażany ser oraz napić się słowackiego piwka, a na piętrze są również pokoje do wynajęcia (10 € od osoby za noc). W samym bike parku mamy do dyspozycji 5 tras + parę odnóg, a dodatkowo niektóre z nich się krzyżują, więc wariantów, którymi możemy zjechać, jest dużo. Pomimo, że góra nie jest imponująco wysoka ani stroma, to trasy poprowadzone są z pomysłem i według mnie nastawione są po prostu na dobrą zabawę na rowerze. Znajdziemy na nich zarówno naturalne przeszkody, jak korzenie i uskoki, ale też bardzo starannie przygotowane skocznie oraz kładki. Jak dla mnie jedną z ciekawszych tras, po której kiedykolwiek jeździłem jest Big Air. Trasa przeznaczona tylko dla doświadczonych w tym temacie, ponieważ składa się tylko i wyłącznie z dużych skoczni (jedna z hop ma ok 15 metrów długości). Jeśli chodzi o podjeżdżanie rowerem na wyciągu orczykowym, to nie jest to wcale takie dziwne ani trudne, jak się wydaje. Stajemy z rowerem na przygotowanej do tego rampie, a pan z obsługi podaje nam “kotwice” w taki sposób, że zahacza ona o sztycę podsiodłową w rowerze, a my siadamy na naszym siodełku no i… jedziemy!

Bike Park Gruniky

Bike Park Gruniky

Bike Park Gruniky

Bike Park Gruniky

Zawody LSD

Czerwcowe zawody LSD, czyli Local Series of Downhill były drugą edycją w 2017 roku. To polska impreza organizowana głównie na terenie naszego kraju, jednak ze względu na logistykę, klimat i możliwości, odbywa się również w słowackich Grunikach. Impreza była dość kameralna, bo zjechało się na nią ok. 70 zawodników, głównie z południowej części Polski. Niemniej atmosfera była naprawdę świetna i piszę to z perspektywy osoby, która w zawodach nie startowała, a jedynie przyglądała im się z boku. Sobota była dniem treningów, dawała więc możliwość rozjeżdżenia się i zapoznania z trasą, na której następnego dnia zawodnicy mieli walczyć o najlepsze czasy przejazdu.

Marek: Ponieważ kiedyś miałem swój okres życia w którym bardzo dużo startowałem w zawodach (po 8 edycji Pucharu Polski w zjeździe w roku 2008 i 2009) , a ostatnio prawie w ogóle, to postanowiłem sobie że zanim oficjalnie zmienię kategorię startów z Elita na Masters (wraz z ukończeniem 30 roku życia), to chcę jeszcze gdzieś wystartować. Seria LSD wydała mi się odpowiednia, ponieważ znana jest z dobrej atmosfery panującej na zawodach, gdzie nie liczy się tylko i wyłącznie wynik, lecz przede wszystkim świetna zabawa. Pomimo idealnej pogody frekwencja nie była bardzo duża, ponieważ zapisało się tylko 70 zawodników (pamiętam czasy gdy organizatorzy musieli wprowadzać limity do 250 startujących).

Gruniky

Gruniky

Wieczorem, na tych, którzy nocowali w Grunikach, czekało afterparty lub jak kto woli beforeparty. Na scenie przygrywał słowacki DJ, który uraczył nas m.in. takimi hitami jak “Ruda tańczy jak szalona” (tym razem nie tańczyłam) oraz “Zawsze z tobą chciałbym być, przez całe laaaaatooooo….” zespołu Ich Troje. Nas jednak bardziej niż impreza pod sceną, interesowało ogromne ognisko, które zostało rozpalone na jednym ze stoków. Iskry strzelające w niebo, gwiazdy i ciepła, letnia noc. Czy można chcieć więcej?

Gruniky

Gruniky

Gruniky

Gruniky

Niedziela była już może mniej romantyczna, bo skoncentrowana na zawodach. Te zaczęły się po godzinie 12. Po dwóch przejazdach Marek zajął dobre, dwunaste miejsce. Oczywiście marudził, że mogłoby być lepiej, ale przecież chodzi też o dobrą zabawę, a tej w Grunikach na pewno nie brakowało. Notabene, w trakcie zawodów spotkaliśmy jednego z Was, czyli naszego czytelnika. Najpierw namierzył Marka, a później również mnie, w trakcie gdy robiłam zdjęcia. Niniejszym serdecznie pozdrawiamy!

Bike Park Gruniky

Bike Park Gruniky

Bike Park Gruniky

Bike Park Gruniky

Bike Park Gruniky

Bike Park Gruniky

Bike Park Gruniky

A tak z perspektywy Marka wyglądał jeden z przejazdów w trakcie zawodów. Więcej filmów z Bike Parku Gruniky, jak i innych rowerowych popisów Marka znajdziecie  na jego kanale na YouTube -> KLIK.

Jeśli nie bike park, to co?

No dobrze, a co porabiać w Grunikach, jeśli niekoniecznie chcecie jeździć w bike parku? Otóż możliwości jest całkiem sporo i ja skwapliwie z nich korzystam, gdy wpadam tam razem z Markiem.

  • Wycieczki rowerowe. Słowacja szlakami rowerowymi stoi. Również w okolicach Gruników znajdziecie ich całkiem sporo. Moją ulubioną trasą jest ta wiodąca ze wsi w stronę Orawskiego Wesela i dalej do Namestowa i Orawskiej Półgóry. Pętla ta ma ok. 50 km długości i jest bardzo malownicza. Oczywiście można ją modyfikować – zmniejszać lub zwiększać. Możliwości jest bardzo dużo. Znajdziecie tam zarówno szutry, jak i asfaltowe szosy. Dla fanów nieco bardziej wymagających ścieżek, pełnych korzonków czy kamieni, również te okolice mają sporo do zaoferowania. Przykładową trasę znajdziecie poniżej:

  • Wycieczki piesze. Z Gruników jest już rzut beretem na Pilsko czy Babią Górę. Z samej wsi nie wiodą tam szlaki, ale z położonej 6 km na północ Przełęczy Glinne. Można tam zostawić auto (jest parking), są toalety oraz można zakupić całkiem dobre oscypki (polecamy!). Na południe od Gruników również znajdziecie trochę szlaków pieszych, nieco bardziej spacerowych.

Orawska Półgóra

Orawska Półgóra

Orawska Półgóra

Orawska Półgóra

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

TAGI
Powiązane wpisy