Chyba każda osoba planująca swój pobyt w Andaluzji rozważa odwiedzenie Caminito del Rey. To jedna z bardziej znanych, outdoorowych atrakcji w tej części Hiszpanii. Dlatego oczywiście chcieliśmy ją włączyć w nasz plan andaluzyjskiego, kamperowego road tripu. Szybko się jednak okazało, że nie jest to wcale takie proste. O naszych perypetiach z tym związanych oraz o drugim, godnym uwagi trekkingu, jakim jest wizyta w Torcal de Antequera przeczytacie w kolejnych akapitach.
Caminito del Rey – garść faktów
Zacznijmy od tego, czym w ogóle jest Caminito del Rey. Pod nazwą tą kryje się szlak wykuty w skałach wąwozu Gaitanes. Po co w ogóle powstał? Ze względu na działającą tu elektrownię wodną El Chorro. Na początku XX wieku okazało się, że niezbędna jest budowa trasy pomiędzy dwoma wodospadami (Gaitanejo i El Chorro). Po co? Aby pracownicy zajmujący się konserwacją infrastruktury należącej do elektrowni mogli sprawnie i w miarę bezpiecznie się tam poruszać. W ten sposób powstała wąska, mająca maksymalnie 1 m szerokości i jakieś 8 km długości ścieżka wykuta w skałach, ok. 100 m ponad dnem wąwozu. Na pewno mogliście się spotkać z informacjami, że Caminito del Rey to jeden z najniebezpieczniejszych szlaków na świecie. I owszem, przez lata faktycznie mógł za taki uchodzić. Erozja skał, brak jakichkolwiek zabezpieczeń itd. sprawiły, że wąwóz Gaitanes przyciągał poszukiwaczy przygód i adrenaliny. Na przełomie XIX i XX wieku doszło tam jednak do śmiertelnych w skutkach wypadków. Szlak zamknięto. Teoretycznie, bo i tak znalazły się osoby, którym nie straszny był ewentualny mandat w wysokości 6000 €. Ostatecznie w 2015 roku ukończono prace nad zabezpieczeniem i częściową rekonstrukcją szlaku i od tego momentu Caminito del Rey działa oficjalnie.
Caminito del Rey to po polsku Droga Króla/Królewska Droga. Skąd ta nazwa? W 1921 r. król Alfons XIII przybył na tamę Conde del Guadalhorce, pokonując wcześniej zbudowaną w skałach trasę, aby dokonać uroczystego otwarcia tej wielkiej, jak na tamte czasy, inwestycji. I właśnie na jego cześć nazwano drogę „królewską”.

Caminito del Rey – ważne jest planowanie
Fakt, że wejście na Caminito del Rey jest biletowane raczej nikogo nie dziwi. Natomiast problemem jest… ilość dostępnych wejściówek na dany dzień. Mieliśmy świadomość że szlak jest bardzo popularny. Jednak zdziwiliśmy się, że już na miesiąc przed naszą marcową wizytą w Andaluzji nie mogliśmy kupić biletów przez internet. Było to dość kłopotliwe, bo mieliśmy w Hiszpanii dość napięty grafik, który z góry zakładał konkretny dzień naszej wizyty w wąwozie Gaitanes. Zaczęliśmy więc wertować internete i w ten sposób trafiliśmy na informację, że 30% biletów oferowanych jest przez oficjalną stronę, a 70% sprzedawanych jest w ramach zorganizowanych wycieczek przez lokalne agencje turystyczne. Ta druga opcja też nie wchodziła w grę, bo albo ceny były zaporowe, albo też nie było miejsc. Pojawiła się jednak trzecia alternatywa. Dotrzeć do kasy biletowej przed otwarciem trasy turystycznej (czyli przed godz. 9.00) i liczyć, że uda się zakupić bilet bezpośrednio na miejscu. Jest to trochę loteria, bo nie wiadomo, ile jest ich w ten sposób dostępnych, ani jak długo trzeba będzie czekać na wejście. Ale stwierdziliśmy, że zaryzykujemy.
Nasza wizyta w Caminito del Rey
W okolice Caminito del Rey dojechaliśmy w nocy. Na Park4Night mieliśmy upatrzoną miejscówkę na nocleg przy Centro de Recepción de Visitantes Caminito del Rey, które znajduje się na Puerto de las Atalayas. Bez problemu mogliśmy tam zaparkować za darmo. A co najważniejsze, z centrum dla odwiedzających jeżdżą autobusy, którymi można dostać się na początek Caminito del Rey. Dlatego też mieliśmy bardzo wczesną pobudkę, żeby zdążyć na jeden z pierwszych kursów po 7 rano.
El Kiosko
El Kiosko to nic innego, jak restauracja, znajdująca się obok wejścia do tunelu, który pokonuje się w drodze do kas biletowych przy początku trasy turystycznej Caminito del Rey. O 7:45 udało nam się wsiąść do autobusu (koszt biletu 2,50 €/osoby, obejmuje przejazd w obie strony; opłata u kierowcy tylko gotówką) i wraz ze sporą grupą turystów udaliśmy się w podróż do El Kiosko. Po jakiś 15 min dotarliśmy do celu. Tam od razu ruszyliśmy dość szybko do tunelu, by znaleźć się w pierwszej grupie osób, jaka ustawi się w kolejce po bilety. Po wyjściu na otwartą przestrzeń droga schodzi po zalesionym zboczu, by po jakiś 10 min doprowadzić do kas. Nie byliśmy jedynymi osobami, którym nie udało się zakupić biletów przez internet. Spotkaliśmy też parę z Polski oraz kilkoro innych turystów z różnych stron świata. Chwilę czekaliśmy w napięciu, czy uda się kupić bilety. Tu warto zaznaczyć, że w takiej opcji dostępne są tylko droższe wejściówki z przewodnikiem. Ale byliśmy tego świadomi. Po jakiś 30 min oczekiwania pojawił się pracownik z informacją, że możemy kupić bilety i za ok. 40 min wejść na szlak. Uff… udało się!

Na szlaku
Nasłuchaliśmy się i naczytaliśmy o Caminito del Rey i nasze oczekiwania względem tej trasy były mocno wyśrubowane. Czy faktycznie jest to tak świetne miejsce? Zacznijmy od początku. Wycieczka rozpoczyna się od przejścia obok Elektrowni wodnej Gaitanejo. Dalej szlak wspina się nieco do góry, by po chwili dotrzeć do pierwszych, drewnianych kładek zawieszonych ponad tonią rzeki. Minusem wycieczki jest to, że cały czas idzie się w szpalerze ludzi. Ponieważ otrzymuje się zestaw słuchawkowy, to można cały czas słuchać opowieści przewodnika.



Pierwsze widoki pojawiają się dość szybko. Wąwóz, skały, rzeka i jej wezbrane po deszczach wody tworzą intrygującą scenerię. Niestety trafiliśmy na pogodę daleką od idealnych. Przede wszystkim sakramencko wiało (zresztą, jak przez cały nasz pobyt w Hiszpanii), a do tego było mocno pochmurno. Kiedy nasza grupa nieco się rozciągnęła, zostaliśmy z tyłu, by móc w spokoju zrobić zdjęcia i ujęcia video. Podczas wędrówki co jakiś czas mogliśmy się przyjrzeć starej wersji Caminito del Rey. I musimy przyznać, że ten poprzedni wariant na pewno mógł przyspieszyć bicie serca. Trasa, jaką my przemierzaliśmy, ma charakter stricte spacerowy i jedyną trudność mogą od czasu do czasu mieć osoby z lękiem przestrzeni lub wysokości. I tak naprawdę najciekawszym momentem był ten pod koniec trasy, gdy przechodzi się po wiszącym mostku i nieco węższym fragmencie drewnianego chodnika. Tu też otwierają się szersze widoki w stronę El Chorro.








Nasze wrażenia
Cała wycieczka trwała nieco ponad 2 godziny. Czy było warto? Tak. Czy byśmy to powtórzyli? Nie. Generalnie liczyliśmy na zdecydowanie większy efekt WOW. Co otrzymaliśmy? Przyjemny spacer wzdłuż wąwozu, z całkiem ładnymi widokami. Ale czy najpiękniejszymi (jak twierdzą niektórzy)? No nie. Moglibyśmy wymienić wiele innych miejsc, które zachwycają bardziej niż Caminito del Rey. Nie zmienia to jednak faktu, że miejsce to pod kątem historycznym czy przyrodniczym jest całkiem ciekawe. I absolutnie nie żałujemy, że zdecydowaliśmy się na tę wycieczkę. Jednak jeśli szukacie niezapomnianych emocji i adrenaliny, to na Caminito del Rey ich nie znajdziecie. W szczególności odkąd stworzono prawilną trasę turystyczną.


Caminito del Rey praktycznie
- Caminito del Rey znajduje się 63 km na północny zachód od Malagi i 33 km na zachód od Antequery.
- Bilety trzeba kupować z dużym wyprzedzeniem. W pierwszej kolejności sprawdźcie ich dostępność na oficjalnej stronie Caminito del Rey. Tam znajdziecie informacje czy i na jaką godzinę można jeszcze kupić wejściówki. W drugiej kolejności, jeśli ta opcja nie wypali, szukajcie wycieczek organizowanych przez lokalne biura. Opcja numer trzy, to pójście w nasze ślady i zakup biletów z samego rana, bezpośrednio w kasie. Ten ostatni wariant wiąże się z niepewnością czy i o której godzinie uda Wam się wejść.
- Bilety na wycieczkę przewodnikiem kosztują 18 € (i tylko te można kupić na spontanie w kasie biletowej), a bilety na samodzielny trekking 10 €.
- Ogromny parking znajduje się przy Centro de Recepción de Visitantes Caminito del Rey. Koszt parkowania 2 €/dzień. Miejsce możecie na nim zarezerwować podczas zakupu biletów przez oficjalną stronę. Stamtąd do El Kiosko kursuje autobus – 2.50 €/osoby (cena obejmuje przejazd do El Kiosko i powrót z południowego krańca szlaku).
- Poziom trudności szlaku to jakieś 2/10. Jeśli macie lęk wysokości lub przestrzeni, wtedy raczej Wam odradzamy tę trasę. W innych przypadkach jest to lekka, przyjemna, widokowa wycieczka.
Torcal de Antequera
Ponieważ trekking po Caminito del Rey skończyliśmy ok. godziny 11, to mieliśmy przed sobą sporo dnia do wykorzystania. Dlatego zdecydowaliśmy się na jeszcze jedną, górską wycieczkę. A naszym celem był Torcal de Antequera – czyli górski, skalisty rezerwat przyrody wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Gdy tylko zobaczyliśmy go na zdjęciach, to od razu przemianowaliśmy go na… hiszpańskie Góry Stołowe. I pod wieloma względami podobieństwo między tymi dwoma miejscami jest uderzające.
Droga dojazdowa
Atrakcją samą w sobie jest dotarcie do Torcal de Antequera. Z okolic Caminito del Rey musieliśmy przejechać do Antequery, skąd najpierw mieliśmy do pokonania całkiem widokową drogę A-7075. Z niej odbija wąska, górska szosa wiodąca do Centro de Visitantes del Torcal de Antequera, czyli centrum dla odwiedzających, przy którym zlokalizowany jest spory parking. Dla kampera stanowiła ona pewne wyzwanie. Ale jeździ tamtędy też autobus (z którym na szczęście nie musieliśmy się mijać), więc mieliśmy pewność, że nasz pojazd i my razem z nim również damy radę. Już na tym etapie widoki były spektakularne. A miało być tylko lepiej!

Trekking po Torcal de Antequera
Po dotarciu na parking i szybkim przepakowaniu rzeczy, wyruszyliśmy na szlak. Poprowadzono tu dwie trasy – zieloną i żółtą. Pierwsza tworzy mniejszą, a druga większą pętlę pośród tego wyjątkowo malowniczego, usianego skałami terenu. Oczywiście nasz wybór pada na dłuższy wariant wędrówki. Jednak zanim zaczęliśmy trekking, wyszliśmy jeszcze na punkt widokowy, który znajduje się tuż obok centrum dla odwiedzających. Panorama, jaka stamtąd się rozciąga, jest naprawdę piękna. Niestety ponownie wiatr chciał nam urwać głowę oraz wszystkie kończyny. Szybko więc uciekliśmy pomiędzy skały.




Początkowo obie pętle wiodą tą samą trasą. Dopiero kawałek za formacją skalną La Esfinge (Sfinks), zielona pętla odbija w lewo. Teren jest niezwykle ciekawy, a skały, podobnie jak w Górach Stołowych, tworzą fantazyjne kształty i formacje.


Jednak to, co wyróżnia Torcal de Antequera to fakt, że żyje tu spora populacja kozic. Mieliśmy z nimi zabawną sytuację. W pewnym momencie trafiliśmy na parę Niemców, którzy stali na środku szlaku i wyglądali, jakby nie wiedzieli, co mają ze sobą zrobić. Okazało się, że… wystraszyli się dość dużego koziorożca, pilnującego stadka dorosłych, jak i młodych kozic. Nie wyglądał, jakby chciał zaatakować, więc wyminęłam wystraszoną dwójkę i ruszyłam jako pierwsza. Za mną poszedł Marek, a po chwili również zlękniona parka. Później naszą rozrywką było wypatrywanie kozic na szczytach skał. Z gracją skakały pomiędzy nimi, wspinały się po pionowych ścianach i generalnie sprawiały wrażenie, jakby się świetnie bawiły. Po pokonaniu nieco ponad 4 km wróciliśmy na nieco już opustoszały późnym popołudniem parking.






Torcal de Antequera – nasze wrażenia
Musimy przyznać, że pod wieloma względami Torcal de Antequera zrobiło na nas większe wrażenie niż Caminito del Rey. Po pierwsze – urozmaicenie terenu. Skały i ich mnogość sprawiają, że wędrówka jest szalenie ciekawa i bez wątpienia pobudza wyobraźnię. Do tego możliwość obcowania z dziką przyrodą pod postacią ciekawskich kozic. A z racji tego, że byliśmy tam popołudniu, to na szlaku spotkaliśmy w sumie może z 8 osób. Oczywiście wspomniane dwie pętle to nie jedyne szlaki, jakie znajdziecie w okolicy. Ale jeśli chcielibyście pójść w nasze ślady i połączyć Caminito del Rey z Torcal de Antequera, to wtedy wybierzcie żółtą lub zieloną pętlę z Centro de Visitantes.


Jeśli spodobał Wam się ten artykuł i chcielibyście wesprzeć działanie bloga, wtedy będzie nam bardzo miło, jeśli postawicie nam wirtualną kawę. Mała rzecz, a cieszy!


