Co przywieźliśmy z Turcji, czyli pamiątkowe szaleństwo

W Turcji byliśmy pierwszy raz w życiu, stąd chcieliśmy stamtąd przywieźć pamiątki, które podczas długich jesiennych i zimowych wieczorów będą nam przypominać o spędzonym tam czasie. Od dawna jednak dużo bardziej wolę przywozić z wyjazdów produkty spożywcze, które w trakcie konsumpcji przypominają o tym, co jadło się w danym miejscu. W przypadku Turcji było podobnie, znów nazwoziłam do domu kilka siat jedzenia. A zatem, co według nas warto przywieźć z Turcji?

Turkish delight czyli lokum. Słyszałam nie raz, że tureckie lokumy smakują kompletnie inaczej niż te, które dostać można na Bałkanach, np. w Bośni czy Albanii. I rzeczywiście, są inne i…znacznie lepsze. Mają mniej zbitą konsystencję, są lżejsze i występują w rozmaitych smakach i z rozmaitymi dodatkami. Jeśli chcecie popróbować różne ich rodzaje, wystarczy zajrzeć na Egipski Bazar w Stambule, albo do którejkolwiek cukierni w Safranbolu – tureckiej stolicy tego przysmaku, by załapać się na darmową degustację. Można je kupować na wagę lub od razu zapakowane. My przywieźliśmy kilkanaście opakowań, głównie różanych i z granatu, bo zwariowałam na punkcie tych smaków.

turkish delight

Chałwa. Niewątpliwie nie mogło zabraknąć jej na liście zakupów. Niemniej przywieźliśmy jej znacznie mniej, niż lokumów i zaraz po przyjeździe do domu zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach.

Dressing z granatu. Niewątpliwie owoc ten króluje w tureckiej kuchni, a dressing do sałatek wykonany z niego jest po prostu rewelacyjny. Zwykła, pasterska sałata nabiera zupełnie nowego smaku po jego dodaniu. Miałam w planach przywieźć jego większy zapas, ale ostatecznie ograniczyłam się do jednej butelki (pozostałe zostały przeznaczone na prezenty). Skoro granat, to jeszcze musiał pojawić się sok z czarnej marchwi, który w dużych ilościach znaleźć można w tureckich sklepach. Na razie nie wiem jeszcze, co z nim zrobię. Może macie jakieś pomysły?

granat i czarna marchew

Tureckie owocowe herbaty. W Turcji byłam bardzo szczęśliwa ze względu na tamtejszą kulturę picia herbaty. Jako fanka tego ciepłego napoju, mogłam wybierać przede wszystkim spośród owocowych smaków. Najbardziej popularnym z nich jest smak jabłkowy oraz z granatu. Obie herbaty przyjechały ze mną do Polski. Inna sprawa, że najlepiej nie patrzeć na skład, jaki znajduje się na opakowaniu, gdyż można się niemiło zdziwić, widząc tam trochę sztuczności. Niestety nie udało mi się kupić liściastej, jabłkowej herbaty, a jedynie rozpuszczalną. A skoro herbata, to nie mogło zabraknąć akcesoriów do niej. Nie byłam w stanie odpuścić sobie tureckich szklaneczek do herbaty wraz z podstawkami i małymi łyżeczkami (kupiłam je w zestawie z herbatą). Choć sama piję herbatę wiadrami (a w każdym razie tak twierdzą moi bliscy widząc, jak zaparzam ją w litrowym kubku), to zakochałam się w tych maleństwach i sama chętnie z nich piłam w Turcji i chętnie pić będę w Polsce.

turecka herbata

Wina z Sirince. Pozostając w temacie owoców, nie można z Turcji nie przywieźć owocowych win z Sirince. Ta niewielka, górska miejscowość, położona nieopodal Efezu i Kusadasi, słynie z produkcji win ze wszystkich, możliwych owoców. Znajdziemy zatem wina truskawkowe, jagodowe, malinowe, borówkowe, z granatu, melona, arbuza czy morwy. Kupując je bezpośrednio w Sirince zapłacimy 20TL, a w sklepach w Turcji od 35TL w górę. Przed zakupem polecam degustację, by wybrać najbardziej odpowiadające nam smaki (degustacja jest za darmo, należy tylko poszukać sklepu, który w lodówkach będzie miał otwarte butelki z winem). Dodam też, że osoby szukające tradycyjnych win na bazie winogron, również będą miały tam całkiem spory wybór.

wina Sirince

Produkty z szafranu. Safranbolu jest nie tylko stolicą lokuma, ale również szafranu. Przyprawa ta jest ważnym elementem w tureckiej kuchni, lecz wykorzystywana jest nie tylko do gotowania. Z szafranu produkowane są również kosmetyki pielęgnacyjne oraz perfumy. My ograniczyliśmy się do zakupu szafranowych mydeł oraz lokumów.

Puding. Może to dość dziwna, żywnościowa pamiątka, ale wiele osób wspominało mi, że warto się w nie zaopatrzyć. Sprzedawane są dokładnie tak samo, jak nasze budynie. Nie miałam jeszcze okazji żadnego przygotować, ale jak to uczynię, podzielę się smakowymi wrażeniami.

puding turecki

Poduszki i bieżnik. Jadąc do Turcji otrzymałam zamówienie na poszewki na poduchy. W teorii zadanie wydawało się proste, bo w Stambule i innych miastach jest tego na pęczki. Kiedy przyszło, co do czego, to się okazywało, że ceny są z sufitu albo wykonanie jest nędzne. Ostatecznie udało nam się znaleźć sklep, w którym po pierwsze dało się targować (co w Turcji okazuje się nie być tak oczywistą sprawą), a po drugie były wzory, które nam się podobały. Nie tylko udało nam się „zrealizować zamówienie” ale również kupić „poduchę kiełbasę” (tak określał ją sprzedawca) do nas do domu. Później zakupiliśmy jeszcze bieżnik na ławę do nas do domu, z motywem wielbłądów, balonów i skał w Kapadocji.tureckie pamiątki

Magnesy. Je oczywiście przywozimy ze wszystkich, odwiedzanych miejsc, więc i w Turcji sporo ich kupiliśmy. Nie jest to może zbyt oryginalna pamiątka, bo choć wszędzie twierdzą, że są „hand made”, to w większości i tak powstały w Chinach. Jednak miło na nie popatrzeć otwierając lodówkę.

magnesy

Ścienne ozdoby. Do tej pory ani razu nie przywoziliśmy sobie tego typu pamiątek, bo nasze ściany zazwyczaj zawieszone są zdjęciami. Jednak znaleźliśmy dwie rzeczy, które na tyle nam się spodobały, że postanowiliśmy je ze sobą przywieźć. Chodzi o żółwia z Dalyan – na tyle spodobało nam się to miejsca, a do zwierzaków tych zaczęliśmy mieć spory sentyment, że uznaliśmy, iż taka pamiątka może u nas zamieszkań. Drugą ścienną ozdobą jest widoczek z Kapadocji. Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego chcieliśmy mieć kawałek tego regionu u nas w domu. Jednak poszukiwacze innych ozdób będą mieli w Turcji znacznie większy wybór i zapewne znajdą dla siebie znacznie bardziej wyszukane rzeczy.

aa44

Nie kupiliśmy i teraz żałujemy…no właśnie, była jedna rzecz, którą strasznie chciałam przywieźć, a której ostatecznie nie kupiliśmy. Chodzi o ozdobne lampy, które wypełniają tureckie sklepy z pamiątkami. Mają piękne kolory i choć same w sobie dużo światła nie dają, to stwarzają przyjemny nastrój. Mieliśmy już, prawie dokonać zakupu w Goreme, ale ostatecznie, ze względu na beznadziejnego sprzedawcę, który w ogóle się nami nie interesował, zrezygnowaliśmy. No a później się okazało, że już nie mijamy żadnego sklepu z lampami, więc wróciliśmy do Polski bez niej. Cóż…mamy powód by wrócić do Turcji.

Generalnie Turcja jest zakupowym rajem. Nie wierzcie jednak w zapewnienia przewodników w możliwość targowania. Zazwyczaj jest ona mocno ograniczona, a część sklepów wywiesza informację, że ceny są najlepsze, jakie dało się ustalić, więc nie podlegają negocjacjom. Mimo tego i tak jestem pewna, że z Turcji przywieziecie całą górę pamiątek.

Zobacz również

21 odpowiedzi

  1. Na początku wakacji poznałam kilku Turków, z którymi w Danii wraz z paroma innymi osobami zajadaliśmy się lokum. Przywieźli kilka paczek, zniknęły w mgnieniu oka. Chyba najbardziej lubiane tureckie słodycze na świecie 😀
    A turecką herbatę również uwielbiam, chociaż nie piłam jej w Turcji, a w Sarajewie 😀

  2. O, lokum, czyli jeden z najbardziej ekonomicznych smakołyków. Jedna kostka wystarcza na dłuuugo 😉
    Podziwiam kolekcję – i cierpliwość do robienia zakupów. My najczęściej w postaci pamiątek przywozimy zdjęcia oraz bilety wstępów 😉

    1. Długo, to pojęcie względne. Podejrzewam, że sam „włomotał” bym całe opakowanie lokum. Nawet to, że coś jest niemiłosiernie słodkie nie jest dla mnie przeszkodą.

      A swoją drogą wydawało mi się, że właśnie m.in. w Turcji jest zwyczaj targowania się o wszystko…
      Z mojego punktu widzenia to nawet lepiej, że tak nie jest bo nie umiem się targować. Jak coś ma chorą cenę to wychodzę i szukam gdzie indziej. Jak wszędzie wokół są chore ceny to nie kupuję.

      @balkanyrudej:disqus
      Bardzo mi się podoba kulinarna część Twoich suwenirów, mniam 😉 Może oprócz herbatek owocowych, bo po nich mam zgagę 😛

      1. Pojęcie może względne, ale ja po paru kostkach lokuma mam dosyć (choć te tureckie są nieco mniej słodkie niż np. te albańskie). Ja się w sumie też nie potrafię jakoś super targować, ale jak mogę, to się staram. W Turcji okazywało się to mission impossible. A nie przepraszam, raz udało mi się stargować cenę przypraw (o raptem parę lirów).
        A co do suwenirów – ja zbieram też wszelkie ulotki z różnych miejsc, bilety również 🙂
        Odnośnie jedzenia – to zawsze jest najlepsza pamiątka 😀

        1. A czy dasz radę zjeść mleczną czekoladę na raz ?
          Pytam pod kątem możliwości 'władowania’ w siebie lokum 🙂

          1. Hmm…zjeść pewnie bym może i zjadła, ale chyba by mnie zemdliło, a po drugie mój wewnętrzny dietetyk liczący każdą kalorię dostałby chyba zawału 😀

  3. Wow, plus za odwagę podróżowania po Turcji kiedy jest tam tak niebezpiecznie. Fakt, dużo się tam handluje i można utargować korzystne ceny. Wina i budynie najciekawsze zakupy:)

    1. W Turcji nie jest niebezpiecznie. W szczególności, że nie dotarliśmy pod granicę z Syrią, gdzie kumulują się w tym momencie wszystkie groźniejsze działania czy wydarzenia. Turcja to ogromny kraj i to, że w jakiejś jej części coś się dzieje, to nie ma to absolutnie żadnego wpływu na resztę regionów. Z tym targowaniem niestety bywa różnie, a nawet rzekłabym, że bardzo słabo. Sprzedawcy się „rozbestwili” i uważają, że jak ktoś już przyjechał do Turcji, to kupi wszystko i w każdej cenie.

  4. Ha! U mnie w domu chałwa też znika w niewyjaśnionych okolicznościach. A jeśli chodzi o tureckie smakołyki, to zawsze myślę o baklawie. Ale ją ciężko przewieźć i należy zeżreć na miejscu. A z innych rzeczy, to pewnie przywiozę sobie z Turcji tytonie fajkowe 🙂

    1. Baklavę odradzam przewozić. No chyba, że ma się ochotę bagaż lub samochód czyścić z tego cukrowego syropu (powiem jedno – nic przyjemnego). Na szczęście można w Polsce trafić całkiem dobre baklavy, więc darowałam sobie ich przewożenie 😉

  5. magnesy to mój bzik 😀 Lodówki mi brakuje! Zawsze choć jeden z każdego miejsca 🙂 Turkish delight pycha! tylko pewnie to co tam jadłaś jest zupełnie inne niż to co można kupić w sklepach. zaciekawił mnie ten dressing z granata…. muszę poszukać w ich sklepach, może się trafi. Co do poduszek … ja nie wierzę w sklepy on line! Zamówiłam coś kiedyś z Chin 😀 (wiesz co to oznacza? LOL) najlepiej samemu w sklepie wybrać, dotknąć i ocenić, opłaca się czy nie…. i jak piszesz, potargować się można, a online już nie .

    1. Zazwyczaj na straganach sprzedają też od razu zapakowane lokumy, więc zazwyczaj nie ma aż tak dużej różnicy w smaku. Zresztą, jest coś takiego, że tam na miejscu wszystko inaczej/lepiej smakuje. Wszystko, co mają tam z granatów jest super!
      Co do targowania, ja się ostatnio online targowałam o cenę hotelu. O tym, jak na tym wyszłam napiszę później na blogu, ale powiem jedno – zapłaciliśmy mało, ale dostaliśmy za tę kasę jeszcze mniej.

  6. Od widoku tych pyszności dostaję ślinotoku 🙂 Najbardziej win! Też zbieram magnesy na lodówkę. Ludzie którzy nas odwiedzają, zawsze chętnie je oglądają. Nie byłam jeszcze w Turcji…a marzy mi się taka Kapadocja 🙂

    1. Turcję gorąco polecam – różnorodny kraj, pełen kontrastów, gdzie w krajobrazie ciągle się coś dzieje, także o jakiekolwiek nudzie można zapomnieć. A Kapadocję polecam z całego serca – niesamowity wprost region 🙂

  7. Zjadłabym (i wypiła) wszystko! Super pomysł na wpis! W Turcji byłam tylko raz, jako 7-letnie dziecko, więc za wiele nie pamiętam, także na pewno kiedyś ponownie odwiedzę ten kraj. I przywiozę tyle pyszności co Wy! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.