14 sierpnia 2013
W namiocie robią się powoli istne tropiki, a jest dopiero chwilę po 7. Wyskakuję na zewnątrz praktycznie zaraz po przebudzeniu i pędzę do źródełka, żeby się schłodzić. Obok nas obozuje kilkunastoosobowa grupa Czechów, którzy są jakoś wybitnie niepozbierani i krążą po całej łące bez ład, składu i konkretnego celu.
Pogoda jak drut – ani jednej chmurki, a słońce praży jak oszalałe. Kiedy Czesi w końcu idą w góry, jak mniemam w Piryn sądząc po kierunku ich marszu (ach…przypomniał mi sie 2010 rok, kiedy z Tomaszem również udaliśmy się na podbój Pirynu), przestawiamy samochód bliżej drewnianego stołu i ławy. Przygotowujemy śniadanie i ogarniamy się nieco po wczorajszym całym dniu w Kiance. Około godziny 11 pakujemy plecaki i ruszamy na szlak w stronę Melnika. Ten sam, który w 2010 roku przechodziłam w odwrotnym kierunku z Tomaszem.
Poranek w Rożenie

Mini cerkiew, gdzież poza szlakiem


Pomnik Sandanskiego

Mój tradycyjny posiłek w Melniku

Takich tablic szukajcie w samym Melniku, te które widzicie na poniższym zdjęciu znajdują się przy ruinach katedry.




Gdy tak stoimy i kontemplujemy tę chwilę zaczęliśmy się zastanawiać nad tym, że żaden przewodnik nawet słowem nie wspomina, iż powyżej miasta znajdują się te pięknie położone ruiny, z których widoki są znacznie ciekawsze niż ze szlaku do Rożenu. Tym sposobem, trochę przez przypadek, odkryliśmy świetne miejsce, gdzie nie zaglądają turyści, w którym byliśmy kompletnie sami. Jeśli odwiedzicie Melnik, koniecznie odwiedźcie te ruiny.
Druga cerkiew w pełnej krasie


Widok na Rożeński Monastyr
W końcu udaje nam się zejść do Rożeńskiego Monastyru. Akurat w kościółku trwa modlitwa ze śpiewami, dlatego nie chcąc przeszkadzać, spacerujemy jedynie po pięknym i zadbanym dziedzińcu – ogrodzie, gdzie nad naszymi głowami wisiały smakowicie wyglądające winogrona.
Dziedziniec Rożeńskiego Monastyru
Schodzimy powoli do Kianki. Gdy znajdujemy się na polance naszym oczom ukazuje się nie tylko nasze autko, ale również spore obozowisko Bułgarów oraz motocykl i namiot robity tuż obok naszego kiankowego taboru. Gdy schodzimy niżej okazuje się, że po polance kręci się dwójka Polaków. Mężczyzna usiłuje zagadać do mnie po angielsku, na co od razu stwierdzam „Ej ale ja mówię po polsku!”. Zbiło go to z lekka z tropu, więc zapytał się „What?”. Dopiero jego towarzyszka zaczęła do niego wołać „No przecież Ci od kilku minut krzyczę, że to Polacy są.” Ogólnie myśleli, że ruinki cerkwi na polance są właśnie Rożeńskim Monastyrem. Wytłumaczyliśmy im, gdzie mają się udać, a sami zabraliśmy się za ogarnianie. Ja biorcę coś na kształt prysznica w źródełku i zmywam z siebie kilogram soli, jaki wypociłam przez cały dzień. Dawno się tak nie cieszyłam z lodowatej wody. Gdy wracam do obozowiska pakuję się do namiotu, aby się przebrać. W tym samym czasie wraca dwójka Polaków, z którymi wcześniej rozmawialiśmy, wraz z kolejnymi dwoma towarzyszami również z Polski. Proszą nas, by podwieźć ich dwóch kolegów do Melnika. Oczywiście zgadzamy się im pomóc, w zamian za zimne piwo. Wywlekamy graty z samochodu, by panowie mogli chociaż wsiąść do Kianki. W międzyczasie rozmawiamy o tym, co porabiają w Bułgarii. Otóż przybyli tu głównie w celach trekkingowych, byli w Rile i Pirynie, gdzie zrobili podobną trasą do tej, którą 3 lata wcześniej przerobiliśmy z Tomaszem. W końcu Marek zabiera dwójkę Polaków, a ja zostaję z górą naszych gratów oraz namiotem. Nie mając nic lepszego do roboty, zasiadam na karimacie i zaczynam pasjonującą czynność jaką jest piłowanie paznokci. Nagle słyszę: „No tak, trzech facetów i zostawiają jedną kobietę samą”. Autorem tych słów był rozbity obok nas motocyklista, który przysłuchiwał się naszym dyskusjom, ale nie przypuszczałam, że jest Polakiem, gdyż jego motocykl był na niemieckich blachach. Jak to sam Mateusz stwierdził: „Nikt się mnie o nic nie pytał, to się nie odzywałem”. Mateusz, na oko 45letni, od ponad dwóch tygodni przemierzał Europę. Przez ten czas podróżował z kolegą z Niemiec. Zaczęli na Ukrainie a później wylądowali w Bułgarii. Generalnie trzymali się bocznych tras, jeżdżąc offraodami i górskimi trasami. Kolega Mateusza musiał jednak wrócić już do Niemiec, stąd nasz rodak – motocyklista musiał sam kontynuować podróż. Miło nam się rozmawia o Bałkanach i nie tylko, aż Mateusz stwierdza, że idzie zjeść kolację i w tym celu udaje się do Rożenu. Po paru chwilach z Melnika wraca Marek i przywozi zimne piwko. Ja w końcu mogę coś ugotować, bo oczywiście jedzenie zostało ze mną, ale palnik wraz z kartuszem pojechały Kianką. Pałaszujemy zatem kolację i rozkoszujemy się chłodem, który zaszczycił nas swoją wieczorną obecnością. Po pewnym czasie wraca Mateusz z jakąś nietęgą miną: „Słuchajcie…zamówiłem szopską sałatę, ale to była porcja na trzy osoby. A ja nieświadomy tego, domówiłem jeszcze ser na ciepło!” Generalnie prezentował objawy typowego przejedzenia. Uznał, że lepiej jest przespać się z tym problemem i znika w swoim namiocie życząc nam dobrej nocy. My również stwierdzamy, że trzeba się wyspać i idziemy w ślady Mateusza.







5 Responses
Łeeeeeeeeeeee, przegapiliśmy ruiny w Melniku. A winogrona na klasztornym dziedzińcu nas też kusiły – ogromnie, bo z gór wtedy zeszliśmy,,,,
Nie martw się, ja za pierwszym razem też nie miałam zielonego pojęcia o tych ruinach. Za drugim razem je odkryłam i teraz szerzę informację na ten temat.
– Gdzie byłeś na wakacjach?
– Aaaaa, pod piramidami… – odpowiadam, wspominając Melnik.
No tak, myśli zazdrośnie sąsiad, niektórych to stać na wycieczki do Egiptu…
No tak, piramidy brzmią dumnie 😉 A jednak wyjazd do Bułgarii wyniesie nas mniej niż wypad do Egiptu. Choć w kwestii temperatur panujących w obu tych krajach latem, to sądzę, że są dość podobne 😉